niedziela, 14 października 2012

Na zielono.

     Ten tydzień będzie zielony dla tych, którzy biorą udział w zabawie na blogu Home Sweet Home.
Jesienią zieleni coraz mniej, wiec trzeba było troszkę potropić w jej poszukiwaniu. Znalazłam ociupinkę takiej soczystej mimo jesiennej pory i to aż 100 km od domu:

Był to piękny, soczysty mech na stercie klamotów.

A także domek w kolorze zielonym z malowniczym białym okienkiem.


"Zielonych" zdjęć z innych pór roku mam całą masę, ale jesienią rzeczywiście trzeba troszkę poszukać, aż znajdzie się coś oczywiście zielonego.

A tu już moja własna wizja zielonego. Takie ot zdjątko udało mi się zrobić w domu podczas zabawy z aparatem i zasuszoną różą.
Mnie się podoba, i żaden fotoszkop nie maczał łapek w efektach:)


 Pozdrawiam serdecznie i wieczornie wszystkich.
 Idę dalej objadać się własnym pieczonym chlebkiem z osobiście robionym smalcem. Nie mogę się powstrzymać, tak cały dzień dziś zajadam, zajadam, zajadam. Nie zmieszczę się niedługo w drzwi. I po co mi było rzucać to palenie?
:)))))


środa, 10 października 2012

Tydzień z żółtym w roli głównej i leniwo mi, sennie mi, jesiennie mi.....

 Ciąg dalszy zabawy na blogu HOME SWETT HOME - w tym tygodniu króluje kolor żółty. Mamy więc żółte drzwi i żółte kwiatki.





     Nie wiem jak Wy, ale ja wpadłam w jakiś jesienny stupor. Nic tylko bym fotelowała i gniazdowała. Pod kocykiem oczywiście, najchętniej z pieskiem przy boku bo milutko grzeje. Sumienie ma wyrzuty, bo rozgrzebałam mój warsztacik dokumentnie, zaczęłam kilka rzeczy, które czekają na wykończenie, książka leży do czytania, pranie do prasowania, a ja .......gniazduję i godziny tak mi mijają na bezczynności.. No nie mogę się nasiedzieć i nacieszyć tą bezczynnością, bo to zaledwie kilka godzin po powrocie z pracy no i te wyrzuty.....
Czy Wam też się zdarza siedzieć bezmyślnie w fotelu i gapić się ścianę?


 Makową panienkę zrobiłam już wcześniej to ją pokażę.


Chustecznik musiałam skończyć bo był dla siostry, a że w końcu przyjechała to się musiałam sprężyć i oto jest.



Duża skrzynka też dla siostry i tu moja duma, pierwszy niezły całkiem transfer na drewnie.


I to wszystko jakby.
Jesiennie mi, leniwo mi, sennie mi..........oj, elokwentna to ja dziś nie będę:)

niedziela, 7 października 2012

Mój piesek startuje do konkursu

Mój piesek - przedstawiam Wam Mopka vel Mopika. Psina jest dwojga imion, nie licząc wielorakości pieszczotliwych przydomków, startuje w konkursie tu klik. Oczywiście uważam, że jest najsłodszym, najrozkoszniejszym psem pod słońcem i chciałby wygrać urządzenie, które nazywa się furminator do czesania jego pięknych loków, jak już mu urosną, bo akurat obecnie jest dość mocno ostrzyżony.
Mopek preferuje następujące dyscypliny w zabawie:
* kołek na trawie
* myk przez dziurę w Kaczorówce
*skok na kolana
*zgryz klapkiem
*leżenie na poduszce na czas
*pływanie asynchroniczne z klapkiem w zębach
*wyrywanie kolczyka z ucha Pańci w trzy sekundy
*sikanie na sprzęt domowy, tak aby Państwo się nie zorientowali
*popychanie nosem żuczków
*pilnowanie piwa Pana

Uznaliśmy, że pilnowanie piwa Pana, z racji fotogeniczności Mopika i determinacji z jaką piwa pilnował nadaje się na zdjęcie konkursowe. Wszystkich tu zaglądających zachęcam do wzięcia udziału w głosowaniu jeśli się Wam nasz Mopek vel Mopik podoba.
Jego numer to 9.



A oto i inne fotki naszego pupila


Pozujemy w mleczach

Coś się dzieje na wsi?
Jestem modelem


No, co? kanapa mnie uwiera w brzuszek.....


Dobrze, że mi ten szezlong zrobiliście, trawa taka zimna....

Ach, trochę gimnastyki z rana nie zaszkodzi...


Oj daj mi ten kołeczek, czy ja muszę tak skakać?

Co ta Pańcia tu zostawiała?


Oj, nie chce mi się wstać z tej koniczynki.


Teraz opalam prawy boczek...

Ojej, ojej co to takie białe z nieba leci??
Skoczyć nie skoczyć?
Skoczyłem, ratowałem Pańci klapek.


Jejciu jak gorąco!!!!

No, nie ruszę się przecież.....


Co to takiego jest?

Czy tam daleko też są Mazury?


Gonię Pańcię, gonię......


Zimno w łapki, zimo....

Zamieniam się w wampirka, o widzicie, kły już mam...


Tosiu, czy Ty mnie kochasz? Powiedz coś...


Pobujam się troszkę, a potem pójdziemy na spacer?

Coś mi się zdaje, że tu była kiełbaska....

 No, co jest? Chodźcie prędzej, długo będę czekał?



Mopik okupuje moje kolana i zagląda do laptopa, wygram, nie wygram - sądząc z wyglądu mordki tak chyba sobie myśli. Głosowanie już od 15 października, pamiętajcie o Mopiku:))))
Dziękujemy pięknie za każdy głos.:)))))


P.S.

Umbrelka uzmysłowiła mi, że powinna tu być jakaś kiełbasa wyborcza, tak więc, będzie, będzie. Co to za wybory bez kiełbasy?
Ogłaszam, więc, że jeśli Mopek vel Mopik wygra konkurs, spośród wszystkich, którzy w komentarzu napisali, że głosują na Mopka będziemy z Mopkiem losować upominek, mojego oczywiście wyrobu. Dodatkowo dla Wszystkich umieścimy kolejny post o kąpieli Mopka bogato ilustrowany zdjęciami i przemyśleniami, co on o tych kąpielach myśli.

Czy taka kiełbasa wyborcza może być? 

sobota, 6 października 2012

Blondynka kupuje olej silnikowy i zaległości pomarańczowe - zabawa w HOME SWEET HOME

     Może na początek zaległości pomarańczowe, to zabawa na blogu HOME SWEET HOME. Zaraz muszę myśleć o żółciach, bo to kolejny kolorek do zabawy. To całkiem niezła frajda, bo latasz z aparatem w torebce i na wszystko patrzysz łakomym okiem, czy się nadaje, żeby cyknąć potrzebną własnie fotkę. Jakoś nic mi się nie nadawało, trudno było, bo na co dzień głównie po mieście poruszam się samochodem to zrobiłam sobie w domu aranżację i sfociłam przy świetle zachodzącego słońca. A donicę przywlokłam rankiem bladym spod śmietnika, jest cudownie obdrapana i ma śliczny kolor ( indygo). Już jest przeznaczona na inną aranżację, ale to niebawem.
Oto moja propozycja pomarańczowego koloru tej jesieni.



No, a teraz jak to blondynka, czyli ja kupowała olej silnikowy.
 Mój samochód (mądry taki) oznajmił mi za pomocą wyświetlającego się komunikatu, że chce wymiany oleju w silniku. Bagatelizować takich informacji nie nada, bo naszpikowane toto elektroniką i zaraz pozapalają się wszystkie kontrolki jak lampki na choince. Już kiedyś tak mi się pozapalało i cud, że udało się odblokować/odczyścić filtr cząsteczek stałych, bo tak sobie jeździłam z tą świecącą lampką nie sądząc, że to taka poważna sprawa.
     Teraz już uświadomiona, że trzeba reagować natychmiast, pojechałam zakupić olej silnikowy do wymiany. Oczywiście nie miałam zielonego pojęcia co trzeba kupić, ale mąż mnie uspokoił, bo w bagażniku została butelka z resztą poprzedniego oleju. Wystarczy pokazać w sklepie. Taaa, tylko jakiś czas temu robiąc porządki w bagażniku pozbyłam się owej butelki bo uznałam, że jest zbędna.  No nie przyznam się przecież.
      Pojechałam do sklepu wyłuszczyłam, że olej, że nie mam butelki i trzeba jakiś dobry, w rozsądnej cenie, ale nie wiem jaki i ile.
     Młody mężczyzna odpytał mnie z modelu samochodu, pojemności skokowej, roku produkcji i paru innych rzeczy, które o dziwo wiedziałam. Już prawie dobrał mi ten olej, ale padło następujące pytanie. Ile samochód ma koni mechanicznych? Hmmmmmmmmmmmmm, taaaaaaaaaaaaaaaa, w końcu mówię, no nie wiem, ale moja kosiarka spalinowa ma 5 koni mechanicznych to samochód powinien mieć więcej!!
     Wzbudziłam swoją odpowiedzią ogólną wesołość w sklepie, ale olej mi dobrano i sprzedano. Co gadali jak wyszłam nie wiem, ale zapewne coś o inteligencji blondynek:))))
     No może do takich "męskich" zakupów to nie mam zbytniego drygu, ale wykorzystując swoją "blondynkowatość"  z reguły kupuję to, co potrzeba.

Teraz Wam zaprezentuję moje blondynkowate produkcje z ostatnich dni.
Dziś będzie w tonacji white:

Primo: niciarka, czy też skrzynka na przybory do szycia, bielona, przetarta, z motywem uroczej dziewczynki retro i spękaniami na motywie. Będzie widać lepiej na następnym zdjęciu.




 Secundo: skrzyneczka z 6 przegródkami, na herbatę, albo duperelki, jak kto chce. Serwetka motylkowa, bielone drewno  i przetarte. Wewnątrz motylki z serwetki i pozostałości paciorków z czasów, kiedy zajmowałam się troszkę biżu. Paciorki zalakierowane.



   A kolejna porcja gotowych produkcji czeka na troszkę czasu i przygotowanie kolejnego posta.
Życzę miłego sobotniego wieczoru:)


środa, 3 października 2012

Godzina pąsowej róży

    Do ozdobienia kolejnej butli (czyli tego, czego obiecywałam nigdy robić nie będę) wybrałam serwetkę z motywem róży i kawałek papieru do decoupage z zegarem. Jak to tak wszystko koło siebie położyłam, czyli tą różę ( jednak nie pąsową) i ten zegar, to nagle przypomniała mi się książka pt. "Godzina pąsowej róży" Marii Kruger, pamiętacie? Ach, była to jedna z moich ulubieńszych książek późnego dzieciństwa. 
    Anda vel Ania za sprawą porcelanowego zegara przenosi się w czasie, jest zabawnie i tajemniczo. Czego potrzeba czternastolatce więcej? Książkę przeczytałam jednym tchem i marzyłam o takiej samej przygodzie. Nawet wtedy nie wiedziałam, że na podstawie książki nakręcono film, który obejrzałam dopiero kilka lat późnej. Film jest starszy niż ja, ale wtedy jakoś niezbyt często puszczano go w TV.
Mała próbka tu:
    Teraz to mamy czasy, jak tak sobie przypomniałam tą "Godzinę pąsowej róży" to zaraz pomyszkowałam w necie i film znalazłam, oczywiście natychmiast go obejrzałam. Ach, jakie piękne aktorki wtedy mieliśmy, a prababka Andy była szczególnie piękna:)
    Przyszło mi do głowy, żeby odświeżyć pamięć, przypomnieć sobie książki, które czytało się mając lat 13-15 i na tej podstawie robić kolejne prace. Moją kolejną ulubioną była trylogia Haliny Popławskiej "Szpada na wachlarzu", "Jak na starym gobelinie" i " Na wersalskim szlaku". Jestem ciekawa, czy ktoś z Was tez zaczytywał się takimi historycznymi romansidłami. Ja je uwielbiałam, a wspomniana trylogia szczególnie mnie wtedy oczarowała. Teraz już takich książek się nie pisze.

Butla zatytułowana "Godzina nie pąsowej róży" wyszła tak:


Do kompletu w podobnym klimacie spłodziłam tacę. o taką:



Dobranoc wszystkim, życzę kolorowych snów. 
Buziaki dla wszystkich zaglądających, czytających, komentujących, dla tych nie komentujących też buziaki, a może kiedyś zostawicie słówko?:)