I to od samego rana.
Wstała ani wcześnie, ani późno, w sam raz na niedzielny poranek. Wypiła kawusię i stwierdziła, że zupełnie inaczej niż zwykle nie włączy na dzień dobry kompa. Taka samodyscyplina.
Potem karnie poszła z psiną na spacerek, choć dzionek pożal się bosze, chmurny, mglisty i zgniły. Wcale nie zimowy. Wrony i kawki smętnie grzebały w trawniku poszukując śniadania, a nieliczni ludzie pośpiesznie przemykali przez park. Cicho i pusto. Widać inni odsypiali sobotnie szaleństwa.
I tak po powrocie Mnemo sobie pomyślała, że czas niedzielny należy spędzić zbożnie, czyli niezbyt pracowicie, a raczej przyjemnie. Zaczęła od odwiedzenia przyszłej mamusi, co to już za chwileczkę uda się na porodówkę. Ulice były cudownie puste, tak to by się chciało jeździć codziennie. Pewnie wszyscy udali się na zakupy do tych wszystkich ogromniastych sklepów z ogromniastymi tłumami i ogromniastym hałasem. Jak to dobrze, że Mnemo tam nie pojedzie, bo w tym roku postanowiła sobie tego koszmaru oszczędzić. Jeszcze troszkę pomniejszych sklepików w okolicy zostało. Przyszła mamusia dostała w prezencie pastelowe cytrynki i Mnemo urosła wszerz i w górę ( z dumy), kiedy musiała tłumaczyć, że to nie jest zdjęcie cytrynek tylko własnoręcznie namalowany obrazek. Przyszła mama jest młodą osobą, wzrok ma dobry, ale przyglądała się łącznie z przyszłym tatą obrazkowi pod światło, i z tej i z tamtej. Mnemo musiała zaklinać się, że to nie zdjęcie. A może chcieli mi przyjemność sprawić, choć oczywiście nic nie wiedzieli, że Mnemo teraz ma pastelkowego fioła.
A po powrocie, przemyślawszy rzecz podczas jazdy, Mnemo raz na zawsze pozbyła się ciuchów za małych, które to wredne krasnale z zaciętością zwężają i zwężają. Idąc za ciosem rozstała się także z kilkoma parami butów, kurtek i płaszczy. Ach, jak to błogi stan, tak bez stresu i żalu pozbywać się za małych szmat. A było tego sporo, 120 litrowy wór ciuchów, i torba podróżna (podarta) butów. Zaraz luźniej w szafach!!!!
Mnemo trochę była ciekawa, co tam się w blogosferze dzieje, ale dzielnie powstrzymywała wskazujący palec od zrobienia "klik". Dobrze się złożyło, bo pokusa była duża, ale trafił się gość najpierw jeden, tego Mnemo napasła sernikiem ( bo kupiła), a potem drugi, który dostał obiad ( ten już ugotowała). Trwając w swoim rannym postanowieniu Mnemo zasiadła do pastelek, znowu bez światła dziennego, ale nawet z rana było tak chmurno, że trza było ogarki zapalić. I tak sobie, rysowała, malowała, rysowała, aż narysowała........
I dopiero wtedy uznała, że dyscypliny dość, paluszek wskazujący zrobił "klik" i oto jest i prezentuje dzisiejsze zmagania z pastelkami...........
A teraz idzie radośnie pobuszować po Waszych blogach:)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pastele suche. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pastele suche. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 15 grudnia 2013
poniedziałek, 9 grudnia 2013
Uchu cha, uchu cha i jest gru-cha ( plus jabłuszko)
No dobra. Zarwałam noc. Poszłam do huty ze spuchniętymi ślepiami i ziewającą paszczęką, ale, co narysowałam to narysowałam. Wu mówi, że pastele to malarstwo nie rysunek ( jest na sali jakiś specjalista, co wie, jak jest faktycznie?), ale ja się przecież na tym nie znam. W sumie to nawet nie wiem, jak ja to robię, kładę rekwizyt, biorę pastele i dawaj. Nie znam żadnych zasad, technik, tricków, sposobów. Jak oświetlić rekwizyt, jak ułożyć. Nic! Wsio na czuja. Zapytam dobrej duszy Hany czasem o jakieś wskazówki, albo Wu i na tym kuniec. Czytać mi się w necie też nie chce o tych technikach, bo ja jestem niecierpliwa.
Trudność dla mnie prawdziwa to cienie, widzę, jak się układają, ale nie potrafię tego przenieść na kartkę. JESZCZE nie potrafię, ale to przecież dopiero 5 i 6 rekwizyt, który nasmarowałam pastelami.
Bardzo mi się podoba ta zabawa i nie ma takiego bajzlu jak przy dekupkach, które stoją w kącie i piszczą o skończenie.
Za Wasze miłe wpisy pod poprzednim postem bardzo, bardzo dziękuję, jakoś tak, jak je czytam jeszcze bardziej mi się chce rysować/malować:)))
To teraz uchu cha, uchu cha - taka oto moja gru-cha!!! Plus wczorajsze jabłuszko:)))
Ale zdjęcie robione po ćmoku, w sztucznym świetle, czyli marne.
Powinnam zająć się jakąś czynnością przedświąteczną, ale wiecie, co? Idę sobie porysować/ pomalować.......do świąt jeszcze trochę, zdążę:)))
Trudność dla mnie prawdziwa to cienie, widzę, jak się układają, ale nie potrafię tego przenieść na kartkę. JESZCZE nie potrafię, ale to przecież dopiero 5 i 6 rekwizyt, który nasmarowałam pastelami.
Bardzo mi się podoba ta zabawa i nie ma takiego bajzlu jak przy dekupkach, które stoją w kącie i piszczą o skończenie.
Za Wasze miłe wpisy pod poprzednim postem bardzo, bardzo dziękuję, jakoś tak, jak je czytam jeszcze bardziej mi się chce rysować/malować:)))
To teraz uchu cha, uchu cha - taka oto moja gru-cha!!! Plus wczorajsze jabłuszko:)))
Ale zdjęcie robione po ćmoku, w sztucznym świetle, czyli marne.
Powinnam zająć się jakąś czynnością przedświąteczną, ale wiecie, co? Idę sobie porysować/ pomalować.......do świąt jeszcze trochę, zdążę:)))
Subskrybuj:
Posty (Atom)