Jutro wypada 32 rocznica stanu wojennego. Wiele z nas pamięta ten dzień, kiedy wszystkim znany generał obwieścił ten fakt tonem poważnym, skupionym i zatroskanym.
Ja też pamiętam. Nie byłam jeszcze wtedy pełnoletnia, ale na tyle dorosła, że doskonale wszystko rozumiałam i byłam bardzo podekscytowana. W domu było trochę zamieszania i strachu o mobilizację, bo brat był już dorosły. Pierwszy raz w życiu widziałam wtedy opancerzone samochody i czołgi, które późną nocą, ogromną kawalkadą przejeżdżały przez uśpioną wieś. Ojciec po cichu słuchał radia Wolna Europa i klął na te "czerwone mendy".
A potem nastały, kolejki, kartki żywnościowe i wyczekiwanie, aż "to się skończy". Kiedy stan wojenny dobiegł kresu byłam już pełnoletnia.
Na wsi nie było w zasadzie widać nic szczególnego, ot czasami patrole po godzinie policyjnej, Nie słyszałam o żadnych drastycznych przypadkach, czy poważnych restrykcjach. to co działo się w miastach, czyli zdecydowanie niebezpieczniej to już znam z opowieści teściowej i Wu.
Dziś przy okazji świątecznych porządków znalazłam PRLowskie bibuły, które władza rozrzucała w Warszawie. Widać tam datę 1985 rok, a to już czasy, kiedy odwiedzałam często Warszawę i pamiętam ją z tego czasu.
Zobaczcie, jak władza próbowała przedstawić ludowi Wałęsę, ciekawe czy autor tej ulotki rumieni się dziś na wspomnienie tego, co tam na niej narysował.
Dziś mamy wolną Polskę, wolny rynek, demokrację. Borykamy się z wieloma problemami, szczególnie młodzi ludzie w pogoni za karierą czy choćby zwykłym zarabianiem na życie, często "nie mają" czasu na zakładanie rodziny, dzieci rodzi się coraz mniej z obawy o możliwość ich wychowania i zapewnienia bytu. Co rusz wybuchają nowe afery i aferki z udziałem ludzi na wysokich, prominentnych stanowiskach. Właśnie dziś obwieścili, że prawo jazdy, które lat temu "dzieścia" dostałam bezterminowo za lat 15 będzie podlegało wymianie, za opłatą oczywiście i na dodatek zostanę paddana badaniom, czy nie zramolałam doszczętnie i czy aby na pewno mogę w dalszym ciągu siadać za kółkiem.
Jak tak patrzę na to wszystko wokół to się zastanawiam, czy wtedy 13 grudnia 1981 roku i przez kolejne lata, kiedy naród "wywalczał" sobie tę wolność spodziewał się, że ta wolność tak będzie wyglądała?
Nie żebym tęskniła do tamtych czasów o nie, jeszcze pamiętam, jak choćby taki SOKista, pan i władca dworców kolejowych, na dworcu w Kaliszu groził mi, że jak jeszcze raz mnie "zobaczy w tych portkach moro na dupie to albo polecę z gołą dupą do chałupy, albo wpierdol dostanę" i nic mu za taką odzywkę, ale to absolutnie nic nie groziło.
Jednak patrząc, co się dzieje na scenie politycznej, jaki styl tam niektórzy reprezentują ciśnie mi się pytanie na usta, czy ta nasza biało- czerwona naprawdę tak musi wyglądać?
Strasznie, ale to strasznie dowcipna ta ulotka, normalnie gejzer dowcipu!
OdpowiedzUsuńWkurza mnie strasznie ten wszechobecny bajzel, korupcja, tumiwisizm i brak profesjonalizmu na każdym kroku. Od listonosza (tak, tak!) począwszy, na ministrach skończywszy. Ciemność widzę, jeśli coś nie pierdyknie po to, żeby coś mogło się odrodzić. A pierdyknąć może jedynie rewolucja chyba. Tamte czasy były koszmarem i nie chcę nawet o tym myśleć. To, co jest teraz wynika z naszej mentalności i pewnie paru jeszcze czynników i obawiam się, że tak już będzie - raz lepiej, raz gorzej. Myślę, że podobnie dzieje się wszędzie, tylko o tym nie wiemy.
OdpowiedzUsuńNo mistrz kopyrajterki, nie? Że ministrowie, to wiem, ale żeby listonosze? Do czego to dochodzi......
Obawiam się, że masz rację, ale przecież moglibyśmy czerpać z tych dobrych wzorców, a nie kumulować wszystkie te paskudne, jeszcze trochę, a się zaczną prać w sejmie tak jak w gruzińskim bodaj parlamencie.....
Ja tam czerpię garściamy. Gorzej z wzorcamy.
OdpowiedzUsuńWzorce są na wymarciu.....
UsuńI wrocomy do punktu wyjścia.
UsuńPamiętam doskonale czasy prl. pamiętam stan wojenny i wszystkie problemy z nim związane. miałam juz wtedy
OdpowiedzUsuńdwoje dzieci. i tyle. więcej nie napiszę.
Ja tamtego dnia rano byłam na kursie tańca(przez niedopatrzenie odbył się jeszcze).Tańczyliśmy do melodii'Chłopcy radarowcy".Wracając zobaczyłam żołnierzy z bronią.Ale zbitka zdarzeń:)
OdpowiedzUsuńFaktycznie:)
UsuńKurcze, to Wałęsa? Mnie skojarzył się ze Stalinem, może prze zfajkę i te długie wąsy...Kiepski rysownik:) Mieszkałam przy jednostce wojskowej, wiedzieliśmy wcześniej, że "coś się szykuje", sąsiad wojskowy przyszedł do rodziców. Ja byłam gówniara, miałam 7 lat, najbardziej przeżyłam święta "tylko" z rodzicami i bratem (zakaz zgromadzeń, a zawsze zbieraliśmy się w dobre 15 osób...) Sąsiad (tak, ten wojskowy) robił za Gwiazdora, żeby jakoś dzieciakom wynagrodzić... Nie pamiętam ani czołgów, ani żołnierzy, ale może dlatego, że miałam ich na codzień, z okna i niedaleko poligon, więc chleb powszedni. Pamiętam tylko że byłą godzina policyjna i cieszyłam się nawet, bo ojciec zaczął wracać o normalnych porach do domu:)
OdpowiedzUsuńWałęsa, coś ma z "Dziadka" w sobie,to prawda. Nie wszyscy wojskowi to byli kanale, tak samo, jak nie wszyscy ORMowcy, taki jeden do dziś mieszka w naszej wsi. Nie słyszałam, żeby komuś zaszkodził. Mnie godzina policyjna doskwierała , nie można było długo zabawić u koleżanek, ale na wsi nie było wielkiego strachu, jak się wracało później, ulic przecież nie patrolowali tak, jak w miastach.
UsuńA może ten wyrafinowany rysownik CELOWO upodobnił Wałęsę do Stalina?
OdpowiedzUsuńMnie wyhaczyli w stanie wojennym, jak po godzinie policyjnej nie zdążyłam wsiąść do taksówki i prowadzili na Kochanowskiego (czyli na milicję). W połowie drogi, do dzisiaj nie wiem dlaczego, puścili. Nic nie jechało, a do domu daleko, oj daleko. Przemykałam się opłotkami, dopiero po bardzo długim marszu dopadłam jakąś taksówkę, która nie chciała nigdzie jechać, ale w końcu pojechała. Siąpił obrzydliwy, marznący deszcz, wiało, ciemno wszędzie. Matulu, tamta impreza nie była tego warta!
Eeee, raczej nie o to mu chodziło, tak samo, jak mu raczej nie chodziło o upodobnienie go do Piłsudskiego, ot te wąsy tak go trochę upodabniają. Rysownikowi najbardziej chyba chodziło o te dolary amerykanckie przesłaniające oczy Lechowi. Nie mam takich drastycznych wspomnień z czasu wojennego, wtedy siedziało się na wsi i tyle. Tak dobrnęłam do dorosłości. Trochę mi brakowało zabaw jedynej rozrywki w tym czasie na wsi,Wu jednak ma inne wspomnienia, rewizje młodzieży na ulicy, czy aby bibuł nie przenoszą, kordony wojska z pałami na Krakowskim, grupującą się pod blokiem milicję.......
OdpowiedzUsuńJa miałam paradę czołgów, mieszkałam przy trasie Poznań-Świecko. Na granicy się chyba grupowali, czy co, bo ciągnęło tatałajstwo w dzień i w nocy. I w obie strony. Intrygowało mnie to i do dzisiaj nie wiem skąd i dokąd jeździli. Może na pokaz tylko?
OdpowiedzUsuńMnemo, wykażesz cierpliwość w kwestii parchatego? Bo się wyprztykałam... a słowo się rzekło!
OdpowiedzUsuńPrzecież żartowałam Hana!! Moją nagrodą pocieszenia była świetna zabawa, chodziłam taka nakręcona, choć powiem szczerze, że pierwsze, co powiedziałam do WU to, że to mi wygląda na tą cudną paterę, tylko oczy na mnie wybałuszył bo on nie zauważył:)) A potem powiększyłam zdjęcie i zobaczyłam zmumifikowanego ptoka i dalej to już poszło.......
UsuńAle ja nie żartowałam. To ja ustalam regulamin! To nie jest demokratyczny konkurs! Otrzymasz parchate, jeszcze zdążę, zanim zgnije! Dzisiaj obrabiałam rzodkiewki. Ale mi dały popalić! Jutro mus je skończyć, bo przywiędły, a i Czajnik je sfatygował. Matulu, idziem spać!
OdpowiedzUsuńDobrze, dobrze:)) Poczekam!!!
UsuńJa dziś miałam na tapecie cytrynki, dwie tym razem i paprykę. Gruszki czekają i banan:)) Wariactwo jakieś, powinnam robić, co innego, ale kiedy to jest takie przyjemne:)) Ja tam się jutro wyśpię mam luz od huty:))
To był walka z systemem, te wąsy Stalina. Rysownik nie mógł inaczej wyartykułować swojej opozycyjnej postawy... Z tego dnia pamiętam ciszę radiowotelewizyjną. I szron. Śniegu nie było. W stanie wojennym chodziłam do szkoły muzycznej i zajęcia kończyły się często po godzinie policyjnej. Mieliśmy wpisane do dzienniczka, że możemy, ale i tak strach był. Moja koleżanka byłą wielka a ja kurdupel, udawałyśmy więc matkę z dzieckiem, i wydawało nam się że jesteśmy bardzo sprytne. Tak jakby matkom z dziećmi wolno było chodzić po godzinie policyjnej.
OdpowiedzUsuńAgniecha, to masz opozycyjne zasługi! Kiwałaś milicję!
UsuńTo chyba raczej byli żołnierze... I tyle moich zasług. Więcej ich nie było.
UsuńMyślisz, że tak to zakamuflował? Kto tam wie, różne dziwne rzeczy się działy.......
OdpowiedzUsuńA, to tak! Zastanawiałam się, czy prześpisz się kapkę w hucie na biurku!
OdpowiedzUsuńWolne mi nie służy, wstałam z mega bólem głowy....a co się dzieje na bazarze, matulu, to jest jakaś jatka.....
UsuńStan wojenny spędziłam w Krakowie, armatki wodne, strach, bójki, ZOMO... nasze AGH należało do najbardziej niepokornych uczelni. Smutne czasy, miałam dziś pisać posta, ale zrobiło mi się niedobrze na wspomnienie skatowanych pleców Tomka- kolegi z grupy, który stanął w obronie koleżanki.
OdpowiedzUsuńSmutny kawał historii, której dane mi było doświadczyć....
To lepiej nie wspominać Basiu, jeśli to takie przykre, po co rozdrapywać.
UsuńJa zaczynalam akurat wtedy swoja pierwsza prace we Wroclawiu, gdy na ulice wyjechaly czolgi i rozlegly sie strzaly, a potem nadszedl stan wojenny i brak wszystkiego... kartki, kolejki, walka niemalze w zdobywaniu podstawowych produktow do zycia... ciezki ,trudny czas... A teraz? Teraz mamy Wszystko i mamy Wolnosc... tylko czy naprawde, Ja mamy?
OdpowiedzUsuńWokół mam zmęczonych, zagonionych ludzi, osaczonych pędem, wiążących z trudem koniec z końcem i obok zaraz tych zdobywających coraz więcej i więcej, większa, plazma, większe auto, większy dom....... Ani jedni, ani drudzy nie są wolni.
UsuńTeż pamiętam stan wojenny. Wracałam rano z kościoła i zobaczyłam wozy opancerzone i puste ulice. Później co tydzień (w poniedziałek rano dojeżdżałam na uczelnię) mijałam posterunki na rogatkach miasta. Miałam też wykładowcę, który umawiał się z nami na kolokwia i egzaminy o godz. 22.00 (ci, którzy mieszkali w akademiku mogli zdążyć przed godzina milicyjną...). Ze Szczecina wysłałam rodzinie worek papieru toaletowego - tam był, a u nas był wielkim rarytasem:) Do dziś pamiętam buty tzw. "kaczuszki", które kupiłam o numer za małe, bo innych nie było:)
OdpowiedzUsuńA dziś? Szkoda, że wolność tak wygląda.
Jakoś mało tych, co im się podoba .......
UsuńStan wojenny pamiętam również.....dużo młodsza siostra płakała, bo Teleranka nie było....Kolejki, kartki, wszystko zdobywane niemal cudem....nie tęskno mi za tamtymi czasami...ale i dzisiejsza wolność jakaś...niedorobiona.......
OdpowiedzUsuń