środa, 20 maja 2015

I po candy!

Dwudziesty się zaraz kończy, więc czas na zakończenie rozdawajki.
Odnotowałam 26 osób chętnych na miodek mniszkowy i syropek sosnowy.
Wu został poproszony o wystąpienie w roli sierotki i sprawił, że słoiczki pojadą do Martek, która umieściła taki oto wpis.

Zdazyłam jeszcze się dopisać do rozdawajki?
zdążyłam :-)
Chce to oczywiste :-)
Piękne zdjęcia i aż mi tym bzem zapachniało, i pszczoły słyszę - och, ach
A Twój urobek wygląda przecudnie "

Martek poproszę o adresik na maila, natomiast wszystkim pozostałym bardzo dziękuję za wzięcie udziału w zabawie.

Zaglądajcie czasem, bo przecież sezon na przetwory dopiero się zaczyna, a ja chyba w tym roku mam na nie chęć. Musi tak być, bo po, co bym znowu dziś kupiła kolejną baterię słoiczków?

Już wkrótce zacznie kwitnąć czarny bez, z którego też robię miodek lub soczek. Niezawodny na przeziębienia.

Chętnie podzielę się i tym smakołykiem, więc będzie okazja do kolejnego candy.

Mogę te wszystkie dary natury zbierać bez obaw, bo to czysta okolica, wśród lasów i nieużytków. Nie ma tam w zasadzie pól uprawnych, co do których mogłoby istnieć podejrzenie, że są tam stosowane opryski. Domostwa opalane są głównie drewnem, a jest ich i tak tylko 7 chałup. A ja i tak zbieram "za wsią". Do najbliższej drogi asfaltowej są 2 km przez las.
Krótko mówiąc nasza wieś to zadupie. Ale za to jakie piękne zadupie.
To obszar Natura 2000, a dosłownie kilkaset metrów od nas zaczyna się Mazurski Park Krajobrazowy.
W miodkach i syropkach nie ma alkoholu, żadnych barwników sztucznych. Jest woda, cukier, kwiaty mniszka, lub  młode pędy sosny(przefiltrowane) i dodatki np. laska wanili, cynamon, lub skórka z pomarańczy. Czasem listek mojej własnej mięty. No i naturalny osad z pyłków w słoiczkach.




Miłej nocy. Ja zmykam.
Huta wzywa z rańca.

niedziela, 17 maja 2015

Candy czy cuś:)

Ta pogoda majowa mnie wnerwia. W tygodniu nawet ciepło, na weekend robi się wietrznie i synoptycy humor psują zapowiadając całe 12 stopni. I nawet się skubani nie pomylą.
 W piątek, wieczorem wiało lodowato, a ja latam i nakrywałam, to, co z ziemi łebki wystawiło, bo zapowiadali przymrozek.
Dziś łeb urywało i co chwilę deszczem siało, tylko po to, żeby mi chyba popsuć humor do reszty i spowolnić realizwanie zamiarów.
A mam ich bez liku.
Nie wiem, dlaczego, ale w tym roku naszło mnie na przetwory wiosenne. Latam, więc po ugorach i lasach, zbieram dary natury, a potem we wszytskich garach moczę i obrabiam urobek.
Naprodukowałm trochę miodów z mniszka i syropu sosnowego. Nasuszyłam listków brzozowych, pokrzywy, pąków sosny. Nastawiłm mniszkowe winko. Jeszcze trochę, a zacznie kwitnąć czarny bez. Z niego też można zrobić smakowity syropek do herbatki. W razie niemocy, przeziębienia, wszytkie powyższe będą, jak znalazł.
Wu dobrze to ujął produkuję "specyfiki od siedmiu bleści".
Oprócz tego, upiększamy i ulepszamy, co się da. Zbudowałam kwietniki z palet, ale pokażę, jak zarosną ładnie kwieciem.
Nie muszę chyba zapewniać, że w Kaczorówce i okolicach jest ślicznie. Wszystko kwitnie i pachnie. Bzy właśnie zaczynają swoje szaleństwo. Tylko ta pogoda nie pozwala się cieszyć majem w stu procentach.

Dawno nie robiłam żadnej rozdawajki, więc pomyślałam, że może podzielę się z Wami małą próbką moich przetworów.
Słoiczek miodu z mniszka z dodatkiem laski wanili i cynamonu, oraz słoiczek syropu sosnowego jest do wzięcia.
Wystarczy zgłosić w komentarzu taką chęć.
Można u siebie wstawić banerek, ale nie jest to konieczne.


Niestety Czar Kaczorówki jest tylko jeden. To ubiegłoroczna produkcja. Egzemplarz okazowy. Nalewka na borówkach leśnych. Pyszna, powielę w tym roku na wiekszej próbce:)

Zarówno miodek, jak i syrop nie zawierają grama alkoholu.
Młode pędy sosen i mniszki zbierane w czystej okolicy, wśrod lasów Puszczy Piskiej. Najbliższa droga asfaltowa jest 2 km dalej i nie jest to autostrada:)



Naklejki na słoiczki są oczywiście z lekka żartowbliwe, więc opis zastosowania trzeba brać z  przymróżeniem oka.
Syropek z sosny dobry jest na kaszel, więc można go sobie łyknąć na łyżeczce lub wlać do herbatki, toż samo miód z mniszka.
Taki domowy wyrób to super zabawa, która mnie przez ostatnie dwa wyjazdy pochłonęła całkowicie.
Na dodatek poczęstowałam już tymi wyrobami kilka osób, a że im bardzo smakowały to nabrałam jeszcze większej ochoty na produkcję:)

20 maja ( jak mnie huta nie wessie, muszę to zaznaczyć) zrobię losowanie i dwa słoiczki polecą gdzieś w świat.

Na dobranoc.
Tak zaczynaja kwitnąć nasze wsiowe bzy...


A tak kwitną jabłonki.


P.S.

U kota bez zmian. Przyjeżdżamy już czeka.
Je, śpi, włazi na kolana, atakuje zza krzaków, znika na całe godziny. Jak to kot.
Odjeżdżając zostawiliśmy go w takim stanie, z czubatą miską jedzenia na zapas.



poniedziałek, 11 maja 2015

Filmowa kariera Wu.

Po sobotnim słońcu, niedziela przywitała nas pogodą raczej smętną, a koniec, końców burzową. Być może natura odniosła się w ten sposób do zaplanowanego na ten dzień wydarzenia, czyli statystowania Wu w pewnym filmie. Miał tam wystąpić we wstrząsającej roli jednego z dwóch ludzi z szafą.  Wyjeżdżając w piątkowe popołudnie z miasta, nawet przez chwilę nie przypuszczałam, że WU czyni oto nieświadomie swój pierwszy krok do filmowej kariery, ale co się stało to się nie odstanie. Pozostaje jedynie mieć nadzieję, że "to się wytnie", jak skwitował swój debiut Wu.
Dodatkowym smaczkiem w tej całej historii jest fakt, że  Roman Polański też skromnie zaczynał swoją światową karierę, od studenckiej etiudy pt. "Dwaj ludzie z szafą", co  karierze Wu zdaje się nieźle wróżyć ;). Następnym kursem na Mazury, musimy koniecznie zabrać dłuuuugi czerwony dywan, do rozwinięcia na obu schodkach na Kaczorówkowy taras:)

Kiedy Wu odgrywał swoją rolę, ja zajmowałam się zwierzakami, bowiem kręcenie zdjęć odbywało się w pobliskiej fundacji, gdzie czterołapych i dwunogich nie brakuje.

Stąd to oblężenie przez przesympatyczną psią sforę, o której wzmiankowałam w poprzednim poście.




Wszystkie czterołape łasiły się, ocierały o nogi, machały ogonami i lizały po łapkach. Jeden nawet chciał mnie sobie zatrzymać na własność przysiadając mi na nodze, a potem, żeby jeszcze bardziej przywłaszczyć na nodze mi się położył.






Na psach i  kotach się nie skończyło, bo na wybiegu czekały dobrze mi znane koleżanki.
Urodna blondyna o rubensowskich kształtach z wykwintnym makijażem na ryjku.



Był też aligancki kawaler, który prezentował swe wdzięki ze wszytskich stron głośno przy tym pochrumkując i mlaskając. A na końcu bezczelnie się odpryskał tuż pod moimi stopami. Można powiedzieć, że mnie zwyczajnie olał, choć nie rozumiem tego postępku, bo przecież założył na okoliczność mojej wizyty dizajnerski garnitur z mazurskiego błotka i nastroszył resztki bujniejszego onegdaj owłosienia.





Z daleka pomachałam do mojej sympatii osła Lopeza i przywitałam się z dwunożnymi krewniaczkami, które akurat z mojej wizyty nic sobie nie robiły okupując wóz, którym wozi się po okolicy niemieckich, zazwyczaj turystów.



Kariera, karierą, ale zanim dojdzie do następnych Oscarów, gdzie niewątpliwe swój finał znajdzie niezapomniana rola Wu, jako człowieka z szafą, należało wrocić do rzeczywistości. Czyli grabie, taczka, szpadel, który spokojnie oczekiwał oparty o donicę na powrót córy marnotrawnej, czyli mnie.


Światła lamp zgasły, Mnemo przywdziała swój stój codzinny, związała owłosienie w precla i poszła z westchnieniem ulgi w grządki.
Plan filmowy jednak jest męczący i czasochłonny, choć zdaje się dubli wielu nie było:)

P.S.
Po tych Oscarach załatwię Wam po znajomości autografy;)



niedziela, 10 maja 2015

Wino z mniszka, miód z mniszka...

Wróciłam. Znowu bardzo dobrze spożytkowane dwa dni miałam. Dużo pracy "na roli", co dla mnie oznacza dużo przyjemności, mnóstwo przyrody, zieleni zapachów. Szkoda, że już późno, więc tak na szybko dla zainteresowanych.

Wino z mniszka, czyli naszego zwykłego mlecza.

Wino z mniszka nosi nazwę STRATO.
Składniki:3 l kwiatów,3 l wody,1 kg cukru,garść rodzynek, 3 cytryny lub pomarańcze. Kwiaty zalać wrzącą wodą i odstawić na 12-24 godz.potem przefiltrować, dodać rodzynki, cytrusy pokrojone w plastry (ze skórką) i cukier. Ja dałam pół porcji cytrusow ze skórą, pół obrałam. Odstawić na 3 tygodnie, od czasu do czasu mieszając. Ponownie przefiltrować i wlać do butelek, ale zbyt mocno nie korkując. Odstawić na 6 tygodni. Znowu przefiltrować, rozlać do butelek i tym razem mocno zakorkować.
Ja oczywiście nie trzymałam się ściśle przepisów. Konsultowałam netowo poszczególne kroki z siostrą, która zna to wino jeszcze z czasów, kiedy mieszkała w Czechosłowacji, tam było bardzo popularne.
Wstawiłam słoje "na górkę", żeby miało ciepło. Słoiki owinęłam streczem, w którym zrobiłam dziurki. Słoje wstawiłam do wielkiej michy, żeby podczas fermentacji nie doszło do zalania podłogi czy cuś.
Wygląda po wymieszaniu składników tak:


Gotowałam też syrop z mniszka. Z dodatkiem cynamonu i laski wanilii. Smakuje bosko.


Razem wyglądał mój urobek tak, a jeszcze przywiozłam "materiał" do domu na syrop, żeby zrobić więcej słoiczków.


Nazrywałam też sosnowych przyrostów na kolejny syrop, tkwią teraz w lodówce, nie miałam już czasu przerobić.

W tym poście http://de-kupa-ge.blogspot.com/2015/05/jedyne-takie-meble-niepowtarzalne.html, pokazywałam mebelki powstające w Kaczorówce i niniejszym udowadniam, że stolik jak najbardziej jest użytkowy. Proszszsz, do czego może służyć!!!!


Kocisko mi się dziś naraziło, oszczał firankę pod blatem na tarasie  i poszedł w długą. Nie było go kilka godzin, a potem wrócił, zeżarł obiad i położył się spać.


A na koniec...mam to.
Mnemo i psia zgraja. Jeśli się dobrze doliczyłam było ich między 8 a 10 sztuk. Wszystkie chciały miziana, łasiły się i dopominały pieszczot.
Szczegóły wkrótce.
Jedno jest pewne, zwierzęta mnie chyba kochają:)


Ten, którego tak czukle przytulam, był cudnej urody i jeszcze cudniejszego uspodobienia. Sama łagodność, ale one wszytskie takie były. Ten najdalej na planie, wiekowy staruszek ledwo chodził, ale też przyczłapał.

Jejku, szkoda, że już tak późno, a jutro wio do huty.
Będę śnić o Mazurach, przetworach, łopacie i grabiach.
Chyba jestem stuknięta:)

sobota, 9 maja 2015

Kocie opowieści i inne.

Kocisko rozzuchwaliło się na dobre. Czekało na nas na schodkach. Ledwo przyjechaliśmy od razu zaczął swoje miauki, dopominał się nachalnie żarcia. Pochłonął całą puszkę i chciał więcej. Nie dałam, żeby mu nie zaszkodzić.
Rano poleciałam do gminy po tabletę na robale i krople na kleszcze. Wyjęłam Bandziorowi 7 sztuk z samej szyi. Fuj, opite, jak bąki.
Potem uczyłam kota kultury, bo menda łazi po stołach i ściąga, co się da, mimo pękatego brzucha.

 Udaje rysia.


Proszę, jaki kulturalny:)


A na Mazurach, to, co zwykle. Taczki, grabie, łopata. Posadzone i posiane już wszystko. Teraz ma tylko rosnąć.
Rododendron posadzony w zeszłym tygodniu rozkwitł już kompletnie. Jest niesamowity. Ma jedenaście kwiatów, każdy wielki jak deserowy talerzyk. I są czerwone.


Kwitną jabłonki w lesie i dzikie gruszki. Owoce mają tak paskudne, że nie nadają się zupełnie do niczego. Cierpkie i twarde, ale kwitną urodziwie.





Spodziewajcie się w tym roku urodzaju jagód. Nie mogłam uwierzyć, że już są takie duże. A krzaczki dosłownie oblepione owocami.
W zeszłym roku robiłam nalewkę jagodową, wyszła pyszna z posmakiem czekoladowym. I była pięknego koloru. W tym roku też taką zrobię.



Zanim nadejdzie czas na jagody, będzie wino z mniszka. Z miszka będzie też miód, już pyrka na piecu. Z dodatkiem laski waniliowej i cynamonu. Nastawiłam dwa słoje na winko. Jutro to trzeba zlać, ddać cytryny, cukier i rodzynki. I zstawić w spokju na 3 tygdnie. Jestem ciekawa tego winka.


W drodze nad jezioro widzieliśmy dziwny obrazek. Na ściętym pniu brzozowym ucztowały żuki gnojarze. Spijały soczek. A myślałam, że lubią tylko gówno.


 No i jeszcze na zakończenie. spotkałam w lesie taki kwiatek. To nie jest szafirek, choć bardzo podobny. Przyjrzałam mu się dobrze. Z pewnością to kwiatek cebulkowy,..


Słonko ślicznie zachodziło, prześwietlając młodziutkie listki klonowe.A teraz czas iść już w piernaty, żeby jutro bladym świtem wstać i pić kawkę na schodkach tarasu.


  Szkoda, że weekend tak szybko mija, ale dobre i to na reset. Huta ostatnio daje popalić. Ciśnienie rośnie i wqrw mnie nie opuszcza. Co, ja bym bez tej Kaczorówki zrobiła?
Mazurskie buzi, buzi przesyłam:)