niedziela, 30 czerwca 2013

Część druga oj dana, oj dana


No to druga część moich złotych myśli. Spisane ładnych kilkanaście lat temu, gdyby nie zapobiegliwość Wu zginęłyby w mrokach dziejów, ha, ha:))


Na wsi siedząc pod orzechem:
JA: O, gryząca biedronka!
ONA: No... grybry...brygry... gybry... rygry...


Przyglądając się zabawom dziecka z chomikiem:
ONA: Chomiki mogłyby być większe...
JA: No... takie jak psy.
ONA: I robiłyby boby jak telefon.


Ona: Jak będziesz chciał to dam ci od połowy.


Dobre  śliwki - mają dużo mięsa.


W rozmowie telefonicznej z informacją PKP:
Po zgłoszeniu się informacji, wybuch śmiechu i takie oto zdanie:
- Przepraszam, ale strasznie długo czekałam i śmiać mi się zachciało z tego powodu.


Oglądając G.W. Busha w TV:
- On ma takie podniesione brwi... jak ten mniejszy z Chaplinów.


Opowiadając o pracy:
- Facet wyszedł ode mnie szczęśliwy jak pies po deszczu.


Ona: Popatrz jak to jest – tam w mózgu jest tyle różnych zwojów uzwijanych... i jak to potrafi człowieka udręczyć

A teraz idę zmyć kurz mazurski, zdrapać do reszty lakier z pazur, zgrać zdjęcia i wymoczyć się w gorącej kapieli. Ta mazurska pogoda to potrafi człowieka dobić. Wczoraj słoneczko kolacja na leżaczku z winkiem i zachądzącym słońcem, dziś wichura, czarne chmury, deszcz i przenikliwy ziąb. Ale zakomponowałam sobie kwiaty na dwóch ścianach altany tzn. w przestrzeni ogorowej za tymi ścianami.  Wymyśliłam, że na jednej będą kwiaty w tonacji fioletu, macierzanka, lawenda, dzwonek brzoskwiniolistny, a na śamej ścianie fioletowa kobea i na końcu rabaty róża wejgela, czy jakoś tak, na drugiej będzie żółto, taki jakiś rozchodnik kwitnący na żółto i dwa rodzaje coraz wyższych żółtych kwiatów, trzecia będzie różowa, krzaki krzewuszki, kosmosy i żurawka. Czwarta będzie biała, kwitnące na biało skalniaczki i margerytki. Na piątą nie mam jeszcze konceptu. Nasadziłam dziś dwie, fioletowa i żółtą. Zdjątka może jutro.

A tu dla Was moje dwie rachityczne róże.




I Mopek w oczekiwaniu na wyjazd.


11 komentarzy:

  1. Matko, chyba coś Ci się porobiło z tymi ścianami?! W samym opisie się zaplątałam! Mopek jest nieprawdopodobnie słodki, a bobki jak telefon prawie mnie posikały. Ale jaki telefon? Komórkowy, czy stacjonarny?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wtedy chyba nie miałam komórki, to było dawno. Nawet jeśli był to nie był mniejszy niż stacjonarny, cegła normalnie.
      Bo ta altana to sześciokąt, jedna ściana to wejście i zostaje 5 do zagospodarowania, tzn, tego ogrodu , co jest za ścianami. Wokół altany wiją się ścieżki z desek a za nimi umyśliłam sobie te kolorowe zagony, takie piętrowe, od najniższych kwiatków zaczynam i stopniowo coraz wyższe. W mojej wyobraźni wygląda to ślicznie, ale patrząc, jak to wszystko tam rośnie to poczekam z 5 lat. W tym roku to, co posadziłam te 5,4, 3 lata temu w końcu zaczęło być widoczne, a wiciokrzew mnie zaskoczył najbardziej, cały w kwiatach.

      Usuń
  2. Ślicznie jest. Grunt, to wyobraźnia. Jak Ty to chcesz zrobić z doskoku? Podziwiam. U nas z pogodą podobnie, kiła i mogiła, a nie lato. Siedzę w domu i wyplatam wiklinę, bo w ogrodzie było mi zimno! Psia jego mać, tfu!

    OdpowiedzUsuń
  3. Wianki, które przekształcają się w cuda-wianki. Pełna improwizacja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też chodzą za mną wianki, chciałbym z lawendy, ale mojej wyszły dwa mizerne pęczki. Może na urlopie sobie powiję??? Wysłałam maila.

      Usuń
  4. Też wysłałam, ale pewnie śpisz, albo w wannie moczysz wdzięki. Strasznie dużo lawendy trzeba, żeby wianek był piękny. Może przepleć z wikliną? Na pewno coś już możesz uciąć. Im cieńsze, tym lepsze. Spróbuj z cienkiej leszczyny, też jest podatna.

    OdpowiedzUsuń
  5. Teksty cudne. Koncepcja ukwiecenia bardzo mi sie podoba, podziwiam wyobraźnię :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ha ha ha. Pozdrowienia od mojego Maćka dla cudnego Mopka :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Dziewczyno, Ciebie to nosi.....Fajnie na tych Mazurach, a jak obsadzisz ze wszystkich stron, to pokaż koniecznie roślinki! I wyzdradź, ile w końcu masz tych ścian, a ile chciałabyś mieć!
    Teksty cudne:). Ja to odwalam również akcje sytuacyjne - np. wsiadamy do windy, jadąc do znajomej. I zamiast zielonej lampki na panelu (bo zrobili remont) zaświeciła się czerwona. To ja z obłędem w oczach wrzasnęłam - WYSIADAĆ (bo w końcu czerwona lampka to ostrzeżenie - niebezpieczeństwo...) i wyrwałam jak torpeda (przewodnik stada) na korytarz. A tak byłam przekonująca w tym działaniu, że moje stado (mąż i syn), co prawda w wielkiej konsternacji, ale pognali za mną. Dopiero po fakcie, gdy ustaliliśmy co komu się zdawało, chichotów było co niemiara. Ponieważ jak tak mam często, to już wszyscy się uodpornili......
    Ściskam Cię mocno !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja kiedyś chcąc ostrzec męża, że mu się światło zmieniło na czerwone krzyknęłam "uważaj granatowe!!!"

      Usuń

Fajnie, że zostawiasz słówko:) A im więcej słówek tym milej:)