Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czarny kot. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czarny kot. Pokaż wszystkie posty

środa, 28 listopada 2012

Ciąg dalszy, czyli jak zakociłam dom

Z lubością zaglądam na "kocie" blogi i przynajmniej w taki to sposób rekompensuję sobie brak mruczącego sierściucha.
Przy obecnym trybie życia, pracy, wyjazdach trudno sprawować odpowiedzialnie opiekę nad żywym stworzeniem. Zrobiłam kiedyś takie postanowienie, że póki mieszkam w bloku, kota, jako, że lubi chodzić własnymi ścieżkami i mieć choć trochę wolności, nie wezmę.
W postanowieniu tym wytrwałam do dziś, choć wiele razy korciło oj korciło. Czasem w Kaczorówce odwiedzają mnie miejscowe koty, przyjdą, najedzą się, ja je pogłaszczę, pomiziam i wracają do swoich domów, a moje zapotrzebowanie na kota troszkę łagodnieje.

Odnawiałam ostatnio kuchnię, a muszę powiedzieć, że zbierałam się do tego, jak nie przymierzając kot do jeża.
Moja kuchnia, posiadaczki kuchni w normalnym tego słowa znaczeniu, przyprawiłaby o apopleksję, cóż w epoce Gomułki standardem były kuchnie ociupiny i do tego jeszcze ślepe.Nie, żeby nie widziały, ot nie mają normalnego okna, ale taki prześwit na duży pokój. W myśl zasady, "jak się nie ma tego, co się lubi to się lubi to, co ma" przyzwyczaiłam się do tych metraży i całkiem nieźle tam egzystuję. Z czasem nawet stwierdziłam, że może to i lepiej, że nie trzeba tych hektarów sprzątać.
Jak już wspomniałam kuchnia została odnowiona, ot taki mały retusz, malowanie ścian, odgracenie szafek lekka zmiana wystroju.
Przemalowałam na biało szafki, które pamiętają zamierzchłe czasy poprzedniej właścicielki - remont właściwy ma dopiero nastąpić. Ta biel była taka sterylna, więc postanowiłam je czymś rozweselić. Wybebeszyłam na środek pokoju wszystkie serwetki i dalej wybierać, którą by tu wykorzystać. Z makami? Nie, taka jakaś czerwona. Na ludowo? Eee, już mi się przejadły te motywy. Może jakiś element kuchenny, noże, widelce- też nie, to takie oczywiste. Nagle mój wzrok padł na serwetkę z kotem. Tak, to właśnie jest to. Na szafce, będą koty. Małżonek wpadł w popłoch, koty? Jak to koty? Wyjaśniłam, że to będzie taki substytut prawdziwego i moje postanowienie obróciłam w czyn.
Na pierwszy ognień poszły szafki, na każdej z nich kot spoziera z innego miejsca i wygląda to całkiem zabawnie.

Na drugi ogień poszły sprzęty nieco sfatygowane, którym potrzeba było trochę świeżości. W taki to oto sposób miska na owoce została zakocona.

Butelka z octem w fabrycznym opakowaniu nie wygląda zbyt fajnie, no to zrobiłam sobie butelkę na ocet z .....kotkiem, a co. To jeszcze może pojemnik na herbatkę w saszetkach? ( nie lubię, ale goście czasami sobie życzą), pojemnik  dostał również kotka.

W tym momencie skończyły mi się serwetki z kotkami, może to i dobrze, bo mąż już z przerażeniem dopytywał ile mam zamiar tych kotów przygarnąć.

Potem było pucowanie kafelków, przystrojenie mojego "okna" i uffff można odpocząć.


Koszyczek na czosnek już bez kota:)


Została jeszcze witrynka zakupiona "zdalnie", na razie zostawiłam ją w stanie "surowym", niech taka sobie pobędzie, a jak mi się znudzi to też potraktuję ją bielą. Ze względu na to, że tutaj malowanie musi być bardzo precyzyjne poczekam na otwarcie sezonu w Kaczorówce, gdzie w spokoju i w zdecydowanie większej przestrzeni będą mogła dokonać stosownych przeróbek.


Żeby nie było, że ja tak tylko w tej kuchni ugrzęzłam to pokażę jeszcze ciepłą, filcową biżuterię w lekko żółto-sraczkowatym kolorze, który jakoś ostatnio mi przypadł do gustu.


Trzymajcie za mnie kciuki, bo jutro mam ważne publiczne wystąpienie, co jest dla mnie pewnego rodzaju nowością i co tu dużo mówić mam cholerną tremę.

Buziaki

ciąg dalszy nastąpi

niedziela, 11 listopada 2012

Wyróżnienie nr 3, serduszko, przedwczesny wianek i bezpański kot

Zgodnie z regułami tego wyróżnienia od Jasnej8 (dziękuję bardzo) mam odpowiedzieć na pytania, co niniejszym czynię:

1. Jakim zwierzęciem określiłabyś swoją osobę? Wół- od roboty, suseł -od spania:)

2. Wolisz kino, czy teatr? Chętnie bym poszła częściej do teatru, a kino ostatnio sporadycznie, jakoś nic nie grają, co chciałabym koniecznie zobaczyć.
3. Jakie jest pierwsze zdanie w książce, którą teraz czytasz? To, co ostatnio czytam, zaczyna się od słowa "Procedury"......wrrrr, ale muszę, na resztę brak czasu:((
4.Od jak dawna prowadzisz bloga? Luty 2012 r.
5.Śpiewasz pod prysznicem? Nie mam tego zwyczaju!!! Śpiewam jak mam extra humor...
6.Jaki ma kolor Twój ulubiony koc? Obecnie amarantowy, mój pies też go lubi, leżakujemy pod nim razem:)
7.Słodzisz kawę. herbatę? Nic nie słodzę!
8. Śpisz w skarpetkach? Tylko w Kaczorówce!
9.Szykujesz się już do świąt? Eeeee, nie, ale wianek z szyszek zrobiłam!!
10.Jakie jest Twoje ulubione danie? Młode ziemniaczki z masełkiem, koperkiem i kefirem. Pycha!!!
11. Do czego masz słabość? Do spania!!

Powinnam teraz wytypować 11 blogów, ale wiecie co? Zmienię troszkę zasady:) Zapraszam i bardzo bym chciała, aby do zabawy dołączyli Ci, którzy tu do mnie zajrzą i będą mieć ochotę wziąć w niej udział:))


A co jeszcze u mnie?

Szybciutko, dzięki maszynie Singer rocznik 1907 (jak ja ją lubię) uszyłam serduszko dla przyjaciółki, zielone z czerwonym, o takie kolorystycznie prosiła.






Miotając się między gotowaniem obiadku, sprzątaniem i szyciem serduszka zrobiłam jeszcze wianek, wygląda na świąteczny, bo potraktowałam go złotą farbą. Różyczki zwijałam przez ostatnie dwa wieczory, tak mnie pochłonęły, że jak mi skończyły się liście to nie bacząc na późny wieczór wyciągnęłam przyjaciółkę do mrocznego parku, żeby ich nazbierać i dalej wić te różyczki. Mówię Wam, w amok jakiś wpadłyśmy obie z tymi różyczkami. Muszę Wam to opowiedzieć, myślę że psiapsióła nie będzie mi miała za złe:) Jej amok przejawił się w tym, że raniutko, jak tylko otworzyła oczy zaczęła wić te różyczki siedząc w samych majtkach, bo szkoda jej było czasu, żeby się ubrać::)))

Najpierw mój wianek zawisł w sypialni, jednak miejsce nie było zbyt dobre, więc


przeniosłam go do przedpokoju i uznałam, że to jest odpowiednie miejsce.



Byłam też na spacerze, taki ładny dzień, grzech siedzieć w domu, wychodząc przydybałam naszego bezpańskiego kota na słodkiej drzemce. Ledwo oko otworzył i łaskawie na mnie łypnał....Kot nie ma właściciela, mieszka sobie w bloku, na holu, jeść dostaje, spanko, jak widać ma przygotowane i wzbudza powszechne zainteresowanie przechodniów ten nasz kot blokowy.....A ja mogę sobie  go pomiziać do woli, mój psiak też go lubi i witają się zawsze na holu jak starzy znajomi:)))


Na spacerze takie oto widoki i zapach, wiecie taki jesienny, liści, mokrej ziemi......


Wronę przyłapałam na chowaniu żołędzi w ziemi, przyglądała mi się uważnie...


A tu próba generalna przed obchodami Dnia Niepodległości....


I takim to sposobem kończy się niedziela, to był udany weekend, oprócz tej petardy, co to jakiś uczestnik  marszu, patriota zapewne;), bo krzyczał coś o wolnej Polsce, rzucił mi pod nogi, kiedy chciałam przeczekać w bramie ten przemarsz....
Jeszcze mi brzęczy w uszach....
Ale co się dziwić, marsz wyglądał tak, a dopiero, co ruszył....


Buziaczki wszystkim przesyłam i zapraszam do zabawy.