poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Tuli-państwo na rabacie


Nie mogę pochwalić się własnymi tulipanami choć cebul zasadziłam wiele nie doczekałam się żadnych kwitnących  łanów. Cebule zjadły nornice, cień sosen skutecznie uniemożliwia prawidłowy wzrost tym, które jeszcze zostały.
Dlatego cieszę oczy kwitnącymi tulipanami w pobliżu mojego domu. Co roku  na tej rabacie królują inne odmiany inne kolory. Tegoroczne to mix różowości, bieli i czerwieni. Wyglądają pięknie.

Zdjęcia najlepiej oglądać w powiększeniu wtedy widać dokładnie, jakie tuli-państwo jest piękne.

















A to ta sama rabata w poprzednich latach.



















Osoby, które mieszkają w cieplejszych rejonach kraju mogą się pokusić o nabycie krzaczka kaliny eskimo, tej ze zdjęcia poniżej.
Jest urocza, ma cudny zapach, troszkę bzu, troszkę konwalii, a może hiacynta? Ma woskowane  kwiaty zebrane w kule. Kwitnie w tym samym czasie, co tulipany.

Ze względu na srogie zimy w  Kaczorówce nie mam jej posadzonej. I tam mogłaby przetrwać, ale dobrze okryta, czego nie mogę jej zapewnić, bo Kaczorówkę zamykam w październiku, a to za wcześnie na mocne okrywanie krzaków.

Pod moim blokiem za to rośnie bez żadnego okrycia i ma się świetnie. Właśnie teraz kwitnie.




A za chwilę będziemy pławić się w  rozkosznych bzowych i konwaliowych zapachach.
Maj to piękny miesiąc, ale jak według przesądów nie jest to dobry miesiąc na ślub.  Śluby zawarte w maju są nietrwałe, a nawet, że jeden z małżonków wkrótce umiera, a więc drugiemu wróżą wdowieństwo, "W maju ślub , szybki grób".

Ślubnych przesądów jest więcej. Oto garść z nich znalezionych w necie TU:


"Kto się boi przesądów, zapewne będzie się obawiał majowego ślubu. Bo jest na przykład powiedzenie, że kto prosi o rękę w maju, jest niepoważny. Być może faktycznie wiosna tak zawraca w głowie, że składa się obietnice bez pokrycia, ale od narzeczeństwa do ślubu na ogół mija parę miesięcy, jest więc i czas na zastanowienie się.

Przesądy znów powiadają, że śluby zawarte w maju są nietrwałe, a nawet, że jeden z małżonków wkrótce umiera, a więc drugiemu wróżą wdowieństwo. Dowodzi to jednak najlepiej, że przesądy są dla niemądrych, bo przy odrobinie rozsądku trudno uwierzyć, by nic nie zależało od samych małżonków, od tego, jak bardzo się kochają, ani nawet od tego, że podczas ślubu otrzymują Boże błogosławieństwo, a tylko zależeć miało od „ślepego losu”. Gdyby tak się działo, z pewnością w Szwajcarii by już zauważono, że są tam tylko wdowcy i wdowy...

Jeśli podczas błogosławieństwa i cermonii ślubnej w kościele panna młoda wstanie pierwsza z pozycji klęczącej, to ona będzie głową rodziny, a jeśli pan młody to on nią będzie.

   Kto z nas nie wierzy w zabobony? Kto nie nadłożył drogi z powodu czarnego kota? Kto czuje się swobodnie w piątek, 13 dnia miesiąca? Każdy z nas nosi w sobie niepokój i woli nie prowokować losu. Gdy jednak przesądy dotyczącą wydarzeń szczególnych, jakim niewątpliwie jest dzień zaślubin, zaczynamy się zachowywać nieracjonalnie i wbrew zdrowemu rozsądkowi, a nawet niezgodnie z wyznawaną wiarą.

  Ślub, który jest wyjątkowym wydarzeniem w życiu każdego człowieka i ma zadziwiające vademecum własnych zabobonów, których przestrzeganie ma przynieść przyszłym małżonkom szczęście, pieniądze, pomyślność i płodność. Przesądy tak silnie wrosły w obyczajowość polskich obrzędów ślubnych, że stały się nieodzownym elementem każdego wesela. O ich wypełnienie dbają nie tylko młodzi ale także rodzice, najbliższa rodzina i goście weselni.

   Co ma wspólnego miesiąc ze szczęściem? Według przesądów, ma bardzo wiele. Wybierając datę ślubu najbardziej wskazanymi miesiącami, gwarantującymi młodym szczęście i długi związek jest czerwiec i wrzesień. Jeśli z różnych powodów wybieramy inny miesiąc, to koniecznie w swojej nazwie musi mieć on literę „R”. Marzeniem każdej pary na powiedzenie sakramentalnego „TAK” są również Święta Bożego Narodzenia, Święta Wielkanocne albo okres karnawału.

   Gdy wybrana jest już data ślubu kolejnym życzeniem jest zapewnie młodym pięknej pogody w tym dniu. W tej sprawie inicjatywa należy wyłącznie do pani młodej, która musi na kilka dni przed zaślubinami wystawić swoje buty na parapet za oknem. Mały deszczyk w dniu ślubu oznacza błogosławieństwo z niebios dla państwa młodych. Natomiast burza jak i ulewny deszcz świadczy o niepowodzeniu w małżeństwie oraz o smutku i łzach panny młodej. [pullquote]Szczęście dwojga ludzi zależy od nich samych. Na ich miłość nie ma lekarstwa, a jej czystość wolna jest od zakłamania. Nie przeszkodzi jej deszcz, brak rybiej łuski w portfelu ani czarny kot przebiegający przez ulicę.[/pullquote]

   Suknia odgrywa ogromne znaczenie wśród przesądów. Nie może być przymierzana bez potrzeby przez pannę młodą, ponieważ może to doprowadzić do rożnych małżeńskich komplikacji. Jeśli panna młoda posiada młodsze siostry, to one również nie mogą przymierzać sukni. Gdy to zrobią, mogą nigdy nie stanąć na ślubnym kobiercu. Pan młody absolutnie nie może zobaczyć przyszłej żony w sukni, zanim rodzice nie pobłogosławią narzeczonych.

    Rezultatem zabobonów jest wyposażanie młodych idących do ślubu w różne drobiazgi.

   Pani młoda musi mieć: „coś białego” – symbolizującego czystość uczuć do męża, „coś niebieskiego” – gwarantującego wierność, „coś pożyczonego” – zaskarbiającego życzliwość przyszłych pożyczających, „coś starego” – dającego poczucie rodzinnego wsparcia w trudnych chwilach, „chleb i cukier” – będące symbolem dostatku i sytości, „grosik w bucie” – gwarantujący fortunę w życiu. Pan młody musi mieć tylko parę drobnych monet w kieszeni gwarantujacych dostatek w nowym życiu.

 Goście weselni nadają rytm przesądnym obyczajom. Obsypywanie młodych drobnymi monetami po wyjściu z kościoła ma symbolizować późniejszy dostatek w małżeństwie. Ryż natomiast gwarantuje płodność i zdrowe potomstwo. Chleb z solą podawany młodym w progu domu weselnego ma symbolizować dostatnie życie, a ten, kto wybierze kieliszek z wódką zamiast wody będzie głową domu. Gdy młodzi chcą mieć ze sobą dobre relacje, to ich pierwszy taniec powinien być bez potknięć. Kwintesencją wszystkich przesądów są na pewno oczepiny. Jeżeli któraś z panien złapie welon pani młodej niechybnie wyjdzie za mąż. Jeżeli kawaler złapie krawat pana młodego może śmiało planować swój ślub.

 Dlaczego wierzymy w zabobony? Dlatego, że każdy człowiek chce być w życiu szczęśliwy i mieć poczucie władzy nad własnym losem. Jednak szczęście i przyszłość małżonków zależy wyłącznie od ich bezinteresownej miłości, której zabobony nie są potrzebne."

P.S.

Pamiętam przykazania rodziny, abym przy ołtarzu to ja "okręciła" Wu za sobą, widywałam też śmieszne sytuacje na innych ślubach. Młodzi widać, pouczeni wcześniej, próbowali jednocześnie okręcać partnera i czasem dochodziło do małej szamotaniny, kto kogo.

Zbyt przesądna nie jestem,ale ślubu nie brałam w maju, ot, tak wyszło, to był miesiąc z literą R w nazwie, taki miesiąc ponoć na zamążpójście jest najlepszy:)))

niedziela, 27 kwietnia 2014

Z kaczką, kotem, dzbankiem......

Dziefczęta, anielice, anieliny, aniołki........
Jedna anielna jest z kaczką, nomen-omen, druga z kotem, trzecia z dzbankiem, tak sygnalizuję, gdyby trudno było się tych atrybutów anielskich dopatrzyć:))))
Jak umiałam tak zrobiłam, aż trzy, za jednym zamachem. To fajna zabawa, ale te słodyczkowate już mi się trochę znudziły. Mam ochotę na zupełnie inne anioły, pomysł mi krąży po głowie, ba, on mi się przyśnił!!!

Odkryłam, że przy pewnej grubości masy i dość głębokim wzorku pod światło ładnie masa prześwituje. To znaczy, że można zrobić z tego np. lampion, albo aniołka  pustego w środku, takiego, do którego można włożyć świeczkę.



Inny wzorek, inna grubość i efektu prześwitania już nie ma......


Chyba jednak się trochę rozwijam, zważywszy na to, jak wyglądały pierwsze anielinki to postęp jakowyś jest........

No to teraz hurtem fotki polecą.....











Która najładniejsza???

Muszę obrobić filmik, który nagrałam podczas świąt. To filmik instruktażowy pt, "Jak wprawnie i skutecznie nakryć się kocykiem". W roli głównej wystąpi Mela:)))

A dziś od rana tralalala, piękne słoneczko, cieplutko, dzień zupełnie inny niż wczorajszy. Pozdrawiam Wszystkich błogo odpoczywających na łonie natury i siedzących po chałupach też pozdrawiam. Z wysokiego dość piętra pozdrawiam:))))

P.S. Z ostatniej chwili....kot. Z resztek, jeszcze schnie mu lakier...


sobota, 26 kwietnia 2014

Miałam pojechać na Mazury...

Czy tak jest naprawdę, czy tylko mnie się tak przytrafia? W tygodniu piękna pogoda (wczoraj 23 stopnie), przychodzi łykend, leje.........
Nie inaczej jest dzisiaj, tak, że wyjazd do Kaczorówki spalił na panewce. Dodatkowo jakieś wyjce pół nocy wyły pod oknami. Nie wiem, czy mi się to śniło, czy naprawdę, ale słyszałam, coś, jakby "свобода, свобода", na dodatek telefon Wu, na przemian, raz służbowy, raz prywatny, dzwonił chyba z sześć razy, budząc mnie, kiedy wydawało się, że już przysypiam. Wstanie o 6 rano po hałaśliwej nocy było dość trudne i z ulgą przywitałam zachmurzone niebo. 
Jeszcze przed rozpadaniem się na dobre wyrwałam z Mopem na spacerek do parku i ze zdumieniem odkryłam, że kwitną już bzy, a nawet kasztanowce. To chyba wyjątkowo wcześnie, bo z reguły zaczynają kwitnąć na matury. Park o 8 rano jest cichy i spokojny, niewiele w nim spacerowiczów, prawie tyle samo, co meneli przysypiających na ławeczkach albo w zacisznych kątkach. 
Na rabatach w tym roku królują bratki, dużo bratków, dywany z bratków, kobierce z bratków...........






A ta czego szuka w bratkach??? Dobrze się zakamuflowała, buszowała w niebieskich.....



Mopek zadowolony ze spaceru, bo do parku nie chodzimy codziennie, zadowalamy się mniejszym skwerem tuż pod chałupą.


Proszę, tak wyglądają kwitnące kasztanowce, kiedy one się rozwinęły?


 I moje ukochane bzy, ach, kiedy ja się doczekam takiego krzaka w Kaczorówce? Mam posadzonych kilka, ale, jak to w Kaczorówce, rosną, jakby chciały, a nie mogły (co chyba  jest nawet prawdą), cherlawe jakieś. Jakoś tym rosnącym po rowach nie przeszkadza jałowa ziemia, bo co roku są obsypane kwiatami.
Moje stoją w miejscu.

W tak pięknych okolicznościach przyrody miło sobie uciąć drzemkę. Choćby na ławeczce parkowej......



Są jednak lepsze miejsca, zaciszne, osłonięte od wiatru i deszczu....


 Gdyby nie ten jadowicie czerwony kocyk nawet bym nie zauważyła, całkiem wygodnego legowiska.


A teraz deszcz bębni cichutko po parapetach, zieleń zrobiła się jeszcze zieleńsza. Zapaliłam sobie świeczki, mam kawkę w kubku, winko czeka na wieczór i chłonę ten czas, kiedy nie trzeba nigdzie iść i nic konkretnego zrobić.......
Może ulepię sobie jakiegoś anioła? Albo poczytam?
Uwielbiam taki czas, a Wy? Co wtedy najchętniej robicie?