Wszędzie na blogach teraz ogrody, piękne, bujne, zarośnięte. Pokażę i ja Wam, co takiego kwitnie w moim ogrodzie, a jest, co podziwiać, bo musicie wiedzieć, że gleba u mnie VI klasy, do tego jeszcze w lasie sosnowym. To, co wyhodowałam to nie lada wyczyn i tak się zastanawiam ile lat jeszcze będę chodzić z centymetrem i mierzyć wzrosty, albo liczyć ilość kwiatków na krzakach. Ja chciałabym już ciąć, przecinać, prześwietlać, robić rozsady i szczepki, tak, jak to opisują inne szczęśliwe posiadaczki ogrodów.
Jedyne, co wdzięcznie rośnie bez zabiegów specjalnych to otrzmana drogą pocztową wiklina od Hany, która przyjęła się w 99,9 % i już mi wystaje zza darniowego murka. Jak tak dalej pójdzie to jeszcze w tym roku poplotę sobie płotek z wikliny:))))
Na początek będzię łączka, bo części trawnika aż do lipca nie koszę, żeby miały, gdzie żyć owady.
Przyglądałam się ostatnio tej łączce i wiecie, co?
Od owadów aż się w niej roi, zdaje się, że cała łączka bzyczy, ćwierka, piszczy. Są tam tabuny fruwających żuczków, jakieś chude osy, czasem trzmiel się pojawi, ale.... nie widziałam żadnej pszczółki:(((
Podobno pszczoły giną masowo, dlatego warto sadzić i siać dużo miododajnych kwiatów, żeby miały się gdzie żywić.
Były za to motylki.
Zakwitło mi takie oto "coś", co jest krzaczkiem i ma w tym roku kwiaty ( 9 kiści), są podobne do lilaka, ale to nie lilak. Pachnie upojnie, szczególnie wieczorem. Nie wiem, jak się ów krzaczek zwie. Ystin, jak zajrzy pewnie mi podpowie:)))
Orliki, rosną bym powiedziała "masowo", bo naliczyłam ich kilkadziąt, a to na moim ugorze wyczyn.
Zakwitła pani krzewuszka, różowa i biała, też wyczyn, bo to pierwszy raz od posadzenia.
Taki śnieżny kwiatek w kępce ze szczypiorkowatymi liśćmi, wydaje mi się, że kiedyś znałam nawet jego nazwę. Ot ta skleroza......
No i kwitną borówki amerykańskie, ale szału nie ma, mimo adekwatnych do ich zapotrzebowania podsypywań nawozem. Niewdzięcznice!!!!
Chaber ogrodowy????
Żurawki, niby takie delikatne, ale strojne ze swoimi pionowo stojącymi kitkami całymi w różowych dzwoneczkach. Też mam ich sporo.
Daję słowo, że to, co poniżej to miał być pieris. Ale, czy to jest pieris? Kwitnie pierwszy raz, po 5 latach!!!
I trochę doniczkowych przy schodkach.
I zaplątane w paprotkę orliki.
Oraz pierwsza kwitnąca lawenda!!!
Bratek chyba wysiał się z zeszłorocznych, bo w tym roku nie sadziłam.
I portulaka, jest bardzo dekoracyjna, ale nie wiem, czy się u mnie zadomowi. To tegoroczny eksperyment.
A pan rododendron, po wielokrotnym zasilaniu w tym roku oszalał i ma.....słownie JEDEN kwiatek. Taki kogut no!!!
Kończy się powolutku altana, a ja robię przymiarki do jej wystroju. Wu mnie przegania, bo mu zawadzam z tymi "ustrojstwami", a ja na ciesiółce się nie znam i bardziej bawi mnie ustawianie różnych klamotów znalezionych, albo wyszperanych na starociach. Okno wycyganiłam w składzie budowlanym:)
Bywajcie moje drogie do następnego razu. Idę łyknać proszki na pałera, a w oczekiwaniu na efekty pobuszuję sobie na Waszych blogach:)))




