W zeszłym roku, podczas spaceru w Łazienkach napadła mnie wiewióra. Podbiegła do mnie, wspięła się po nodze, ja narobiłam wrzasku, ona uciekła. Co to było, do jasnej anielki? Wściekła, czy co? Zadawałam sobie pytanie, nie rozumiejąc wtedy zachowań łazienkowych wiewiór. Okazuje się, że to jest ZWYCZAJNE zachowanie wiewiórek przyzwyczajonych do karmienia przez ludzi. Tak są ośmielone, że nie mają żadnego problemu, aby się wspiąć po człowieczej nodze, jak po pniu i wypatrywać, czy będzie orzeszek.
W zeszłym roku, nie miałam orzeszków, w tym roku nabyłam deputat wiewiórczy od pani stojącej przy wejściu.
No i zaczęło się...
Wiewióra na nodze...
Wiewióra na biodrze...
Wiewióra na dłoni...
Dwie wiewióry, jedna umykająca z orzeszkiem, druga w drodze po orzeszek...
Wiewióra ciekawska (masz, masz orzeszka?)
Wiewióra jedząca z ręki...
Wiewióra na kolanach...
Wiwióra skradająca się po ławce...
Wiewióra rozłupująca orzech...
Wrony szare to mądre ptaki, łażą w ślad za wiewiórkami i to, co wiewiórka zakopie, wrona jednym machnięciem dzioba wygrzebuje i smacznie zajada.
A głupiutka wiewióra myśli, że zrobiła wielkie zapasy na zimę...
Te wiewiórki wywołały na mej facjacie beztroski uśmiech, bawiałam się równie dobrze, jak małe dzieciaki, ktore z rodzicami przychodzą karmić do parku wiewióry.
Jeśli ktoś wybiera się do Łazienek niech koniecznie zabierze orzechy, laskowe najlepiej, bo włoskim też dają radę, ale czasem nie mogą unieść w łapkach, nie mówiąc już o pyszczkach.
Dobrej nocy i pięknych snów. U mnie za oknem mgua, może jutro będzie szron na drzewach?













