Z lubością zaglądam na "kocie" blogi i przynajmniej w taki to sposób rekompensuję sobie brak mruczącego sierściucha.
Przy obecnym trybie życia, pracy, wyjazdach trudno sprawować odpowiedzialnie opiekę nad żywym stworzeniem. Zrobiłam kiedyś takie postanowienie, że póki mieszkam w bloku, kota, jako, że lubi chodzić własnymi ścieżkami i mieć choć trochę wolności, nie wezmę.
W postanowieniu tym wytrwałam do dziś, choć wiele razy korciło oj korciło. Czasem w Kaczorówce odwiedzają mnie miejscowe koty, przyjdą, najedzą się, ja je pogłaszczę, pomiziam i wracają do swoich domów, a moje zapotrzebowanie na kota troszkę łagodnieje.
Odnawiałam ostatnio kuchnię, a muszę powiedzieć, że zbierałam się do tego, jak nie przymierzając kot do jeża.
Moja kuchnia, posiadaczki kuchni w normalnym tego słowa znaczeniu, przyprawiłaby o apopleksję, cóż w epoce Gomułki standardem były kuchnie ociupiny i do tego jeszcze ślepe.Nie, żeby nie widziały, ot nie mają normalnego okna, ale taki prześwit na duży pokój. W myśl zasady, "jak się nie ma tego, co się lubi to się lubi to, co ma" przyzwyczaiłam się do tych metraży i całkiem nieźle tam egzystuję. Z czasem nawet stwierdziłam, że może to i lepiej, że nie trzeba tych hektarów sprzątać.
Jak już wspomniałam kuchnia została odnowiona, ot taki mały retusz, malowanie ścian, odgracenie szafek lekka zmiana wystroju.
Przemalowałam na biało szafki, które pamiętają zamierzchłe czasy poprzedniej właścicielki - remont właściwy ma dopiero nastąpić. Ta biel była taka sterylna, więc postanowiłam je czymś rozweselić. Wybebeszyłam na środek pokoju wszystkie serwetki i dalej wybierać, którą by tu wykorzystać. Z makami? Nie, taka jakaś czerwona. Na ludowo? Eee, już mi się przejadły te motywy. Może jakiś element kuchenny, noże, widelce- też nie, to takie oczywiste. Nagle mój wzrok padł na serwetkę z kotem. Tak, to właśnie jest to. Na szafce, będą koty. Małżonek wpadł w popłoch, koty? Jak to koty? Wyjaśniłam, że to będzie taki substytut prawdziwego i moje postanowienie obróciłam w czyn.
Na pierwszy ognień poszły szafki, na każdej z nich kot spoziera z innego miejsca i wygląda to całkiem zabawnie.
Na drugi ogień poszły sprzęty nieco sfatygowane, którym potrzeba było trochę świeżości. W taki to oto sposób miska na owoce została zakocona.
Butelka z octem w fabrycznym opakowaniu nie wygląda zbyt fajnie, no to zrobiłam sobie butelkę na ocet z .....kotkiem, a co. To jeszcze może pojemnik na herbatkę w saszetkach? ( nie lubię, ale goście czasami sobie życzą), pojemnik dostał również kotka.
W tym momencie skończyły mi się serwetki z kotkami, może to i dobrze, bo mąż już z przerażeniem dopytywał ile mam zamiar tych kotów przygarnąć.
Potem było pucowanie kafelków, przystrojenie mojego "okna" i uffff można odpocząć.
Koszyczek na czosnek już bez kota:)
Została jeszcze witrynka zakupiona "zdalnie", na razie zostawiłam ją w stanie "surowym", niech taka sobie pobędzie, a jak mi się znudzi to też potraktuję ją bielą. Ze względu na to, że tutaj malowanie musi być bardzo precyzyjne poczekam na otwarcie sezonu w Kaczorówce, gdzie w spokoju i w zdecydowanie większej przestrzeni będą mogła dokonać stosownych przeróbek.
Żeby nie było, że ja tak tylko w tej kuchni ugrzęzłam to pokażę jeszcze ciepłą, filcową biżuterię w lekko żółto-sraczkowatym kolorze, który jakoś ostatnio mi przypadł do gustu.
Trzymajcie za mnie kciuki, bo jutro mam ważne publiczne wystąpienie, co jest dla mnie pewnego rodzaju nowością i co tu dużo mówić mam cholerną tremę.
Buziaki
ciąg dalszy nastąpi
kocimi szafkami jestem zachwycona i zazdroszczę bardzo strasznie zdolności, kreatywności i chęci!
OdpowiedzUsuńJa jestem zachwycona Twoimi kotami i opowieściami o nich:)
UsuńZdolności, no nie wiem, wydawało mi się, że przez tyle lat, że ich nie mam:)
Danusiu, kuchnia wygląda cudnie! Ja malowałam szafki rok temu z hakiem. Zawsze to nowa jakość! I znam ten ból małych przestrzeni, sama w takiej mieszkam...
OdpowiedzUsuńBardzo mi przykro, że nie mam serwetek z jakimiś kotami, bo chętnie bym Ci wysłała:). W sumie nie dziwię się Mężowi, bo kotek jest lekko diaboliczny i w każdym kątku mógłby zaskakiwać!!!! A w ogóle pomysł z tą mordką wychylającą się z szafki jest świetny! Gratuluję kolejnych , wspaniałych działań!
Sraczkowate biżutki są ok:)
Trzymam kciuki za Twoje wystąpienie! Będzie bardzo dobrze:), w końcu wygadana jesteś........
Ściskam i wszystkiego dobrego!
Kotek ma w oczach myszy:)
UsuńJutro o tej porze będzie już po stresie:)
cudownosci :) sama bym chciala kuchnie z kotkami :)
OdpowiedzUsuńNo to już, kilka serwetek, puszka farby i gotowe:)
Usuńte koty....cudowną kuchnię masz teraz. a te serwetki to naklejałaś? to jak te szafki będziesz czyściła?
OdpowiedzUsuńSerwetki, tak jak w decoupage są naklejone, a wszystko jest zabezpieczone kilkoma warstwami lakieru, więc można będzie myć:)
OdpowiedzUsuńkoty cudne, rozweselające. Biżuteria do schrupania, wygląda ekstra :))
OdpowiedzUsuńSpadnie śnieg to zacznę nosić, będzie mi w szyję i rączkę ciepło:)
UsuńMasz cudne pomysły- koty sa idealne!! a i kuchnia fajna- na pewno biel ja rożświetlił i powiększyła optycznie.
OdpowiedzUsuńŚliczna ta witrynka z biała zastawą- djesz dowód, ze nawet w bloku i ślepej kuchni mozna stworzyc ciepłe, klimatyczne wnętrze.
serdeczne
j.
PS. Jak poszło? ( mialas swoją nową bransoletke??)
Dziękuję kochana:)
UsuńPoszło koncertowo, mogę iść jeszcze raz:)
Bransoletki nie miałam to biznesowe wystąpienie na sztywno, garnitur, szpilki biżuteria minimalistyczna.
Ta się nadaje raczej na prywatne wystąpienia:)
Ten pomysł rewelacyjny! U mnie ten sam kot, ale na mini komódce. Wraz z innymi kotkami z tej serii.
OdpowiedzUsuńBardzo mi się podobają Twoje metamorfozy!
A ten naszyjnik, to jest po prostu szałowy!
A inne też mam i są bardzo fajne, ale chciałam już żeby było jednorodnie. Jest jeszcze taka serwetka z kociczką pchającą wózek kociaków:)
UsuńA naszyjnik jest tak prosty w wyknaniu, że aż strach:)
Koty są rewelacyjne, ten łebek (czy łepek?) wychylający się z szafki jest niesamowity :))
OdpowiedzUsuńPodziwiam, malowałam jeden tzw. kontener biurowy i miałam dość. Jeszcze nie polakierowałam bo chciałabym coś "nakleić" tylko pytanie co?
Witrynka podoba mi się taka surowa, nie wiem jaka jest reszta kuchni, ale z tego ujęcia jest fajnym innym dodatkiem przykuwającym wzrok :)
No właśnie i ja miałam dylemat co nakleić, padło na kota. Trzeba wywalić serwetki i każdej z osobna się przyjrzeć, coś tam "przemówi"
OdpowiedzUsuńDlatego też na razie zostawiłam witrynkę takim stanie, pomalować zawsze można.
buziaki