środa, 19 sierpnia 2015

Tylko w Kaczorówce przy robocie można się też bawić

Wakacje tego roku spędziłam w Kaczorówce, żadne tam Włochy czy Hiszpania. Byłam widziałam, na razie dość. Kaczorówki mi się chciało na dłużej. Takiego zwykłego tuptania i dziubania, jak to wokół domu. W mieście cały czas jestem w biegu i na tuptanie domowe ani czasu, ani siły w zasadzie nie mam.
No więc tuptalam tak sobie w tej Kaczorówce, aż nabrudziłam tyle ciuchów, że szok. Trzeba było prać. Ale w ręku tyle szmat? Nie da rady. W ręku można majtki wyprać. 
Zorganizowałam sobie prawdziwe, wiejskie pranie. Taki powrót do lat dawnych, kiedy to pranie trwało kilka godzin i człowiek sobie jakoś z tym radził. Dziś trudno sobie to wyobrazić, żeby stać przy pralce wirnikowej, płukać pranie w balii, a potem wieszać na linkach w ogrodzie. Wrzucamy do automatu i kawę pijemy.
Wyniuchałam zabytkową, czechosłowacką pralkę Romo, która na dodatek pogrzewa wodę. Stała sobie u Wieśniaka, całkiem zbyteczna.
Wywlokłam majdan na trawkę, a potem już poszłooooo. Prałam, co w rękę wlazło, ciuchy, pościel, narzuty i co tam jeszcze znalazłam zdatnego. Tak mi się spodobało, że zawiesiłam praniem kilka linek, tak coś 1/4 lasu:) A pranie, łacznie z zabawą trwało kilka godzin. Zupełnie niewykonalne w mieście.
Mopkowi też się podobało, wygodnie było w ciuszkach rozłożonych na trawie, bo pańcia blisko w zasięgu wzroku.



A potem z prania zrobiła się zabawa, bo Wu uznał, że można sobie zrobić na tym wiszącym praniu teatr cieni. A w zsadzie mojego cienia. I kazał mi stać za prześcieradełkami, narzutami i robić rożne dziwne pozy. 
No to stałam i robiłam. Jeszcze zniosę takie fotki, gdzie paszczy i nadmiaru kilogramów aż tak nie widać.
A, co z tego wyszło można zobaczyć niżej.









Ot i tak to wyszło.
Przy robocie też można się dobrze bawić:)
I nie trzeba wozić worów prania do miasta.

29 komentarzy:

  1. Trzecie zdjecie z teatru cieni rozbawilo mnie do lez... :) Nastepne kilka zreszta tez, ale troche mniej. Caly czas rechoce i kwicze. :)))))))))))
    A pranie pewnie pachnie tak, jak nigdy w miescie nie zapachnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma szans, takie wiejskie pachnie słońcem i wiatrem. I prawie jest wyprasowane:)

      Usuń
  2. Piękny teatr cieni!
    A pranie, jak to onegdaj bywało, też super:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Pantera słusznie zauważyła, pranie tak wysuszone pachnie inaczej, piękniej.
    Bardzo mi się teatr cieni podobał i żadnych kilogramów nie widziałam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Allle fajne graficzne zdjęcia, wyglądają trochę jak transfer, niezwykle klimatyczne :)))

    Takie prania pamiętam i w moim domu i na wsi u rodziny i zdecydowanie na wsi było to mniej upierdliwe niż w miejskim mieszkaniu. Pamietam także gotowanie pościeli w wielkim kotle i te opary pary i wszystko to w mieszkaniu bo nie było pralni i to już był niestety horror . Całe szczęście że mamy teraz pralki automatyczne :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama takie robiłam, i mja mama też. Kocioł do gotowania białej bielizny i pościeli był obowiązkowy. I krochmal gotowany z mąki kartoflanej. A potem pościel jak blaszka była:) Jako dziecko nie trawiłam tej sztywnej pościeli, a teraz lubie ikrochmalę czasem, ale z takiego gotowego krochmalu.
      Wu mnie często do swych eksperymentów zdjęciowych używa...

      Usuń
  5. Na piątym zdjęciu masz dwa biusty, no, no, żeby aż tak przytyć?
    Dwudniowe pranie z gotowaniem i krochmaleniem pamiętam, a jakże. I wyjmowanie takiej gorącej bielizny z kotła do płukania. I ręczne wykręcanie tego. Oesssu. Pomagałam mamie w tym horrorze. Gdyby nie pralki automatyczne, to nie prałabym wcale. Spałabym w sianie. Pierdzielę ten zapach!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeden z moich biustów jest łokciem:)
      Tiaaa, ja zaczęłam od pralki wiernikowej, zważ na to, że wcześniej prano na tarze, oraz kijankami w rzeczce lub stawach wiejskich. Pranie w wirnikowej w porównaniu z tarą i kijanką to luksus. Wysłałam nasionka. Siej skoro przyjdą, jeszcze wzejdą, może na drugi rok już zakwitną, bo to byliny.

      Usuń
  6. Pierdzielę zapach suszonego na wietrze prania - za tako cenę?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ to bardzo przyjemne było, nic innego nie mialam do roboty...

      Usuń
  7. E tam, mogłaś znaleźć sobie coś bardziej kreatywnego - na przykład Mnemoludy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Albo ułożyć się obok Mopka. I patrzeć w chmury. :-)

      Usuń
    2. Na Mnemoludy nie było weny, a bez weny to wisz...dopiero ostatnim łikendem poczyniłam jednego janioła.

      Usuń
  8. Nie wiem czy sie przyznac..bo ja tez lubie prac.Wieszac, wachac..:))

    Za kreatywnosc i poczucie humoru-brawka)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznać, przyznać...wole prać niż układać w szafie. Tak, jak z grzybami, zbierać, a potem to już mogłyby w koszyku stać...

      Usuń
  9. Ja lubię tak sobie prać na dworze. I do tego "klasycznie" że się tak wyrażę. Balia, tara, wyżymaczka drewniana, kocioł do gotowania na piecu i woda w wielkim kotle grzana do prania. A potem wieszanie na słońcu. I tę śnieżnobiałość lubię wielkich płacht pościeli, ręczników, sukienek. Najwięcej mam białych tkanin właśnie ze względu na tę metodę prania z gotowaniem. Ale teraz to mogę zapomnieć o praniu na wsi, bo wody na lekarstwo. Piorę w mieście.
    Piekne Ci te cienie wyszły. Na jednym Mnemo-nożycoręka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O Owieczka Rogata, jesteś?? Jak miło:)) Nie wyobrażam sobie Ciebie inaczej piorącej niźli na tarze...ale, jak to robisz zimą? Bo u mnie to taka zabawa była, choć całkiem przyjemna.

      Usuń
  10. Kiedyś prałam za pomoca takiej pralki i pamiętam, że było to całkiem przyjemne. Oby nie za często:) Świetne zdjęcia:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O!! Kolejna Kurka symaptyzujaca z piorącymi, jak pierwej:)

      Usuń
  11. Prałam szfystko ręcznie w mieście.... kilka ładnych lat;)))) Nigdy więcej;)))) Na wsi pralka też fajna;) Ale wieszanie lubię - wręcz kocham;))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od prania ręcznego w dużych ilościach kostki bolą, za to jakie czyste paznokcie:) Jak zatłukę pazureiry w Kaczorówce to tez chechłam coś w ręku, żeby rzepę wyplenić.

      Usuń
  12. Moja Babcia zwykła mówić, że "latem to i kaczka praczka" może chodziło o słoneczko a może właśnie o plener na pranie! Zdjęcia bomba!

    OdpowiedzUsuń
  13. Na dokładkę za jednym zamachem robiło się kilka prań na raz stopniując kolorystykę. Teraz widziłam, że te prali zaczynają zdobić mieskzania, więc trzymaj aż wpadniesz na pomysł co z tym skarbem PRL-u zrobić. Zdjęcia zza szmat super zwłaszcza te w rozciągniętych portkach.

    OdpowiedzUsuń
  14. No mał Wu pomysł fiu fiu. Jak czytałam Twój wpis to az mi się uśmiechało na wspomnienie takiego prania :-)
    Chociaż nie powiem, ze bym chciała wrócić do takich atrakcji tak na codzień ;-)

    OdpowiedzUsuń
  15. a trawnik też widac uprałaś, bo aż błyszczy:)
    i Mopka też :)
    czasem taka fizyczna praca dobrze robi na musk ;P

    OdpowiedzUsuń
  16. Ale świetny pomysł! Zdjęcia wyszły artystyczne, super :)
    A pranie, takie powieszona na słońcu, na wietrze... mniodzio!
    Nie prałam już tak z 10 lat, ale jeszcze to pamiętam.

    OdpowiedzUsuń

Fajnie, że zostawiasz słówko:) A im więcej słówek tym milej:)