Część z nas pracuje zawodowo, część pracowała, pewnie mamy jakieś wspomnienia z tzw. Wigilii zakładowych.
Jak sobie przypominam, dawniej, takiego zwyczaju nie było. Obowiązkowo to świętowało się 8 marca, tulipany zakładowe, paczka rajstop, kawa. I wielka szarmanckość panów w ten dzień. Ale po transformacji, jakoś tak z roku na rok, coraz wystawniej zaczęto obchodzić Wigilię służbową. Zajeżdżał katering, były życzenia, kolędy z płyty, nastrój z choinką, opłatek i musowo sznureczek pracowników stojących w kolejce, aby czule wyściskać swojego szefa/szefową. To były jeszcze takie czasy, kiedy takie zwyczaje dopiero raczkowały i czasem nawet z chęcią się z tym szefem człowiek wyściskał. Bo szefowie wtedy widzieli jeszcze w nas ludzi, a nie tylko automaty. Nawet, jak nam się czasem noga powinęła to szef potrafił odłożyć owo zdarzenie na bok i nie miało się krechy, jak stąd do Krakowa już na zawsze. Jak nie poszło się na taką Wigilię to też nikt szat z tego powodu nie rozdzierał.
Teraz jest trochę inaczej, zaproszenie na taką Wigilię jest obowiązkowe, jeśli jesteś w pracy. Iść jest mus. W końcu jesteś w pracy. Wchodzisz, więc na taką salę, gdzie zgromadziło się dobrze ponad setkę wystrojonych pań i panów. Cekiny błyszczą, tapiry na głowach, perfuma unosi się w powietrzu.
Najpierw jest wykład, co to nam się udało w ciągu tego roku, co nie wyszło, jak to trzeba przycisnąć pasa już za chwilkę, bo oto nadchodzi kolejny trudny rok. Jeszcze bardziej przycisnąć.Teraz to same takie, jeden za drugim. W powietrzu wiszą niedomówienia, bo przecież wiemy, że na kolejnej Wigilii zapewne wielu z nas już się nie zjawi. Przecież będziemy przyciskać pasa, a jak nam nie wyjdzie......to wiadomo.
A potem są serdeczne życzenia, samej radości, pomyślności, sukcesów zawodowych. I........ można już iść do zastawionych stołów, które zapachem nęcą już od dwóch godzin. Część osób rzuca się do talerzy inna grupa biega z wymiętolonym i rozmokłych od spoconych dłoni opłatkiem od koleżanki do kolegi ( czas porzucić urazy, choć nie raz się za czuby brali), jeszcze inna grupa staje w ogonku do szefów. Ciekawe, czy ktoś rejestruje, kto w tym ogonku stał........ Pojedyncze osoby chyłkiem wymykają się po części oficjalnej z sali, szepcząc do sąsiada, " w razie, co to mnie kryj".........
Pierwszy raz w tym roku odczułam taką dojmującą obłudę tej sytuacji i było mi tak okrutnie smutno..........
Chciałabym, aby nie organizowano tych zakładowych Wigilii, lepiej bym się czuła, a że trzeba pasa zacisnąć to już sama wiem......nie potrzeba o tym mówić, właśnie akurat na takim spotkaniu.......
A Wasze Wigilie zakładowe, jak wyglądają? Czy te spotkania przynoszą Wam radość? Fajny to Waszym zdaniem zwyczaj, czy całkiem do bani?
Pamiętam, pamiętam. Ostatnią i najbardziej absurdalną taką Wigilię zaliczyłam trzy lata temu. Wtedy pracowałam jeszcze "dwubiegunowo" ;) i w korporacji i jako logopeda w swoim gabinecie. Powiem Ci, że do tej pory się jak sobie to przypomnę, to nie wiem czy się śmiać czy płakać. To do jakiej obłudy ludzie są zdolni, widać właśnie dość dobrze w takich spędach na siłę.
OdpowiedzUsuńmnie się chciało momentami płakać....
UsuńDo bani, niestety. Tak, jak piszesz, obłuda, obłuda i jeszcze raz obłuda, aż się niedobrze robi. To już nie jest żadna Wigilia, tylko .... nawet nie wiem, jak to nazwać.
OdpowiedzUsuńI po co to, nie?
UsuńJa już w takich Wigiliach nie uczestniczę, zresztą nigdy nie pracowałam w korporacji, to i nie mam takich doświadczeń. Ale w szkole było dość miło i sympatycznie i nie było kolejek do dyrektorki.
OdpowiedzUsuńA co na to dyrektorka?
UsuńWigili w pracy może nie było,ale za to panowie na wigilijnego śledzika chadzali,i mocno napruci do domu wracali,czesto spóźnienie:)
OdpowiedzUsuńA serio to wiele lat brałam udział w takich wigiliach,wiele zależy od ludzi. Aż tak źle nie było,ale też nie jest to okazja do" rodzinnych" obściskiwań, tylko okazja w pracy jakich nie można opuścić. Całe szczeście ludzie nie przeginali,i jakoś dało się przetrwać. Przemówienia i inne duperele były z regóły na zebraniu podsumowującym, a na wigili to już nie truli:)
U nas w tym roku prawdziwie piękna wigilia "zakładowa" była, bo się wszyscy naprawdę lubimy i szanujemy;) W zeszłym roku było strasznie, w tym - wspaniale - wszystko zależy od tego, kto na górze;))))
OdpowiedzUsuńChoć pozbyto się mnie z pracy lat temu kilka to i owszem gdzieś głęboko marzę o takiej stabibilizacji ale o spotkaniach Wigilijnych i Wielkanocnych - nie. Bo to święta wręcz intymne, rodzinne, osobiste a nie grupowe - wolałam - wtedy aby te pieniądze poszły na fundusz socjalny choćby.
OdpowiedzUsuńSpełnienia marzeń w Nowym Roku!
Horror i masakra. Kiedy pracowałam w pewnym paskudnym miejscu, sama musiałam taką wigilię zorganizować. Dla 400 osób, na zakładkę. Catering, przemówienia, obściskiwanie itd. wszystko było. To dla pracowników "zwykłych". Dla tzw. managerów - także samo, tyle że w knajpie. Niespodzianki, prezenciki - pożal się Boże, dyrektor u szczytu stołu jak król, reszta motłochu gdzie popadnie. Przemówienia, uszczypliwości, wyrażanie nadziei, że w przyszłym roku będzie lepiej, "serdeczne" życzenia. Szła na to kupa kasy i zawsze, ale to zawsze zbierałam cięgi z obu stron. Że zupa była za słona, deser niedobry, taksówka przyjechała o 5 minut spóźniona, a kelner miał zeza. Wcale się nie dziwię, że płakać Ci się chciało. Bo to jest chore i nikomu niepotrzebne. Minęło parę lat, ale jak sobie to wszystko przypomnę, to dopiero wyć mi się chce.
OdpowiedzUsuńZależy od kolegów i zwierzchności, czy taka Wigilia ma sens. Dobrze, że nie muszę tego obchodzić. Dobrze, że kiedy obchodziłam ( lata temu ), to zawsze było fajnie. Ale to nie był przymus. Zresztą gdzie przymus w pracy gdzie było może nastu pracujących i na temat wszystkich zmian mieliśmy comiesięczne zebrania do rana i w gruncie rzeczy osoba kierująca była najbardziej z nas demokratyczna...
OdpowiedzUsuńNa szczęście nie wszędzie tak jest! Wszystko zależy od szefa...Zawsze trzeba być człowiekiem....
OdpowiedzUsuńA na naszych spotkaniach przedświątecznych, sylwestrach (też takie były) i spotkaniach wakacyjnych było zawsze fajnie . Nie pracuję w firmie od dziesięciu lat, ale jestem zapraszana na te wszystkie imprezy. Byłam też na ostatnim, 19. grudnia wraz z G. Było miło, bez przemówień, ale z życzeniami. Może jest fajnie dlatego, że w większości znamy się ze studiów, wykopalisk, biwaków i strajków.
OdpowiedzUsuńDobrze,że nie muszę w czymś takim uczestniczyć...
OdpowiedzUsuńA wszystko zależy od ludzi na górze...
To miałyście szczęście, Agniecha i Pacjanie. Tam, gdzie ja pracowałam, wyjątkowo poniewierano ludźmi, kiedyś może o tym napiszę. Korporacje dopiero zaczynały funkcjonować na naszym rynku i zarządzający (zagraniczni) myśleli, że wszystko im wolno w tym dzikim kraju. Musiało minąć parę lat, aby zaczęli się liczyć z ludźmi i przepisami. Wytrzymałam tam dość długo (za długo), bom na życiowym zakręcie była i bardzo potrzebowałam pracy.
OdpowiedzUsuńWigilia staje się obowiązkowa, niczym wyjazdy integracyjne. Zamiast dać ludziom więcej kasy na święta, to lepiej zorganizować takie spędy k uchwale .... niewiadomokogo.
OdpowiedzUsuńTak ekstremalnych Wigilii, jak Wy Mnemo i Hano nie miałam na szczęście, ale lizusków w kolejce do "derekcji" widziałam i ten cały fałsz osób, którzy życzą ci wszystkiego najlepszego, a potem wbijają spokojnie nóż w plecy. Wszyscy oczywiście wierzący i praktykujący katolicy.
Pracowałam w małej, prywatnej firmie i było zawsze miło.
OdpowiedzUsuńWczoraj nawet szef mnie zaprosił i ściągnął do Lubina na spotkanko poświąteczne. I też było milo.Zależy od ludzi;)
Czyżbyś pracowała w mojej firmie?:) Ja w tym roku nie była, miałam wyjazd służbowy. Trochę szkoda, bo w sumie lubię takie spotkania, choć do końca szczere one nie są. Czytałam ostatnio że kapitalizm nie zna płci, wieku czy innych uwarunkowań oprócz jednego: efektywności. Jeśli jesteś efektywny, to masz pracę, Jak nie jesteś, nie nadążasz, masz pecha, masz za dużo zadań żeby ze wszystkim się wyrobić - odpadasz... To przykre, bo tych zadań nawalą człowiekowi jak dokładki karpia wigilijnego...a że wyjścia nie masz, musisz brać, to katastrofa gotowa.
OdpowiedzUsuńJakoś mi nawet trudno komentować, bo to wszystko się tak bardzo zmieniło, w taką smutną stronę i światełka w tunelu nie widać.......
OdpowiedzUsuń