Zanim to jednak nastąpiło długo się zastanawiałam, kto mi bladym świtem stuka po dachu. Pierwszym podejrzanym był Łudi, ten to ma zwyczaj walenia dziobem w co popadnie, rozkuwa otwory wejściowe budek lęgowych, opukuje każde drzewo po kolei, nawet stuka w przygotowane słupki do ogrodzenia. Tylko po co miałby mi walić po dachu? Toż to zwykła, paskudna i nie do zjedzenia papa dachowa!!!
Drugimi podejrzanymi były sójki, ale po bliższym zapoznaniu się z ich zwyczajami ta teoria odpadła. Sójkom nie chce się walić dziobem w poszukiwaniu jedzenia, one wolą gotowca, ot ukraść kawał chleba ze stołu, albo buszować w kompostowniku.
Sikorki są za małe, a pleszki jedzą owady. No to, co u licha tak stuka i stuka? Zagadka rozwiązała się sama i oto jest ON, winowajca stuków i puków dachowych.
Podejrzałam, że chomikuje w szparach na dachu ziarna wyniesione z karmnika, a potem zasiada i swoim długim dziobkiem wyjada zapasy.
Czasem w taki sam wykorzystuje korę na drzewach. Po prostu pod odstającą korę upycha nasiona, a potem je wyjada. Często robi to zwieszony głową w dół, co jest charakterystyczne dla kowalika. Inne ptaki tak nie potrafią.
Kowalik jest żarłoczy i szybki, inne ptaki przychodzące do karminika ustępują mu miejsca.
Z reguły w karmniku żeruje sam, a reszta wypłoszonego ptactwa wyczekuje na pobliskich gałązkach. kowalik wyciąga długim dziobem zaiarenka i jak nagle przyleciła tak szybko znika...... jak się okazuje na moim dachu:)
Najmniej strachu przed nim okazują dzwońce, ale one to takie trochę ociężałe i powolne są.
Zobacie, jakie kowalik ma szpony. To właśnie nimi dobrze trzyma się drzewa i może tak po pniu wędrować głową w dół.
P.S.
Przypomniało mi się dziś, że dawno nie jadłam barszczu ukraińskiego. Mówię Wam pychota mi wyszła!! Jak się komuś zapomniało, że istnieje taka zupa, zachęcam do ugotowania na jutrzejszy obiadek:))
To, co ? Następnym razem może być o sikorkach?
Swietnie podpatrujesz zycie!
OdpowiedzUsuńSerdecznosci
Judith
O sikorkach, bardzo chętnie. One są takie subtelne i takie piękne!
OdpowiedzUsuńZazdroszczę tego ptactwa:) U mnie to same mewiszcza:( A o tłuściutkich sikorkach to z chęcią!
OdpowiedzUsuńSikorki moga być :) Fajne są.
OdpowiedzUsuńNie wiedziałam, że kowalik to taki zbój jest.
A barszcz ukraiński miałam przedwczoraj :) I jeszcze trochę zostało na czarną godzinę zamrożone.
Widzę, że ptaszęta chętnie się u Ciebie fotografują ;)
OdpowiedzUsuńDawaj sikorki .....
... ależ masz "ptasiniec" :) ... czekam niecierpliwie na dalsze opowieści...
OdpowiedzUsuńprzypomniała mi się przy okazji moja przypadkowa obserwacja dzięcioła, który to z zapałem stukał ... w metalowy słup latarni (zdarzenie miało miejsce kilka lat temu w Szczawnicy)... może tamtejsze dzięcioły tak mają :D
Dobrze ,że znalazłaś winowajcę :-)))
OdpowiedzUsuńAle cwaniak :)
OdpowiedzUsuńBuziole
Słyszałam o dzięciole, który pół ocieplenia domu zdemolował i był nie do wypłoszenia.
OdpowiedzUsuńU mnie robi się pustawo, bocianów dawno nie ma, pliszki też zniknęły. Jeszcze ostatnie jaskółki i kopciuszki tylko. No i niezawodne żurawie.
O sikoreczkach jak najbardziej, widziałam u Ciebie czarnogłową, u nas to rzadkość.
A masz coś o flamingach?
Utknęłam w hucianej robocie buuuuuuu
UsuńFlemingi jeszcze nie bywały, za to jakiś błotniak darł na strzępy muszorka na słupku od płota...
No dobra, niech będzie o strusiach.
UsuńAlbo o strusiach?
OdpowiedzUsuńStruś na dachu w Kaczorówce - to byłoby cuś - taki struś;)
Albo o alpakach?
OdpowiedzUsuńAlpaki na dachi
OdpowiedzUsuńStrusie w autobusie
Flamingi na łomżingi.
Alpaki ty Wy wicie gdzie są no nie:)))
UsuńAlpaki do paki;))) - ups...
UsuńHe, he uważaj bo będziesz pokarana.........
UsuńLicencja poetycka tylko;)))
UsuńTiaaaa, ale u mnie alpaki nie bywają, strachu ni ma:)
UsuńPewnie. W Andach są. I w Kordylierach. A zmutowane na wyspach Hula-Gula.
OdpowiedzUsuńGdzie przybierają postać koników polskich.
OdpowiedzUsuńżeby zaś koników. Może mialas na myśli kanoników?
UsuńO, to, to! To właśnie miałam na myśli! Jak Ty mnie znasz!
OdpowiedzUsuńdodam jeszcze nawiedzonych......
Usuń