Z tym wstążeczkowym to było tak, że kiedyś, gdzieś trafiłam na podusie zrobione tą metodą, przyjrzałam się powzdychałam, że taki ładne i od razu stwierdziłam, że trzeba dużych umiejętności, żeby takie cudeńka robić. To nie dla mnie.
Przy okazji odnawiania kuchni uszyłam serducho, o takie:
Za białe mi się ono wydawało i wtedy przypomniał mi się ten haft wstążeczkowy. Na prędce wyhaftowałam różyczki i okazało się, że to haftowanie wstążeczkami nie takie straszne.
Złapałam kawałek materiału i dalej próbować kolejne różyczki, każda innego koloru, a jakże, muszę zobaczyć jak to wychodzi. Po połączeniu łodyżką wyszły mi takie niby malwy, choć mąż powiedział, że nie ma takich malw, co to każda ma inny kolor. Eeeee, skwitowałam, nie znasz się, to taki "zamysł artystyczny, a nie naśladowanie natury", ratowałam sytuację.
I co z tym wyhafotwanym kawałkiem szmatki zrobić? Ano uszyć woreczek na mydła do łazienki. Super, w końcu zapasowe mydła będą w jednym miejscu.
I tak to worek z mydłami teraz sobie wisi w łazience.
(Zapasowe pasty do zębów też by tak mogły wisieć, no nie? i golarki.....)
Jak wpadam w amok, powiedzmy, twórczy, to nie mam umiaru. Uwierzcie mi mogłabym nie jeść nie pić siku nie robić, ehhhhhhhh. Zawalając kolejną noc uszyłam igielnik, oczywiście dohaftowałam mu różyczki, bo jak na razie to tylko one mi jako tako wychodzą. Nie spoczęłam aż skończyłam, była 3 rano, a do pracy wstać trzeba. Oj głupia ty głupia kobieto, jak mawiał Rene z Allo, Allo do swojej żony.......
Słuchając ciekawej audycji (oj, lubię takie, lubię) powstał kolejny woreczek
Mąż wpadł w rozterkę "czy teraz wszystko będziemy mieć w woreczkach?" hmmmmm, może i będziemy, przynajmniej do czasu, aż mnie jakiś kolejny bzik nie złapie:))
W trakcie roboty są jeszcze duszki na słoiki, które po odnowieniu kuchni straszyły swoim surowym szklanym obliczem.
Zabrakło mi jednak malinowej wstążki i jestem zmuszona robotę odłożyć "na zaś" tzn. do jutra, jak otworzą sklepy:))
Z hafciarskim pozdrowieniem życzę Wam przemiłej niedzieli.
Coś tam do pokazania mi jeszcze zostało, ale zostawię na później.
Wasza nawiedzona Mnemosyne :))
Danusiu! W zasadzie wszystko może być w woreczkach, są takie romantyczne.....
OdpowiedzUsuńŚliczne, gratuluję:). Nie myślałam o haftowaniu, ale jak jeszcze sobie na Twoje dzieła popatrzę to mi się zachce!
Bardzo udane prace, czekam na jeszcze!
A jeśli chodzi o pierniki, to ja jeszcze też nie piekłam. Zdążymy! A na All... kupiłam sobie barwniki i teraz mogę sobie kolorować lukier!
Buziaki i dobrego tygodnia:0
Zanim Ci się kochana zachce to poproś Mikołaja o worek czasu, bo inaczej spać przestaniesz, a będziesz haftowała. Wciąga masakrycznie:)Buziaki
Usuńduszki na słoiki - co ja widzę, popatrz popatrz, pierwszy raz w życiu spotykam się z tym określeniem.
OdpowiedzUsuńHaft śliczny, ja mam generalnie bzika na punkcie różanego motywu. Wszystko w domu albo w koty albo w róże, jakaś masakra różano-kocia.
był taki duszek z bajki Kacperek mu było, wyglądał podobnie:)
OdpowiedzUsuńU mnie zaczyna też zmierzać w tym kierunku.....
No to wpadłaś, Kochana :))
OdpowiedzUsuńNa pocieszenie Ci powiem, że krzyżyki za mną "chodzą" i już sobie nawet zestaw do prób nabyłam, ale żeby wstążeczki.... nie dam rady w tym wcieleniu:)))
Ściskam i podziwiam.
Oj dasz, z calutką pewnością dasz:) To nie jest takie trudne i nie takie zaś żmudne, szybko dość przybywa. Ja się już boję oglądać te wszystkie strony z tymi cudami, bo co rusz coś innego mnie zachwyci a wszystko bym chciała zaraz zrobić. Tylko kiedy, kiedy? Buziaki znad kolejnego woreczka:)
Usuńjak widzę takie cuda tworzone po nocach, to przestaję żałować, że moje talenta są zminimalizowane. igłę nawlekę, ale co dalej???
OdpowiedzUsuńZ całą pewnością nie są tylko jeszcze o tym nie wiesz:) Nawlekasz, więc tą igłę, a potem....samo wychodzi, bo podpatrujesz i kombinujesz. Ja tak robię bo talentami też nie grzeszę, ale jestem uparta czasami....
Usuńależ Cię wzięło!!
OdpowiedzUsuńsuper- no i efekty piekne- życzę więc udanych zakupów♥
całuski
Już mnie w sklepie z tasiemkami zaczynają poznawać i kolorów im zaczęło brakować, nie ma to jak takie nawiedzone klientki:)
UsuńI cóż ja Ci mogę napisać...?!
OdpowiedzUsuńZachwyca mnie wszystko: kocurki miauczące nie tylko z szafki, piękne woreczki wielorakiego użytku, no i cała reszta..., a biżuteria... baardzo oryginalna.
A pierniki tak pachną, że aż mi ślinka cieknie...
Mam nadzieję, że moje też wyjdą tak smakowite?
Ciekawa jestem, jaki teraz pomysł chodzi Ci po głowie, co nowego stworzysz...?? ;-))
Buziaaki.. ewa
Wyjdą bo przepis jest superowy. Teraz to już chyba idę spać tak na wszelki wypadek z rozsądku, żeby do roboty nie zaspać :)
OdpowiedzUsuńMuszę wrócić do skrzyneczek mam troszkę do zrobienia?:) Buziaki
ALE CI SUPER TE HAFTY WYCHODZĄ:)))))))))))))JESTEM POD OGROMNYM WRAŻENIEM...ALE I KOTEK NA SZAFCE Z POPRZEDNIEGO POSTU BARDZO MI SIE PODOBA:))))))))))))))))))
OdpowiedzUsuńSama się sobie dziwię, że wychodzą (jakoś)
UsuńKotek i mnie zauroczył, muszę zaopatrzyć się jeszcze w te serwetki:) Zakocę coś jeszcze. Buziaki.
No pewnie ,że zamysł i że artystyczny,każdy to wie!:))Fajny ten nowy bzik,ale pewnie pracochłonny?Ja się nie zabieram za takie trudne rzeczy,przyjdę podziwiać do Ciebie.Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuń
UsuńTakie proste jak ja tu haftuję to nie jest skomplikowane i trudne. Myślę, że każdemu się uda. Ale oczywiście zapraszam, zaglądaj kochana zaglądaj. miło wiedzieć, że jednak się komuś podoba, co po nocach produkuję:)
Kochana gratuluję, wiem jaka to satysfakcja jak się uda.
OdpowiedzUsuńŻe piękne każdy widzi. :-D
UsuńJuż rozumiem, co czujesz jak skonczysz taki, który dłubiesz dwa lata:)
OdpowiedzUsuńPiękny ten haft.
OdpowiedzUsuńPs. załatwiłam sobie wsad do poduszki ;-)
To już chyba zacznę szyć to serducho:)))
Usuń