niedziela, 22 września 2013

Śtöf duy buwła fest! Skumma frmdy gest, Skumma muma ana fettyn, Z' brennia nysła ana epułn, Śtöf duy Jasiu fest!

Sobota rano, otwieram oczęta, o matulu, jak błogo, jest coś koło dziewiątej, a ja nie muszę jeszcze wstać. Jeszcze troszkę poleguję sobie w ciepełku rozmyślając, co by dziś dobrego zrobić do jedzonka, a potem ruszam do kuchni zaparzyć kawę. Chłopaki (Mopek i Wu) dalej sobie pochrapują smacznie. Lubię takie ranki, kiedy nigdzie mi się nie śpieszy i nic nie muszę. 
Kawa już zaparzona, zasiadam w fotelu i włączam TV. Z telewizora zaczyna gadać jakiś młodzian w dziwnym języku, matkozcórką, co to za język? Ni to niemiecki, ni to skandynawski, ni węgierski. W życiu takiego nie słyszałam, a zdaje się, że rzecz dzieje się w Polsce.  Oglądam dalej z coraz większą  ciekawością i za chwilę się wszystko wyjaśnia. A ja pierwszy raz o tym słyszę. Jestem ciekawa, czy Wy wiedzieliście/słyszeliście o Wilamowicach ? 
 Niesamowita historia i jak dobrze, że znalazł się ktoś, kto stara się uratować zwyczaje i przede wszystkim język. A może ktoś tam z Was był, albo  mieszka w okolicy?

Co o Wilamowiacach mówi Wikipedia?
„Mieszkańcy Wilamowic są potomkami osadników z Fryzji i Flandrii, którzy osiedlili się na tych terenach w XIII wieku. Stworzyli wyizolowaną kulturowo społeczność, odrębną również językowo. W 1808 roku wykupili się z poddaństwa a w 1818 wykupili prawa miejskie dla Wilamowic. Do 1945 roku w powszechnym użyciu był język wilamowicki (wymysiöeryś) – archaiczny język (dziś włada nim około 70 osób). Mała społeczność używała również własnego stroju wilamowickiego zawierającego elementy szkockiej kraty, motywy tureckie oraz kwiatowe, wykonane starą metodą klockową. Po II wojnie światowej władze komunistyczne próbowały zatrzeć ślady odrębności kulturowej Wilamowian.

Dziś tradycję kultywuje Regionalny Zespół Pieśni i Tańca "Cepelia Fil Wilamowice" założony w 1987 skupiający młodzież oraz Regionalny Zespół Pieśni i Tańca "Wilamowice" założony w 1948 skupiający kilka pokoleń. Działa także Stowarzyszenie Na Rzecz Zachowania Dziedzictwa Kulturowego Miasta Wilamowice "Wilamowianie", mające na celu ratowanie kultury wilamowickiej”

Film dokumentalny na który przypadkiem trafiłam " Moje Wilamowice" z 2012 roku można obejrzeć na kanale Planet, zachęcam, warto popatrzeć.

A tutaj krótki film znaleziony na jutubie.





Co dzieje się w Wilamowicach można na bieżąco śledzić na faceboku.

I jeszcze jedna stronka, którą warto poczytać:))

A kto udaje się na spocznek wieczorny może paciorek sobie zmówić w języku wilamowskim:)

Ynzer Foter, dü byst ym hymuł,
Daj noma zuł zajn gywajt;
Daj Kyngrajch zuł dö kuma;
Daj wyła zuł zajn ym hymuł an uf der aot;
dos ynzer gywynłichys brut gao yns haojt;
an fercaj yns ynzer siułda,
wi wir aoj fercajn y ynzyn siułdigia;
ny łat yns cyn zynda;
zunder kaonst yns reta fum nistgüta.
[Do Dajs ej z Kyngrajch an dy maocht, ans łaowa uf inda.]
Amen

Ha, jak będę kiedyś w tamtych stronach z pewnością zajrzę do Wilamowic:))

wtorek, 17 września 2013

Co się wydarzyło 17 września?

Ano różnie to bywało. I można  by się było zdziwić jak wiele się tego 17 września wydarzyło.

Wydarzenia w Polsce:

17 września:
1374 – Król Ludwik Węgierski wydał przywilej koszycki dla polskiej szlachty.
1462 – Wojna trzynastoletnia: zwycięstwo wojsk polskich nad krzyżackimi w bitwie pod Świecinem.
1794 – Insurekcja kościuszkowska: zwycięstwo wojsk rosyjskich w bitwie pod Krupczycami.
1894 – Feliks Szlachtowski został prezydentem Krakowa.
1914 – I wojna światowa: wojska rosyjskie rozpoczęły pierwsze oblężenie twierdzy Przemyśl.
1924 – Utworzono Korpus Ochrony Pogranicza.
1931:Rozpoczęto seryjną produkcję samolotu Lublin R.XIII.
W Stoczni Gdynia odbyło się wodowanie pierwszej samodzielnie zaprojektowanej i wykonanej jednostki – stalowej motorówki Samarytanka.
1939 – Kampania wrześniowa:Rozpoczęła się agresja ZSRR na Polskę (o godzinie 3.00 nad ranem).
W wyniku ostrzału artyleryjskiego wybuchł pożar Zamku Królewskiego w Warszawie (ok. godz. 11.00).
Prezydent RP Ignacy Mościcki, Naczelny Wódz marszałek Polski Edward Śmigły-Rydz i premier RP Felicjan Sławoj Składkowski wraz z rządem przekroczyli w późnych godzinach wieczornych granicę z Rumunią, gdzie zostali internowani.
1940 – Około 300 więźniów z Pawiaka zostało rozstrzelanych w Palmirach.
1944 – 48. dzień powstania warszawskiego: walki na Czerniakowie trwające od 13 września stawały się coraz bardziej uciążliwe.
1947 – Krajowy prowidnyk Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów Jarosław Staruch został otoczony przez żołnierzy KBW i wysadził się w schronie w lasach pod Lubaczowem.
1963 – 5 osób zginęło podczas lotu testowego samolotu PZL MD-12.
1971:
Premiera komedii filmowej Motodrama w reżyserii Andrzeja Konica.
W Poznaniu odbył się pierwszy występ Kabaretu TEY.
1974 – Podpisano umowę z Fiatem na opracowanie projektu samochodu FSO Polonez.
1978 – Telewizja Polska wyemitowała premierowy odcinek serialu Lalka w reżyserii Ryszarda Bera.
1980 – Powstał Niezależny Samorządny Związek Zawodowy „Solidarność” z Lechem Wałęsą na czele.
1993:
Ostatni żołnierze Północnej Grupy Wojsk opuścili terytorium Polski.
Prochy gen. Władysława Sikorskiego zostały przewiezione z Wielkiej Brytanii i złożone na Wawelu.
1994 – Na antenie TVP2 wyemitowano premierowe wydanie teleturnieju Familiada.
1995 – W Warszawie odsłonięto Pomnik Poległym i Pomordowanym na Wschodzie.
1996 – Wystartowała telewizja HBO.
2005 – Powstała Nonsensopedia.
2007 – Premiera filmu Katyń w reżyserii Andrzeja Wajdy.
2009 – Po przegranych eliminacjach do piłkarskich Mistrzostw Świata w RPA został zdymisjonowany holenderski selekcjoner reprezentacji Polski Leo Beenhakker.
2011 – Prezydent RP Bronisław Komorowski dokonał w Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie otwarcia wystawy Pamięć nie dała się zgładzić... poświęconej zbrodni katyńskiej.

Co się wydarzyło w historii 17 września na świecie nie będę Was zamęczać, bo lista jest długa, ale 17 września 1988 roku ( który jest tu bardzo istotny) w Seulu rozpoczęły się XXIV Letnie Igrzyska Olimpijskie. I wiecie, co?  Do dziś nie miałam o tym pojęcia, jak o wielu innych "ważnych wydarzeniach" z tej daty.
 Dla mnie 17 września kojarzy się od zawsze ze zdradzieckim atakiem ZSRR na Polskę. A potem wiadomo, co było dalej. Tak się złożyło, że 17 września to dla mnie dzień szczególny, też niby atak, ale jednak nieco inny.....

25 lat temu była lepsza pogoda.......a dziś były kwiaty.... te, które bardzo lubię i za cholerę nie potrafię zapamiętać ich nazwy.......



Potem były takie, które przywiózł posłaniec........


Ale wcześniej od tych bardziej zapracownaych był torcik i ładna butelka, a od bardziej praktycznych koperta:)))

Dziękuję za pamięć Mamo i Siostrzyczko i Ty Sanyo z Sokołem ( postaram się o ten dobry...s......x, którego życzyliście).
No i cóż  by tu dalej......lata mijają, jak 17 mgnień wiosny, a my dalej młodzi............














niedziela, 15 września 2013

Kiedy mama jest w domu....

Wiosną, kiedy zaczynamy sezon na Mazurach trudno nas zastać w weekend w domu. Dlatego przez lato dom zarasta kurzem, stertami ciuchów i różnymi klamotami. Komu się chce po powrocie z pracy zajmować porządkami. Zwykle robię je tak po wierzchu i na nic mamine musztrowanie w młodości, że sprzątanie to trwać musi cały dzień i najlepiej na kolanach wybierając zapałką wyimaginowane paprochy ze szpar.
Słowem w domu tworzy się przez letni sezon delikatnie mówiąc rozgardiasz,  nie wspomę o przepalonych żarówkach, których nie ma kiedy zmienić (albo się nie chce), oknach tak brudnych, że mało co przez nie widać. To znaczy widać, jakieś przedziwne pejzaże, zacieki i szlaki. Toteż, kiedy nadchodzi już jesień i taki weekend, kiedy nie gna się do Kaczorówki, trzeba zrobić w końcu porządki. A kiedy ta mama, czyli ja, w końcu jest w domu to nawet zaczyna się ruch w kuchni, przy garach oczywiście.
Na pierwszy ogień jednak zawsze idzie pranie, duuużo prania, "dech i mech", jak mawia moja psiapsióła. Piorą się firanki, narzuty, szlafroki i koce. Dobrze, że mam suszarnię, bo inaczej nie byłoby tego gdzie wieszać. Gdybym miała podwórko wisiałoby to wszystko na świeżym powietrzu i schło na wietrze, no ale nie mam, więc dzięki ci spółdzielnio za suszarnie.
Jak prać to prać, wszystko, łącznie z Mopkiem, jest teraz puchaty i pachnący. Maskotka normalnie. Czas już był wielki bo zalatywał mi jakimiś skarpetkami, albo serem, oscypkiem chyba ( takie skojarzenie, a cuchnie najbardziej obroża na kleszcze)
Wu oczyścił okna i jakoś w domu się jaśniej zrobiło, ciekawe, jak dużo światła zabierają takie zapaprane szyby. Żarowki uzupełnione i łazienka wypucowana, a w kuchni......no same pyszności. I nie jest to rosół i kotlet schabowy:))
Dwa dni z rzędu jemy to samo, nieco tylko zmodyfikowane. Wszyscy zgodnie dziś uznali, że takie było pyszne wczoraj to dziś ma być "powtórka z rozrywki". Danie banalne w swojej prostocie i chyba będzie smakować każdemu.



Ja zrobiłam w wersji dla mięsożerców, ale jarosze farsz mięsny mogą zastąpić warzywnym. Na przykład musem brokułowym, albo fasolowym. Danie to robi się szybko i bez zbędnych ceregieli, jest smaczne i wypełnia żołądki na długo. Nie to, co zupa:)) ( Barszcz ukraiński został w niełasce). A robi się je tak.
Ziemniaczki ze skórką gotuje się w osolonej wodzie. Jak już są prawie miękkie odcedzamy i czekamy aż wystygną. Na patelni smażymy mięsko mielone z cebulą, przyprawami, ziołami, czosnkiem, dziś dołożyłam jeszcze fasoli i brokułów. Do tego słoik koncentratu pomidorowego i dla związania wszystkiego, jak ktoś lubi można dać ser. Ja dałałm pleśniowy. Jak się to wszystko usmaży lekko miksujemy. Potem ziemniaczki kładziemy na blaszkę przecięte na pół, a na każdą połówkę kładziemy farsz. Potem to już tylko ciach do piekarnika i zapiekamy. Pod koniec możemy posypać tartym serem, co też zrobiłam, na niektórych ziemniaczkach widać. Do tego robię dip z sera fety z koperkiem albo czosnkiem i jogurtem naturalnym. A potem to już można jeść do rozpuku. Ja piszę teraz post, ale resza leży i trawi:))
Złakniona takiego zwykłego krzątnia się po domu rzuciłam się też na wypieki. I żeby nie było zbyt skomplikowanie to wykorzystałam przepis, który kiedyś na swoim blogu zamieściła Kretowata, pod nazwą "ciasto ekspress".

(przed włożeniem do piekarnika)
 ( już upieczone)

Zmodyfikowałam je jedynie nieco, bo ja wszystko zawsze modyfikuję. Taki defekt mam. Dodałam mianowicie troszkę wiórków kokosowych, cukru waniliowego i wyłowionych z nalewki morelowej połowek moreli. Będzie to ciasto lekko zakropione alkoholem, ale po takim pracowitym weekendzie mi się należy.

Pachnie cudnie tym ciastem w całym domu, właśnie sobie stygnie. Jak domownicy strawią nieco ziemniaczki to zabierzemy się za nie. Druga blaszka pojedzie ze mną jutro do pracy. A co!

Niedziela się kończy, a na mnie czeka jeszcze prasowanie. Lubię tak od razu wyprasować po wysuszeniu, bo jak złożę na stertę to już ta sterta będzie stać o ho, ho........

Pokażę Wam jeszcze skrzynię, którą co prawda robiłam  na Mazurach, ale już w domu lekko polakierowałam i przykręcałam detale. To jedna z tych, które bieliłam pastą wybielającą i czyściłam do upadłego miedzianą szczotką. Ma fajną fakturę, od tego czyszczenia zrobiła się taka "aksamitna" Jest w porównaniu z innymi naprawdę duża i ma  różane motywy. Co z nią zrobię jeszcze nie wiem. Może będzie prezentem, albo gdzieś ją sobie postawię? Najchętnej w sypialni, która miała zmienić swoje oblicze, ale z braku czasu zmieniła tylko połowicznie. Się zobaczy.





A teraz nalewam sobie w szklaneczkę troszkę procentów i udaję się do deski, wypróbowany sposób, z drinkiem prasowanie idzie zupełnie inaczej:))  Nie wierzycie? Wypróbujcie:))

Buziole nie w rosole przesyłam:))

czwartek, 12 września 2013

Bunkier

Regelbau 668 czyli „standaryzowany schron” typu 668 został zaprojektowany około 1942 roku. To był prosty schron dla drużyny  liczącej 9 żołnierzy i dowodzącego nią podoficera. Budowle takie zastosowano masowo przy fortyfikowaniu Wału Atlantyckiego od 1942 roku a następnie w fortyfikacjach wschodnich w 1944 roku, przeważnie w nieco zmniejszonej wersji . Były to typowe schrony bierne o wymiarach 7 m (szerokość), 7,7 m (głębokość), 4,4 m (wysokość). Grubość ścian wewnętrznych wynosiła 1,5 m, wewnętrznych 0,8 m.

 Żeby zbudować taki schron potrzebne było 210 metrów sześciennych betonu, 9,4 ton stali zbrojeniowej oraz 1,7 ton stali profilowanej. Schron był przystosowany do celów wojny przy pomocy środków chemicznych, choć użycie ich pod koniec wojny wydawało się być mało prawdopodobne. Drzwi miały masę około 250 kg, były dwudzielne. Umożliwiało to otworzenie górnej połowy w przypadku częściowego zasypania przedsionka.  Przez następne drzwi pancerne, gazoszczelne przechodziło się do głównego pomieszczenia mieszkalnego gdzie mieściło się  6 do 9 łóżek o , stół i krzesła. Było też miejsce na piecyk grzewczy.
Bunkry tego typu były zazwyczaj zupełnie pokryte ziemią, ponad jej powierzchnię wystawały jedynie  anteny radiostacji.

 Podobno zachowane schrony na Pozycji Szczycieńskiej, zwłaszcza te ukryte w głębokim lesie i oddalone od siedzib ludzkich, były w latach 40-tych i nawet może 50-tych schronieniem różnej maści oddziałów, niedobitków albo zwykłych leśnych bandytów - począwszy od hitlerowskich maruderów i grup Wehrwolfu przez kresowe oddziały AK, także WiN-u, a skończywszy na zwykłych rzezimieszkach, regularnie np. napadających w okresie 45-46 na mazurskie wsie.

I wiecie, co? Taki bunkier jest niedaleko mojej mazurskiej wsi. Eksplorować wnętrza się jakoś nie odważyłam, ( choć ogólnie rzecz biorąc interesują mnie takie obiekty) bo raczej nie lubię miejsc ciemnych i wilgotnych :))
Uwierzyłam na słowo Wu i dziecku mojemu, że w środku jest "syf, kiła, korniki i chujnia z grzybnią". W zasadzie czego spodziewać się innego? Bunkier to punkt zborny wszystkich grzybiarzy. Tu w czasie wysypu grzybów parkuje po kilkanście samochódów na raz. Stąd ludziska rozchodzą się w cztery strony świata w poszukiwaniu grzybnych trofeów, a bunkier skoro jest w zasięgu ręki, ( nogi?) odwiedzają nagminnie. Pytam się tylko czemuż to zostawiają w nim puszki, butelki, torby foliowe i to, co z reguły zostawia się w zgoła innym miejscu?
I tak to, nie nadwarężając nozdrzy, popstrykłam z zewnątrz swego czasu fotki tego reliktu czasów II wojny światowej, zagubionemu pośród mazurskich ostępów.






Zachowały się jeszcze 2 kochy (jednoosobowe stanowiska strzelnicze)



Nie wiem, czy powinny lub czy były jeszcze inne kochy. Gdyby we wsi mieszkali jeszcze ludzie pamiętający te czasy mogłabym zapytać, ale niestety chyba nie ma już nikogo i chyba juz nigdy nie dowiem się, jak ów bunkier był wykorzystywany w czasie II wojny lub tuż po niej.........

Szkoda.....

wtorek, 10 września 2013

Chciałam donieść....

że idzie jesień.......Już widać, już czuć. Jezioro spokojne i ciche, bujna dotąd zieleń jakoś ściemniała, zszarzała i oklapła. Do karmnika  nie przychodzą dzwońce ani sójki, zostały tylko sikorki i dzięcioły. Te z banerka to fotki sprzed tygodnia. Pojawiła się za to wiewiórka, szkoda, że nie miałam aparatu przy porannej kawie w ogródku, bo zwiedzała dach chałupki (najpierw kowalik teraz ta ) i tak ciekawsko na nas z góry spoglądała. To chyba ona wyniosła z karmnika żołędzie, ale nie przyłapałam na gorącym uczynku. Noce są czarne jak smoła i zimne, jak diabli, a ranki skąpane w rosie. Jest jej tak dużo, że rankiem kapie z drzew niczym deszcz. Do południa bez gumiaków nie da rady wyjść z domu. Zaczyna się jesienny spektakl, rozpięte pajęczyny pokryte rosą wyglądają, jak drogocenna materia. Brzozy zaczynają gubić listki, a wrzosy o dziwo już przekwitają. Słoneczniki pełne ziaren wystawiają się na pożarcie ptakom, a dzikie róże aż kipią od czerwieni owoców.To wszystko oznacza, że nadchodzi czas pożegnania się na kilka miesięcy z Mazurami. Trudno będzie, oj trudno to znieść. Całe szczęście, że mamy tysiące zdjęć, będzie, co wspominać:))
Kormoranów gonić nie będę, ale jak nie zapodać Szczepanika na taką okoliczność?



Jak nie zrobić parę wianków, tych ostatnich, jesiennych?





P.S.
Ale życie na wsi toczy się dalej swoim rytmem, niezmiennym, ktoś komuś ukradł samochód w sąsiedniej wsi i rozbił na drodze, ktoś inny rozbił inny samochód, co akurat  nie jest taką znowu dużą stratą, bo jak się jeździ bez prawka i na dwóch gazach ......dobrze, że choć swój......czyli "na wsi" bez zmian, to tylko w przyrodzie zmiany zachodzą.......