Nie mogę pochwalić się własnymi tulipanami choć cebul zasadziłam wiele nie doczekałam się żadnych kwitnących łanów. Cebule zjadły nornice, cień sosen skutecznie uniemożliwia prawidłowy wzrost tym, które jeszcze zostały.
Dlatego cieszę oczy kwitnącymi tulipanami w pobliżu mojego domu. Co roku na tej rabacie królują inne odmiany inne kolory. Tegoroczne to mix różowości, bieli i czerwieni. Wyglądają pięknie.
Zdjęcia najlepiej oglądać w powiększeniu wtedy widać dokładnie, jakie tuli-państwo jest piękne.
A to ta sama rabata w poprzednich latach.
Osoby, które mieszkają w cieplejszych rejonach kraju mogą się pokusić o nabycie krzaczka kaliny eskimo, tej ze zdjęcia poniżej.
Jest urocza, ma cudny zapach, troszkę bzu, troszkę konwalii, a może hiacynta? Ma woskowane kwiaty zebrane w kule. Kwitnie w tym samym czasie, co tulipany.
Ze względu na srogie zimy w Kaczorówce nie mam jej posadzonej. I tam mogłaby przetrwać, ale dobrze okryta, czego nie mogę jej zapewnić, bo Kaczorówkę zamykam w październiku, a to za wcześnie na mocne okrywanie krzaków.
Pod moim blokiem za to rośnie bez żadnego okrycia i ma się świetnie. Właśnie teraz kwitnie.
Maj to piękny miesiąc, ale jak według przesądów nie jest to dobry miesiąc na ślub. Śluby zawarte w maju są nietrwałe, a nawet, że jeden z małżonków wkrótce umiera, a więc drugiemu wróżą wdowieństwo, "W maju ślub , szybki grób".
Ślubnych przesądów jest więcej. Oto garść z nich znalezionych w necie TU:
"Kto się boi przesądów, zapewne będzie się obawiał majowego ślubu. Bo jest na przykład powiedzenie, że kto prosi o rękę w maju, jest niepoważny. Być może faktycznie wiosna tak zawraca w głowie, że składa się obietnice bez pokrycia, ale od narzeczeństwa do ślubu na ogół mija parę miesięcy, jest więc i czas na zastanowienie się.
Przesądy znów powiadają, że śluby zawarte w maju są nietrwałe, a nawet, że jeden z małżonków wkrótce umiera, a więc drugiemu wróżą wdowieństwo. Dowodzi to jednak najlepiej, że przesądy są dla niemądrych, bo przy odrobinie rozsądku trudno uwierzyć, by nic nie zależało od samych małżonków, od tego, jak bardzo się kochają, ani nawet od tego, że podczas ślubu otrzymują Boże błogosławieństwo, a tylko zależeć miało od „ślepego losu”. Gdyby tak się działo, z pewnością w Szwajcarii by już zauważono, że są tam tylko wdowcy i wdowy...
Jeśli podczas błogosławieństwa i cermonii ślubnej w kościele panna młoda wstanie pierwsza z pozycji klęczącej, to ona będzie głową rodziny, a jeśli pan młody to on nią będzie.
Kto z nas nie wierzy w zabobony? Kto nie nadłożył drogi z powodu czarnego kota? Kto czuje się swobodnie w piątek, 13 dnia miesiąca? Każdy z nas nosi w sobie niepokój i woli nie prowokować losu. Gdy jednak przesądy dotyczącą wydarzeń szczególnych, jakim niewątpliwie jest dzień zaślubin, zaczynamy się zachowywać nieracjonalnie i wbrew zdrowemu rozsądkowi, a nawet niezgodnie z wyznawaną wiarą.
Ślub, który jest wyjątkowym wydarzeniem w życiu każdego człowieka i ma zadziwiające vademecum własnych zabobonów, których przestrzeganie ma przynieść przyszłym małżonkom szczęście, pieniądze, pomyślność i płodność. Przesądy tak silnie wrosły w obyczajowość polskich obrzędów ślubnych, że stały się nieodzownym elementem każdego wesela. O ich wypełnienie dbają nie tylko młodzi ale także rodzice, najbliższa rodzina i goście weselni.
Co ma wspólnego miesiąc ze szczęściem? Według przesądów, ma bardzo wiele. Wybierając datę ślubu najbardziej wskazanymi miesiącami, gwarantującymi młodym szczęście i długi związek jest czerwiec i wrzesień. Jeśli z różnych powodów wybieramy inny miesiąc, to koniecznie w swojej nazwie musi mieć on literę „R”. Marzeniem każdej pary na powiedzenie sakramentalnego „TAK” są również Święta Bożego Narodzenia, Święta Wielkanocne albo okres karnawału.
Gdy wybrana jest już data ślubu kolejnym życzeniem jest zapewnie młodym pięknej pogody w tym dniu. W tej sprawie inicjatywa należy wyłącznie do pani młodej, która musi na kilka dni przed zaślubinami wystawić swoje buty na parapet za oknem. Mały deszczyk w dniu ślubu oznacza błogosławieństwo z niebios dla państwa młodych. Natomiast burza jak i ulewny deszcz świadczy o niepowodzeniu w małżeństwie oraz o smutku i łzach panny młodej. [pullquote]Szczęście dwojga ludzi zależy od nich samych. Na ich miłość nie ma lekarstwa, a jej czystość wolna jest od zakłamania. Nie przeszkodzi jej deszcz, brak rybiej łuski w portfelu ani czarny kot przebiegający przez ulicę.[/pullquote]
Suknia odgrywa ogromne znaczenie wśród przesądów. Nie może być przymierzana bez potrzeby przez pannę młodą, ponieważ może to doprowadzić do rożnych małżeńskich komplikacji. Jeśli panna młoda posiada młodsze siostry, to one również nie mogą przymierzać sukni. Gdy to zrobią, mogą nigdy nie stanąć na ślubnym kobiercu. Pan młody absolutnie nie może zobaczyć przyszłej żony w sukni, zanim rodzice nie pobłogosławią narzeczonych.
Rezultatem zabobonów jest wyposażanie młodych idących do ślubu w różne drobiazgi.
Pani młoda musi mieć: „coś białego” – symbolizującego czystość uczuć do męża, „coś niebieskiego” – gwarantującego wierność, „coś pożyczonego” – zaskarbiającego życzliwość przyszłych pożyczających, „coś starego” – dającego poczucie rodzinnego wsparcia w trudnych chwilach, „chleb i cukier” – będące symbolem dostatku i sytości, „grosik w bucie” – gwarantujący fortunę w życiu. Pan młody musi mieć tylko parę drobnych monet w kieszeni gwarantujacych dostatek w nowym życiu.
Goście weselni nadają rytm przesądnym obyczajom. Obsypywanie młodych drobnymi monetami po wyjściu z kościoła ma symbolizować późniejszy dostatek w małżeństwie. Ryż natomiast gwarantuje płodność i zdrowe potomstwo. Chleb z solą podawany młodym w progu domu weselnego ma symbolizować dostatnie życie, a ten, kto wybierze kieliszek z wódką zamiast wody będzie głową domu. Gdy młodzi chcą mieć ze sobą dobre relacje, to ich pierwszy taniec powinien być bez potknięć. Kwintesencją wszystkich przesądów są na pewno oczepiny. Jeżeli któraś z panien złapie welon pani młodej niechybnie wyjdzie za mąż. Jeżeli kawaler złapie krawat pana młodego może śmiało planować swój ślub.
Dlaczego wierzymy w zabobony? Dlatego, że każdy człowiek chce być w życiu szczęśliwy i mieć poczucie władzy nad własnym losem. Jednak szczęście i przyszłość małżonków zależy wyłącznie od ich bezinteresownej miłości, której zabobony nie są potrzebne."
P.S.
Pamiętam przykazania rodziny, abym przy ołtarzu to ja "okręciła" Wu za sobą, widywałam też śmieszne sytuacje na innych ślubach. Młodzi widać, pouczeni wcześniej, próbowali jednocześnie okręcać partnera i czasem dochodziło do małej szamotaniny, kto kogo.
Zbyt przesądna nie jestem,ale ślubu nie brałam w maju, ot, tak wyszło, to był miesiąc z literą R w nazwie, taki miesiąc ponoć na zamążpójście jest najlepszy:)))