poniedziałek, 10 czerwca 2013

Końska starość

Wiecie, te końskie staruszki, które zawitały za mój płot powodują, że czasem w gardle mi taka klucha staje i oczy robią się mokre. One już poznają mnie po głosie i wystarczy, że je zawołam a już podchodzą do płota wyciagając pyski po marchewki i jabłka. Okazuje się, że szczotkowanie też im się podoba. Mam taką wielką szczotkę do szorowania rąk po robotach ziemnych i ja je tą szczotką miziam, a one oczy przymykają i stoją takie zadowolone. Jeszcze się boję wejść za ogrodzenie, ale następnym razem to już wlezę. Teraz odważyłam się poprzytulać do tych wielkich końskich łbów zza ogrodzenia.
Martwię się, bo siadają na nich całe roje wszelakiego, latającego paskudztwa i tną je niemiłosiernie. Ciągle machają ogonami, trzęsą głowami i podrygują. Musi im ten bezustanny rój nieźle dokuczać. Tyle mogę zrobić, że jak podejdą do płota to pooganiam tam gdzie dosięgam. Mają też swoją własną metodę, stają obok siebie na odwrót i wzajemnie się omiatają ogonami.





Biały, "Dziadek", pozwolił sobie nawet zajrzeć w zęby. Oj stareńki on, stareńki, po zębach widać.


To właśnie dziadek spowodował, że miałam oczy mokre....
Patrzę ja sobie z tarasu, jak się pasą i nagle, "Dziadek" bęc na trawę..... O matko, jak się wystraszyłam, lecę to tego płota, patrzę, a on siedzi/leży na boku z takimi przymkniętymi oczami....


 Nie znam, za bardzo zwyczajów końskich, więc myślałam, że mu coś się stało, a on tak siedzi i głowa mu coraz niżej, coraz niżej opada.......

 

A potem bach, zległ na bok, o matko, teraz to się już wystraszyłam  porządnie, zdycha, czy co? Co robić?



A on nagle........trach nogi w górę i zaczął się tarzać......



Nie wiem,czy w ten sposób sobie odpoczywał, czy pozbywał się tych wszystkich insektów, czy zwyczajnie miał ochotę pomachać sobie kopytkami, ale oczy zrobiły mi się mokre. Był rozczulający.........

A potem nagle wstał na równe nogi i zaczął się paść.
Wiem, że te konie nie zostaną na zawsze za moim płotem i ja po lecie nie będę tam jeździć, ale wiecie, co? Bardzo polubiłam te stare koninki.
Jeśli kiedyś traficie na apele o grosik na wykup koni z transportu do rzeźni lub z jakiejś katowni nie żałujcie, zobaczcie one mogą dożyć swojej starości w taki sposób i nie muszą być przerobione na kiełbasy.

Pozdrawiam wszystkich wieczornie i parno.


24 komentarze:

  1. No wiesz co, teraz to dopiero mam mokre oczy! Człowiek to jednak kawał...Nie mam na mysli tego, który przygarnął, ale tego, który im ten los zgotował.
    Mnemo skocz do maila.

    OdpowiedzUsuń
  2. Starych koni się nie przerabia na kiełbasy :)

    Ale no, kurczę, kucnę obok i wirtualnie przytulam, bo no, wiesz...
    Tęskno mi straszliwie do koniowatych...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Babo Ty będziesz wiedzieć, co dzieje się ze starym koniem, jak się go sprzedaje, bo jak nie na kiełbasy to może na karmę .......?
      Ty byś wiedziała, jak je fachowo oczyścić, ja je tylko tak smyram tą szczotką.....

      Usuń
    2. W czasach gdy my mieliśmy konie - owszem, głównie na karmę, wówczas na lisie fermy... Ale to już te, które padły. Zwłok końskich nie zakopywało się na podwórkach i w taki sposób własnie je "utylizowano", a przy okazji jakiś grosz chłop dostawał i miał zadatek na kolejnego konia.

      Obecnie nie wiem, przyznaję, pewnie częściowo też na karmy,lecz są już też grzebalnie i spalarnie. Prócz sportowych, bo one często dostają leki wykluczające późniejsze spożycie przez kogo/cokolwiek. Na mięso się zwyczajnie nie nadają, jak stare łykowate koguty, a przecież rosołu na koninie nikt nie będzie gotował ;)
      Piszę tak dość cynicznie, ale histerie małoletnich "obrończyń" koni bywają naprawdę śmieszne.

      Co do czyszczenia - tak jak niżej pisze Hana :D Dokładnie tak, a i szczotkę masz w sam raz! Jak się koniecznie upierasz, to na zmianę pod włos, z włosem, strzepać (o zgrzebło lub kant płotu) i znów :) W ten sposób się wyczesuje kurz.

      Usuń
  3. Smyraj ile wlezie, one pewnie maja gdzieś Twoją fachowość, lub jej brak. Lubią mieć kontakt.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I to widać, lgną do człowieka, aż się sama dziwię, że za drugim moim przyjazdem już pokumały, że to ta baba z jabłkami i smyraniem:)

      Usuń
  4. One mądre są... No mokro się w tych oczach robi, oj mokro... I jeszcze taką smutną końską historię Ori opisała u siebie. Posmyraj je następnym razem ode mnie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytałam u Ori, mam nadzieję, że długo jeszcze posiedzi ten facet w kiciu i nie będzie go stać już nigdy na kupienie konia i takie traktowanie. Na fotkach konie wyglądają okropnie, bardzo zaniedbane.

      Usuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  6. mój mąż miał kiedyś z dziećmi zajęcia w stadninie...takie jakby to powiedzieć resocjalizacyjne ...sprzątały,czyściły ..i potem mogły czasem na nich pobrykać...kiedyś po coś tam z nim pojechałam na moment...i pozwolono mi wsiąść na konika..a jak zobaczyłam,ze one takie duże....to bardzo się przestraszyłam:)))))-zresztą widziałam ktoś Qry na koniu>?? ale uwielbiałam je głaskać po tych aksamitnych mordeczkach:))))))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No gdybym ja miała taką okazję to bym pojeździła:) Faktrycznie są duże i siedzi się bardzo wysoko, a potem uda bolą i pupa.......

      Usuń
    2. Qury może nie, ale kot ze mną jeździł :)))

      Usuń
  7. J też lubię konie dotykać, głaskać itd., wsiadanie raczej nie... miałam okazję kilka razy, nawet na dłuższe trasy i nie... nie jest to to co lubię... a co do kładących się koni... mój tata zawsze mówi, że jak nikt nie widzi, to się wylegują, i nieprawdą jest , że śpią tylko na stojąco... lubią sobie właśnie kopytkami pomachać...
    trafiła im się piękna starość...

    OdpowiedzUsuń
  8. Bym miała to samo, zaraz panika, czy przypadkiem nie zdycha. Psicy kiedyś spać nie dałam, bo sapała i mi się wydawało, ze się dusi, teraz wiem, ze jej zwyczajnie gorąco było. Piękne są te staruszki zza płota, takie wzruszające.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja z moim leciałam o 2 w ncocy do nocnego weta, bo strasznie jęczał. A to było wzdęcie, wet włożył palec godzie trzeba i było po sprawie.....

      Usuń
  9. I ja konika za płotem miałam ... ale radocha była patrzeć jak urządza ze szczeniakiem gonitwy po obejściu :)) Najpierw Pani się naczesała, wyczyściła a potem konik w zabawie bęc w błoto i robota od nowa. Pani konika sprzedała bo już sił i czasu jej zabrakło na opiekę. Kasia (szczeniak, który już szczeniakiem nie jest) została i biega samotnie aż jej się uda jakąś dziurę znaleźć albo podkop zrobić i straszy tych co nie wiedzą, że to łagodna bestia jest (choć bardzo słusznych rozmiarów) :))

    Nigdy nie miałam bliższych kontaktów z koniem i zwyczajnie się boję ... choć to chyba głupie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że nie jest głupie bać się koni, bo trzeba umieć się z nimi obchodzić. To duże zwierzę i może zrobić krzywdę. Ja przeszłam kilka "lekcji" zajmowania się koniem, włącznie z jazdą, ale to było dawno i jak nie znam jestem bardzo ostrożna.

      Usuń
  10. Ale masz fajnie;) Konie mnie ciągną, jak nie wiem co;) Ale Kret na koniu? - chyba nienaturalne, nawet dziwniejsze niż Qra na koniu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ptaka na koniu sobie można wyobrazić, Kreta jednak trudniej:)

      Usuń
  11. Kret jeździłby pod brzuchem, bo tam ciemniej.

    OdpowiedzUsuń
  12. No weź przestań. Z tym ptakiem na koniu to przegięłaś...

    OdpowiedzUsuń

Fajnie, że zostawiasz słówko:) A im więcej słówek tym milej:)