niedziela, 1 września 2013

Nie powinnam.....

Nie powinnam teraz siedzieć na Waszych blogach i tu skrobać, bo dopiero zjechałam z mazurskiej krainy i należałoby się zdziebko odgruzować, ale pokusa była silniejsza. No i u Kreta na blogu napisłam, że pokażę zbiory grzybowe....
Bo grzyby się pojawiły i jeśli jeszcze nie masowo to w całkiem przyzwoitej ilości. Musiały pojawić się dopiero co, bo w lesie jeszcze niewielu grzybiarzy, ot tyle, co miejscowi i tacy zapóźnieni działkowiecze jak my. Ogólnie Mazury już opustoszały, turystów już malutko, jezioro puste i ciche, a droga powrotna to była bajka, ruch niewielki i dało się przelecieć w trzy godzinki.

Na grzyby z reguły chodzę tak przy okazji spacerów, czyli wzdłuż drogi. Pazerna nie jestem, to tyle, co znajdę przy drodze też mi wystarczy. W końcu nie samym grzybem człowiek żyje.

Tym razem jednak coś mnie goniło do lasu, na przełaj, po krzakach, rana doczekać nie mogłam, żeby już lecieć.
Uzbrojona w wiadro, okulary na dal i buty gumowe ruszyłam,  a za mną z miną cierpiętnika  Wu ciągnący Mopa na smyczy. Z psem to żadne zbieranie grzybów, szczególnie z moim psem. Ten osioł spuszczony ze smyczy gna przed siebie głuchnąc na wołanie, zaś wisząc na smyczy potrafi się zawiesić z nosem wciśniętym w jakieś trawy i tak niuchać z 10 minut, czym wyprowadza z równowagi prowadzącego go na smyczy. Tym razem był to Wu, bo ja miałam zbierać grzyby.
Zaraz za chałupą na wejściu do lasu, przy samiuśkiej drodze bęc........

sześciopak, ślicznych czerwonych koźlaków.....


Już nie było siły mnie powstrzymać, przed skokiem w krzaczory,  taka zachęta!!! Jeszcze tylko zdążyłam na drodze wnerwić sąsiadów wracających z lasu z dwoma wiadrami  podgrzybków, ale nie mieli takich ślicznych czerwonych....

I borowików takowych, później znalezionych też nie......


Krążenia po lesie nie będę opisywać, bo było dość chaotyczne i musiałabym słów brzydkich używać powtarzając Wu strofującego bez przerwy naszego głupiutkiego psa. Bo nasz piesek jest kanapowym słodziakiem, zaś na spacerze bywa upierdliwy do bółu. Że zawiesza  się nad byle trawką,  już pisałałam, za to, jak człowiek chce chwilę postać, ( a Wu musiał czasem na mnie czekać) to ta mała pierdołka piszczy, jęczy i ciągnie do przodu.

Koniec końców zbiory były pierwszego dnia takie:


Dzisiejszych już nie sfociłam, bo dziś udaliśmy się już bez psiego towarzystwa i nazbieraliśmy na tyle dużo, że należało się śpieszyć z obieraniem, żeby na czas w drogę powrotną wyruszyć. Właśnie teraz grzyby się suszą w suszarce.

Przy okazji spotkałam takiego witrażowego grzybka, jadalny to on raczej nie jest, ale że ciekawie wyglądał to go sfociłam i ostawiłam w spokoju, szczególnie, że wyrastał z jakiejś kupy.


Jagodowa nalewka prawie, że "doszła", ma cudny kolor i ciekawy smak, dziwne, że z posmakiem czekoladowym, tak ocenił Wu. Rozlanie do butelek dopiero nastąpi, to zaś pokażę. Rozochocona tym jagodowym eksperymentem nabyłam pół litra czystej, nazbierałam dojrzałych i ostanich już borówek i nastawiłam nalewkę borówkową. Jestem ciekawa, co z tego wyjdzie, ale przecież jest wódka o smaku żurawinowym to borówkowa nalewka nie powinna być gorsza.


Na koniec pokażę, jaki kącik sypialniany zrobiłam moim dzieciakom. Górka to jedno pomieszczenie, ale żeby było intymniej każdemu to tak ulokowałam miejsca do spania, że każdy ma swój kącik.


W glinianym garnku, których mam kilka i które bardzo lubię włożyłam moje własne hortensje, takie mi w tym roku wielkie wyrosły, za co im jestem bezgranicznie wdzięczna. Drugi buket już innego gatunku przyjechał zdobić "czerwony październik".

A teraz spadam, odgruzować się i mentalnie przygotować na poniedziałek. A kto ma w rodzinie Stefana lub Stefanię niech nie zapomni, że dziś świętują. 



62 komentarze:

  1. A nie jutro świętują?;)
    Ale wspaniałe te Hortensje;)))
    A jak musi teraz u Ciebie pachnieć nieziemsko;)))
    I tak uważam, ze ten post jest nieetyczny;) A może jakieś skażenie radioaktywne? - giga-kwiaty, giga-grzyby etc...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Racja jutro, siostra mi we łbie namieszała:) Dziś Bronki świętują:))
      Moje zadupie to nie Prypeć i skażenia raczej nie podejrzewam, za to jest urodzaj, przynajmniej częściowy. Byś widziała moją bazylię w tym roku, pożal się boże ze 4 centymetry przez cały sezon urosła.
      Pachnie ślicznie, suszę same łebki, bo potem na wigilię gotuje się z nich zupę, a je same w mąkę i na masełko, pychota. Danie, o które biesiadnicy niemal się biją!!!

      Usuń
    2. Jakie łebki? Bazylii???

      Usuń
    3. Ja tak w skrócie, w odpowiedzi Kretowi,suszę łebki grzybów i potem je w całości po ugotowaniu smażę na masełku..... bazylia smażona? No nie próbowałam takowej, chyba, że w jakims daniu......

      Usuń
    4. Na łebki grzybów też nie wpadłam ;) zaczęłam się zastanawiać, co to za zupa z bazylii jest :))

      Usuń
  2. Tak jest, masz rację Kretowata! To są MUTANTY i nie ma czego zazdraszczać! Wywal to Mnemo! A wiesz to na czym rosły? Jak ten witrażowy może? A weź Ty i sprowadź licznik Geigera na te Twoje rydze...
    Za to górka - cymes. Mam pełno walizków! Taką chcę!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eee, zjadłam i nie świecę, to musi nie są nabąbane radioaktywnie. A niby pieczarki to na czym rosną najlepiej a wcinata, aż uszy sie trzęsą:))
      Moja walizka to jedno z pierwszych dekupażowych dzieł, tera zrobiłabym lepiej, ale już przepadło. Bym Ci też zrobiła ino jak mi tą walizę podrzucisz?

      Usuń
    2. Licznik piszczy, aż tu słychać;))) jakaś chmura ze wschodu pewnie;)))

      Usuń
    3. Jeszcze nie wiem, jak podrzucę walizkę, może daj swoją, a ja Ci oddam "czystą"? Pieczarki rosną na końskim. To sama trawa.

      Usuń
    4. Ale ta jest brzydka, brzydactw nie daję. U mnie stać może, bo co zrobić, jak już zrobiona? No coś wymyślimy,może mi przyślesz jakoś? Mniemam, że w kogutki miałaby być?
      Trawa nie trawa, ale gówno na końcu.

      Usuń
    5. Gówno z trawy lepsze, niż gówno z gówna! Nie wiem, czy kogutki, muszę się zastanowić. Może Ci przyślę, w końcu to lekkie dosyć jest. Spoko, się zobaczy.

      Usuń
    6. Jak Pani życzy, kogutki czy co tam chce:)

      Usuń
  3. Dodałaś coś do nalewki - poza cukrem i gorzałką naturellement?
    Do aronii dodałam: laskę cynamonu, kilka kropel olejku waniliowego z braku prawdziwej wanilii we wsi, sok z połowy cytryny i z jednej pomarańczy, otartą skórkę z cytryny. Pachnie zabójczo, jak smakuje, jeszcze nie wiem. Proporcje na kilo aronii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja nastawiłam paprykówkę - na rrrrozgrzewkę;)

      Usuń
    2. Niczeguśko, by nie spierniczyć, pierwszy raz w życiu robię!! A dodać cuś do borówek? Bo jagodowa zdaje się sama w sobie taka pyszna wyszła.

      Usuń
    3. Krecie ja pamiętam, jak szła ta ze wschodu i trza było jod łykać, fuj i ble, potem na tarczycy to i owo znaleźli...bym drugi raz nie ryzykowała....

      Usuń
    4. Paprykówkę to na Litwie piłam, widzialm u nas w sklepach też taka jest, ale swojej roboty mniemam lepsza wyjdzie. Zaś przyszło mi do głowy, może by tak miętówkę nastawić, no miętę z cukrem utłuc i zalać gorzałą, albo i spirytem?

      Usuń
    5. Ja piłam też różne, ale zalałam tajskie papryczki - dziurę wypali na wylot;)))

      Usuń
    6. Uważaj po paryczkach pali dwa razy, raz na wejściu drugi na wyjściu......

      Usuń
    7. Dobra miętówka nie jest zła ;) Mąż zrobił w zeszłym roku, to się wszyscy oblizywali i patrzyli na więcej ;) Dzisiaj ma mięty urwać i robić nową.
      Papryczkowej nie piłam, ale na pewno ma moc z każdej strony ;)

      Usuń
  4. Nie mam pojęcia co dodać, ale borówki same w sobie raczej cierpkie są? Nie wiem. Cokolwiek wrzucisz, niczego nie spierniczysz raczej. Z samych borówek może wyjść bardzo wytrawna, może gorzkawa? Nie mam doświadczeń w kwestii borówek. Brzoskwinie zalej - pychotka!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zalałm morele, ale jakieś to gęstawe, tak powinno być?

      Usuń
    2. Jak będzie wytrwane to też dobrze, do borówek takich na konfiturę do mięs daje się gruszkę, to jak będzie zbyt wytrawnie gruchy dodam......

      Usuń
    3. A co tam gęstawe! Kiedyś nalewkę z brzoskwiń piliśmy łyżkami, bo się rozlazły. Ale smaku to nie zmienia!

      Usuń
  5. I kto teraz będzie ptaszorki fotografował? Buuuuuuu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Się nie martw, ptaszorków nafociłam na pół zimy starczy, żeby Was katować!!!!

      Usuń
  6. Ale podłe... Ma rację Kretka, że to nieetyczne... Grzybów zazdraszczam okrutnie i wrednie.
    Jedyne pocieszenie, że jutro jadę w góry i może cóś znajdę, choć na pewno nie będą to tak spektakularne zbiory ;)
    Uwielbiam ten stan po grzybobraniu, kiedy widzi się pierdyliony grzybów pod przymkniętymi powiekami...
    Górka śliczna, intymna i słodka ;-))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Byś widziała, co miejscowi wloką z lasu to byś ich zaraz przed oblicze Inkwizycji wzięła i kołem z zazdrości łamała. Ja to pikuś przy nich......ot ździebko szczęścia i brak konkurencji, która się zagapiła. A pod powiekami to masz rację, wszędzie grzyby, albo jagody, jak wracasz z lasu. Będziesz w górach to z pewnością grzybów nazbierasz, pędź pod brzozy na czerwone koźlaki, jest ich teraz sporo:))

      Usuń
    2. A za górkę dziękuję, to taka mała namiastka domu na wsi, który gdzieś tam w marzeniach się tłucze......

      Usuń
  7. Mnie się tłukło ze 30 lat i w końcu się wytłukło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. He, he to mam czas jeszcze 23 lata, ale wtedy to będę stary grzyb i raczej domu spokojnej starości zacznę szukać:))

      Usuń
  8. Marzysz dopiero od 7 lat? Za późno zaczęłaś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od 7 lat mam Kaczorówkę i apetyt rośnie, a wcześniej to ja ze wsi bryknęłam do miasta, więc wydawało mi się, że tak już zostanie. Jednak ciągnie wilka do lasu......

      Usuń
    2. Masz TYLKO 23 lata czasu, niech Ci to da do myślenia!

      Usuń
    3. Myślę i myślę, nawet w lotto pogrywam:)

      Usuń
  9. Idę spać. Ułożyłam dzisiaj ze 2 metry bruku i czuję się tak, jakbym kamienie tłukła przy drodze...
    Dobranoc! A grzybów nie spal!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Toś sobie robotę na niedzielę zafundowała, a trza było poleżeć odłogiem i się napić nalewki!!! Dobrej nocki....

      Usuń
  10. Nie potrafię leżeć odłogiem, niedziela, czy nie. Pogoda fajna do roboty i tyle. Pa!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takoż i ja, nawet, jak leżę to potem sumienie mnie gryzie....

      Usuń
  11. Ale wypas! Cudne grzybory, i o ile dobrze widzę, to rydze już są???????
    Ja to pazerna jestem strasznie i wręcz im więcej znajduję, tym więcej mi się chce.....
    Gratuluję zbiorów, a nalewka będzie pyszna!
    Gar gliniany wielki - hortensje odpowiednich do niego rozmiarów:). W nowym kąciku dzieciom spać się będzie cudnie.
    Ściskam Cię mocno i idę spać, bo nadmiar wrażeń miałam i remont w toku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj są, są. To takie moje odkrycie, te rydze.

      Wiem, że u Cibie remont, czekam na sprawozdanie, ja się powolutku kończę zaczynać brać za remont dużego.

      Usuń
  12. "Grzybów było w bród ..." zazdraszczam zapachu ... smaku :), bo takie własnoocznie wypatrzone i własnoręcznie zebrane smakują w dwójnasób :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najlepsze z tego wszystkiego to jednak zbieranie:))

      Usuń
  13. Zbiory imponujące, jak na taki krótki czas chodzenia po lesie :) Fajnie to wygląda, trochę gorzej, gdy trzeba to wszystko obrobić ;)
    Górka - cudna :) Bardzo się mi podoba, a szczególnie walizka i hortensje w glinianym garnku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O to, to,święte słowa, najgorsze to obrabianie:)

      Usuń
  14. No, no, grzybodajna ta Twa okolica:)
    Garnek z hortensją po prostu śliczny. Zazdraszczam barrrrrrrrrdzo hortensji, mam ją stale w sferze marzeń.
    Buziaki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, a tak prosto ją ukorzenić ze szczepki. Odrywasz z jakiegoś krzaczka taką pół zdrewniała gałązkę, obcinasz na za pierwszymi dwoma parami listków, listki też do połowy, wkładasz w ukorzeniacz, a potem sadzisz w ziemi zmieszanej z paiskiem ( ja ze żwirem) i podlewasz umiarkowanie. Powinny się jeszcze przyjąć. Na drugi rok wysadzasz w stałe miejsce. Ja mam w tym roku kilka już szczepek posadzonych.

      Usuń
    2. U mnie się w tym roku 100 % przyjęło :-)
      A grzybobrania zazdroszczę, bo u nas grzybów nie ma... Co prawda jeszcze wczoraj byłam na grzybkach nad morzem, ale nijak sie te moje zbiory do Twoich nie mają... Same podgrzybki w ilościach raczej skromnych... A te różowiutkie to rydze??? Mniam!

      Usuń
  15. O rany !!!
    Jakie piękne grzyby...
    Czy Ty musisz nas denerwować takimi zbiorami ?? :-)))

    OdpowiedzUsuń
  16. Mnemo, jakie cuuuuuda!!! Najpierw to mi ślina pociekła na myśl co bym z grzybami robiła (Jutro rano idę na spacer po okolicznym lesie, nie jest taki urodzajny, ale przy odrobinie szczęścia coś się znajdzie) ... a potem zobaczyłam tą sypialnię i szczęka na dół mi opadła! :)) I dekupaże i garnek i hortensje ... same cuda!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To życzę powodzenia na grzybobraniu:)) Sypialnia to dużo powiedziane, ale od razu zrobiło się przytulniej:)

      Usuń
  17. Ja też zaliczyłam wczoraj grzybobranie, może takimi okazami pochwalić się nie mogę, ale zupa dzisiaj będzie! Ale za to kącik to mnie zauroczył! Hortensje to Cię uraczyły! Są ogromniaste!
    i zapraszam na moje candy http://pieskieszycie.blogspot.com/2013/08/candy-jak-marzenie-aplikacja-na.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tym roku dały czadu, te hortensje. Odpłaciły za pielęgnację. Na candy zaraz przylecę:)

      Usuń
  18. a u nas sucho było do dzis i grzybów brak. za to teraz zimno i kicha:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I u nas było sucho, może dlatego sporo było robaczywych. a padac zaczełu już w nocy z soboty na niedzielę, ale tylko w nocy.

      Usuń
  19. Kącik cudny. Och, ach :-) Grzybów szczerze zazdroszczę, u nas brak, susza daje się we znaki :-/ Psica była w lesie raz, na szczęście trzymała się nas, może tak jej zostanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oby, takie pilnowanie non stop psa jest wnerwiające, albo darcie gęby, co chwila, a on i tak głuchy.

      Usuń
    2. Moi Teściowie mają takiego psa, co w ogóle na wołanie nie reaguje... Wstyd z nim na spacer wyjść, bo bydlę wielkie i ludzi straszy... Już się zastanawiam, czy on tak z głupoty, czy głuchy jest może... Albo nie wie, jak ma na imię (taką opcję też biorę pod uwagę :-))

      Usuń
    3. Mój głuchnie na spacerze luzem, szczególnie w drodze powrotnej, obiera azymut na chałupe i kuniec!!!

      Usuń
  20. Zbiory powalają!!! ja czekam na maślaczki pod naszymi sosenkami..
    a górka urokliwa bardzo - widze tę walizkę zdobioną- i powiem Ci, ze jak zwolenniczką decopageu nie jestem, to ta waliza jest super!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Maślaki też mi rosną na działce.Czasem jak jest wysyp to nie ma gdzie chodzic...

      A waliza to jedno z pierwszych dzieł, dziś byłaby lepiej zrobiona:)

      Usuń

Fajnie, że zostawiasz słówko:) A im więcej słówek tym milej:)