niedziela, 15 grudnia 2013

Jak się Mnemo poddała dyscyplinie

I to od samego rana.
Wstała ani wcześnie, ani późno, w sam raz na niedzielny poranek. Wypiła kawusię i stwierdziła, że zupełnie inaczej niż zwykle nie włączy na dzień dobry kompa. Taka samodyscyplina.
 Potem karnie poszła z psiną na spacerek, choć dzionek pożal się bosze, chmurny, mglisty i zgniły. Wcale nie zimowy. Wrony i kawki smętnie grzebały w trawniku poszukując śniadania, a nieliczni ludzie pośpiesznie przemykali przez park. Cicho i pusto. Widać inni odsypiali sobotnie szaleństwa.
I tak po powrocie Mnemo sobie pomyślała, że czas niedzielny należy spędzić zbożnie, czyli niezbyt pracowicie, a raczej przyjemnie. Zaczęła od odwiedzenia przyszłej mamusi, co to już za chwileczkę uda się na porodówkę. Ulice były cudownie puste, tak to by się chciało jeździć codziennie. Pewnie wszyscy udali się na zakupy do tych wszystkich ogromniastych sklepów z ogromniastymi tłumami i ogromniastym hałasem. Jak to dobrze, że Mnemo tam nie pojedzie, bo w tym roku postanowiła sobie tego koszmaru oszczędzić. Jeszcze troszkę pomniejszych sklepików w okolicy zostało. Przyszła mamusia dostała w prezencie pastelowe cytrynki i Mnemo urosła wszerz i w górę ( z dumy),  kiedy musiała tłumaczyć, że to nie jest zdjęcie cytrynek tylko własnoręcznie namalowany obrazek. Przyszła mama jest młodą osobą, wzrok ma dobry, ale przyglądała się łącznie z przyszłym tatą obrazkowi pod światło, i z tej i z tamtej. Mnemo musiała zaklinać się, że to nie zdjęcie. A może chcieli mi przyjemność sprawić, choć oczywiście nic nie wiedzieli, że Mnemo teraz ma pastelkowego fioła.
A po powrocie, przemyślawszy rzecz podczas jazdy, Mnemo raz na zawsze pozbyła się ciuchów za małych, które to wredne krasnale z zaciętością zwężają i zwężają. Idąc za ciosem rozstała się także z kilkoma parami butów, kurtek i płaszczy. Ach, jak to błogi stan, tak bez stresu i żalu pozbywać się za małych szmat. A było tego sporo, 120 litrowy wór ciuchów, i torba podróżna (podarta) butów. Zaraz luźniej w szafach!!!!
Mnemo trochę była ciekawa, co tam się w blogosferze dzieje, ale dzielnie powstrzymywała wskazujący palec od zrobienia "klik". Dobrze się złożyło, bo pokusa była duża, ale trafił się gość najpierw jeden, tego Mnemo napasła sernikiem ( bo kupiła), a potem drugi, który dostał obiad ( ten już ugotowała). Trwając w swoim rannym postanowieniu Mnemo zasiadła do pastelek, znowu bez światła dziennego, ale nawet z rana było tak chmurno, że trza było ogarki zapalić. I tak sobie, rysowała, malowała, rysowała, aż narysowała........

I dopiero wtedy uznała, że dyscypliny dość, paluszek wskazujący zrobił "klik" i oto jest i prezentuje dzisiejsze zmagania z pastelkami...........



A teraz idzie radośnie pobuszować po Waszych blogach:)

24 komentarze:

  1. No piękne! Jak żywe! Normalnie nie ma się czego czepić! Argentyńskie chyba, u nas też nie ma w sklepach takich "normalnych", gruszkowatych gruszek! mam jeszcze dwie, coraz bardziej miękkie się robią, ale śpieszę się! Parchate jabłuszko nadgniwa!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję miszczu:)) U mnie są różne, ale te mi się ze względu na kształt podobały, to konferencje, nasze polskie, były też takie wielkie, dziwacznego kształtu, ale cena za kilo 20 zł to se darowałam. Te konferencje to takie zielone z brązowym, trudno mi to było oddać. Mnie gnije dyńka, ale się na nią wkurzyłam i na razie stoi i czeka.

      Usuń
    2. Ale fajne te konferencje, a i w smaku pyszne są. Ja dla odmiany cały dzień przy kompie, walczę z wirusem reklamowym, ale już się poddałam, jutro przyjdzie sąsiad fachowiec.

      Usuń
    3. Wu się tymi problemami zajmuje, też bym nie wiedziała, co zrobić. Trzeba dobrego programu anty na takie mikroby i nie klikać na dziwne wiadomości, szczególnie na ich załączniki, już się tego nauczyłam, jak sobie kiedyś trojana przygarnęłam:)

      Usuń
  2. Mnemo, wielka jesteś- wytrzymać bez kompa-uuuuu!
    Mnie też krasnale zwężają ciuchy, wiesz nie pomyślałam, że to te szkraby!
    A pastelkowy fioł przynosi super rezultaty- dziś Cię podziwiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I kolejny "miszcz" mnie chwali, chyba ropęknę się z dumy. Sama widzę postępy, a jakby tak cały dzień poświęcić i malować, malować, malować........

      Usuń
  3. Ja to jestem noga w rysowaniu i malowaniu i dla mnie Twoje obrazki to absolutne dzieło sztuki! Jako żywe, i te cienie...Boskie! Dzielna jesteś, że tak pożytecznie dzień spędzony. Ja też zadowolonam:))).
    Ściskam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jam też noga, dopiero co złapałam za kredki, skoro każdy śpiewać może, jak to Stuhr zawodził, to i może tak jest z malowaniem? Zawsze trzeba próbować, najwyżej nie wyjdzie:)

      Usuń
  4. Gruszeczki jako żywe :)) A niedzieli zbożnie spędzonej gratuluję :) Ile to człowiek rzeczy zrobi, jak się od kompa odspawa ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najprawdziwsza prawda, powinnyśmy same,sobie założyć jakieś ograniczenia, jak dzieciakom:)))

      Usuń
  5. E tam, ja się nauczyłam funkcjonować na czuwaniu tu i tam, a czasem jeszcze siam.

    OdpowiedzUsuń
  6. A ja dzisiaj byłam na pięknym spotkaniu z pięknym człowiekiem o pięknych oczach - ma on dla niektórych tylko jedną wadę, a dla mnie zaletę - zahabicony po same uszy;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Habit to wielka przeszkoda nie jest, grunt, że zawartość jest zacna:)

      Usuń
    2. Jak tak dalej pójdzie, to do ubrania zostanie nam habit jeno!

      Usuń
    3. Uniwersalne, wygodne, rozwojowe, bo habit ma dużo luzów, obcisły nie jest nigdy. mi tam by się podobało, albo takie sari, umotasz kawał szmaty na siebie i masz kreację. A tak to kiecki, spódniczki, bluzeczki dupereleczki....i ciągle wszystko za ciasne.....

      Usuń
  7. Jakie piękne... cienie:) no i pierwszy plan też śliczny:) Zupełnie nie znam się na malarstwie, rysunkach, ale wcale się nie dziwię niedowierzaniu, że cytryny namalowane, a nie sfotografowane. Jestem pełna podziwu dla osób opróżniających szafy:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj nosiłam się z tą szafą i nosiłam, aż mnie naszło, wtedy trzeba korzystać, może jutro już by mi było szkoda, a tak to nie ma szmat i już:))

      Usuń
  8. Fajnie, że masz swoja "ucieczkę", a resztę pamiętam z autopsji...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ucieczka to kradzione chwile, ale dobrze, że są:)

      Usuń
  9. Normalnie aż się chce z nich syrop zrobić:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Własnie pożarłam jedną:)) "Dojszły" już porządnie.....

      Usuń
  10. Ale na Cię Mnemo wena spadła. Talent uśpiłaś i się był obudził ze snu. Piękne Konferencyjki. Lubię je, choć twardawe takie, te u nas. Piękne te pastele, aż mnie kusić zaczęło, ale talentu uśpionego niet.
    Tak chciałam zawalczyć z szafami, a raczej z krasnalami, ale nie mam za bardzo kiedy. Potrzebuję do tego samotności. W czasie, kiedy mogłabym być sama, mam niwy. Jak wracam, już nie jestem sama. Może do nowego roku zdążę. Buziaki ślę

    P.S.
    Jak Ci bez dziecków?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tam w sobie żadnego talentu nie znajduję, tak mi się wydaje, że to chyba każdy może, jak bardzo mu się zechce. Z krasnalami się rozprawiłam, a w zasadzie z pożywką dla krasnali, właśnie dlatego, że dziecków nie ma i więcej jest swobody. Jest dobrze, choć inaczej:)) Ja też lubię w samotności rozprawiać się porządkami, jakoś tak idzie sprawniej. I nikt nie zagląda przez ramię i nie woła " nie, nie tego jeszcze nie wyrzucaj......" Właśnie wywaliłam, oprócz swoich, jeszcze jeden egzemplarz garderoby, który miał słownie czternaście lat, był użyty raz i wisiał w zasadzie nie wiadomo po, co w tej szafie. No i moją piękną balową suknię, która też miała lat osiem- dziewięć:) Buziaki

      Usuń

Fajnie, że zostawiasz słówko:) A im więcej słówek tym milej:)