I to jest ten powód dla, którego milczę tu ostatnio. Niby nie mam na co, niby nic specjalnego się nie dzieje, ale jakoś tak mi się chce pojęczeć i posiedzieć pod przysłowiowym kocykiem.
Dzień mi się jakoś skurczył, bo zaledwie wrócę z huty to zaraz jest noc późna i znów mus zaraz wstać. Chałupa przez lato zarosła chujnią z grzybnią, tak to jest, jak człowiek w każdy łikend pędzi na Mazury......
Krasnoludki ochoczą grasują w szafie, ale ogarnąć chałupy ani myślą.....
A tu już za moment wyjazd. Łojesuuuu, czas szykować jakieś łachy na wyjazd, a wszystkie ciut przymałe.
Wywalam więc szafowe zasoby, przebieram i się zastanawiam, co ja mam zabrać. Bo niestety, ale nie potrafię się praktycznie spakować. Mam wrażenie, że na wyjeździe potrzebna mi będzie cała szafa. W praktyce większość ciuchów, które zabieram są i tak niepotrzebne. To mnie zawsze okropnie stresuje. A tym razem stresuje podwójnie, bo postanowiłam wziąć NAPRAWDĘ TYLKO RZECZY POTRZEBNE, ale nie wiem,które to są:)))
A mogłam sobie sprawić takie majty i byłoby po kłopocie:))))
Wiecie, że w tej swojej rozlazłości nie zgrałam nawet zdjęć z poprzednich KILKU wyjazdów??? I baterie w aparacie zdechły, a mnie się nie chce ich naładować........
To pokażę Wam zdjęcie z wcześniejszych wyjazdów i jednocześnie zapytam, co to jest za roślina. Bo mnie to nurtuje. Rośnie taka całymi łanami na poboczu drogi w lesie, ładna i zachęca do skubania owocków, ale nie odważyłam się, bo nie znam tej rośliny, a w atlasie roślin ani w necie też jej nie znalazłam. Może ktoś wie, co zacz?
W nawiązaniu to posta Hany pokażę Wam tradycyjne ponoć, niemieckie danie, zwane saumagen (załmagen). To ponoć jakiś krowi, czy świński żołądek nadziewany mięsem i ziemniakami. Nie jestem wybredna, ale danie owo postawiło mi kłaki na ręcach. A moje dziecię i rodzony mąż mało nie puścili pawia. Z kultury ino przełknęli parę kęsów, ale do dziś wspominają to obrzydlistwo.
Za to wszyscy troje wspominamy przeurocze wycieczki i piękne widoki.
Jeszcze troszkę i znowu takie zobaczymy, a może jeszcze ładniejsze, bo nasza trasa wiedzie dalej na południe.......
P.S. Kasiu Alzacka, prawie, jak u Ciebie, no nie???










Piękne miejsce do życia, zwłaszcza na drugim zdjęciu od dołu.
OdpowiedzUsuńPacz, a tak niewinnie to żołądkowe paskudztwo wygląda!
W kwestii pakowania też tak mam. Nienawidzę. To Ci poradzę. Weź coś na ciepło, na zimno, na deszcz, na wieczór, na spacer po plaży i na spacer w góry...
Świetna rada!!! Wyjdzie na to, że znowu całą szafę:)))
UsuńI o butach na te wszystkie okazje pamiętaj!
OdpowiedzUsuńJasne już stoją rzędem i się zastanawiam, które wziąć:))
UsuńTe płaskie i te na obcasie, klapki na plażę i traperki na góry...
UsuńA skończę i tak wszędzie w tenisówkach?
UsuńCo Ty gadasz, ze Twoje krasnoludki nic nie robiom? A kto Ci kiecki w szafie pozwezal? Pracowity narod. ;)))
OdpowiedzUsuńKiedy jade gdzies autem, to sie nie ograniczam z ciuchami, i tak dzwigac nie musze, a jak pociagiem, to wtedy biore "cebulkowo" i mam na wszystkie okolicznosci pogodowe. Wazne sa buty do wedrowania, no chyba ze chcesz zablysnac w szpilkach na Giewoncie. :)))
I kto Ci naopowiadal, ze gderanie jest passe? Jojcz, ile fabryka daje! Mowie Ci, fajnie jest i chandra szybciej przechodzi. :)
Wędrowania będzie sporo, koniecznie muszę zabrać szpilki:))
Usuńiekne miejsce, ale ten żołądek jako rzysmak to nie dla mnie :-)))
OdpowiedzUsuńObłędne majtasy, czego to ludzie nie wymyślą :-)))
Dla mnie też nie był przysmakiem, choć na świecie ludzie jedzą gorsze świństwa.
UsuńOżesz P na klawiaturze mi się zacina... wrrr...
OdpowiedzUsuńSorry...
To pakowanie ...... mam nadzieję, że jakoś ogarniesz.
OdpowiedzUsuńA dokąd konkretnie jedziesz, że się tak zapytam wprost? Bo widoki na zdjęciach imponujące som :)
Co do tego przysmaku - pierwsze go widzę, swoją drogą ;) to wedle nazwy będzie to świński żołądek. Jak zwał, tak zwał - paskudne, ale czego to ludzie nie wymyślą do jedzenia ;)
Gaciory są niesamowite :)) JUż widzę, jak ktoś w nich wychodzi na ulicę, siejąc popłoch, albo wręcz przeciwnie ;))
Gacie takie były we Włoszech, nie zakupiłam, a żałuję....na balu przebierańców na ten przykład zrobiłyby furorę.
UsuńJa się wybieram na południe Francji i dalej, Hiszpania:))
Fajnie :) To się jeszcze na ciepłą pogodę załapiecie :)
Usuńjak pomyślisz z czego jest kaszanka... albo taki salceson.... FUJ!!!! ( znaczy salceson, kaszanka ok ;-)) a flaczki??? toż to żołądek krowi w czystej postaci!!
OdpowiedzUsuń;-))))
miłego wyjazdu ( i owocnego pakowania ;-)
A wiesz, że mnie kaszanki, saclcesony i flaki nie obrzydzają?? Może dlatego, że ojciec dawno temu sam robił wyroby i były pyszne. Choć czyszczenie flaków na kiełbasy też jest zajęciem traumatycznym. Nie czyściłam, ale widziałam:))
UsuńJa , ktora nie wiem gdzie mieszkam, mam mimo zmian miejsca pobytu wciaz i ciagle...mam takie same problemy, Jezeli jezdzi sie samochodem np. z Caracas do wioseczki andyjskiej, to biore ile sie da chociaz tam wystarcza para butow, kalosze, spodnie , podkoszulki i sweter i koniec! ale jezeli jest to samolot a linie ostatnio sa wredne i waza wszystko, no to zaczyna sie cyrk.Nie moge sie nauczyc wlasciwego pakowania, Ale uspokajam sie ,ze wszedzie mozna juz zrobic zakupy i wszedzie jest tp samo oprocz Wenezueli gdzie zawsze bylo wszystko a teraz nie ma nic, wiec trzeba wozic paste do zebow, mydlo, szampon, kremy....ech!
OdpowiedzUsuńWidać to domena kobiet, takie niezdecydowanie w pakowaniu. Ale mam koleżankę, która potrafi:))
OdpowiedzUsuńW Kaczorówce też mam wszystko to nie muszę nic wozić.
O Wenezueli czytałam u Hany......zapomnielismy, jak to było, ale w takiej sytuacji też jakoś trza sobie radzić....my pamiętamy, jak to się robiło.
U nas ostatnio głośno o tym, że na zjeździe partii zgromadzeni uczestnicy modlili się do zmarłego rok temu Hugo Chaveza m.in. słowami "Chavezie nasz, który jesteś w niebie"........ale szopka.....
szopka oj szopka!!! czasem tak narodom sie dzieje!
UsuńMnemo, pakuj sie i spierniczaj spod tego kocyka tam gdzie sloneczko mocniej Cie przygrzeje.
OdpowiedzUsuńZamknij oczy i pakuj do walizki ile Ci sie zmiesci, potem usiadz na niej, ubij i dalej dokladaj co sie da :)
Buziak :)***
Nigdy takich zoloadkow nie jadlam, ba, nie widzialam nawet.
OdpowiedzUsuńWe Francyji cieplo, wiec szorty i bluzki z krotkim rekawem starcza;)
Zatrzymaj Kasiu tą pogodę, aż nie przyletę.....ja tak lubię ciepełko:))
UsuńNo właśnie, myślałam, że to przedostatnie zdjęcie od Kasi :) Ja tam z pakowaniem nie mam problemu. Jak się szykuje wyjście w czasie wyjazdu, to jakaś jedwabna szmatka, co zajmuje miejsca tyle, co w garści. No, chyba, że to nie łazęgowy wyjazd. Bo taki, to już w ogóle, tylko tiszerty, spodnie, sweterrki ze dwa. Buty wygodne som najważniejsze ! Kiedyś nie przewidywaliśmy w czasie wyjazdu, że zahaczymy o góry. I zahaczyliśmy. A że to były czasy, że nie było łatwą sprawą kupić se traperki, to na Śnieżkę wlazłam w sandałach na koturnach. Jak durna lalunia :) Że też zleźć mi się bezkontuzyjnie udało !
OdpowiedzUsuńWidziałam taka lalunię idącą na Ślężę. Bidna, ale się męczyła:)) Ja za to wybrałam się w krótkich, BIAŁYCH, spodenkach. W czasie dojazdu, w samochodzie zajadałam czekoladę, jakis kawałek spadł mi na spodenki, równiótko między nogi, a że był goronc, to mi się ta czekolada piknie rozmazała między nogami...Wiesz, jak ja wyglądałam??? A na przebranie nic nie miałam........
UsuńA to dopiero historia:)))
UsuńCo do majtek owych, to one temu co nosi oaś zastępują ... chyba? :)
OdpowiedzUsuńNie potrafięszię spakować, w upał przywożę grube ciuchy a jesienią nie wim ile czego zabrudzę, rozerwę zaleję. Ostatnio w Chorwacji rozpadły się specjalnie kupione na wyjazd buty, inne się rozkleiły a inne zaczęły obcierać.
Udanych wyjazdów i trafionych pakowań. A może wystarczy gotówka czy karta i hajda, ja bym tak chciała bez bagażu, stresu o to co się zapomni..:)
Ha, dobrze byłoby z tą karta, ale tak dobrze to nie ma, szczególnie, że ciuchów u mnie dostatek, ale ze zdecydowaniem gorzej:))
UsuńŁannie :)
OdpowiedzUsuńA te wytwory żoładkowe to aż mnie się po nocach chyba śnic będą...
U mnie podobny nastrój....Zawinęłabym się w dywan z Absorberami, zwierzyńcem i gdzieś odfrunęła...
Ehhh te nastroje:(( Każda ma inny powód, ale nastroje równo do dooopy....
UsuńPiękne zdjęcia.
OdpowiedzUsuńKiedyś umiałam się spakować. Do jednego plecaka na dwa tygodnie, ale wiedziałam, że będzie to włóczęga o górach. Buty to podstawa, a reszta zależnie od okoliczności. W tamtych rejonach przepierkę można zrobić, szybko wyschnie.
Prać nie zdążę, na tych wycieczkach to sie zwiedza od świtu do nocy:))) Właśnie buty......a ja mam jedna nózkę bardziej.....nózka najbardziej lubi bosą być:)) Samam sobie to załatwiłam, żebym to wiedziała wcześniej...gupie szpilki:(( To one są sprawcą!!!
UsuńHa! Pozostałości po młodości na szpilkach też mam. Teraz żadnych eleganckich butów nie włożę, bo stopy rozczłapane i jedna noga grubsza.
Usuńudanego urlopu życzę, godnego pięknych wspomnień :)
OdpowiedzUsuńDziękuję ślicznie, postaram się:))
UsuńOwoców tej roślinki nie jedz - postaram się ustalić, co to jest.
OdpowiedzUsuńJak się nie zdążysz spakować - to w ostateczności bierz szczoteczkę do zębów i drugie krótkie spodenki - i nie jedz czekolady:))) Udanego urlopu życzę:)))
Ta roślina z czerwonymi owocami to (tak twierdzi moja Sąsiadka-ogrodniczka) malina kamionka.
UsuńI u mnie niechciej jakiś, blee, nie lubie go, a rozsiadł się jak u siebie
OdpowiedzUsuńWidoki piękne, pozazdrościć :-)
Ja nie umiem się pakować, biorę wszystko, co w ręce wpadnie, a później i tak nie ma tego, co trzeba. No i dużo mam ludzi do zapakowania:) A złe nastroje zazwyczaj mijają. Zazdroszczę wycieczki:)
OdpowiedzUsuń