sobota, 12 grudnia 2015

Widzisz tu łokrong?


Tak mnie zapytał WU. Popatrzyłam i odpowiedziałam.
Pytanie jest proste, czy to jest okrąg? Czy ten kształt go przypomina? Wystarczy odpowiedziedzić tak lub nie.
A Wy chcecie odpowiedzieć? Zapraszam do zabawy.
Później będzie interpretacja odpowiedzi:)


.

wtorek, 8 grudnia 2015

Uwaga! Wiewióry napadają na ludzi...


W zeszłym roku, podczas spaceru w Łazienkach napadła mnie wiewióra. Podbiegła do mnie, wspięła się po nodze, ja narobiłam wrzasku, ona uciekła. Co to było, do jasnej anielki? Wściekła, czy co? Zadawałam sobie pytanie, nie rozumiejąc wtedy zachowań łazienkowych wiewiór. Okazuje się, że to jest ZWYCZAJNE zachowanie wiewiórek przyzwyczajonych do karmienia przez ludzi. Tak są ośmielone, że nie mają żadnego problemu, aby się wspiąć po człowieczej nodze, jak po pniu i wypatrywać, czy będzie orzeszek.
W zeszłym roku, nie miałam orzeszków, w tym roku nabyłam deputat wiewiórczy od pani stojącej przy wejściu.

No i zaczęło się...

Wiewióra na nodze...


 Wiewióra na biodrze...


 Wiewióra na dłoni...


 Dwie wiewióry, jedna umykająca z orzeszkiem, druga w drodze po orzeszek...


Wiewióra ciekawska (masz, masz orzeszka?)


Wiewióra jedząca z ręki...


Wiewióra na kolanach...


Wiwióra skradająca się po ławce...


Wiewióra rozłupująca orzech...


 Wiewióra zakopująca zdobycz. One nie jedzą tych orzechów, rozłupują, a potem zagrzebują w liście lub wykopane dołki i wracają po następne orzechy.


Wrony szare to mądre ptaki, łażą w ślad za wiewiórkami i to, co wiewiórka zakopie, wrona jednym machnięciem dzioba wygrzebuje i smacznie zajada.

A głupiutka wiewióra myśli, że zrobiła wielkie zapasy na zimę...


Te wiewiórki wywołały na mej facjacie beztroski uśmiech, bawiałam się równie dobrze, jak małe dzieciaki, ktore z rodzicami przychodzą karmić do parku wiewióry.

Jeśli ktoś wybiera się do Łazienek niech koniecznie zabierze orzechy, laskowe najlepiej, bo włoskim też dają radę, ale czasem nie mogą unieść w łapkach, nie mówiąc już o pyszczkach.

Dobrej nocy i pięknych snów. U mnie za oknem mgua, może jutro będzie szron na drzewach?

niedziela, 6 grudnia 2015

Kapliczka malowana o poranku.

 Wstałam dziś nawet wcześnie, jak na niedzielę, słonko już świeciło, nikt się po chałupie nie szwendał, pomyślałam...pomaluję sobie, zanim towarzystwo się obudzi.
Wyciągnęłam z kąta kapliczkę, na którą nie miałam od dawna pomysłu. Dziś pomysł się pojawił wraz z otwarciem ocząt. To chyba po wczorajszym kursie witrażu tak mnie naszło.
Miło spędziłam kilka godzin na machaniu pędzelkami. Pomachałabym jeszcze, ale już koniec weekendu, szkoda, za szybko się skończył. I Magda się znowu zatkała, trzeba lecieć na autostradę przepychać.

Moim zdaniem na żywo kapliczka jest ładniejsza niż na zdjęciu.


A Wam się podoba?

Sobota z witrażem.

Zapisłam się na ten jednodniowy kurs, bo byłam ciekawa, jak robi się witraże. Nosi mnie ciągle, rączki swędzą, coś chciałoby się fajnego robić, a nie wszystko można robić w domu. Do takiego witrażu potrzeba jednak trochę sprzętu. Zajmowałam się dziś witrażem Tiffanyego, kto zacz był można sobie wyguglać, nie będę Wiki przepisywać.
Powiem tak, nie jest to trudne. Z pewnością trzeba poćwiczyć, ale większych problemów bym raczej z opanowaniem tej techniki nie miała. Problemem za to jest tzw.pakiet startowy, coś koło tysiaczka...no i miejsce na wykonywanie takiej roboty. Na stole pod oknem raczej trudno byłoby, choć dla zdesperowanych każde miejsce dobre.
Co potrzeba na początek?
Szkoło, najczęściej sprowadzane z USA, choć nasze, rodzime też mamy. Różnego rodzaju cążki, taki brzeszczot do cięcia szkła, taśmy miedziane, lutownica, szlifierka do piłowania odłamanego szkła, cyna do lutowania elementów i inne rzeczy:druciki, płyny do patynowania. Niezbyt skomplikowany zestaw, ale kosztuje.

Na początek wybiera się wzór. Nie mogło być inaczej, od razu trafiłam na kaczkę. Nie musiałam już szukać innego wzoru. Są dwa egzemplarze wzoru. Jeden tnie się na elementy składowe, które są numerowane. Trzeba potem poskładać wzór według elementów. Jak już mamy pocięty wzór szukamy sobie szkła, dobieramy kolorystycznie.


Potem układamy pocięte papierowe elementy na wybranym szkle, obrysowujemy mazakiem, a następnie nacinamy szkło, specjalnym urządzeniem. Dziś robiła nam to prowadząca kurs. My uczyłyśmy się odłamywać elementy od tafli szkła- nie jest trudne, ale trzeba wiedzieć jak to zrobic, gdzie złapać, jak nacisnąć.

Potem trzeba dokładnie umyć wycięte elementy, nie moga być brudne i zatłuszczone, bo taśma się nie przylepi. Przed oklejeniem trzeba jeszcze wycięte elementy oszlifować, nie mogą być kostropate. Szlifowanie jest fajne-uspokaja. Po oszlifowaniu, umyciu i osuszeniu zaczyna się oklejać taśmą. Trzeba to robi ćdość precyzyjnie, ale też nie jest to nic strasznego. Mnie tylko przeszkadzało dość kiepskie światło w pracowni. Mój wzrok jest do kitu, nawet w okularach.
Tak wyglądają oklejone elementy, ułożone obok siebie i dopasowane.


Potem zaczyna się lutowanie. Łapie się i kropelka cyny sczepia wszystkie elementy. A potem już lutuje - też bardzo przyjemy etap.


 Tak wyglądają już"zalutowane" elementy.


Mój wzór nie miał oczka, więc dorobiłam mu z kaboszona, może za duże to oko, ale mniejszych kaboszonów nie było. Trzeba jeszcze dorobić zawieszkę z drutu miedzianego, który też trzeba pokryć cyną.
Tak wygląda wersja na srebrno, czyli sama cyna.


Na koniec jest patynowanie. Specjalnym płynem przemywa sie miejsce lutowania, przepłukuje wodą i gotowe. Można wszystko nabłyszczyć prontem.


No i mam swoją kaczusię witrażową. Następny krok to kurs na dwa dni. Będziemy robić witraż formatu A4 składający się z 25 elementów, czyli już trochę więcej roboty.
Mam zamiar pójść...a potem? Się zobaczy:) Nowe doświadczenie, nowa przyjemność. wyszłam do ludzi, pogadałam, miło spędziłam czas.
Jak Wam się podoba moja kaczusia wisząca w oknie??



czwartek, 3 grudnia 2015

Znaleziono kota -szuka właściciela lub nowego domku

Do mojej młodszej koleżanki przybłakał się kot. Pewno by u niej został, ale właśnie kończy pobyt na działce i wraca do Warszawy. Ma dwa psy i nie może zabrać kota do mieszkania w Warszawie ( czasem tak bywa). Z tego, co pisze na FB, kot jest mizialny, mruczalny, kontaktowy, lubi psy i dużo jeść. Nie wygląda na chorego, ani dzikiego, chyba się komuś zgubił. Koleżanka pytała w pobliżu i szukała ogłoszeń, ale nic z tego.
Nie jest kastrowany -to sprawdziła.

Faktycznie dobrze temu kotu z pyszczka patrzy. Wstawiam kota u siebie, może ktoś reflektuje na tego milaska?

Już nieaktualne, kotek znalazł nowy dom:)

A tu treść ogłoszenia:

"Znaleziono/ przybłąkał się rudy kot w okolicach Złotokłos, Szczaki, Mroków. Kocur jest dorosły, zadbany, niekastrowany, pieszczoch prawdopodobnie mieszkał z psami bo ładnie czyta z mojego psa który ma ochotę go zjeść. Niestety niedługo wracam do Warszawy, a tam mam drugiego psa, który jeszcze bardziej nie lubi kotów. Przybłąkał się w nocy 1.12.2015 na terenie ROD Elektron. Kot jest zadbany, czysty, grubasek. Szukam przede wszystkim dotychczasowego właściciela ewentualnie koła ratunkowego w postaci nowego domu, bo kot sam nie może zostać. Tym bardziej, że kiedyś zima jednak przyjdzie. tel 608 14 12 09"