czwartek, 1 listopada 2012

Proboszczowi się nie chciało

     Lubiłam Święto Zmarłych, choć to smutne i refleksyjne święto. Wtedy jednak byłam dzieckiem i Ci wszyscy zmarli do których chodziłam na groby zapalić świeczkę nie byli mi znani, to były  jakieś dalekie ciocie, pradziadkowie, dziadek, którego nie znałam to i bardzo smutno mi nie było.

    Od rana w Święto Zmarłych zaczynał się rytuał, ojciec pakował na pierdakę wcześniej zakupione albo wyhodowane chryzantemy, świerkowy stroisz i jechaliśmy "stroić" groby. Na cmentarzu było gwarno, wszyscy układali kwiaty, grabili do czysta ścieżki, równiutko, jak to w Wielkopolsce jest w zwyczaju, stawiali świeczki i znicze, których jednak na razie nie zapalano. 
    Porządkowano też cudze groby, których już nie miał kto odwiedzać, ot wtykano w ziemię świeczkę i układano gałązki świerkowe. Wokół unosił się specyficzny zapach świerkowych gałązek i chryzantem.

     Potem cmentarz pustoszał bo o 14:00 w kościele była msza za zmarłych. Kościół pękał w szwach, zjechali krewni z różnych stron, przyszły cale rodziny, kto mógł i chciał w tej mszy uczestniczył. Po mszy ksiądz prowadził wiernych w procesji na cmentarz, gdzie w centralnym miejscu, przy krzyżu, u zbiegu wszystkich alejek odmawiał jeszcze różaniec. Wszyscy dobrze księdza słyszeli, bo ksiądz był zaopatrzony w mikrofon i głośnik, który dźwigał kościelny. Jeśli akurat w tym dniu padało nad księdzem ministrant trzymał rozpostarty duży, czarny parasol. Cale rodziny stały wokół grobów swoich zmarłych i odmawiały z księdzem różaniec. Nikt nie chodził nikt nie rozmawiał. Wtedy też zapalało się świece i znicze. Dopiero, kiedy ksiądz skończył modlitwy  i na czterech rogach cmentarza pokropił groby wodą święconą zaczynał się ruch, odwiedzanie wszystkich grobów krewnych, znajomych i tych  "pod płotem". Bo pod płotem byli pochowani samobójcy, dzieci, które nie miały chrztu i radzieccy, bezimienni żołnierze, którzy zostali zabici, kiedy na tych ziemiach przetaczał się front. Paliliśmy im świeczki, a wcześniej ze szkołą porządkowaliśmy ich groby.

     Cmentarz powolutku zasnuwał się dymem i pachniało paloną stearyną. Przy nagrobkach tworzyły się grupki krewnych, którzy czasem tylko tutaj, raz do roku mieli okazję się spotkać i porozmawiać. 

     Ja wypatrywałam swojej koleżanki, bo zawsze "po cmentarzu" przychodziła do mnie i zaszyte w pokoju na górce przy rozpalonym do czerwoności piecyku i gorącej herbacie obgadywałyśmy swoje sprawy.

    Minęło wiele lat od tamtych czasów, ksiądz odszedł na emeryturę. Parafia ma nowego księdza. Dziś była  brzydka pogoda, padał deszcz, był potrzebny parasol. Wierni pod parasolami szli karnie w procesji, którą prowadził zmoknięty wikary, proboszcz zaś sunął na przedzie w .......samochodzie. Różaniec proboszcz odmawiał przez megafon również siedząc w samochodzie , który to zaparkował paradnie na trawce pod płotem. Wierni jak zwykle, karnie i  pod parasolami stali przy grobach, nikt nie chodził nikt nie rozmawiał. Aby tradycji stało się zadość, zmoknięty wikary dokonał tradycyjnego kropienia na czterech rogach cmentarza i można było iść do domu. Ksiądz też odjechał samochodem i zabrał zmokniętego wikarego.
Byli tacy, którzy wracali do domu z niesmakiem. Naprawdę tak bardzo mu się nie chciało? A mówi się, że przykład idzie z góry, nie w tym przypadku jednak.

    W zastępstwie pogaduszek z koleżanką przy gorącej herbatce skończyłam dzisiejszego popołudnia różaną skrzyneczkę i troszkę poszyłam. Tak, tak na tej maszynie, która u mnie już jest i niedługo ją Wam z radością pokażę.



A tu Księciunio  zaszyty w pościeli Państwa , uwielbia tłamsić, kopać i miętosić moje falbanki.


Dobrej, spokojnej nocy wszystkim życzę:)))


7 komentarzy:

  1. Wspaniale świąteczne i klimatyczne wspomnienia. Ja jestem całkiem miastowa, więc troszkę inaczej u nas się to odbywało:). Nie mieliśmy nigdy własnych, wyhodowanych kwiatów, wszystko kupione. Ale nastrój pamiętam zupełnie inny niż teraz. Jakoś było spokojniej i dostojniej. Może dlatego, że jako dziecko tylko uczestniczyłam. W tej chwili mamy pod opieką dużo grobów w różnych miejscach i jest to niestety głównie przedsięwzięcie logistyczne.
    A do koleżanki w tym dniu zawsze chodziłam wieczorem:).
    A jeśli chodzi o proboszcza, to jakieś nieporozumienie. Czyżby był z innej gliny?

    Różowo-szara skrzyneczka jest prześliczna, bardzo mi się podoba.
    A Księciunio, cóż...Jest na swoim miejscu! Ciesz się, że jest taki mały:)- nasza morda zdecydowanie większe powierzchnie miętosi....
    Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już ją widzę rozłożoną:) Dla Państwa miejsca brak:)

      Usuń
  2. Co cmentarz to różne obyczaje , ale Wasz proboszcz ?? ...
    Zaskoczył mnie...
    Głaski dla księciunia :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też. Księciuniu łasy na głaski nie ma nigdy dość:)

      Usuń
  3. no własnie.. taki ksiadz.. przykład... cos niesamowitego...

    piekne napisane wspomnienia♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :)

      Taki się trafił, przeciwieństwo poprzedniego.

      Usuń
  4. Fajnie wyszły te poświaty przy różach.Zupełnie inny efekt niż u mnie!Jakby to była inna serwetka.

    OdpowiedzUsuń

Fajnie, że zostawiasz słówko:) A im więcej słówek tym milej:)