Bardzo, bardzo szybki szkic wykonałam, bo niedziela się kończy a ja nie miałam nic, a nic czasu, żeby przysiąść do pasteli. Paluszki przez ten pracowity łikend świerzbiały, ale były inne ważniejsze zajęcia. Prałam prasowałam, pakowałam, gotowałam.
Widzę, jakie to niedoskonałe ( i to dobry objaw), ale o dziwo podobne do jabłka. Na rysowanie, potrzeba dużo czasu, skupienia, żadnego odrywania się i mieszania w garnkach.
Cały zestaw rekwizytów czeka, wczoraj przeleciałam po bazarku i nabyłam specjalnie w tym celu, jabłuszka, gruszki, cebule, dyńki o specjalnych kształtach nadających się do rysowania, teraz tylko siąść i rysować.
To dobre na smuteczki, które troszkę mi się plączą po sercu. Bo wiecie dzieci się wyprowadziły i jakoś tak pusto............
Memo toć cudne jabłko naszkicowałaś :)
OdpowiedzUsuńDziękuję, bo to czwarty egzemplarz w życiu, który pastelami sprawiłam, wcześniej nigdy ich w łapkach nie miałam:)) Teraz pastwię się nad gruszką:)
OdpowiedzUsuńco ty chcesz od tego jabłka? takie do schrupania jest.
OdpowiedzUsuńja to jestem wredna matka, bo jak mi sie dzieci wyprowadziły to zaczęłam odpoczywać.
Pewno i ja odpocznę, ale tak na dobry początek ich wyprawić chciałam:)) I chyba tak to jest, że po wyjściu dzieci z domu pusto nagle i brak choćby głosów za ścianą.
UsuńJabłuszko prześliczne i nie miałam wątpliwości, że to jabłko pozowało Ci do szkicu.
OdpowiedzUsuńA dzieci przychodzi taki czas ,że wyprowadzają się i trzeba się z tym pogodzić.
Pozdrawiam serdecznie
Dziękuję Lucy:) Pogodziłam się od zaraz, ale przyzwyczaić się muszę.Chyba pójdzie mi łatwo, mam tyle różnych zajęć, że nudzić się nie powinnam:)
UsuńJabłuszko jak malowane! Ale bez parchów?
OdpowiedzUsuńTo jednak masz ten syndrom...
Z bazaru, nie parchate było. Ślicne -izraelskie pewno. Poszukam parchatych od babć sprzedających czasem na ulicy:)
UsuńMy tu o jabłuszkach, a blogger wpędzi mnie do trumny zaraz.
OdpowiedzUsuńCoś mu się pierniczy, mi na pasku wyświetla Wasze posty sprzed tygodnia. A
UsuńTobie, co wyrabia? Nie ma strachu, pewno zaraz mu minie.
Racja jutro też dzień, też spadam. Gruchę jeszcze popełniłam, ale to już jutro.
UsuńDam sobie spokój na dzisiaj. Chciałam dodać obserwowane blogi. Niby zapisuje, a nie zapisuje, raz pokazuje, za chwilę ni ma. A kij mu w oko.
OdpowiedzUsuńZobacz, co Ci pokazuje na pasku z prawej. Sprzed 6 dni. Ocipiał.
OdpowiedzUsuńNo własnie, ale jak na Was wchodzę to widzę bieżące. Może mu Ksawery zaszkodził:)) Jutro mu przejdzie, on tam ma:)
UsuńJabluszko (tak mawiała moja córcia jak była berbeciem ) bardzo dobrze namalowałaś,nie miej co do tego wątpliwości !!!
OdpowiedzUsuńNie dziwię się ,że Ci smutno jak chałupa opustoszała,moja pierworodna ostatnio ciągle mówi o wyprowadzce ,aja przeciągam ten moment ile tylko się da.
Pozdrawiam bardzo serdecznie
Dopiero ja wychodziłam z domu, ale ten czas leci.......
UsuńNa powyższym obrazku widzę jabłuszko :) Bez parchów.
OdpowiedzUsuńRysuj kolejne, bo fajnie Ci wychodzi :)
Muszę zdobyć z parchami to będzie wyzwanie:)
UsuńJabłuszko, nic tylko zjeść :))))) Super, to Twoje pastelowanie :)
OdpowiedzUsuńNawet nie zdawałam sobie sprawy, że to może być przyjemne:)
Usuńna innym blogu znalazłam twój wpis
OdpowiedzUsuńMnemosyne09.12.2012, 20:34
Mimo choinki, pełnego stołu nie czułam ciepła rodzinnie spędzonych świąt choć była nas gromadka. .... Byłam najmłodsza i tylko zawadzałam przy tej krzątaninie świątecznej, nikt nie chciał robić ze mną ozdób świątecznych i czułam atmosferę poirytowania. Dlatego najbardziej lubiłam z ojcem jechać do leśniczego po choinkę, bo tu mogłam decydować może ta? a może ta?.........W sumie nie przepadam za świętami.......
Dzięki Tobie odkryłam dwie prawdy - dlaczego moja córka uciekała z ojcem do smarketu w wigilię a ja musiałam i pierogi i choinkę ... i na koniec miałam dość. a w skutku dlaczego nie znoszę świąt.ale ci dziękuję za rozsupłanie łamigłowki, ps.ona uwielbiała ciasta, których ja nie znoszę robić.i nie znosiła śledzi, które uwielbiali wszyscy.eh, długa historia