niedziela, 2 marca 2014

Król serc

Oj, jak ja lubię niedzielę. Bardziej jeszcze sobotę, bo potem jest niedziela, ale jak już sobota minie to i niedziela mnie raduje.

Ostatnio, baba zwana też w pewnych kręgach Mnemo, miała lenia  i wszystko jej przychodziło z trudnością czy to w zwykły dzień tygodnia, czy też w sobotę lub niedzielę Ale dziś, nie wiadomo dlaczego, obudziła się bladym świtem, nastawiła rosół, wyszła z psem, wypiła z psiapsiółą kawę, ugotowała obiad, przyjęła gości i wyprodukowała jeszcze całkiem sporo serc. Choć niektóre tylko częściowo........

W pierwszej kolejności te na tymiankową aukcję. Z psami już były, ale gdzieś tam w komentarzu, jakiś anonim zapytał o kocie serduszka. No pewnie, jak są psie to dlaczego nie kocie? I tak to Mnemo, producentka sercowa stworzyła trzy kocie serca:

Awers jest z hasłem i sloganem akcji........


 Rewers każdego serducha jest inny. Można sobie do wystroju dopasować........







Oczywiście wszystkie wylądują w DAT w Pastelowym Kurniku, a w swoim czasie zostaną wystawione na aukcję, która zasili tymiankowe miski.

Oprócz owych serduch, rzutem na taśmę Mnemo wyprodukowała jeszcze inne serducha. Te zostały umieszczone  w zakładce Mnemoserca, na chwilę obecną tam znalazły swoje miejsce.






 Chwila nieuwagi, a już sercami zawładnął psi król. Zaanektował je sobie bez pytania i już zamierzał w serduszkowym królestwie uciąć sobie drzemkę, ale zła Mnemo przepędziła biedne stworzenie skazując je na banicję na twardej  niewygodnej sofie, wymoszczonej mięciutkim kocykiem i podusią pod psią główkę.........



Jeszcze jest na mnie obrażony, że go pogoniłam z tego serduszkowego raju........temu psu przewraca się już we łbie.........



sobota, 1 marca 2014

Już niedługo jadę na porodówkę........


Ponoć nie ma to, jak chwytliwy tytuł:)))
Pomyślałyście sobie, ale ta Mnemo jest, nic się nie przyznała??? A teraz se jedzie........

No nie przyznała, bo nie miała do czego, a na porodówkę to jechała, ale lat temu dwadzieścia parę....dokładnie 2 marca w czwartek. Czyli nie tak całkiem ocyganiłam:)))

A chwytliwy tytuł był po to, żeby Wam pokazać, co dostałam.

Po pierwsze, primo, dotarł do mnie  Janioł z Tymiankowej aukcji w Pastelowym Kurniku. Kto jeszcze nie czai, kuma, o co chodzi to zapraszam, ciągle przybywa nowych fantów, a co jeden to ładniejszy. Za parę groszy możecie zrobić sobie śliczne rękodzielnicze prezenty, a podopieczni Tymianki będą miały pełniejsze brzuszki.

 Pamiętacie tą reklamę, kiedy chłopiec mówi "dobjo powjaca" ?I prosi o 1% podatku?
 Pamiętacie, kto nie pamięta, poważnie, warto pomagać, ja tam wierzę, że "dobjo powjaca".


Ledwo kupiłam tego aniołka, a pieniążki poszły na Tymiankowe bidule, a dobro już zaczęło się zastanawiać, jak ma do mnie wrócić.
I wróciło!!
!Bo czym w takim razie jest przesyłka od CudARTeńki? Ani nic od niej nie kupiłam, ani nic nie wygrałam, ani wylosowałam, po prostu......dostałam....i zobaczcie co.

To jest płyta, stara płyta, z tangami z jednej strony z walcami z drugiej. Jednym z nich jest walc Fale Dunaju, który tak szarpał moją dziecięcą wrażliwością, że aż pląsałam tuląc w ramionach a to kota, a to psa. Płyta była ebonitowa, nie miała etui, więc była wsuwana pod telewizor na przechowanie.
 I kiedyś, ktoś ten telewizor przesunął, płyta spadła i się zbiła i ........skończyły się tańce......

CudARTeńka zapamiętała ten mój post i postanowiła mi zrekompensować stratę sprzed lat.


Nie zabrakło też kartek haftowanych haftem matematycznym. Nie mogłam uwierzyć, że to jest ręczna robota. Takie to równiutkie i precyzyjne, ale CudARTeńka robi je naprawdę ręcznie. Szykujcie się na nie bo pojawią się na aukcji w Pastelowym Kurniku. Powiększcie sobie zdjęcie i zobaczcie jakie te niteczki cieniutkie. Kaczor,ten na dole wygląda, jak prawdziwy kaczor, mieni się cały, a kaczuszka subtelniejsza, jak to kaczka, ma mniej połysku. Wypisz wymaluj, Wu i ja:)))


 I jeszcze jedna próbka hafu matematycznego. Zdradzę Wam w tajemnicy, że CudARTeńka potrafi w ten sposób ozdabiać książkę. Niewiarygodne.Misterna robota prawda?


Dziękuję Ci CudARTeńko, ja tam wierzę, że "dobjo powjaca" :)))


I oczywiście nie przestanę zachęcać do odwiedzenia Pastelowego Kurnika, gdzie można będzie na aukcji znaleźć także moje serducha. Pieniążki z aukcji idą w całości na bidule, ja wysyłam serducha na swój koszt:)))



A jutro zamiast jechać na porodówkę zrobię dobry obiadek, zapalę dziecku świeczki na torcie i wypiję z nim toast urodzinowy czerwonym winkiem. Już mu wolno, pełnoletni:))

czwartek, 27 lutego 2014

"Cuda -wianki na Tymianki" - Mnemo śle fanty

To hasło będzie nam przyświecało, razem ze sloganem "Pokochaj Tymianki, daj cosik u Hanki" pod koniec marca, kiedy to w Pastelowym Kurniku, będziemy licytować fanty na rzecz psich bidul w domu Tymianka. Dobrze Hana z Miką wymyśliły, żeby fanty już przysyłać, a kto będzie miał ochotę już teraz będzie mógł coś z galerii prac wybrać i tym samym zapełnić pustawe psie miseczki.

Ja obiecałam, zrobić serduszka. Na początku myślałam o takich kolorowych, zwykłych, które sobie i innym szyję, jednak potem przypomniał mi się transfer!!!! Przecież można zrobić transfer, na dodatek tematyczny, na tkaninie, a potem uszyć serduszka. Tak też uczyniłam i mam do zlicytowania ( na razie) trzy serduszka, na których umieściłam i hasło przewodnie i slogan. 

Jeśli już zostaniemy właścicielkami/lami  takiego serduszka, to zawsze będzie nam ono przypominało o Tymiankowych psiulach i Pastelowym Kurniku, którego gospodynie z dobroci swych serduszek uknuły tą akcję, za, co im chwała:))))

Niezwłocznie zdjęcia  wysyłam do Hany, która umieści je w zakładce swojego bloga Dom Aukcyjny Tymianek's. Tam też zostały opisane zasady zakupu/licytacji itd, itp.

Rewers albo awers, jak kto woli


 Awers lub rewers dla bardziej wymagających:)))


Tak sobie wyglądają dyndające na krześle........


A tak stojące na komodzie.....




No i jeszcze uwieszone tu i ówdzie......






Krótki opis techniczny: serduszka uszyłam na 100 letniej singerce, z bawełnianej tkaniny o dość grubym splocie, koloru ecru. Transfer to nic innego jak odbitka wydruku na materiale, a wypełnienie to standardowe wypełnienie do poduszek. Serduszka są ozdobione koronkami z bawełny, wstążeczkami i sznureczkami satynowymi  tudzież starymi guzikami lub nowocześniejszymi perełkami. Myślę, że wniosą troszkę radości do każdego domu, do którego trafią, a Tymiankowi podopieczni może dostaną za te pieniążki michę lub dwie.

Zapraszam więc do Pastelowego Kurnika........



P.S.

Dziękuję za Wasze wczorajsze i dzisiejsze słowa pod poprzednim postem:)))))

środa, 26 lutego 2014

O tym, jakie Mnemo ma rozterki....

Sama nie wiem, czy pisać o tym. Jednak mam pewien problem, który mnie męczy i wpędza w rozterki, bo dotyczy bliskiej mi osoby, bardzo kochanej zresztą.

W mojej hucie nudzić się nie można, przez cały dzień odpowiadam na pytania ( mądre i durne), słucham, tłumaczę, a najczęściej mówię, mówię, mówię. Podejmuję decyzje jedna za drugą, rozwiązuję konflikty mniejsze i większe, przepraszam, wyjaśniam, słucham narzekań,  podnoszę na duchu, dodaję energii, zachęcam, wydaję dyspozycje, zwracam uwagę, przy okazji zetrę kurze (bo sprzątaczka nie zauważyła, ale już poszła do domu), " naprawię jakiś mebel, bo się odkręciła śrubka i najlepiej to ślusarza wezwać, a roboty na 2 minuty "palcyma", pozbieram papierki, obsmarkane chustki do nosa, bo ludność nie zwykła używać kosza na śmieci. Oprócz tego mailuję, rozmawiam przez telefon i odpowiadam na pytania, które ktoś mi nagle zadaje nie zwracając uwagi na to, że już na ten przykład rozmawiam przez telefon. Jednocześnie wyliczam różne dane w różnych konfiguracjach, bo jeden chce dane z góry do dołu, a inny te same, ale policzone z prawej do lewej. Nieustannie też czegoś szukam, często też tego, czego być może nigdy nie było:)))To zaledwie kilka przykładów z jednego dnia w mojej hucie.

Bywają dni, w których wydaje mi się, że niechybnie czekają mnie w najbliższym czasie wakacje w domu dla bardzo, bardzo, bardzo nerwowo chorych w Tworkach, albo jakimś innym Kościanie. Nie dziwcie się, więc, że kiedy przychodzę do domu to ostatnią rzeczą, której mi się chce to rozmawiać, odpowiadać na pytania, słuchać narzekań i relacji ze wszystkich dopołudniowych wiadomości telewizyjnych. Pragnę minimum godziny pełnej ciszy.
Wydawało mi się, że znalazłam ostatnio na to sposób, o 17:00 ( jak mi się uda do tej pory wrócić) zaczyna się taki jeden serial. Głupi, bo głupi, ale bywają w nim śmieszne teksty, zjadam więc pośpiesznie jakiś obiadek, uciekam do "panieńskiego pokoju" i na leżąco oglądam ów serial przez 50 minut. Tzn. próbuję oglądać. No i po tym przydługim wstępie dochodzę do meritum.

Bo niestety, kilka razy w tygodniu, równo o 17:05 ( no czasem 17:15) mam odwiedziny........ Nie chcąc być  niegościnną zwłóczę się z tego wyrka, ale już nici z godzinnego prawie bezmyślnego gapienia się na głupi bo głupi, ale czasem śmieszny serial, koniec mojej godzinki ciszy, której wyczekuję od ranka. Już sam ten fakt uruchamia we mnie jakiś agresor, takie coś w środku, co się trzęsie i drży ( kiedyś tego nie miałam)  bo wiem, że  podczas tych odwiedzin zawsze, ale to zawsze usłyszę:  kto i co powiedział dziś w telewizji, jakie to łobuzy ci politycy, usłyszę całą relację z Ukrainy ( albo dowolnie innego zakątka ziemi w zależności od sytuacji)  i własne przemyślenia na ten temat, nie zabraknie też o służbie zdrowia, zegarkach Nowaka, podatków Hoffmana, min Kaczyńskiego, wilczych oczu  Tuska.........  Odpowiadam też na różne pytania, bo głupio tak siedzieć i milczeć, choć w zasadzie tylko na to ma się ochotę. Ale mój agresor  wewnątrz rośnie i mam wrażenie, że mnie za chwilę rozerwie na strzępy. Dziś mnie prawie rozerwał, bo oprócz tematów wymienionych wyżej padł temat krzeseł za 10.000,zł i stole za 170.000 zł, które to rząd (?), gdzieś tam sobie kupił, " a  głupich ludzi to się oszukuje itd.itp." Wszystko świetnie, wszystko rozumiem, mnie też wkurza to, co się dzieje i w polityce i w gospodarce i w wielu jeszcze innych dziedzinach, ale kurza i motyla noga, czy dysputowanie o tym w każdym polskim domu, przez całe godziny i codziennie to zmieni? Czy te kupione już kiedyś krzesła nagle znikną i nie będą już kupione? Czy ja mam na boga na to jakiś wpływ, że tak się dzieje?  Dla mnie gadki o tym wszystkim to bezsensowne bicie piany i nie po to nie oglądam wiadomości w TV ( chyba, że podsłyszę, jak WU ogląda), żeby mnie raczono wbrew mojej woli opowieściami o tym wszystkim, dodatkowo z recenzjami własnymi osoby przekazującej. I choć zwykle jestem grzeczna to dziś nie wytrzymałam. Najpierw zamilkłam, co oczywiście zostało zauważone przez Wu, a kiedy doszło do tych nieszczęsnych krzeseł za 10.000 zł i  "rozbójnictwie w biały dzień polityków" to zduszonym głosem poprosiłam o zmianę tematu, na jakiś inny, może o nadchodzącej wiośnie na przykład............a potem dodałam, że naprawdę, bardzo proszę, ale nie chcę już słuchać ani o polityce, ani o krzesłach, ani o Ukrainie ani o niczym innym, chcę po prostu ciszy.......bo mam ostatnio trudne dni w pracy i też tylko słucham narzekań..........
Nastąpiła konsternacja, Wu się wkurzył i wymieniliśmy parę ostrych zdań, chyba za ostrych, kiedy gość w domu, gość........... zebrał się do wyjścia, bo stwierdził, że awantura jest przez niego.......... ja poczułam się  głupio...........................

No i co ja mam zrobić?


Chyba i tak skasuję tego posta..........

piątek, 21 lutego 2014

Mnemo szykuje się do akcji......................

Mnemo przygotowuje si ę do akcji "Cuda- wianki na Tymianki", wspomagane sloganem  "Pokochaj Tymianki daj cosik u Hanki". W tym celu uruchomiła swoją ponad 100-letnią singerkę i  rozpoczęła produkcję fantów.






Wcześniej jednak zajęła się transferem. Bo te serduszka mają być unikatowe, niepowtarzalne, jedyne w swoim rodzaju. Czy będą? To się okaże. Zobaczymy ilu i za ile będzie na nie chętnych:)



Etap dzisiejszy zakończył się wypchaniem serduszek, jutro będzie etap wykończeniowy, a potem zdjęcia  serduszek powędrują do Pastelowego Kurnika, gdzie będą oczekiwać na AKCJĘ.  Dla niewtajemniczonych wyjaśniam, że "fanty" będzie można licytować, a pieniążki w całości będą przekazane dla Tymianków. Szczegóły będą dokładnie opisane na blogu Dzika Kura w pastelowym kurniku. 
W poprzedniej akcji, którą w Pastelowym kurniku rozbujały Hana i Mika zostało zebrane ponad 1000 złotych dla podopiecznych Ori.
Wiecie ile to misek z jedzeniem? Ja nie wiem, ale myślę, że choć troszkę, troszeczkę, ciutkę, czy ociupinkę wspomożemy te mordki, łapki, ogonki i brzuszki, którymi opiekuje się Ori.

P.S.
Pokażę serdusia w całości  po wykończeniu na tip-top.