sobota, 24 grudnia 2016
Życzę Wam...
Moi Drodzy,
życzę Wam zdrowych, spokojnych świąt. Odpoczynku (przyda się, co nie?), błogości, obżarstwa, cudnych prezentów i wszystkiego, czego Wam tylko do głowy przyjdzie.
Na chybcika skonstruowałam świąteczną choinkę, tą ze zdjęcia, a teraz biegnę ogarnąć ten aramgedon, który zrobiłam wczoraj przygotowując świąteczne przysmaki.
Sama się dziwię, że w jedno popołudnie mi się to udało.
Buziaczki, całuski i ściski.
czwartek, 8 grudnia 2016
Ubolewam, upycham, pokazuję.
Ubolewam, że moja wena jest ciężko chora i nawet, jak czasem się lepiej poczuje, to jest to, tyle, co oka mgnienie, nawet warsztatu rozłożyć się nie opłaca.
Cały majdan, tzn., deseczki, surowe kapliczki, częściowo skończone kapliczki, farby, kleje zalega w sypialni, dosłownie w każdym kącie. Sypialnia, jest wąską kiszką, aż 1,80 cm szerokości. Ja mam opracowane, jak się po ćmoku dostać do wyrka, ale WU, co i rusz zasunie w jakąś stertę i z bardzo brzydkim wyrazem na "K M" ładuje się do łóżka dziamiąc, że "to nie powinno stać w sypialni na przejściu". Oczywiście udaję, że śpię i się nie odzywam, ale w sumie to przynaję mu rację, no nie powinno, tylko, gdzie TO ma stać?
Sprzątnięcie przybytku Morfeusza do łatwych nie należy, bo przekładaniom klamotów z kąta w kąt nie ma końca. Na dodatek, w skutek tego braku weny, jak się okazuje nie tylko do rękodzieła, ale również sprzątania, nabyłam fatalnego nawyku upychania wypranych ciuchów do...Mopczynego koszyczka. Zrobiła się z tego spora sterta, wyłazi już zza łóżka. Postanowiłam to trochę poprzekładać, (czytaj poupychać głębiej) żeby przygotować chałupę na przyjazd siostry. Wielkie to święto, bo rodzina jakoś nie garnie się, jak kiedyś, latać w odwiedziny 300 km.
Wiecie, niby siostra, ale najstarsza, potem matce powtórzy, że najmłodsza na starość syfiarą się stała.
Upychając po głębokich kątach cały ten wątpliwy majątek natrafiłam na kilka swoich skończonych prac i pomyślałam, że pokażę je tutaj, tak, jak kiedyś pokazywałam, co też nowego naprodukowałam.
Idą święta, czas szukać prezentów, to może komuś się spodobają? A ja sobie uwolnię trochę przestrzeni.
Zapewniam, że nie jest to żadna chińszczyna, tylko "temy mojemy rencamy wyprodukowane".
Ostało się już niewiele:
Kapliczka z drewna bukowego, dość duża 50x20 cm. Najpierw była bejca, kolor "stare drewno", potem malunek Anioła - baby, z kotem na głowie i za pazuchą zrobiłam akrylami. Wsio lekko podlakierowałam. Ten lakier jest delikatny, taki do wnętrz, ale gdyby kapliczka miała zawisnąć w ogródku na drzewie pociągnę jachtowym, solidnie chroni przed warunkami atmosferycznymi.
Kolejną skończoną rzeczą jest skrzynka na klucze, w ładnym niebieskim kolorze, ozdobiona motywem z kaczką zarówno z zewnątrz, jak i wewnątrz. Obrazeczek jest spękany, jak malunki na starych obrazach. Taki trick, są od tego preparaty, ale spękania akurat pasują do tej skrzynki w klimacie retro. Skrzynka jest dość duża, klucze wiesza się w rzędach, w każdym po trzy pary. Jak za mało miejsca to jest jeszcze na dole mała szufladka.
.
No i ostatni tworek, to jest pudełko na chusteczki higieniczne z motywem kaczkowym (nie pytajcie dlaczego lubię kaczki, ale uspokajam, że to nie chodzi, o to, co wiecie...)
Pudełeczko, jak pudeleczko, tam, gdzie kaczki to kaczki, a tam gdzie ich nie ma to jest bejcowane na zielono (ciemno) drewienko. Oczywiście zabezpieczone wodnym lakierem.
Pudełeczko w ten zimowy czas może się okazać całkiem dobrym prezentem, wszak to pora katarków, kaszelków i zawsze przyjemniej wyjmować chusteczkę z ładnego pojemniczka niż brzydkiego kartonowego pudełka.
No! To tyle chciałam powiedzieć i pokazać.
Idę upychać dalej...
sobota, 26 listopada 2016
Pompeje. Gorące.
W te mgliste, ponure, bure i szare dni można sobie popatrzeć na gorące (kwietniowe) Pompeje. Byłam, widziałam, podziwiałam widoki. Macałam, jak inne kobitki kamienne fallusy. Zaglądałam w zakamarki, przyglądałam się z oddali Wezuwiowiszowi. Potem był Neapol... piękny, klimatyczny Neapol. I zatoka.
Chciałabym jeszcze raz tam być. Ale czy będę?
niedziela, 20 listopada 2016
Zoe. Indianie znad Amazonki.
Ostatnio na kanale Planete odkryłam ciekawe filmy dokumentalne. Nie zawsze mam czas obejrzeć cały film, ale i tak wspaniale się wtedy relaksuję.
Dziś trafiłam na film o Indianach Zoe. Ich życie pokazuje, jak moglibyśmy żyć, gdyby dostęp do dóbr przyrody był nieograniczony, a religia nie zmieniała relacji i postaw ludzkich.
Żyją w grupie i dzielą się pracą, obowiązkami, żywnością, opieką nad dziećmi i starszymi. Nie mają żadnego wodza, przywódcy, ani szamana.
Indianie Zoe z natury są dobrzy, spokojni i przyjaźni.
Nie są znane u nich kary, jeśli ktoś, coś przeskrobie, to delikwenta się łapie, powala na ziemię i...łaskocze tak długo, aż ten się roześmieje. Wygląda to raczej na terapię niż karę, prawda?
Dzieci są bardzo grzeczne i radosne. Muszą być zawsze w zasięgu domostwa, nie wolno im się oddalać, bo deszczowy las jest bardzo niebezpieczny. Indianie Zoe nie noszą ubrań. Wydawałoby się, że poruszając się wśród gęstych zarośli powinni mieć jakieś szramy, blizny, ale nic z tego, ich ciała są gładkie i aksamitne. Przemykają wśród tego gąszczu sprawnie, szybko i niepostrzeżenie. Kobiety nacierają swe ciała czerwonym barwnikiem, który ma działanie antyseptyczne. Każdy Zoe, nawet małe dzieci ma przebitą dolną wargę, w którą jest wsunięty drewniany kołek - ozdoba.
Nie mają pisma, a całą wiedzę, w tym medyczną przekazują sobie ustnie.
Plemię Zoe nie marnuje dobrodziejstw przyrody. Biorą z niej tylko to co niezbędne. Wierzą, że wszystko w naturze posiada duszę. Pracują 2 godziny dziennie!! Nie posiadają żadnych zbędnych przedmiotów, oprócz tych, co pozostały po misjonarzach...
Resztę czasu spędzają na rozmowach, zabawie z dziećmi, wylegują się w hamakach.
Coraz więcej ludzi walczy o ich niezbywalne prawo do zamieszkiwanych przez nich ziem, integralność plemienną, kulturową, językową. W latach 90 -tych ubiegłego wieku, usunięto z ich terenów misjonarzy, których obecność znacząco wpływała na życie Zoe. Przestali być samowystarczalni, korzystali z dóbr otrzymywanych z misji i byli oczywiście indoktrynowani.
Środowisko w którym żyją nie jest łatwe, dużym zagrożeniem są jaguary. W filmie pokazana jest ceremonia pochowania jednego z współplemieńców zabitego przez tego drapieżnego kota.
Dziś do Indian Zoe mają dostęp tylko nieliczni naukowcy. Plemię jest chronione przed kontaktem z białym człowiekiem i cywilizacją.
niedziela, 13 listopada 2016
W łóżku ze świnią.
Ponoć tytuł ma być chwytliwy, żeby czytających przyciągnąć:)
Tym razem nie tylko tytuł, ale i zdjęcia będą wabiły i przyciągały.
Należę do takiej fejsbukowej grupy traktującej o ludziach, którzy ze wsi uciekli do miasta. Ludziska mądre tam są w doświadczenia i tematy poruszają różne. Udzielają też porad, jak masz jakiś problem. Ot, zadałam pytanie, jak ocieplić w Kaczorówce podłogę i posypały się porady, do wyboru do koloru. Fajnie, może kiedyś mi te porady będą przydatne.
Czasem ktoś pokaże, jak żyje sobie na swojej wsi, inny wstawi śmieszny tekst własnej produkcji, jeszcze inny pochwali się swoimi zwierzakami. Ogólnie atmosfera miła i życzliwa. Uchachać też się czasem można.
Jakoś tak kilka dni temu jedna z dziewczyn z grupy pochwaliła się swoimi zwierzakami. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że pokazała świniaki, które zamiast w chlewie żyją sobie w chałupie, na dodatek, o zgrozo, śpią z właścicielką w łożku.
Możecie sobie wyobrazić tą burzę!!
Posypały się komentarze idące w setkach. Jedni byli za świniami w łóżku inni wręcz przeciwnie. Mięsożercy starli się z wegetarianami, nagle ktoś przypomiał sobie o regulaminie grupy, dostało się adminom. Admini poszli na urlop i zostawili komentujących na placu boju samych, żeby się wykrzyczeli. Jak wrócili i uściślili regulamin to wywalili z grupy właścicielkę świnek, bo grupa ma służyć życiu na wsi i rozwiązywaniu problemów wiejskich, ale bez "durnych" fotek typu, świnka w łożku, piesek, kotek, focia domku w śniegu, kwiatkach, itd, itp.
A mnie się szkoda tych świniaków zrobiło. Wiecie dlaczego? Bo przypomniały mi się moje dziecinne marzenia. Kiedy byłam małym glutem byłam zafasycynowana małymi prosiakami. Tak, jak kotami, psami i wszelkimi innymi zwierzakami.
U nas w domu, zawsze chowało się dwie świnki, wiadomo z jakim przeznaczeniem. Najczęściej żywot kończyły w okolicach świąt.
Kiedy ojciec przywoził z targu małe prosiaki to siedziałam przy ich kojcu i obserwowałam godzinami. Koleżanki, których rodzice prowadzili większe gospodarastwa miały lepiej. Miały swoje prosiaki, w ilości "nastu", bo tyle maciora potrafi urodzić. Zakradałyśmy się do chlewa, jak rodzice nie widzieli i gapiłyśmy na maluchy wielkości dłoni dorosłego faceta. Leżały te prośki w świetle lampy ogrzewającej, przy wielkiej jak smok maciorze, różowiutkie, czyściutkie i ja bardzo chciałam takiego prośka mieć. Nawet kiedyś dostałam od ojca chrzestnego prośka z krzywym łbem ( nie nadawał się do niczego w wielkiej hodowli), ale mowy o trzymaniu go w chałupie oczywiście nie było. Prosiek wyrósł na sporego bekona i skończył marnie, tak, jak wszystkie inne prośki w okolicach świąt. Długo łykałam łzy, że niby mój prosiek, a poszedł pod nóż.
Teraz ta "fanaberia" mogłaby zostać spełniona, gdybym mieszkała na wsi, bo trzymanie mikroświnek w domu coraz mniej dziwi. Oczywiście nie ma świnek wielkości ratlerka i trzeba się liczyć z tym, że taka mikroświnka rośnie bardzo szybko i może ważyć nawet 60 kg.
Świnie są inteligentne, czyste i urocze. Patrząc na zdjęcia Ani i Henia jeszcze bardziej się utwierdzam w przekonaniu, że lepsza taka świnka w pościeli niż byle jaki facet.
Na pokazanie fotek mam pozwolenie Kasi, która napisała do mnie tak:
Jeśli któraś z Kurek chciałaby zobaczyć więcej zdjęć i filmików z udziałem Ani (to ta większa czarna dama) i Henia ( ten mniejszy, łaciaty) możecie zerknąć na fejsbukowy profil Kasi.
Profil Kasi
I grupa, którą założyła Kasia KLIK można w luźnej atmosferze pogledzić o świnkach, pieskach, kotkach i różnych problemch.
No i jak Kurencje? Lepsza taka świnka w łożku od byle jakiego faceta?
Tym razem nie tylko tytuł, ale i zdjęcia będą wabiły i przyciągały.
Należę do takiej fejsbukowej grupy traktującej o ludziach, którzy ze wsi uciekli do miasta. Ludziska mądre tam są w doświadczenia i tematy poruszają różne. Udzielają też porad, jak masz jakiś problem. Ot, zadałam pytanie, jak ocieplić w Kaczorówce podłogę i posypały się porady, do wyboru do koloru. Fajnie, może kiedyś mi te porady będą przydatne.
Czasem ktoś pokaże, jak żyje sobie na swojej wsi, inny wstawi śmieszny tekst własnej produkcji, jeszcze inny pochwali się swoimi zwierzakami. Ogólnie atmosfera miła i życzliwa. Uchachać też się czasem można.
Jakoś tak kilka dni temu jedna z dziewczyn z grupy pochwaliła się swoimi zwierzakami. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że pokazała świniaki, które zamiast w chlewie żyją sobie w chałupie, na dodatek, o zgrozo, śpią z właścicielką w łożku.
Możecie sobie wyobrazić tą burzę!!
Posypały się komentarze idące w setkach. Jedni byli za świniami w łóżku inni wręcz przeciwnie. Mięsożercy starli się z wegetarianami, nagle ktoś przypomiał sobie o regulaminie grupy, dostało się adminom. Admini poszli na urlop i zostawili komentujących na placu boju samych, żeby się wykrzyczeli. Jak wrócili i uściślili regulamin to wywalili z grupy właścicielkę świnek, bo grupa ma służyć życiu na wsi i rozwiązywaniu problemów wiejskich, ale bez "durnych" fotek typu, świnka w łożku, piesek, kotek, focia domku w śniegu, kwiatkach, itd, itp.
A mnie się szkoda tych świniaków zrobiło. Wiecie dlaczego? Bo przypomniały mi się moje dziecinne marzenia. Kiedy byłam małym glutem byłam zafasycynowana małymi prosiakami. Tak, jak kotami, psami i wszelkimi innymi zwierzakami.
U nas w domu, zawsze chowało się dwie świnki, wiadomo z jakim przeznaczeniem. Najczęściej żywot kończyły w okolicach świąt.
Kiedy ojciec przywoził z targu małe prosiaki to siedziałam przy ich kojcu i obserwowałam godzinami. Koleżanki, których rodzice prowadzili większe gospodarastwa miały lepiej. Miały swoje prosiaki, w ilości "nastu", bo tyle maciora potrafi urodzić. Zakradałyśmy się do chlewa, jak rodzice nie widzieli i gapiłyśmy na maluchy wielkości dłoni dorosłego faceta. Leżały te prośki w świetle lampy ogrzewającej, przy wielkiej jak smok maciorze, różowiutkie, czyściutkie i ja bardzo chciałam takiego prośka mieć. Nawet kiedyś dostałam od ojca chrzestnego prośka z krzywym łbem ( nie nadawał się do niczego w wielkiej hodowli), ale mowy o trzymaniu go w chałupie oczywiście nie było. Prosiek wyrósł na sporego bekona i skończył marnie, tak, jak wszystkie inne prośki w okolicach świąt. Długo łykałam łzy, że niby mój prosiek, a poszedł pod nóż.
Teraz ta "fanaberia" mogłaby zostać spełniona, gdybym mieszkała na wsi, bo trzymanie mikroświnek w domu coraz mniej dziwi. Oczywiście nie ma świnek wielkości ratlerka i trzeba się liczyć z tym, że taka mikroświnka rośnie bardzo szybko i może ważyć nawet 60 kg.
Świnie są inteligentne, czyste i urocze. Patrząc na zdjęcia Ani i Henia jeszcze bardziej się utwierdzam w przekonaniu, że lepsza taka świnka w pościeli niż byle jaki facet.
Na pokazanie fotek mam pozwolenie Kasi, która napisała do mnie tak:
Ja nie bardzo mam na to czas. I tu nie chodzi o jakąś reklamę. Niczego nie hoduję, nie sprzedaję... Mnie tylko chodziło o to, żeby pokazać, że świnia to nie zwierzę głupie i brudne i że nadaje się tylko do jednego. Kocham te zwierzęta i chciałabym, żeby ludzie postrzegali je inaczej. Jeśli udało mi się pobudzić do myślenia i zastanowienia się choć jedną osobę, to i tak wykonałam zadanie. Działam dalej. Grup jest całe mnóstwo
A fotek świntuchów jest mnóstwo na moim profilu. Także możesz czerpać do woli. Proszę jednak, żebyś informowała że te maluszki, których mnóstwo w necie, rosną bardzo szybko i że to nie są łatwe zwierzęta domowe. Moda na świnki się rozprzestrzenia a później roczne lądują w schroniskach albo są wypuszczane w lasach - bo urosły za duże. Ania miała ważyć 25kg a już obecnie waży koło 50. Najlepiej odsyłać do grupy Mikroświnki. Tam można znaleźć merytoryczną wiedzę na ich temat. Wszystkiego dobrego
A fotek świntuchów jest mnóstwo na moim profilu. Także możesz czerpać do woli. Proszę jednak, żebyś informowała że te maluszki, których mnóstwo w necie, rosną bardzo szybko i że to nie są łatwe zwierzęta domowe. Moda na świnki się rozprzestrzenia a później roczne lądują w schroniskach albo są wypuszczane w lasach - bo urosły za duże. Ania miała ważyć 25kg a już obecnie waży koło 50. Najlepiej odsyłać do grupy Mikroświnki. Tam można znaleźć merytoryczną wiedzę na ich temat. Wszystkiego dobrego
Jeśli któraś z Kurek chciałaby zobaczyć więcej zdjęć i filmików z udziałem Ani (to ta większa czarna dama) i Henia ( ten mniejszy, łaciaty) możecie zerknąć na fejsbukowy profil Kasi.
Profil Kasi
I grupa, którą założyła Kasia KLIK można w luźnej atmosferze pogledzić o świnkach, pieskach, kotkach i różnych problemch.
No i jak Kurencje? Lepsza taka świnka w łożku od byle jakiego faceta?
Subskrybuj:
Posty (Atom)






