Wiosna już nas świerzbi od jakiegoś czasu, rozmowy często się zaczynają od " a na Mazurach, pamiętasz...", albo, "ciekawe, czy na Mazurach, już ptaki zaczynają śpiewać wiosennie..."
Ta tęsknota tak wzbiera i wzbiera.
I na nic się zdaje cały zdrowy rozsądek, bo przecież wiemy doskonale, że w lutym na Mazurach nie widać ani odrobiny wiosny, ptaki nie śpiewają wiosennie, wszystko jest szare, bure, oślizgłe od wilgoci, dzień krótki, a zimno wdziera sie pod wszystkie warstwy, które na siebie nałoższysz.
Dlategusz, w sobotni, pochmurny ranek, nie bacząc na zgniliznę wiszącą w powietrzu, wsiadamy w Magdę i mkniemy w stronę naszej krainy szczęśliwości, poniewusz ta tęsknota nas zeżre i szczeźniemy i nie doczekamy prawdziwej wiosny.
Po trzech godzinach mknięcia w szaro-burej rzeczywistości przybywamy do jeszcze bardziej szaro-burej oczywistości.O pardon, nie jest całkiem szaro, za lasem śnieg mamy!
Co ja się głupia dziwę, przecież jest 13 lutego!
Mopek nawet pobrykał, po puchu, który w końcu nie szczypie w łapki. Tu śniegu nikt solą nie sypie.
Sapiąc ( w tych cebulowych warstwach i ciężkich buciorach) docieramy nad jezioro.Całkiem ciche, szare, jeszcze pokryte słabym, porowatym lodem i puste...
A nie, nie puste. Bardzo odważni mężczyźni (mleczność lodu zdradza, że wątły) na drugim brzegu łapią ryby w przeręblach...
Z naszym pomstem przyroda rozprawiła się po swojemu, już latem ledwo się kiwał...
Drewno w tych warunkach żyje krótko. Trzeba będzie odbudować.
W szuwarch cisza, za to wiosną będzie tu ptasi i żabi jazgot...
A kto jest naszym pierwszym gościem? No kto? Poznajecie urwipołcia?
Skąd ten dziad wiedział, że przyjechaliśmy? Pojawił się, jak duch ledwo wyleźliśmy z autka. Głośnym miau, miau i ocieraniem się o nogi dopominał się "jeść i głaskać".
Jednak jego miłość zblakła nieco od jesieni, bo po zjedzeniu dwóch kiełbas i puszki karmy oddalił się w sobie tylko wiadomym kierunku.Cwaniak z podartym uchem. Widać, że tu rządzi zbój jeden i drze uszy z innymi kotami.
Drugi kiciul wypiękniał, futro ma puszyste i wygląda, jak kulka. Pewnie dlatego ma na imię Puszek.
Puszek-kłębuszek, który ma niesamowicie głośny traktorek, włącza go, jak tylko wyciagasz do niego rękę.
Widząc, że zwierzyniec cały i zdrowy pokręciliśmy się po majątku, oceniając straty (wywalony płotek) i ilość roboty czekającej nas wiosną ( igły, wagony igieł, uschłe badyle).
Wypiliśmy w tych szaro-burych okolicznościach kawę, potem po sąsiedzku drugą, wysłuchaliśmy niusów, zawiesiliśmy kulki z ziarnem i tłuczczem dla sikorek i pomknęliśmy nazad, szczęśliwi, że jedziemy do ciepłego domku, gdzie człek zrzuci z siebie cebulkowe warstwy, podgrzeje się nalewką zabraną przezornie z Kaczorówki (już się przegryzła)i zasiądzie na miękkiej kanapie.
Po tej dawce szaro-burej rzeczywistości mazurskiej jesteśmy chwilowo wyleczeni z kolejnych eskapad. Sądzę, że do czasu prawdziwej wiosny, wystarczą nam zdjęcia i filmy, które Wu właśnie skręca. Na nich Mazury to kraina szczęśliwości, tonąca w zieleni, zapachu sosnowych igieł, śpiewie ptasząt i bzyku komarów.
I takie Mazury kocham i do takich tęsknię. Trzeba jednak cierpliwie poczekać, to takie oczywiste:)
P.S.
Mopek po eskapadzie odpoczywa i się relaksuje. On też zdecydowanie woli Mazury prawdziwie wiosenne.



Wcale się nie dziwię tęsknocie i eskapadzie. Gdybym miała gdzie, z kim i czym też bym pojechała. Biało rude stworzenie piękne, a buras Was chyba usłyszał i poznał po głosie.
OdpowiedzUsuńWierzyć się nie chce w śnieg, dzisiaj na Plantach widziałam już listki na gałązkach i leszczyna kwitnie.
Między Krakowem a Mazurami tak ze 3 - 4 tygodnie różnicy jeśli chodzi o nadejście wiosny...
Usuńto cudowne mieć takie swoje miejsce na ziemi :)
OdpowiedzUsuńI jechac tam 3 h w jedną i 3 h w drugą stronę, żeby tam pobyć też 3 godziny:)
UsuńJa tak tez dzis jechalam, do tego z owca na pace.
UsuńJa tylko z psem:)
UsuńAaa, czyli dlatego zostawiliscie nalewke w Kaczorowce, zeby miala szanse sie przegryzc? Bo w domu pewnie by nie doczekala... :)))
OdpowiedzUsuńNo przecież!
UsuńPiękne to biało rude kocisko.
OdpowiedzUsuńPrzynajmniej żeście się Mnemo przewietrzyli :)))
A jakie ma żółte oczyska! Jest bardzo milasny, bo Dziurek to łobuz.
UsuńCi faceci na lodzie nie są odważni, raczej durni. Potem jeden drugiego wyciąga i topią się wszyscy.
OdpowiedzUsuńKociska sa przepiękne, cudeńka! Obydwa!
Mam niedosyt zdjęć.
Hana, wybrałam te wyrażne, tak się wierciły oba, że większość poruszonych.Dziurek dopiero, jak się najadł zasiadł na trasie, ale tylko na chwilkę.
UsuńMnemo, aż mi się buzia roześmiała do Twojego wpisu.
OdpowiedzUsuńJa mam blisko do Bogumiłówki, ale doskonale Ciebie rozumie.
:)
UsuńGdyby to było dzisiaj wpis byłby inny. Dziś mamy piękne słońce.
Nie dziwię się tęsknocie, wszak do piękna i ciszy zawsze tęskno... Mazur nie znam, bo trudno nazwać znajomością kilkukrotne objechanie rowerem jeziora Jeziorak i dwutygodniowe kolonie w Barczewie (tak, tak kolonie w dzieciństwie, a nie odsiadka) Mam nadzieję to w tym roku zmienić i w ciągu tygodnia przejechać Mazury rowerem.
OdpowiedzUsuńW Mazurach się człowiek zakochuje i już. Mazury poznałam dopiero będąc mocno dorosłą osobą. Masz fajny pomysł z tym rowerem, ale nie wiem czy tydzień starczy.
UsuńFajnie mieć takie miejsce, taką miłość, coś na co się czeka. :)
OdpowiedzUsuńCudnie że kotki są całe i zdrowe.
(Wiesz, muszę... Kiełbasy kotu nie dawaj, lepiej nie...)
Oba są zdrowe. Dziurek zimą trochę chorował, ale nic poważnego, był u weta.
UsuńKiełbaski Winston, dla kota:) I karma z puszki też dla kota:)
Bo koty wiedzom, kiedy człowieki wracajom i czasem czekajom ;)
OdpowiedzUsuńPiękne kiciulki, a krajobraz też - chociaż pełno śniegu dookoła i zimno.
Co do łowiących - dla mnie też durni są. Ale co tam, prawdziwi łowcy ;) lodu kruchego się nie boją.
Mam nadzieję, że panowie wiedzieli, co robią. Z naszej strony lód był słabiutki, a przy brzegu woda. Może po ich stronie, gdzie las kładzie cień, lód był mocniejszy?
UsuńA dzisiaj piękne słońce.Dlaczego nie wczoraj?
OdpowiedzUsuńDupki lodowe, a potem bek, że się potopi jeden z drugim...
OdpowiedzUsuńU nas dzis 8 stopni było...Niby na pogórzu i w górach lubię bardzo, ale jak tak patrz ę na te pomosty i wodę...;) hmmm.....
Może się kiedyś wybierzesz?? Niby kawał drogi, ale jakieś wakacje na Mazurach by nie zaszkodziły prawda?
UsuńMnie też już bardzo ciągnie w stronę Szczytna(jesteśmy prawie sąsiadami, tylko my bliżej Pasymia). Byliśmy kiedyś w naszym drewnianym domku na początku marca i po włączeniu wszystkich piecyków elektrycznych dało się nawet przenocować. Pamiętam spacery w słońcu po ośnieżonym lesie i po grubym wtedy lodzie przy brzegu jeziora.Było bajkowo.Wypatruję wiosny, wysiałam w szklarence nasiona lawendy i właśnie zaczynają wschodzić.Mam już na działce całkiem sporą lawendową grządkę i co roku ją powiększam.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie
Marianna
Jak fajnie, kolejna sąsiadka mazurska do mnie zajrzała:) Pasym bardziej na zachód od Szczytna, my w stronę Mrągowa. Nasz najwcześniejsze otwarcie sezonu też było w marcu, ale wtedy nie mieliśmy ani prądu ani wody.Pieca też nie. Zostaliśmy na noc spalismy w ciuchach pod kołdrami śpiworami, przytuleni do butelek z goracą wodą dało radę. W nocy było -5, ale w dzień już ponad 10 stopni. Ja też w zeszłym roku posadziłam kilknaście laweendek. Jedne wyglądaja marnie a drugie takie ładne żywe. I ja pozdrawiam serdecznie.
UsuńNie odważni mężczyźni, a głupi zwyczajnie :p
OdpowiedzUsuńNie dziwię się, ze Was ciągnie, nawet szarobura rzeczywistość Mazurska milion razy piękniejsza niż w szarobura rzeczywistość Wielkiego Miasta.
Dobrze, ze zwierzaki się pokazały, to człowiek od razu jakoś spokojniejszy :-)
Nie mam domku, nie mam działki a pędzimy te 2-3 godziny, spacerujemy, zaglądamy, wciągamy powietrze i wracamy. Marzył mi się taki wyjazd w ubiegłym tygodniu ale ząb...może nie długo..
OdpowiedzUsuń