wtorek, 18 czerwca 2013
Historia naszych psów
Odkąd pamiętam w naszym domu były psy i koty, nie jeden pies i nie jeden kot. Zawsze było ich kilka, małe pieski mieszkały w domu, duży stróżował przy budzie. Koty też zasiedlały nasze małe, rodzinne gospodarstwo w liczbie mnogiej.
Imiona psów pamiętam wszystkie, począwszy od Żaby, która stróżowała już przy moim dziecięcym wózku.
Potem był Czarek, rasowy kundel i Lala, która zapoczątkowała erę naszych miniaturowych psiaków domowych. Lala była tłuściutką prawie ratlerką, co widać na poniższym zdjęciu.
Lala, prawie ratlerek, znajda, przyniesiona przez ojca z fabryki, gdzie się przybłąkała miała dzieci: Kubę, Tobiego i Berka, który chorował na padaczkę. Na nich skończył się ród Lalczynych dzieci, ale tak przyzwyczailiśmy się do małych psiaków w domu, że brat przyniósł od swojej dziewczyny kolejny nabytek, Salinę, która wydała na świat Sinioritę, w skrócie Sinię, na której zakończył się ród małych hałaśliwych piesków.
(Sinia to ta czarna)
Kiedy Sinia była już wiekową i bardzo chorą damą, siostra postanowiła przygarnąć jednego ze szczeniaków suczki mojego brata. Takiego "niedojamnika". I tak zjawiła się Mela, która króluje na włościach do dziś, jako stateczna już matrona, a jej brat jest oczkiem w głowie mojej drugiej siostry. Pikuś jest tak brzydki, że aż piękny, ale to pies, który ma serce większe niż Ocean Atlantycki i chyba należy mu się osobny post.
Mela jest straszną lizawką, liże wszystko i wszystkich wokół, swoją minę na tym zdjęciu specjalnie przycięłam, bo jest okropna, ale zdjęcie zrobiono dosłownie w chwilę potem , jak Mela potraktowała mnie jęzorem od czoła po brodę:)
Po Czarku, psie podwórzowym nastał Rolf, owczarek niemiecki, który o mało, co nie doprowadził do rodzinnej tragedii. Z racji swojej niezwykłej agresywności w stosunku do małych dzieci i "mundurowych", nie mógł pozostać w obejściu. Kiedy zabrakło Rolfa przyniosłam od koleżanki szkolnej małą, rudą kuleczkę, to był Reksio, piękny, puchaty, słusznych rozmiarów mieszaniec. Kiedy i Reks przeniósł się za TM ojciec przywiózł od mojego chrzestnego kolejnego dużego psa, to był Tinto. Swoje imię zawdzięcza pewnej butelce wina. Tinto był chorowitym psem, żył tylko 8 lat. W tym czasie już byłam dorosła i miałam własną rodzinę, a w zlikwidowanym gospodarstwie rodziców przestał być potrzebny duży pies. Małe, szczekające potworki w domu w zupełności wystarczały i do robienia hałasu na każdy ruch i do pieszczot. Jednak pewnego dnia do stojącego z sąsiadem na drodze ojca podeszła psia bida, która od kilku dni błąkała się po wiosce. Bida wyglądała okropnie, tysiące pcheł jadło jej ciałko, sierść była zlepiona, a boki głęboko zapadnięte. Jak tu takiej nie zabrać, szczególnie, że buda pusta.....
Z tej znalezionej na ulicy bidy wyrósł najpiękniejszy z naszych psów, najukochańszy i najmądrzejszy. To był Pepo.
Wtedy już mieszkałam w wielkim mieście i podczas przyjazdów do rodziców godzinami wędrowaliśmy z Pepem ucząc go różnych sztuczek. Był bardzo inteligentny i szybko się uczył. Bardzo żałowałam, że nie mogę go ze sobą zabrać, ale nie nadawał się do miejskiego życia.
W wielkim mieście tęskniłam za zwierzakami, moje dziecko też, dlatego na początku tę tęsknotę zastępowały kolejne chomiki
jednak, kiedy pewnego mroźnego dnia na chwilę zawitał do nas Mopek został na stałe i do dziś rządzi nami, jak chce..........
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)






Wszystkie pieski są przecudne, innych przecież nie ma na świecie, ale Mela! Potrzebne jej tylko śmigło i mogłaby latać.
OdpowiedzUsuńMela jest tak zdeprawowana, że strach. To pies terrorysta, ona rządzi siostrą, która musi iść spać, kiedy Mela zarządzi spoczynek:))
UsuńJeszcze bardziej ją lubię!
OdpowiedzUsuńI tłusta, jak maciorka:)
UsuńTy masz zdrowie! Jeszcześ czynna? Nawet ja padam. Dobranoc!
OdpowiedzUsuńChyba już padłam, jak pisałaś......
UsuńA mnie zachwycił Pepo:)) Może dlatego, ze zawsze miałam duże psy:))
OdpowiedzUsuńGłaski dla Mopka:))
Bo Pepo był taki do zachwycania.Mopek głaski przyjmuje z chętnością:)
UsuńNiezła gromadka sie Wam ubierała :)
OdpowiedzUsuńPepo - przecudny :) wiedział, czyj dom sobie wybrać do zamieszkania.
A jak Mopek się czuje? Nie wiedziałam, że psy mogą mieć tego typu problemy, ale tak naprawdę nigdy psa nie miałam, tylko zawsze koty.
Lidia, duża ta gromadka i nie bo to okres praktycznie 5 dekad. Wszystkie zeszły ze starości, albo choroby, oprócz Rolfa, no ale on to był osobny przypadek. Dobrze, że nie doszło do tragedii, choć pogryzione przez niego dziecko, teraz stary już chłop, ma do dziś lęki przed psami.
UsuńNie dziwię się chłopu, moją mamę pies ugryzł w dzieciństwie i też do dzisiaj psów się boi i za nimi nie przepada. Ale znowu kuzynka - wręcz przeciwnie. Mimo pogryzienia jej przez psa domowego, zawsze je lubiła i w swoim domu ma małe stadko znajd.
UsuńPepo mój faworyt! U mnie też stale były i są psy, bywało też trochę kotów, ale teraz z Tropikiem nie da rady. Mój pierwszy pies w życiu nastał jak miałam 4 lata, a zakończył życie po 17 latach, jak już byłam na studiach. Kawał życia razem. Był kudłatą mieszanką puli węgierskiego i setera. Mama go strzygła na lato i on się biedak tak wstydził, że trzy dni z domu nie chciał wychodzić.
OdpowiedzUsuńPozdrowienia dla Mopka
U nas praktycznie wszystkie żyły długo, oprócz Tinto, bo ten chorowity był no i Rolfa. Za to Lala, jak kiedyś liczyłam musiała mieć pod 20 lat, jak przeniosła się za TM. I wyobraź sobie, że dobrze się trzymała do smierci mojej babci, której była pupilką, a jak babcia zmarła to Lala wyschła, jeść nie chciała i pewnego dnia rano znaleziono ją ....zdechła sobie cichutko podczas snu.
UsuńZ tęsknoty odeszła...
UsuńTak mi się wydaje.....
UsuńCudny, pełen miłości wpis. Ja bym chciała małego pieska, bardzo... Na razie jednak w domu mam full. :)
OdpowiedzUsuńAniu taki mały Mopiczek gdzieś tam między Rufika a parę książęcą to by się zmieścił:))
Usuńo psiakach w naszych domach i rodzinach można by pisać i pisac... nie miałam aż takich ilosci jak Ty, Mnemo, bo wychowałam sie w bloku, i był tylko jeden, jamnik Roki, ale jak tylko poszłam "na swoje" to odrobiłam te straty- Bella jest moim 6 psem... nie wszystkie dożyły starości... mam nadzieję, że Bella będzie z nami jeszczed długi, długi czas....
OdpowiedzUsuńNasze nigdy nie szwendały się, jak inne wsiowe psy po ulicy, dlatego też o ile nie zachorowały, jak Tinto to sobie spokojnie żyły. Choć tak dopiero od Reksia zaczęto do psów wołać weterynarza, jak był chory, wcześniej na wsiach się nie leczyło psów, ot tyle, co zastrzyk na wsciekliznę co roku. Teraz psy mają dobrą opiekę, Mopek częściej jest u weta niż ja u lekarza:))
UsuńBella jest śliczna, a do jej imienia mam sentymet wielki, ale to Ci chyba już pisałam:)
Jaki cudny album psi i imponujący !Ale Pepo do zakochania:).
OdpowiedzUsuńJa mam dopiero drugiego psa, ale była też mądrala -świnka i są rybki. Nasza pierwsza sunia żyła prawie 17 lat.....
Ściskam Cię i mam u siebie niespodziankę:)
Ewunia bardzo Ci dziękuję, jesteś kochana. Mam naprawdę wielką potrzebę pomachać szydełkiem, żeby się wyciszyć. Urlop tuż tuż i mam nadzieję, że dzierganie dojdzie do skutku. Trza mi duszka na pufę, a te kwiatki z kwadratami będą idealne, a tutek jest świetny. Już go mam na paneliku bocznym.
UsuńCieszę się, że się ucieszyłaś:)))i czekam na efekty! Buźka!
UsuńPieski to moja chyba największa miłość. Wszystkie są "z odzysku" z różnymi historiami na koncie. O jednych wiedziałam, o innych nie dowiem się nigdy, bo i skąd. Wszystkie w jakiś sposób skrzywione przez człowieka, wszystkie najukochańsze. Powoli mogłabym książkę o nich napisać. Po raz pierwszy w życiu mam jednocześnie psa i kota. Fantastyczna mieszanka!
OdpowiedzUsuńA dzisiaj uratowałam malusieńkiego zajączka. Mieścił się w dłoni. Czegoś tak pięknego dawno nie widziałam.
O ile sobie przypominam, to w domu rodzinnym najwięcej jednocześnie było:
Usuń4 psy ( jeden duży i 3 małe) i podobna ilość kotów. Kotów zawsze było od 2do 4. Psy nie szwendały się nigdy po wsi, zawsze zamknięte w obejściu to i żywota nie traciły pod kołami, ale koty, dranie wędrowały gdzie chciały i często kończyły ten padół ziemski w sposób tragiczny. Teraz i koty udupione i nie wychodzą za podórze. A o zajączku czytałam, wyobrażam sobie jaki był sliczniutki.
Nie wiem czemu nie jestem wielbicielką małych psów,to pewnie uraz z dzieciństwa, jak ratlerek bandyta sąsiadki zawsze gonił nas po ulicy i łapała za nogi. Drogę od rogu ulicy do domu z reguły pokonywałam szybciej niż Usain Bolt. Po za tym na komunię dostałam boksera i po nim znów był bokser ,aj ka już w mieszkaniu nie pozostało nic do obgryzienia ,pojawił się golden Norman i teraz Saba. Samecwielkie bydlaczki:-)) nawet koty mam bysiowate:-)
OdpowiedzUsuńBysiowate koty i na dodatek złote?
UsuńSalina też była złośliwa i zjadliwa. Listonosza zawsze za portki łapała, i tak wysoko skakała, że jak się ktoś za bardzo za furtkę wychylił ryzykował odgyzienie nosa. Ratlerki ogólnie są hałaśliwe, a mój Mopek milczek i cale szczęście, też jazgoczące psy działają mi na nerwy.
Bysiowate koty współpracują z krasnoludkami w tej sprawie, co wiesz.
UsuńMiałam dwie bokserki, jedną znajdę i jedną sierotkę, co ją pańcia odumarła. Fantastyczne psy - myślałam, że już nigdy nie będę miała niczego innego. Ale cóż - życie pisze swoje scenariusze. Dla piesków też. Nie mam preferencji, duże, małe, wszystkie w potrzebie po prostu, co się trafi.
OdpowiedzUsuńJak sobie przypomnę zajączka, to aż mnie za gardło ściska, taki był cudny.
Zajączku nawet zdjęcia nie zrobiłam, tak leciałam z nim do veta, bo wydał mi się słabiutki. Nawet klimy nie włączyłam w aucie, bo się bałam go przeziębić...
OdpowiedzUsuńCiekawe, co z nim zrobią. Jak się uda go wyratować to pewno wypuszczą. On pewno był przerażony.
UsuńA on pewnie był słabiutki, bo sąsiad trzymał go w wiaderku od wczorajszego wieczora! Do mnie przyszedł koło południa. To maleństwo pewnie było już odwodnione. Mam nadzieję, że przeżyje.
OdpowiedzUsuńNo i właśnie, tych małych zwierzaków, jeśli się je znajduje zdrowe w naturalnym środowisku nie należy zabierać. Ludzie myślą, że robią dobrze, bo chcą ratować, ale niestety to jest złe zachowanie. Najlepiej się jak najszybciej oddalić i nie dotykać zwierzątka, bo nawet, jak matka wróci a poczuje obcy zapach może takiego malucha zostawić. Takie są prawa natury, kiedyś była taka audycja o sarenkach stąd wiem, że trza zwierzaczki zostawić w spokoju. Jak zadzwonisz to pewno Ci powiedzą, co z nim.
UsuńOni (sąsiedzi) go nie zabrali, to ich kot przyniósł. Pewnie, że był przerażony, taki maluśki i kompletnie bezbronny. Jakimś cudem kot nie zdążył go uszkodzić, tylko uszko miał lekko krwawiące. Jeśli zacznie pić mleko, da radę.
OdpowiedzUsuńA to zbój, nie zabił, przyniósł się pochwalić. Czasem tak z myszami robią. Mój kot tak ptaki przynosił, za szydło.I to "zajączku" uratowało życie.
UsuńZa skrzydło, oczywiście.
UsuńI piszczał biduś, dlatego sąsiad wylazł sprawdzić. Az dziw, że go kotu zabrał - mówiąc szczerze, zaskoczył mnie, bo on nie z tych...
OdpowiedzUsuńCzasem i "tych" serce ruszy, pewnie dlatego, że był taki śliczniutki:)
UsuńGrażynka jak mysz dopadnie to śmiga pod jakiś tapczan, czy inne łóżko i tam się napawa...
OdpowiedzUsuńCzy we stolycy też taki gorąc? Oesu, wyszłam wieczorem kwiatki podlać, to komary odgryzły mi głowę.
OdpowiedzUsuńW mieszkaniu ukrop, spałam całe popołudnie, bo każdy ruch powoduje strugi potu, na zewnątrz lepiej, ale komary i meszki nie pozwolą posiedzieć.
UsuńWłażę pod prysznic w ogrodzie i do wyrka! Pa!
OdpowiedzUsuńo 24?? W ogrodzie?? Ty to masz dobrze....
UsuńNo tak mam, woda w zbiorniku na zewnątrz gorąca. Ale wiesz, jakby co, obora czeka...
OdpowiedzUsuńUuu to doświadczenie jest, i dobrze :) pełna rodzina to rodzina z futrem ;)
OdpowiedzUsuńPięknie :-) U mnie w domu psiaków i kotów nie było (oprócz jednego, przemyconego przeze mnie - wtedy 13-latkę; niestety po roku wpadł pod samochód) - Tata na wsi wychowany uważał, ze psiak w mieszkaniu to błąd, Mama wychowana w mieście, lubiła zwierzęta, ale u kogoś. W domu były rybki, później chomiki, raz świnka morska. Obiecywałam sobie, ze jak będę dorosła, jak będę mieszkać osobno, to na 100% będę miała psa albo kota i co...? Zmieniają sie poglądy, jako dorosła wiedziałam, że psiak w kawalerce, gdy nas nie ma po 8-10 godzin, to błąd. Teraz na wsi zawitała do nas Psica i na razie rządzi :-)
OdpowiedzUsuńW zasadzie wolę duże psy, ale... w tej palecie wygrywa Mopek :) A może to przez to, że go "znam" najlepiej? Ale taką tą mordkę ma, że ojej :)
OdpowiedzUsuń