Jak spędzałyście Dzień Dziecka? Bo ja na małej imprezce sąsiedzkiej i wiecie, co? Zachciało mi się być dzieckiem, choćby dla tego taplania się w błocie. Za "moich" czasów Dnia Dziecka się chyba nie obchodziło, ja nic takiego nie pamiętam, żadnych prezentów, żadnych atrakcji. Nawet nie wiem, czy w szkole coś organizowano.
Choć mieszkałam na wsi i zdarzało mi bawić w błocie, te zabawy nie były akceptowane przez mamę, a już nigdy nie byłam do nich namawiana. Czyste sukienki i buty były ważniejsze. Mojemu dziecku też nie robiłam specjalnego błotka do taplania, jakoś wtedy nie wpadłam na taki pomysł, ale za to chlapanie w butkach gumowych po kałużach sobie urządzaliśmy.
Za to dzieci moich mazurskich sąsiadów mają pod tym względem lepiej, wolno im się taplać do woli w błocie, jeśli pogoda na to pozwala, ba to błotko specjalnie jest dla nich zrobione.
Sama przyjemność patrzeć jaką mają radochę.
Jak błotko się znudziło, i pokrywa błotna została zmyta, dzieci zabrały się za puszczanie baniek.....
A Mnemo w tym czasie przypominała sobie, jak to się "piastuje" takiego kilkutygodniowego bobaska.
Czy Wasze pociechy też lubią błotko?


Magiczne zdjęcia, nie do uwierzenia. Są rodzice którzy robią dzieciom specjalnie błotko?
OdpowiedzUsuńTo się nazywa prawdziwy dzień dziecka! Nigdy takiego nie przeżyłam, a moje dzieci też niestety nie.
A są, są, ja tez na to nie wpadłam, kiedy miałam małe dziecko....
UsuńBłotko? Chyba tylko na Woodstock, albo w Jarocinie, he,he
OdpowiedzUsuńTaki Dzień Dziecka to ja rozumiem, rzeczywiście frajda dla maluchów:))
Mieszkałam blisko Jarocina, ale nigdy nie dotarłam na koncert, a może szkoda?
Usuńja pamiętam swoje "dni dziecka", ale specjalnego błotka nie było. a ja tak uwielbiałam błotko....moje dzieciaki też w błocie się nie bawiły, bo to były "dziewczyńskie" zabawy, nie dla chłopaczysków.
OdpowiedzUsuńteraz błota nie cierpię. kiedy mam go za dużo to mam wrażenie, ze sie dusze!
Wiem, jakie to błoto na Mazurach potrafi być, zaznałam kiedyś.......
UsuńKsiężniczka ma błotną kałużę od początku naszego tu mieszkania - co lato jest cała szczęśliwa, przychodzą też inni chętni ze wsi, ale ubranka zostawiają w chacie i proszą o dyskrecję;)))) Księżniczka zaś na legalu cała błotna wieczorem płucze się ją z węża i dopiero do wanny - w trosce o przepustowość odpływu;))) Normalka;)
OdpowiedzUsuńNo właśnie, żeby nie ta dyskrecja pokazłabym lepsze fotki, ale w necie nie nada tak z gołymi pupami......
UsuńFajnie, że są rodzice, którzy pozwalają dzieciom się brudzić :))
OdpowiedzUsuńSłusznie robią, tak uważam....ja jak się doczekam wnuków też będę je taplac w błocie:)
UsuńJa tez poszłam z dzieciakami na kałuże sie potaplać ale błocie? Chyba az tak postępowa mamą jak się okazuje nie jestem :)
OdpowiedzUsuńAle jeszcze możesz być:)
UsuńMnemo, co Ty jeszcze robisz w tym mieście? Jak wytrzymujesz, skoro TAM takie atrakcje i widoki? Roześmiane buzie dzieciaków mówią wszystko.
OdpowiedzUsuńJako dziecko bawiłam się w błocie, jasna sprawa - robiliśmy z błota torty zdobione kwiatkami i tym, co tam po rowach rosło. Im więcej zdobień, tym lepiej. Konsekwencji chyba nie było żadnych, nie pamiętam.
No, co ja robię.....do huty dzień w dzień.......
UsuńJa też piekłam placki z błota, a kolezanka podbierała mamie jajka i je do tego błota wbijałysmy, jak do prawdziwego ciasta.....
Lepsza byłaś, nie wpadłam na to!
UsuńTy wiesz, jak to śmierdziało za kilka dni????
Usuńjak na razie to nie musze robić specjalnego błotka, mamy go w nadmiarze... niestety pogoda nie pozwala na takie taplanie...a szkoda, bo ja swoim też pozwalam... i farbami mogą się cali malować, i błotem i po kałużach chodzić... żeby tylko choć troszkę przestało padać...:-((
OdpowiedzUsuńFajnie mają Twoje maluchy:)
UsuńDuzo lat temu takze taplalam sie w blocie i kaluzy...
OdpowiedzUsuńSerdecznosci
Judyta
Widać to zabawa dobra dla każdego dziecka, tylko nie wszystkim się na to pozwala....
UsuńJudytko jakie potrzebujesz pudełeczko?
To dzieciaki miały niesamowitą radochę :-)))
OdpowiedzUsuńA czyj to bobas ?? :-)
Sąsiadeczki, leśniczanki:)
UsuńPrzygotowujesz się do roli babci?
UsuńNo mam taką nadzieję......fajnie byłoby za czas jakiś.....
UsuńAle super dzień dziecka :)) Z czasów dzieciństwa pamiętam dzień sportu w szkole ;)
OdpowiedzUsuńA z błota robiłam babki i myłam ręce w kałuży jak były bardzo brudne hihihi :) Dzieciakom nie bronię się brudzić, oczywiście jak jest czas i pora ku temu ale błotka sama im nie robiłam ;)
u nas też był "Dzień Sportu"
UsuńNienawidziłam dnia sportu w szkole! A co to za przyjemność dla dziecka, które sportu nie uprawia? Zmuszali nas do jakichś biegów, skoków i innych wyczynów, a tfu! To było okropne!
UsuńO to, to chyba właśnie był dzień sportu, przypomniałyście mi.....
UsuńU mnie też był dzień sportu, ale było fajnie, były rozgrywki w piłkę ręczną, chłopaki grały a myśmy dopingowały i oceniały który najfajniejszy. Wtedy jeszcze cheer leaderek nie było:))
UsuńBłotne stworzenia cudne i radosne. Ja z błota robiłam babki, ale krzyczeli, jak się uświniłam. A jaki ochrzan dostałam, jak mama zobaczyła, że przełażę przez płot u sąsiadów w granatowej plisowanej spódniczce... I jeszcze się zawiesiłam za tą spódniczkę na sztachecie:(
a mi właśnie jak zawiesiłam się fartuszkiem szkolnym na gałęzi drzewa ... (w przerwie się u nas na tzw. szaber chodziło, ale to były czasy!) :)))
Usuńoj były, dawno i nieprawda:))
UsuńRewelacyjny pomysł, w życiu bym nie wpadła na pomysł, zeby dzieciom zrobić błotko, proste, zabawne i takie trudne do wymyślenia :-)
OdpowiedzUsuńCzyli trzeba zapamiętać i w odpowiednim czasie wykorzystać:)) Jak zdrówko Martek?
UsuńTaki dzień dziecka to ja rozumiem!!!
OdpowiedzUsuńZa małolaty też człowiek taplał się w błocie i nikt nie mówił ,,nie wolno bo sie wybrudzisz :)
brawo za pomysł zwariowana kobieto :)
To nie ja taka pomysłowa tylko mama tych małych czortów:)))
UsuńJa nie muszę robić błota... Mamy takiego samoistnego w nadmiarze :-) Ale pomysł cudny!!! Jak kiedyś przyjdzie do nas susza to zrobię moim chłopakom taką frajdę :-)
OdpowiedzUsuńZobaczysz, jaka będzie radocha:)
UsuńPiękny dzionek:)- sama radość!
OdpowiedzUsuńSąsiedztwo koników jest cudne (a te co gryzą, to pewnie gzy..).
A w ogóle to niezła blond-laska z Ciebie:)))). Buziaki przesyłam.
He, he z tą blond laską to wiesz....z tyłu liceum z przodu muzeum:)) A jak Twoja nóżka?
UsuńDzieki, rehabilituje sie, jeszcze nie chodze porzadnie tylko z dwiema kolezankami - kulami. Jutro kotrola u ortopedy. Dobrej nocki :)
UsuńJa to się mogłam w błocie taplać do woli. I taplałam się. I brat się taplał. Moim dzieciom też niczego w tym względzie nie brakowało. A obchodów Dnia Dziecka w moim dzieciństwie rzeczywiście nie pamiętam. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńU nas nieustający deszcz.
Ja się niby też taplałam, szczególnie po burzy, kiedy ulicą "rwały potoki", tylko wtedy mama tolerowała takie zabawy, błotka specjalnego nikt nigdy nam nie robił, sasiadki by się w czoło pukały ......
UsuńA u mnie od wczoraj nie pada! Zdążyłam skosić trawę! Ale zimno tak, że para szła mi z paszczy!
OdpowiedzUsuńA u mnie codziennie burza, ale jest ciepło i parno, a może to tylko klimakterium?
UsuńA uderzenia masz? Bez uderzeń się nie liczy.
OdpowiedzUsuńMoim chłopcom nie robiłam błotka,bo nie wiedzą,kiedy przestać:)
OdpowiedzUsuńAle miło popatrzeć na taką wolność.
Jasne,że był kiedyś Dz.Dziecka-w szkole i w domu!W szkole przez lata był dzień sportu,zawsze wolny dzień!
To ja jeszcze dodam, że moje sobie same błotko robią w wiadrze - niby zupę gotują. Starsza wody naniesie, młodszy miesza ... a czego tam nie ma, liście, kamienie, gałęzie. Ostatnio wyrzucałam taką "zupę" która postała parę dni. Zapach mało zachęcający :/
OdpowiedzUsuń