Wiosną, kiedy zaczynamy sezon na Mazurach trudno nas zastać w weekend w domu. Dlatego przez lato dom zarasta kurzem, stertami ciuchów i różnymi klamotami. Komu się chce po powrocie z pracy zajmować porządkami. Zwykle robię je tak po wierzchu i na nic mamine musztrowanie w młodości, że sprzątanie to trwać musi cały dzień i najlepiej na kolanach wybierając zapałką wyimaginowane paprochy ze szpar.
Słowem w domu tworzy się przez letni sezon delikatnie mówiąc rozgardiasz, nie wspomę o przepalonych żarówkach, których nie ma kiedy zmienić (albo się nie chce), oknach tak brudnych, że mało co przez nie widać. To znaczy widać, jakieś przedziwne pejzaże, zacieki i szlaki. Toteż, kiedy nadchodzi już jesień i taki weekend, kiedy nie gna się do Kaczorówki, trzeba zrobić w końcu porządki. A kiedy ta mama, czyli ja, w końcu jest w domu to nawet zaczyna się ruch w kuchni, przy garach oczywiście.
Na pierwszy ogień jednak zawsze idzie pranie, duuużo prania, "dech i mech", jak mawia moja psiapsióła. Piorą się firanki, narzuty, szlafroki i koce. Dobrze, że mam suszarnię, bo inaczej nie byłoby tego gdzie wieszać. Gdybym miała podwórko wisiałoby to wszystko na świeżym powietrzu i schło na wietrze, no ale nie mam, więc dzięki ci spółdzielnio za suszarnie.
Jak prać to prać, wszystko, łącznie z Mopkiem, jest teraz puchaty i pachnący. Maskotka normalnie. Czas już był wielki bo zalatywał mi jakimiś skarpetkami, albo serem, oscypkiem chyba ( takie skojarzenie, a cuchnie najbardziej obroża na kleszcze)
Wu oczyścił okna i jakoś w domu się jaśniej zrobiło, ciekawe, jak dużo światła zabierają takie zapaprane szyby. Żarowki uzupełnione i łazienka wypucowana, a w kuchni......no same pyszności. I nie jest to rosół i kotlet schabowy:))
Dwa dni z rzędu jemy to samo, nieco tylko zmodyfikowane. Wszyscy zgodnie dziś uznali, że takie było pyszne wczoraj to dziś ma być "powtórka z rozrywki". Danie banalne w swojej prostocie i chyba będzie smakować każdemu.
Ja zrobiłam w wersji dla mięsożerców, ale jarosze farsz mięsny mogą zastąpić warzywnym. Na przykład musem brokułowym, albo fasolowym. Danie to robi się szybko i bez zbędnych ceregieli, jest smaczne i wypełnia żołądki na długo. Nie to, co zupa:)) ( Barszcz ukraiński został w niełasce). A robi się je tak.
Ziemniaczki ze skórką gotuje się w osolonej wodzie. Jak już są prawie miękkie odcedzamy i czekamy aż wystygną. Na patelni smażymy mięsko mielone z cebulą, przyprawami, ziołami, czosnkiem, dziś dołożyłam jeszcze fasoli i brokułów. Do tego słoik koncentratu pomidorowego i dla związania wszystkiego, jak ktoś lubi można dać ser. Ja dałałm pleśniowy. Jak się to wszystko usmaży lekko miksujemy. Potem ziemniaczki kładziemy na blaszkę przecięte na pół, a na każdą połówkę kładziemy farsz. Potem to już tylko ciach do piekarnika i zapiekamy. Pod koniec możemy posypać tartym serem, co też zrobiłam, na niektórych ziemniaczkach widać. Do tego robię dip z sera fety z koperkiem albo czosnkiem i jogurtem naturalnym. A potem to już można jeść do rozpuku. Ja piszę teraz post, ale resza leży i trawi:))
Złakniona takiego zwykłego krzątnia się po domu rzuciłam się też na wypieki. I żeby nie było zbyt skomplikowanie to wykorzystałam przepis, który kiedyś na swoim blogu zamieściła Kretowata, pod nazwą "ciasto ekspress".
(przed włożeniem do piekarnika)
( już upieczone)
Zmodyfikowałam je jedynie nieco, bo ja wszystko zawsze modyfikuję. Taki defekt mam. Dodałam mianowicie troszkę wiórków kokosowych, cukru waniliowego i wyłowionych z nalewki morelowej połowek moreli. Będzie to ciasto lekko zakropione alkoholem, ale po takim pracowitym weekendzie mi się należy.
Pachnie cudnie tym ciastem w całym domu, właśnie sobie stygnie. Jak domownicy strawią nieco ziemniaczki to zabierzemy się za nie. Druga blaszka pojedzie ze mną jutro do pracy. A co!
Niedziela się kończy, a na mnie czeka jeszcze prasowanie. Lubię tak od razu wyprasować po wysuszeniu, bo jak złożę na stertę to już ta sterta będzie stać o ho, ho........
Pokażę Wam jeszcze skrzynię, którą co prawda robiłam na Mazurach, ale już w domu lekko polakierowałam i przykręcałam detale. To jedna z tych, które bieliłam pastą wybielającą i czyściłam do upadłego miedzianą szczotką. Ma fajną fakturę, od tego czyszczenia zrobiła się taka "aksamitna" Jest w porównaniu z innymi naprawdę duża i ma różane motywy. Co z nią zrobię jeszcze nie wiem. Może będzie prezentem, albo gdzieś ją sobie postawię? Najchętnej w sypialni, która miała zmienić swoje oblicze, ale z braku czasu zmieniła tylko połowicznie. Się zobaczy.
A teraz nalewam sobie w szklaneczkę troszkę procentów i udaję się do deski, wypróbowany sposób, z drinkiem prasowanie idzie zupełnie inaczej:)) Nie wierzycie? Wypróbujcie:))
Buziole nie w rosole przesyłam:))
Skrzyneczka piękna, jaka jest duża?
OdpowiedzUsuńU mnie też dzisiaj królowały pyrki, ale zapiekane ze szpinaczkiem, mniam! Chyba (na pewno!) jeszcze mniej roboty, niż z Twoimi, bo farszu nie trza robić.
Ale masz napęd, z drinkiem, czy bez, z prasowaniem przesadziłaś. Z drinkiem trzeba sobie posiedzieć (np. w internecie).
Troszkę większa niż Twoja taca w kogutki. Szersza. Daj przepis na pyrki szpinakowe. Moje dziecka, a mam teraz dwa, uwielbiją pyreczki. Szczególnie zapiekane. Wu stwierdził, że będzie rodził, właśnie zjadł porcję ciasta. Ja też i jest pyszne, krasnale wyją z uciechy. Postoję z drinem przy desce i będę zerkać do netu, mam podzielnośc uwagi, a z wykonywaniem kilku zadań w jednym czasie nie mam problemu. Dam radę:)) Na pierwszy ogień idą koszule, moje białe huciane i chłopaków, potem to już z górki będzie.......
OdpowiedzUsuńNIE ZNOSZĘ !!!!prasowania....i żadne drinki nie pomogą, staję okoniem i już! Prasuję tylko wtedy jak wygląda "jak psu z gardła"
OdpowiedzUsuńSkrzynka rewelacyjna :)
Też nie powiem, że kocham to prasownie, ale czasem mnie najdzie i tak z marszu prasuę. Dziś jest ten dzień. Jak prasuę zawsze to tylko ciuchy do pracy, te muszę, lubię koszule mieć takie w kancik:))
UsuńZa skrzyneczkę dziękuję:)
Mam wstręt do białych bluzek, z ostatniej huty właśnie. Brrr...
OdpowiedzUsuńPyruszki ze szpinaczkiem? Proszszsz: gotujesz je w mundurkach na pół twardo, studzisz. W tym czasie rozmrażasz szpinak (dla 4 osób 2 opakowania), przyrządzasz z czosneczkiem, odrobiną kremówki i serkiem pleśniowym. Naczynie smarujesz masełkiem, dajesz warstwę ziemniaczków, na to szpinak i znów ziemniaczki. Na wierzch parę kawałeczków masła. Pieczesz wg upodobania - ja lubię mocno przyrumienione ziemniaczki. To piekę je, aż się zrumienią i dopiero wtedy sypię mozarellę, lub inny żółty ser, aż i on się przyrumieni. I wszystko w tym temacie.
Ten dress code....ale co zrobić, mus to mus. Mam przykładem wszak świecić:)) Jak założymy ten interes ze starociami to będziemy w dresach śmigać:))Dla odreagowania:))
UsuńPrzepis masz prosty na pyrki ze szpinakiem, zrobie z pewnością, kiedy po raz kolejny będę miała ten kuchenny szał:)Już tęsknię za Kaczoróką a i Wielkopolska minie wzywa, obiecałam we wrześniu się zjawić........
Zapiekanka jest tak prosta, że szału mieć nie trzeba. To Kaczorówka już zamknięta na kłódkę do wiosny?
Usuńa nie, w pazdzierniku zamkne dopiero.
Usuńa nie, w pazdzierniku zamkne dopiero.
Usuńa nie, w pazdzierniku zamkne dopiero.
UsuńPrawdziwie perfekcyjna pani domu z Ciebie w ten weekend :) Najważniejsze, że porządki zrobione, a te pyszności, które zrobiłaś ucieszyły oczy i żołądki Wasze.
OdpowiedzUsuńPal sześć krasnoludki ;)
Skrzynia piękna, na pewno znajdziesz dla niej jakieś godne miejsce.
Dobrze to ujęłaś, w ten weekend:)) W inne weekendy jestem mazurką i robię zupełnie inne rzeczy, co nie ukrywam lubię bardziej:)
UsuńWcale się Tobie nie dziwię :)) Też lubiłabym to bardziej.
UsuńDo prasowania albo audiobook albo film obowiązkowo, wtedy ubywa nie wiadomo kiedy. Skrzyneczka urocza! Jedzonko wyśmienite :)
OdpowiedzUsuńAle fajny pomysł z audiobookiem, nie przyszło mi do głowy! Patent kupiony.
UsuńMnie tam na prasowanie pomaga tylko nieprasowanie.
Usuńmasz najprawdziwszy atak pracowitości, aż mi wstyd;)) bo ja akurat odwrotnie.
OdpowiedzUsuńSkrzyneczka cudo. Z różami, ach ach.
Taki jeden zryw na kilka miesięcy to juz najwyższa pora:) Jestem zdania, że jak weny ni ma to trza leżeć i czekac aż przyjdzie. Do mnie przyszła:)
UsuńPoszłaś na całość z tymi porządkami, szał pełny. I te białe bluzki... Bardzo piękne ziemniaczki warto się pokusić. Te Hany też super.
OdpowiedzUsuńSkrzynia bardzo efektowna.
A może do tej Wielkopolski zajrzysz z początkiem października:))
Konkretnie 5?
OdpowiedzUsuńhmmm... konkretnie sie jeszcze nie umawialam.....a co knujecie?
UsuńDługo by gadać. Maila ślę.
OdpowiedzUsuńDopiero teraz się dobiłam do kompa, lece czytać...
UsuńZiemniaczki pychota, ale nic nie przebije drzewnych ludów :) Normalnie tęsknie za nimi! :))
OdpowiedzUsuńZaklinajcie pogodę to jeszcze jakiegoś zrobię przed zimą, ale szału to już nie będzie....
UsuńNo, ja też. Powieść by jaką zainspirowały, czy cóś?
OdpowiedzUsuńMnemo padła chyba i zwisa teraz z deski do prasowania. Ale koszulkę ma na kancik!
OdpowiedzUsuńNie padłam, ale poszłam oglądac film, Wesele Wojtka Smarzowskiego, usmiałam się....
Usuńjesu... kolejna o żarciu.... ślinie sie jak głupia!!- tak nie wolno!!
OdpowiedzUsuńskrzyneczka super.
Ależ wolno i ślinić się i jeść:))
Usuń... dawno nie robiłam tych/podobnych ziemniaczków ... no, to juz wiem czym dziś uraczę domowników :)
OdpowiedzUsuńskrzyneczka rewelacyjna :)))
OdpowiedzUsuńa ja do deski do prasowania bez procentów nie podchodzę ;)
Czyli to nie tylko mój patent:)
UsuńTeż muszę się wziąć w końcu za porządki, tylko jakoś mi się nie chce... Ziemniaczki wyglądają przepysznie, ciach też. Skrzynka pasowałaby do mojej sypialni;)
OdpowiedzUsuńTo się nie spinaj, w końcu się zachce, a wtedy "samo" się zrobi:)
UsuńAle mi apetytu narobiłaś,uwielbiam ziemniaki we wszelkich wariacjach:)
OdpowiedzUsuńSkrzynkę fajnie przetarłaś,lubię przecierki.
Eee,albo drinki,albo prasowanie;)Mnie się to nie kojarzy jakoś:)
Prasować nienawidzę. Chwilowo zrobiłam sobie przerwę od robót kuchennych, między marynowaniem papryki a smażeniem kotletów. I umilam sobie czas kropelką wina (ale tak naprawdę odreagowuję pierwszy dzień w robocie po irlopie...). A takie ziemniaczki zjadłabym, o tak ;)
OdpowiedzUsuńSkrzyneczka fajnie powycierana, bardzo romantyczna.
Ściskam;)
Piękna skrzyneczka:) Pozdrawiam serdecznie, życząc pogodnego końca kalendarzowego lata:)
OdpowiedzUsuńDanie fajne aczkolwiek znam je w podobnej sobie właściwej postaci a skrzynka wyszła w ciekawym kolorze. Pastelowo-subtelna i urocza a na porządki jeszcze cała zima przed nami.
OdpowiedzUsuńmatko jakaś ty pracowita! aż się zmęczyłam od tego czytania.
OdpowiedzUsuńprasowania nienawidzę, wolę zmywać.
Dużoooo świetnych pomysłów, niektóre kupuję:-))))))
OdpowiedzUsuń