Moje drogie. Bardzo się cieszę, że tu do mnie czasem zaglądacie, bo konkurencja duża i tyle Was tu uzdolnionych kobietek tworzy wspaniałe, śliczne rzeczy warte podziwiania. Ja dopiero sobie raczkuję i dlatego, tak bardzo mi pomaga, jak czasami napiszecie słówko:)
Dzisiaj chciałam Wam pokazać moją pierwszą tildę uszytą wczoraj. Jeszcze kwartał temu nie wiedziałam nawet, co to jest.
Robiłam ją tak na szybko, wieczorem i bardzo chciałam zobaczyć jak mi wyjdzie, więc nie spoczęłam puki nie skończyłam. Tildami zauroczyłam się u Dysiaczka - dziękuję Dysiu, tak mi się spodobały, że musiałam spróbować. Pierwsza moja tilda jest z serii tych szczupłych z "noskiem" i do złudzenia, najbardziej z racji włosów, przypomina moją przyjaciółkę. Podobieństwo odkrył mój syn, kiedy pokazałam mu lalę, popatrzył i powiedział, kurczę wygląda, jak Anka. No i rzeczywiście podobna ani chybi.
Mam już przygotowane ciałko dla lali- grubaska, więc szybciutko kończę i zabieram się za szycie. Teraz nie będę się tak śpieszyć i popracuję troszkę bardziej nad wykończeniem. Czekam na obiecaną maszynę, tu musiałam do uszycia ciałka korzystać z uprzejmości i maszyny teściowej. Reszta szyta w ręku, a to jest czasochłonne.
Jakiś czas temu uplotłam z "darów jesieni" wianek, teraz ozdabia skrzynię w przedpokoju, albo zamiennie jest pojemnikiem na świeczki.
Wiecie, jeszcze troszkę i już będziemy szykować świąteczne ozdoby. Jak ten czas szybko leci.
Pozdrawiam Was wszystkich serdecznie i dziękuje, że jesteście, skąd ja bym te pomysły wszystkie brała?
Buziaki dobranocne.