W tym roku bociany nie miały szczęścia, młode umierały na gniazdach, atakowały je choroby, ponoć to wina mokrej i zimnej wiosny. Bywały też inne dramaty.
Podczas wakacji odwiedziłam pewną miejscowość na Mazurach gdzie bocianom udało się wychować młode. I to w jakim miejscu!!!! Warunki miały ekstremalne, gniazdo, jak widać jest szczątkowe. Trudno się dziwić, bo boćki zbudowały je w miejscu bardzo niewygodnym, na wąskiej ścianie kościoła. Część gniazda leżała pod murami, widać strącił je wiatr, a może same boćki? Jednak opatrzność nad nimi czuwała:) Mam nadzieję, że spacerują teraz sobie gdzieś w ciepłej Afryce, a z wiosną znowu powrócą.
A te, które zostały, mam nadzieję, że trafią do jakichś Państwa "Orczyków", jak w Kajtkowych przygodach................
A kto miał nad nimi czuwać w takim miejscu? Organista?
OdpowiedzUsuńMyślisz, że dałby radę?
UsuńPewnie, organista nawykły do pracy na wysokościach.
Usuńrzeczywiście nietypowe miejsce sobie znalazły. widujemy czasem boćka przelatującego nad naszym lub sąsiadów domem. jest pewnie z tych "co nie dały rady". ciekawe do kogo sie przytuli jesienią. pewnie gdzieś, gdzie jest duża stodoła.
OdpowiedzUsuńZawsze byłam ciekawa, jak to wygląda taka zimowanie boćków u ludzi.
Usuń..., ale wytrwaly do konca!
OdpowiedzUsuńSerdecznosci
Judyta
Uparte!! I stały tak na tym zdezelowanym gnieździe:)
UsuńNiesamowite miejsce sobie wybrały na gniazdo. Ale widocznie im tak pasowało i jak dobrze wszystko poszło, to szczęśliwie odleciały na zimowisko. Może za rok wrócą w to samo miejsce.
OdpowiedzUsuńPewno wrócą i odbudują sobie o ile zimowe wichury nie zrzucą reszty.
UsuńBo to boćki, co to sporty ekstremalne lubią ;)
OdpowiedzUsuńAlbo uduchowione jakieś:)
Usuńbuuuuuuuuu
OdpowiedzUsuńMy tu buuuuuuuuu, ale w Afryce mają teraz ciepełko:)
Usuńano poleciały :-/ u nas jakoś nie widziałam pogromu bocianów. Faktycznie, to gniazdo ekstremanie położone, ale cos im tam pasowało :-)
OdpowiedzUsuńTo w Twoich okolicach miały boćki szczęście. U mojej siostry bociek padł już całkiem spory na gnieździe przyjechali z podnosnikiem i go z gniazda, bidoka musieli wyjąć. Rodzice nie dali rady go już wyrzucić, był za duży.
UsuńMiejsce superowe;) No i Opiekun to raczej wiadomy w tym przypadku;))))
OdpowiedzUsuńMiejsce widowiskowe, nie jakieś tam drzewo:) Centralnie pod gniazdem było wejście do kościoła, ciekawe czy zdarzyło się wiernym zarobić (wiadomo czym) po kapeluszach:)
UsuńAleż sobie miejsce znalazły! Bardzo malowniczo tam wyglądały. Wiedziały pod czyją opiekę się udać...
OdpowiedzUsuńZ drugiejs strony też było gniazdo, ale puste....
UsuńWyjątkowe zdjęcia i miejsce wyjątkowe, kocham bociany, chciałabym, żeby się zadomowiły u mnie, mimo tego, że potrafią" nabrudzić". To jeden z najpiękniejszych polskich symboli!
OdpowiedzUsuńI ponoć czasami potrafią węża na podwórko upuścić.......ale fakt miło mieć takich sąsiadów:) Witam Cię Basiu u mnie:)
UsuńNajważniejsze, że udało im się odchować bocianięta. Chyba faktycznie w tym roku jakoś ich mniej było:( Mam nadzieję, że przyszły rok będzie im sprzyjać!
OdpowiedzUsuńPiękne słoneczniki!
Zarza jakaś je dopadła. Bidule, czekały na wiosnę na śmietniskach, tam od parujących śmieci miały cieplej.
UsuńA słonecznki moje własne:) Dziękuję:)
W tym roku nie zauwazyłam jak odlatują! Zrobiły to cichaczem?
OdpowiedzUsuńI ja nie widziałam sejmików, a co tydzień byłam na Mazurach.....może uciekały szybko bo wiedziały, że zrobi się taki ziąb?
UsuńZawsze mnie to zadziwia jaką długą drogę pokonują bociany,żeby u nas założyć gniazda.Jak widać na Twoich zdjęciach nie zawsze są to " typowe " miejsca.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam