Obudził Mnemo paskudny ból głowy, rozsadzający. Czyżby za długo spała? W lustrze zobaczyła zapuchniętą gębę i oczy, jak szparki. No ładnie pomyślała i powlokła do kuchni napić się kawy. Ta zwykle stawia Mnemo na nogi. Nie postawiła jednak. Tabun małych, złośliwych koników dalej cwałował po łepetynie. Dobra, to może wyjdę na powietrze, świeże, miastowe, może przejdzie. Mnemo skierowała się na bazar, przy okazji kupić zamierzała trochę produktów spożywczych i rekwizytów do pastelek, bo poprzednie zostały w większości zjedzone. A na bazarze, o matulu jedyna, armagedon. Tłumy dzikie, chyba pół miasta tam pogalopowało w celu nabycia kapust kiszonych, śliwek suszonych i innego dobra świątecznego. Przy każdej budzie i straganie ogonek wielokrotnie zakręcony, a emerytki uzbrojone w wózki na kółkach nie patrząc komu po odnóżach tym wózkiem przejeżdżają ciągną samym środeczkiem alejki. Mnemo nabyła to i owo i czując potęgujący się ból głowy chyłkiem zawróciła do domu. I wtedy zaczął dzwonić telefon......służbowy.....
A głowa boli, nic to, trzeba łyknąć procha, bo Mnemo już wie, że samo nie przejdzie. Proch ma to do siebie, że pomaga po kilkunastu minutach. W tym czasie minęło południe, kilkukrotne telefoniczne dyrektywy zostały wydane, odpowiedzi udzielone, uffff.
To zabierze się Mnemo za porządki, okno może umyje? Myła i myła, bo poprzednie jego mycie zatarło się gdzieś w pomrokach dziejów. Ale, jak się bierze dzień wolny 13 na dodatek w piątek to można się spodziewać, że gładko nie pójdzie, choć Mnemo wcale nie jest przesądna. Nie poszło bo wielka kropla paskudnie wybielającego futryny środka wpadła Mnemo prościusieńko do prawego oka. Jasny gwint, przecie oko mi jest potrzebne, pastelki miałam.......... Potem odbywało się płukanie gałki pod strumieniem bieżącej wody i pośpieszne ogarnianie tego, co Mnemo rozwaliła chcąc dokonać WIELKIEGO ŚWIĄTECZNEGO SPRZĄTANIA.
W dogasającym dniu, burym i zamglonym Mnemo cyknęła jeszcze pastelki z poprzednich dni i........zapadła ciemność.
I tak to marzenia Mnemo o cudnie spędzonym dniu wolnym sprowadziły się do szarej rzeczywistości, czyli pośpiechu, żadnego odpoczynku, żadnej chwili dla siebie.
Mam wrażenie, że kiedyś dzień był dłuższy, a może ja była lepiej zorganizowana? Bo, że byłam młodsza to, z całą pewnością, a podobno z wiekiem człowiek staje się coraz powolniejszy i niestety w ciągu jednego dnia "diabłu łba nie urwie"
Pasteluję wieczorami, na doskok, bawi mnie to bardzo i wciąga, chciałabym "więcej, lepiej, nowocześniej", ale jest, jak jest, tak samo, jak te moje pastelki.
Ale, co tam pokażę Wam te moje "dzieci" z ostatnich dni, do zdjęcia nawet w ciągu dnia było za mało światła, niestety.
P.S. Mam nadzieję, że Wasze dni są dłuższe, mniej męczące i upływają w radosnej przedświątecznej atmosferze.
Nie wiem, czy Cię rozczaruję, czy pocieszę:), ale moje dni są również jakieś krótsze niż dawniej...Obiadów nie gotowałam, nawet jak już byłam "na swoim" to nie raz na chińskiej zupce się kończyło - teraz celebruję, bo poznałam znaczenie słowa "odpowiedzialność" za dużego i małego faceta (duży zrobiłby sobie kanapkę albo jajecznicę, mały zamawiał pizze - codziennie inną i nazywałby to urozmaiceniem diety:)), pranko dla siebie i na bieżąco, szkoła zdecydowanie mniej czasu zajmowała niż praca, i nawet z odrabianiem lekcji miałam czas na czytanie książki - teraz blogguję:) Doba jest jakaś krótsza...może śpię dłużej i więcej czasu na regenerację potrzebuję???
OdpowiedzUsuńMnemo, ja bez kawy jestem flak z rana:) Pijem na śpiku i z każdym łykiem żużluwy (Gaja wymyśliłą taka nazwę:)) jest mi coraz lepiej... Koniki w głowie to koszmar migrenowców...współczuję. Jutro będzie lepiej:) A obrazki śliczne:)
Pocieszyłaś mnie Ondraszko, bom myślała, że tylko ja taka....niedojda się zrobiłam, a uchodzę, za osobę szybką.
UsuńBez kawy żużluwy właśnie, rady nie daję, ona mnie trzyma aż do powrotu z huty, bo tam czasem i zjeść nie ma czasu.
Z planami, to tak jest, że najczęściej nie wychodzą.....aramegiedon, nie tylko na Twoim bazarku, mam wrażenie, że przez święta ludziska będą tylko kapuchę wtrążalać , kupują tego ilości kosmiczne !!!!
OdpowiedzUsuńPozostaję pod wrażeniem Twoich malarskich wyczynów :)
No właśnie, dziś też widziałam, wiadra 10,5,3 1 kilo stały w wysokich pryzmach, sama kapucha.
UsuńZa pozytywne wrażenia dziękuję, choć bloger coś mi zdjęcia dziś zdjęcia deformuje.
Dwie cytryny! Fajowe. Niektórzy twierdzą, że najpierw trzeba wciągnąć gruby plaster cytryny, a potem łyknąć gorącej gorzkiej kawy i przechodzi każdy ból głowy łącznie z migreną. Na mnie nie działa.
OdpowiedzUsuń".....i upływają w radosnej przedświątecznej atmosferze" nieee, i cały czas kombinuję, jak by tu zrobić zakupy a uniknąć tego szalonego tłumu...
Przy następnej okazji wypróbuję czy zadziała, nie lubię łykać prochów, metalem mi się odbija potem.
UsuńA zakupy to chyba trzeba zrobić bladym świtem, kiedy jeszcze nie ruszą gromadnie inni. Najgorsze jest to przebrzydzanie, macanie i stękanie kupujących, szlag mnie trafia, jak tak maca i maca i pyta " na ile jest kapusta". Albo wymaca i odchodzi bo za drogo, idzie macać gdzie indziej.......Czy ja też taka będę?
Mnemo, jest jedna, bardzo prosta rada. Wyluzuj. I tak niewiele zrobiłaś, a cały czas działasz w stresie, że okna, że święta, że zakupy. Równie dobrze mogłaś zajmować się sobą, pastelkami, maseczkami i leżeniem kołami do góry. Efekt byłby taki sam, ale bez stresu. Jakie znaczenie mają okna, czy inny bigos (ble). Z tego powodu masz migrenę w każdy wolny dzień (mylę się?), bo masz w ty gowie konflikt interesów, nawet nieuświadomiony. Nie powielasz aby jakiegoś bezsensownego wzorca? Alem dała...
OdpowiedzUsuńW pastelkach postęp widzę. Cytrynki nadal są moimi faworytami, mnie uporczywie za ładne wychodzo.
Hana Ty jak matka.....masz rację:) Ale ja przecież chciałam ino trochę, tak, jak normalna baba chałupę ogarnąć. Nie lubisz bigosu? Sama też nie jestem koneserem, ale, jak tak go piknie przyprawię, grzybków dodam to nawet jest do zjedzenia. Wiadra 5 kilowego nie gotuję, o nie!! Wiem, jaki masz wzorzec na myśli, ten to jest niedościgniony i za całe lata się do niego nie zbliżę, ani mi to w głowie. Pośrednik wzorca już musztrę przechodzi od tygodnia i zaraz będzie wsio na tip top. Cytrynki za ładne, to co to znaczy? Papryka mnie zmęczyła, ale zaskoczyłam po trochu o co w takim kształcie chodzi. Nabyłam książkę, zen dwie inne znalazłam w domu ( rany czego ja nie mam na tych półach) ale nie mam kiedy poczytać,......
UsuńZa bigosem nie przepadam, ale gotuję (podobno) pyszny, bo Mój lubi. Ale rzadko gotuję, nie cierpię zapyziałego smrodku gotowanej kapuchy. Też widzę, co ludziska kupują - wymborki kapuchy właśnie, słoninę, karkówkę i takie obrzydliwe resztki "na bigos". I wyobrażam sobie, jak w świąteczny poranek siedzą i jedzą na śniadanie to bigosisko z podłą kiełbachą, bo tako tradycjo...
UsuńCytrynki za ładne, znaczy takie gładkie i okrąglutkie mi wychodzą. Twoje są PRAWDZIWE!
UsuńAaaa, jak to tak rozumiem:)
UsuńWspółczuję migreny, ja teraz bardzo rzadko mam ból głowy, ale jak już, to mnie po prostu nie ma... Agniecha ma rację, kawa z cytryną pomaga, moja mama to pijała na migrenę, ale świństwo rzadkie!
OdpowiedzUsuńCytrynki bardzo fajne:)
Hana słusznie gada, przeważnie mnie boli, kiedy nie idę do huty, to taki syndrom.......
UsuńPonoć migrenę miały hrabianki, a nas, kobity pracujące to zwyczajnie łeb nap......dala.
Ojtam, ojtam, teraz demokracja (chyba...)
UsuńZ naciskiem na chyba:)))
UsuńŚwietne prace gratuluję wytrwałości, obiecałam sobie codziennie i po troszeczku ale brak czasu..próbowałam w wakacje akwareli, pastele tez leżą sobie cichutko i nie wołają...
OdpowiedzUsuńTo może w Wigilię życzenie wypowiesz, jak zapali się pierwsza gwiazdka o troszkę czasu:))
UsuńZe mną tak jest, jak mnie najdzie to nie mogę się oderwać, ale potem przychodzi kolejna pasja i zajmuję się czym innym. Teraz są pastele, wcześniej były dekupaże....no własnie czas zmienić nazwę bloga, bo to już troszkę nieaktualne:)))
Zostaw "i co mi tam do głowy przyjdzie"!
UsuńCuś w tyn deseń pewnie.......
UsuńMyślę,że plany to jakoś tak nie bardzo dają się zrealizować,a szczególnie przed świętami za dużo ich mamy.Od dłuższego czasu zauważyłam ,że doba się jakoś "sfilcowała":"))
OdpowiedzUsuńNajważniejsze że obrazki śliczne malujesz:))
Pozdrawiam serdecznie
Ja tam cudów nie wywijam, prosta rzecz, a przerasta. Wszystkim się nam doby sfilcowały. A pamiętacie jakie kiedyś były długie wakacje, teraz ledwo się zaczną a już kończą.
UsuńNa P.S. odpowiem krótko - taaa, jasne .....
OdpowiedzUsuńWidzę, że pastelki na dobre Cię wciągnęły i fajnie :) Bo wychodzą Ci jako żywe ;)
Na bazarek wychodzi się w porze, kiedy te wszystkie dziarskie emerytki gotują obiady. Wtedy jest trochę luzu. U mnie się sprawdza, przynajmniej.
Widać ludziska kapuchę wtranżalać bendom, popijając to pifkiem z owada ;) z promocji.
i białom kiełbachę... bleeee!
UsuńBiałom kiełbachę to się je na Wielkanoc:) Z chrzanem:)
UsuńTo wtedy ja w hucie, emerytki jedzą obiady o 13, wiem to na 100%. Podwieczorek o 16.. Kolację o 18 - no ja o tej porze, jak dobrze idzie to własnie obiad kończę:))
UsuńNo dobra, to ślunskum.
UsuńA tak ślunsko tak, czerwuno znaczy, jeszcze czuję w nosie te zmieszane zapachy.....
UsuńDo zgrzonio i do obkładu.
UsuńZapomniałam, że kiełbacha musi być ;) Do zgrzonia i obkładu - fuj, fuj :(
UsuńDo obkładu to nie pamiętam, kiedy to było. Jo ni obkłodom bo mi sie nie kce sznytek rano krajać......
UsuńI dobrze, że są na świecie pastelki, mają lepsze działanie niż prochy:-)))))
OdpowiedzUsuńWybacz, że się uśmiałam czytając, ale w momencie mojego czytania głowina już była OK:-)
Mnie też wczoraj w szkole tak złapała, że piłam proch natychmiastowo! Chyba ciśnienie było zbyt wysonie, a ja ciąle poniżej norm wszelakich w tym względzie:-)
A cały dzień mnie tak mędziło, jak już zacznie to tak dręczy, trzeba dopiero przespać ból i potem jes ok. Dziś mnie już nie boli.
UsuńO, to mamy podobnie :-)))
OdpowiedzUsuńTeż mi się wydaje ,że dzień był chyba kiedyś dłuższy
i ze jak mam wolne to wszystko zdążę zrobić i nawet nadrobić,
ale nic z tego :-)))
Najgorsze to to nadrabianie, bo człek głupi jest wsio chciałby od razu.
Usuńa ja, kochane panie mam wszystko w tyle! nie mogłam się tego czasu doczekać, kiedy będę mogła coś robić wtedy kiedy chcę, nie kiedy muszę. ja nic nie muszę. kto powiedział, że mam okna myć na święta? chyba bym zgłupiała w takie zimno. zawsze w październiku myłam i czekały do wiosny.
OdpowiedzUsuńbigos? uwielbiam, ale nie z ochłapów.
głowa mnie boli codziennie od wielu lat. pewnie dlatego, ze nic w niej nie ma. ale co ja tam włożę??? trociny???
Słuszne podejście, moje myłam bo przez kaczorówkę i hutę całkiem zarosłam, a do tego jeszcze latem był remont parkingu to proszę sobie wyobrazić, jak to wyglądało.
UsuńJak już powiesz Ewcia to roztropnie, co nic nie ma w Twojej głowie? A skąd takie wnioski?
jakaś taka lekka w porównaniu do reszty....
OdpowiedzUsuńWidzisz, to dobrze, bo można dużo do niej napchać:))) Ale masz pole do popisu:))
Usuńpole to ja mam do uprawiania:)
OdpowiedzUsuńI uprawiasz?
OdpowiedzUsuńja nie. sąsiad uprawia. mnie ono nie jest potrzebne.
OdpowiedzUsuńNiestety ,podobnie jak u Ciebie doba za krótka i wszystko jakby wolniej ,starość czy co ?!
OdpowiedzUsuńMaluj ,maluj bo dobra natury na Twoich obrazkach jak żywe :)
Mnemo, czymu Cię nie mo?
OdpowiedzUsuńBo Mnemo dziś postanowiła być grzeczna i sama sobie netu zakazała:)) I tak odwiedziła z rana przyszłą mamuśkę, co to lada moment na porodówkę, a potem stwierdziła, że nie pozbędzie się krasnoludków i wywaliła z szafy parę worów ciuchów i butów ( platfus mi nie zniknie, bom nie poszła na rehabilitację to po jakiego grzyba mi te niebotyczne szpile?) I tak to się dyscyplinowałam od rana:)
OdpowiedzUsuńA weźże, i po co? Pomogło?
OdpowiedzUsuńNo!!!! Siła spokoju ze mnie!!! Dumna jezdem:)))
OdpowiedzUsuń