Zobaczyłam wielu członków rodziny, niektórych nie widziałam 30 -40 lat. Niektórych nie poznałam, niektórzy nie poznali mnie. Niemożliwe, żebym się tak zmieniła!
Objechałam okolice -jest inaczej, domy wyrosły, gdzie kiedyś ich nie było, zniknęły drzewa, gdzie kiedyś ogromne rosły. Las spał cichy, ptaki jeszcze nie śpiewają, choć od zachodu raz za razem ciągnęły klucze. Gęgały.
Rankiem w niedzielę przyleciały szpaki, zasiadły na jesionie, obadały budki. Data została zapisana w kalendarzu. Bocianie gniazdo jeszcze puste. Na gałęzi orzechowca, tuż przed kuchennym oknem, wisi w pojemniczku tłuszcz dla sikorek, posilają się cały czas.
Przez wieś przemykałam z nosem w kołnierzu, wszechobecny czad. Czym oni palą w tych piecach? Rano śmierdzące powietrze, wieczorem to samo. Kominy wyrzucają żółty, albo czarny, gęsty i żrący dym. Oddychać się nie da, gorzej niż w mieście na skrzyżowaniu wielkich ulic.
Były dwa dni oderwania od miastowej gonitwy, spokojnie bez napinki, przy kawce na gadaniu, gadaniu, gadaniu. I tak za mało. Między nami plątaly się wspólne psy. Koty były bardzo zaskoczone Mopkiem. Walerka dała mu po nosie, Ciciuś go ignorował. Koty czuły się nieswojo, nie chciały zostać w domu, kryły się po kątach, albo siedziały na progu chcąc wyjść.
Ciciuś głośno protestował,a Mopek nie dawał odporu, uwielbia koty, one nie odwzajemniają tego uwielbienia.
Walerka, dama już leciwa, ale ciągle piękna.
Psy prawie w komplecie, czwarty jak fryga mykał to tu to tam. Trudno było razem ich sfocić.
Tu w oczekiwaniu na psie ciasteczko, taki rytuał, ludzie piją kawkę, psy ustawiają się po swoje przysmaki. Mop też się ustawił, nie wiedział po, co, ale stał. Ciasteczka nie zjadł. Nie lubi.
O!! Pojawił się czwarty. Ciasteczko go skusiło.
Zaraz się schował. Za nogi pańci. To brytan, niespełna 2 kilo waży.Strachajło, mocny jest tylko na rękach.
Warczy, kły wystawia, nie trawi facetów.
Na rękach Pańci aniołek,i słodziak. Umiałam go przekonać, na moich też załgodniał. Rządzi nim strach.
Nestorzy, Mela i Pikuś. Rodzeństwo, mają po 16 lat.
Mela już głucha, jeszcze w zeszłym roku radosna i skoczna, w tym roku większość czasu śpi.
Nic nie słyszy, ma na szyi dzwoneczek, żeby było wiadomo, gdzie jest, jak wyjdzie wieczorem na siku.
Jej lokum to wiklinowy kosz pod stołem w kuchni. Kiedy wychodzi z legowiska na jedzenie, ze sobą zabiera na grzbiecie kocyk.
Jak jej po drodze kocyk się zsunie, bierze w zęby i zanosi do koszyka. Komedia z tym kocykiem. Był taki, co nie mógł bez kordły, Mela nie może bez kocyka:) Ma ich kilka, czerwony, różowy, zdaje się, że też żółty. No i ten z misiami.
Pikuś, dobrocina pies, kochany i mądry, uczy diabełka manier. Nie wiadmo, czy zdąży.
Jest chory, wątroba odmawia współpracy mimo diety. Jest prawie głuchy. Chodzi wolno i statecznie. Dziaduś.
Na siku, szybciutko i do domu. Mop załatwia krzak lawendy. Widać?
Kawalkada wraca z siku. Mela natychmiast do koszyka, goście na stojaka, każdy pilnuje pańci.
Mop mimo, że miał posłanie ciągle czuwał. Dwa dni krok w krok za mną. W nocy nie wiedział, spać w tym cudzym łożku, czy nie. Pakował się na poduszki między nami. W końcu wyniosłam się w nogi, bo kładł mi ogon na paszczy, albo deptał po włosach,
Taki był zmęczony, że po powrocie spał i spał.
Wrócimy jeszcze, na święta. Chyba, że trzeba będzie znowu jechać nagle. Rodzina się zestarzała.

Tak rodzina się starzeje, ja byłam zaraz po świętach na takim koniecznym spotkaniu rodzinnym.
OdpowiedzUsuńWalerka wygląda tak jakby jej te wąsiki dla parodii ktoś wymalował ;)
Niedawno powstał blog z Walerką i Ciciusiem są tak charakterystyczni, ze trudno ich pomylić :)
A takie psie maluchy muszą czymś nadrobić.
Nie nacieszyłam się kotami, nie chciały zostać, przyzwyczajone do psów, ale Mopek im się nie podobał.
UsuńNamawialm na blog i namawiałam. To jest:)
czy ja czegoś nie wiem? czy Wy jesteście jakoś spokrewnione ? a gdzie ten blog o Walercią Ciuciusiem ?
UsuńMnemo, stadko zacne ! Fajnie tak obserwować relacje między zwierzakami :)
A tutaj jest: http://hebenawsi.blogspot.com
UsuńJesteśmy Sonic-blisko nawet, czasem nas mylą. Na korzyść Hebe, bo ja jestem młodsza:)
zastanawiam się czy mnie wkręcacie, czy nie? :)
UsuńI czy Hebe to Ty ? :)))
Nie wkręcamy. Hebe to nie ja:)
UsuńHebe, jak wskazuje nazwa bloga mieszka na szczęście na wsi, ja wiadomo:)
już obczaiłam :) trzymam kciuki za rozkminienie bloggera przez Hebe :)
UsuńJuż podziwiałam Walerkę i jej wąsy. Towarzystwo w miarę zgrane.
OdpowiedzUsuńWalerka nadaje się do galerii kotów podobnych do H...
UsuńKochane staruszeczki, mają szczęście. Na Walerkę nie mogę sie napatrzeć, to zakrawa na dowcip:)
OdpowiedzUsuńBlog jest, ale mało... Pogoń kogo trzeba.
Mało bo...nauczycielka na odległość:)
UsuńWalerka, jak Conchita Wurst, baba z wąsami:)
Smutno, że odchodza bliscy, ale cóz poradzić. Zwierzaki fajne. U Hebe byłam.
OdpowiedzUsuńSpodziewaliśmy się, ubywa szybko tego pokolenia. Jak oni znikną to czas na nasze...
UsuńJaka menazeria roznorodna w rasy i kolory:)
OdpowiedzUsuńPo smierci mojej babci, jakos sie kontakty z dalsza rodzina pourywaly, szkoda..
Kontakty się urywają, rodzina się rozłazi po świecie, a jak nie to wszyscy zagonieni. Nestorzy jakoś te rodziny trzmają jeszcze, my już mniej się angażujemy. Taka prawda.
UsuńTo prawda z nestorami... Takie spotkania jednak - paradoksalnie - pozwalają cieszyć się życiem bardziej, spotkać się z rodziną, zawsze to krzepiące...
OdpowiedzUsuńAno starzeją się zwierzaki, widać, ze mają dobry dom, Rodzinę. Nadal potrzebne, nadal kochane.
OdpowiedzUsuńSpotkania konieczne są cóż... konieczne.
Walercia- dama z wąsem, a nawet dwoma ;) Przeurocza jest!
OdpowiedzUsuńI ludzie i zwierzęta z czasem stają się starsi i odchodzą...to takie smutne. Czasem myślę, że to wszystko dzieje się po coś, może po to aby kolejne pokolenia musiały się spotkać, choćby w nagłym przypadku...
OdpowiedzUsuńWspaniali są ludzie, którzy akceptują upływ czasu, także u zwierzaków.
Mam mamę z 1929 i nie jest dobrze, mam 16 letniego kota, kilka zwierzaków mam tylko na zdjęciach..ostatnio wyblakło od słońca zdjęcie mojego taty /zmarł w 1968/...szkoda, ale życie toczy się..i musimy to zaakceptować i spotykać rodzinę gdzieś tam mieszkającą choćby raz w życiu...i żal, bo nie znam rodziny..zazdroszczę tym, którzy spotykają się na zjazdach..