To może być długi post, uprzedzam, ale było to tak.
Po przeprowadzce do wielkiego miasta nie mogłam pozwolić sobie na psa ani kota w domu. Powodów było wiele, mały metraż, praca na zmiany, obowiązki, obowiązki. Żałowałam bardzo, ale argumentacje męża były na tyle przekonujące, że ustąpiłam. Kolejne pokolenia chomików musiały wystarczyć mojemu dziecku i mnie. Z czasem mały metraż się zwiększył, dziecko podrosło, więc zaczęłam nieśmiało o psiaku wspominać. Ile lat można głaskać cudze psy w parku, żeby zaspokoić potrzebę posiadania własnego?
Pewnego styczniowego wieczora w trzaskający mróz zawitała do mnie siostrzenica z czymś za pazuchą. Ciociu, chciałam Ci pokazać pieska, którego kupiłam po okazyjnej cenie dla mamy, zobacz, i tu zza pazuchy wyjęła małą, śmierdzącą kuleczkę. Z dumą mi obwieściła, że to jest york, ale, że urodzony jako ostatni z miotu nie jest rodowodowy. Dziecko, mówię jaki z niego york toć to kundelek i to jeszcze bardzo zaniedbany. Psina nie wiedziała chyba, co to pieszczoty i siedzenie na kolanach, bo wzięta na ręce czym prędzej z nich uciekała. Położona na kanapie czmychała na podłogę. Zapach rozsiewał taki, że już po chwili czuć go było w każdym zakamarku mieszkania. Jak Ty go mamie zawieziesz w taki mróz? Przecież to 300 km, kiedy masz zamiar jechać do domu, zapytałam. Okazało się, że dopiero za jakieś 3 tygodnie będzie możliwość wyjazdu.
A co Ty z nim do tego czasu zrobisz? Przecież pracujesz na zmiany, zostawisz go tak samego na 10 godzin? Pytałaś właściciela mieszkania, czy pozwoli na trzymanie psa? Na te pytania nie umiała mi odpowiedzieć, więc zerkając nieśmiało na męża szukając aprobaty, wypowiedziałam takie słowa, to może zostaw go u nas, na te trzy tygodnie, nas jest troje to nie będzie tak ciągle sam.......
Chyba moje argumenty ją przekonały, bo zgodziła się psiaka zostawić.
Mijały dni, a ja coraz bardziej przyzwyczajałam się do niego. Został wykąpany, wyczesany,pozbawiony pcheł, zbadany przez weterynarza. Uczyłam psiaczka spać na kolanach i z uporem maniaka przyzwyczajałam do spania na kanapie, choć wcale tego nie chciał. Zbliżał się termin zawiezienia pieska do prawowitej właścicielki, a mnie się serce ściskało na samą myśl o rozstaniu. Powiedziałam o mojej rozterce mężowi......
Wiesz, jaki to obowiązek usłyszałam? Wiem, ale przecież jest nas troje podzielimy się obowiązkami......ja zajmę się karmieniem, kąpaniem, chodzeniem do weta.......
W codziennych telefonicznych relacjach do siostrzenicy opowiadałam, jakie robi postępy i jak bardzo się do niego przywiązałam. Nie czekając na dzień, w którym miał zostać zabrany, poprosiłam siostrzenicę, aby do mnie przyjechała. Ze łzami w oczach powiedziałam, że nie mogę się z nim już rozstać, tak bardzo się do niego przyzwyczaiłam i go pokochałam. Przecież moja siostra miała już psa, nawet dwa, a skoro tego jeszcze nie widziała to jakoś przeżyje, znajdziesz jej innego.
W taki to sposób zostałam pańcią Mopka.
Ze śmierdzącej, brudnej, kudłatej kulki wyrósł śliczny york ( a jednak). Na początku bardzo chorował, myślę, że hodowla ( jeśli to była hodowla) była z rodzaju tych, co to głośno o nich czasem w mediach.
Dziś Mopek jest wielkim pieszczochem, śpi oczywiście w łóżku i na kanapach, okupuje nasze kolana i podbija serducha wszystkich wokół. Czaruje starsze panie w windzie i małe dziewczynki w parku. Jest wielkim miłośnikiem kotów, ale większość kotów o tym nie nie wie, bo zmyka na widok zbliżającego się w ich kierunku Mopka. A on tylko chciałby się bawić.
Zdjęcie konkursowe pokazuje, jak wielkie serce ma Mopek, pozwala "Kotu dochodzącemu" na Mazurach bezczelnie wyjadać swoją karmę z miski. Gdyby tak kotek jeszcze chciał się z nim bawić byłby zachwycony. Dlatego startujemy w konkursie organizowanym przez Klub Kota Jasna 8. Myślicie, że mamy szansę?
Nasze archiwa są pełne Mopkowych zdjęć, śmiało mogę powiedzieć, że tysiące. Mopek w różnych pozach, sytuacjach. Jest z nami wszędzie i życie jest organizowane pod Mopka :) Odkąd na Mazurach został zaatakowany i pogryziony przez miejscowego psa, z którym tylko się chciał pobawić nie spuszczam z niego oka. Krótko mówiąc mam na jego punkcie świra i wszyscy to wiedzą :)
A to kilka fotek z pierwszych miesięcy pobytu u nas.
Z siostrzenicą, dzięki niej jest teraz nasz.
Kąpiel nie jest taka zła.
Rozprawiam się z kolejną piłeczką do tenisa.
Pieszczoty z pańcią.
Noga pańci jest bardzo smaczna.
Suszenie futra suszarką też lubię,
Moje "dzieci" razem pływają :)
Pan też kocha zwierzątko mimo "obowiązków", nawet razem ucinają sobie drzemki w Kaczorówce.
Uwierzcie mi dobrze mieć takiego czworonożnego przyjaciela, on nawet wie, kiedy jest mi smutno, nie opuszcza mnie wtedy na krok:)
Wszystkich miłośników zwierzaków zapraszam do odwiedzania bloga Klub Kota Jasna 8 :)


