Było wielkie grzybobranie. Nawet nie wchodziłam do dużego lasu, gdzie w weekend zaroiło się od ludzi. Duży las i tak pusty, jeszcze nie rosły podgrzybki. Grzybów trzeba było szukać po krzakach, na skraju lasu, w młodnikach. Nawet na łąkach, gdzie rosną kanie czubajki.
Miałam nosa, że nie poniosło mnie do dużego lasu, przyszlibyśmy z niczym, a tak, było to:
I tak to nie wszystko, bo część przerobiłam i nie obfociłam. Pierwszy raz zebrałam tu tyle grzybów. Maślaki, słowo daję, można było wynosić z młodników wiadrami. Śliczne, młodziutkie i zdrowe. Zebrałam ich wiadro. Część z nich była usmażona, część ususzona, część w zupce maślaczkowej pożarta. Suszone maślaczki są pyszne, do krupnika, czy bigosu. Spróbujcie ususzyć, polecam.
Uwielbiam zbierać grzyby, to mnie odstresowuje, szczególnie w taki piękny słoneczny poranek, jak tydzień temu.Trochę mniej już lubię obierać, szczególnie maślaki, bez rękawiczek nie da rady, łapiszcza nie chcą się doprać przez kilka dni. Grzyby najchętniej suszę, ale już nie jak kiedyś przez nawlekanie na nitki. Teraz grzyby suszę w suszarce, ale nie zabrałam jej do Kaczorówki. Nie spodziewałam się takiego wysypu.
Trzeba było coś wymyślić...całe szczęście było słonko, a na słońcu bardzo dobrze suszy się grzyby (oczywiście muszą być wtedy pilnowane)
Tych czerwonych nie zbierałam, teściowa to dobra kobieta jest, zrobiłam im zdjęcie, bo urodne takie.
Jakoś tak na fotkach nie widać,że tych grzybów tyle, ale mówię Wam, co rusz wpadałam w ekscytację, bo co kilka kroków było po 3, 4, nawet 5 w grupce, dorodnych koźlaków lub prawdziwków. O maślakach nie wspomnę, bo rosły dziesiątkami, nawet ich nie fociłam.
Szkoda, że w tym tygodniu nie mogłam się wyrwać. To znaczy, mogłam, ale wyrzuty sumienia zatrzymały mnie w domu. Cały dzionek odgracałam chałupę po lecie zapuszczoną okrutnie. Nawet to nieszczęsne okno już umyte...










A mowia ,ze grzybkow niet! ale zbior! a chodzenie po lesie jest nie lada przyjemnoscia...kiedys chodzilam ,ale po 40 latach calkowitego zaprzestania grzybobrania, w Wenezueli grzybow w zasadzie brak albo sie nie zbiera, uznalam, ze juz nie jestem ekspertem i nie ufam wiedzy swojej na ten temat. Bardzo mi sie spodobalo suszenie pilnowane! sciskam
OdpowiedzUsuńGrażynka, wystarczy pójść na grzybki z kimś, kto je zna. Zobaczysz rozeznanie powróci. Ja też nie zbieram tych, co nie znam. Dopiero od 2-3 lat wiem, jak wygląda rydz, rosną mi na działce, przedtem wyrzucałam na kompost, bo nie wiedziałam, co to.
UsuńMopcianek, jak zwykle, coś nowego musi sprawdzić:)
No pięknie!U nas też jest sporo grzybów...na rynku.Czyli są.Młodzi ludzie mają całe pudełka po owocach małych prawdziwków,wygląda to jak by mieli hodowle i kosili.I kanie,podgrzybki,rydze.Jako dziecię też jeździłam z rodzicami na grzyby.W domu rodzice czyścili a ja z siostrą naciągałyśmy przygotowane do suszenia grzyby na nitki.I co dziwne teraz.My zbieraliśmy olszówki,które ja najlepiej lubiłam jeść bo były zwarte a nie takie jak rozpływające się maślaki:)Dziś już też nie poznam wszystkich grzybów.
OdpowiedzUsuńPamiętam te wianki grzybów na sznurkach, wiszące na słońcu. Teraz już mi się nie chche nizać na te sznurki, suszarką szybciej. U nas nie zbierało się olszówek, ale znam osoby, które i owszem, zbierały. Za to zbieraąłm pieczarki na łące i podróżki, takie malutkie grzybki, do jajeczbicy dobre. Dziś też bym już nie wiedziałą, które to.Ja nie potrafię poznać gąsek, może dlatego, że w moich stronach raczej ich nie było?
UsuńZa tydzień powinny być już podgrzybki:))
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, więc jedziemy, co?
UsuńOj tam, mogla chalupa cale lato czekac, to poczekalaby jeszcze tydzien albo dwa. A grzyby nie poczekaja, za to potem moze pogoda nawalic.
OdpowiedzUsuńMy jedziemy dzisiaj, zobaczymy, co i czy sie znajdzie. Pogoda troche niesprzyjajaca, bo caly czas bylo zimno.
Wyrzut był już bardzo silny. Fstyt i sromota. Ale tez i zmęczenie tymi podróżami. Fajnie tam być ale te 3 godziny w samochodzie, szczególnie nazad mnie pod koniec sezonu już męczą. Życzę udanych zbiorów. A co się u Was zbiera?
UsuńNiemce nie zbierajo, wolo w sklepie kupowac, gupki.
UsuńMy zbieramy prawdziwki, podgrzybki, zajaczki i maslaki sitarze. Dzisiejsze grzybobranie bylo pomyslne. :)
Na rynku u nas były grzyby gdzieś z Pomorza (tak twierdził sprzedawca). Ja nie zbieram bo nie umiem i nie bardzo mam gdzie. Kupuję, ale ostatnio z kupionych dziesięciu zostały mi trzy, reszta z lokatorami do wyrzucenia. Bardzo lubię grzyby i smażone i w zupce, ale zostały mi pieczarki.
OdpowiedzUsuńEwa, kupuj mniejsze i jak dotykasz twarde muszą być. Jeśli wiozą je gdzieś z daleka nie ma siły, robaczywieją po kilku godzinach. Grzyb najlepiej obrobić zaraz po powrocie z lasu, zostawiony do następnego dnia na mur beton ma już robale. Teraz rosną nawet przy drogach, nie musi być wielkiego lasu, ot jakieś kepki drzew, przy brzozach koźlaki, w małych sosenkach -maslaki. Aż się chce zbierac.
UsuńPiekne zbiory :))) U nas też sporo grzybów, a były obawy, że przez suszę nie będzie :)
OdpowiedzUsuńTeż myślałam, że nic nie będzie, ale wystrzeliły wszytskie razem. Tylko kurek nie było i już raczej nie będzie,
UsuńPiękne okazy ! Na zdjęciach wyglądają pięknie ! Ja zupełnie nie grzybowa jestem, a w lesie widzę tylko te cudne czerwone :)
OdpowiedzUsuńTylko krasnoludka brak:)
UsuńWłaśnie wróciłam z lasu, marne pięć sztuk podgrzybków:)
OdpowiedzUsuńMoże za parę dni będzie lepiej...?
Widać w Waszych stronach jeszcze grzyby się nie obudziły po suszy.
UsuńMatko! Obie z siostrą skręcamy się z zawiści!
OdpowiedzUsuńOj się nie skręcajcie i w Waszych laskach może coś rośnie. Byłyście?
UsuńCo ma rosnąć, kiedy wszystko wyschło???
UsuńNie mogie, choliera! Nie mogie!
OdpowiedzUsuńU mnie nie ma nic!
Buuuuuuuuu....:(((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((
To absolutnie niesprawiedliwe. Całkiem nic?
UsuńLas lubię, ale grzybów nie widzę :-) Chodziłam po lesie ze szwagrem, mężem, z synem. Oni mieli po pełnym koszu ja żadnego :-)
OdpowiedzUsuńNie noooo, tyle grzybów to ja kilka lat nie widzialam :((((
OdpowiedzUsuńA te sowy ..... Chłopu nie pokazuję, bo się zapłacze ;)
piękniste grzybeczki...a u nas nadal nic.....
OdpowiedzUsuńMnemo, jakąś reklamę regionu propagujesz czy co?
OdpowiedzUsuńNa naszych Mazurach tak se z grzybami, ale nadzieja jest zawsze.
Buziaki
Ale urodzaj! To jakaś grzybowa bajka! Ja jeszcze w tym roku nie byłam na grzybach, chociaż w lesie to i owszem. Wzdycham tęsknie...
OdpowiedzUsuń