poniedziałek, 2 lutego 2015

Jak to na feriach zimowych bywało

Przeglądając z dzieckami stare albumy ze zdjęciami natknęliśmy się na list pisany przez Młodego z ferii zimowych.
Jedna strona była pisana dla mamy, druga dla taty.
Z treści listu nie wynika, żeby Młody się tam fantastycznie bawił.
List jest raczej smutny i pewnie mu tam było źle. Komórek wtedy nie było. Dzwoniło się do dziecka na telefon stacjonarny raz na kilka dni. Musiało starczyć i jemu i mnie. Ciężko przeżywałam te jego wyjazdy, szczególnie w młodszych klasach i tak daleko. Ten list był napisany pewno w 2-3 klasie szkoły podstawowej, z wyjazdu do Sromowiec. Tam go nie odwiedzaliśmy, za daleko. Bliżej było do Maróza pod Olszynkiem, gdzie wyjeżdżał na kolonie letnie. Maróz chyba lepiej wspomina, była woda (tam się nauczył pływać) i były dyskoteki, te udane. Tak udane, że, jak kiedyś pojechaliśmy w odwiedziny to tylko się przywitał i już "musiał" lecieć...na dyskotekę.



Ja też nie przepadałam za wyjazdami, pierwszy tak mnie skutecznie zniechęcił, że odmawiałam wyjazdu na kolonie przez kolejnych 6 lat.
Pierwszy raz na kolonie pojechałam w 2 klasie szkoły podstawowej. Wydawało mi się, że te kolonie to były daleko, tak mniej więcej za siedmioma górami i rzekami. Bardzo daleko od mamy.
Tak naprawdę to było 11 km od domu:)
Zakwaterowali nas w namiotach wojskowych, padał deszcz. Siedzieliśmy pod tymi namiotami i nikt się nami nie interesował. Tylko wychodziliśmy na posiłki. Pierwszego wieczora zaczęłam płakać, cichutko w poduszkę. Następnego dnia też padał deszcz, a ja już beczałam całkiem jawnie. Strasznie mi było tęskno za domem. Przestałam jeść, nie mogłam nic przełknąć. Wieczorem ryczałam tak potężnie, że się w końcu mną zainteresował jakiś wychowawca. Nie dałam się niczym przekonać i koniecznie chciałam wracać do domu. Dopiero, jak mi obiecali, że mnie następnego dnia odwiozą to beczeć przestałam.
Obietnicy dotrzymali i następnego dnia odstawili mnie do domu. Resztę wakacji spędziłam pasąc krowę i byłam bardzo szczęśliwa:)
Przez kilka kolejnych lat nie było mowy, żebym jechała gdziekolwiek, nie i koniec.
Wolałam krowę paść. Moją ukochaną Bachę.
Na kolejne kolonie pojechałam w 7 klasie, gdzieś pod Gorzów Wlkp. Tam zakochał się we mnie jeden z najładniejszych chłopców na koloniach. Bardzo mi się to schlebiało, dziewczyny mi zazdrościły, ale on się chciał całować!!! Tak jakoś zaraz za dwa, trzy dni. A ja byłam zielona w tym temacie i miałam zasady.
 Wyobrażałam sobie, że najpierw trzeba troszkę ze sobą pochodzić.
 Nie chciałam się całować. a on mnie bez mrugnięcia okiem  rzucił dla jakiejś poznanianki. Ona nie miała oporów przed ściskaniem się z owym chłopcem. Ba, przychodził w nocy do jej łóżka (spałyśmy w jednej, wielkiej sali). Przeżyłam zawód miłosny i zwątpienie w męską część gatunku:))
A potem to poszłam do liceum i wyjeżdżałam, ale już na innych zasadach i było całkiem, całkiem fajnie:))
Nie musiano mnie już odwozić do domu:)

P.S.
Dziś dzieciaki chyba też nie mają lekko na wyjazdach, w szkole nie jest lekko, a  koledzy niektórym nawet w necie nie dają spokoju. I to nie tylko jest "wyśmiewanie".
A jak to było z Waszymi dziećmi na wyjazdach, a może pamiętacie, jakieś swoje własne przeżycia?

P.S.
Wstawiam list córci Hany z letniego wyjazdu. Córka miała wtedy 9 lat, list jest rzeczowy, sam konkret:))



niedziela, 1 lutego 2015

W stronę Mazur...


Jeśli nie na Mazury to chociaż w stronę Mazur. Bo tęskno już okrutnie, a w szczególności, kiedy człek zobaczy takie lazurowe niebo za oknem i słonko świecące radośnie, jak dziś. Nie chce się siedzieć w murach, albo dreptać parkowymi alejkami. Szczególnie, że zafajdane przez wrony tak, jak i każda ławeczka, że nawet cupnąć choć na chwilkę się nie da.
Wstajemy, pijemy kawkę i ruszamy, bo i Madzia lada moment się zatka, więc trzeba jej po cylindrach trochę dać. Taki jej urok, choć raczej nie urok tylko francuskie, technologiczne rozwiązanie zwane filtrem cząsteczek stałych. Zmora dla tych, co nie ruszają w dłuższe trasy. Może się skończyć naprawą za kilka tysięcy złotych, a tego Mnemo baaaardzo nie chce, oj nie chce.
Wu zaordynował tym razem, jedziemy do Serocka, bo to w stronę Mazur. Setki razy przejeżdżaliśmy przez tą mieścinkę, ale ani razu się tam nie zatrzymaliśmy, aż do dziś.
A mieścinka ładna, a jeszcze ładniejsze ma tereny rekreacyjne na Narwią. O tej porze roku puste raczej, choć kilku spacerowiczów spotkaliśmy.
Było słonecznie, powietrze wiosenne prawie, choć oznak wiosny nie spotkaliśmy jeszcze żadnych, ale sama bliskość wody i zacumowanych łódeczek mazurskie klimaty bardzo przypominała.









Moim zdaniem kot też wyszedł na wiosenny rekonesans, siedział przed bramą i mrużył oczy w słońcu. Wyraźnie korzystał z przepięknej pogody.



A po powrocie szybki obiadek, nasza najulubieńsza, mało pracochłonna zapiekanka ziemniaczana.
A jaka pyszna, a jak syci, a ile ma kalorii!!!! Ale to nic... niech sobie ma:)


A teraz Mnemo z pełnym brzuszkiem się leni:)




piątek, 16 stycznia 2015

Zbiory muzelane

Czas leci, wspomnienia z wycieczki zaczynają blednąć, ja nie mam weny. Jednym słowem klops, a może tylko zbyt długo już trwa ta ciemność? I to ona powoduje, że człek taki zdechły?
Napstrykałam zdjęć, całe setki, niektóre robiłam z myślą o Was, koniecznie chcę się wywiązać z obietnicy ich pokazania. To zdjęcia z muzeum na zamku w Lourds. Tylko, że łeb mam pusty i z narracji będą nici.....

Dla Wszystkich miłośniczek pięknych mebli, które przetrwają wieki zrobiłam te:









Nie pogardziłabym żadnym meblem, szczególnie szafą i miałabym kłopot, którą wybrać. Wszystkie ładne.

Zauroczyły mnie wyroby ....no i teraz już nie pamiętam, porcelanowe czy fajansowe. Jest zgrabny bidecik z "czajniczkiem" do polewania wiadomej części ciała.



 Jest urocza umywalka, tylko, czy w tym można się było umyć?




Waza, sądzę, że na zupę, a niżej naczynia do picia....



Ustrojstwa poniżej powinna rozpoznać Owieczka Rogata ( jak tu zajrzy), pierwsze ustrojstwo służyło podejrzewam do wyczesywania runa...


 To jest może krosno? A może zupełnie coś innego?


W prawym dolnym rogu poznaję kołowrotek...
To z większym kołem ekhm.....nie wiem do czego służy:))


Na fotce poniżej mamy kolekcję czepków. Nie żałuję,( w tym przypadku), że moda ulega tak szybko zmianom i dziś nie mamy obowiązku nosić czepców na głowie. Wyjątkowo nie lubię nic umieszczać na czaszce.

Wyobrażacie sobie iść w czepku spać?? Bo i nocna wersja też obowiązywała:)


Kilka tradycyjnych strojów z obszaru Pirenejów...




 I ekstra saboty. Z taaaaakim czubkiem:))) Usnułam koncepcję, że te czubki służyły do rozgarniania śniegu zimą......


Na koniec kolekcja latarni dla wołów i dzwonków, w które je zaopatrywano.
Latarenki, całkiem słusznych rozmiarów, były montowane, na jarzmie, między wołami, zapalano je po zmroku. I tak sobie szedł zaprzęg ciągnięty przez woły, świecąc i dzwoniąc. Musiał to być uroczy widok.







Mam jeszcze coś dla Lidki, ale to, jak kolejny raz drgnie ciutkę wena:)))

sobota, 10 stycznia 2015

piątek, 9 stycznia 2015

Zaginął Jarek Komorek.

Zięć naszej blogowej koleżanki zaginął. 
Przekazuję prośbę zrozpaczonej rodziny, proszę udostępniajcie, gdzie możecie......

"Kochani, wszyscy czytelnicy tego bloga. Wczoraj zaginął mój zięć, Jarek Komorek. Poniżej wklejam apel opublikowany na FB. Proszę, udostępniajcie, rozglądajcie się, cokolwiek możecie. On może być wszędzie. Jakiekolwiek informacje na FB lub pod nr telefonu 604 12 59 17.
https://www.facebook.com/events/580832388684879/

W czwartek rano (ok. 8:00-8:30) mój mąż Jarek wyszedł z domu. Po drodze spotkał sąsiadkę, powiedział jej "dzień dobry". To był ostatni moment gdy Go widziano.
Nie wziął ze sobą ani telefonu ani portfela. Nie miał żadnych dokumentów ani pieniędzy.
W Jeleniej nie ma znajomych, żadnego adresu pod który mógł by się udać.
Jesteśmy szczęśliwym małżeństwem. Mój mąż jest najbardziej rzetelną osobą jaką znam. Kiedy zastanawiam się co musiało by się stać, by nie dał znaku życia boję się myśleć.

Przede mną długa noc. Będę Go szukać. Może Jarkowi coś się stało, może potrzebuje pomocy.
Proszę Was, rozejrzyjcie się choć przez chwilę. Może ktoś widział mojego męża i może mi udzielić informacji o Nim.
Dzwońcie na numer 695 671 640"