piątek, 8 kwietnia 2016

Ło jesssu...

Żeby ten blog mchem nie zarósł, bo może zła karma się odwróci, coś powinnam napisać. Tylko, co? Wszystko się wydaje bez sensu. Oszczędzę szczegółów. Na froncie huta - kicha, na froncie wena-kicha, na froncie Mazury- chwilowo kicha.
Wyszłam dziś z domu, nadać PITa na poczcie i tak mnie walnęło po oczach zielenią i białym kwieciem na drzewach. Rany, kiedy się TO zrobiło?
Wiosna, wiosenka, piękny czas, a tu człek w czarnej dupie. Może ja jestem jakaś popaprana, a może świat jest popaprany? Bo, jak to wytłumaczyć? Rano huta, czasem do wieczora, świat widzę zza okien smochodu, a po powrocie ekran komputera. Marysia nie kupiła mydła- to nie ma. Dwa dni w chałupie mydła nie było, płyn do kąpieli też się skończył. Dobrze, że płyn do higieny tej, no wiecie, jeszcze był. Nic się nie stało po umyciu innych części ciała. Dziś nie ma pieczywa, Marysia nie kupiła, dziecię - zapomniało. No to nie ma- sałata lodowa, zagryziona serem też dobra. Mówię Wam, tylko za Hemarem chce się zaśpiewać:

Kochać nie warto, lubić nie warto,
Znaleźć nie warto i zgubić nie warto.
Przysiąc nie warto, wierzyć nie warto,
Chodzić nie warto i leżeć nie warto.
Pieścić nie warto, łowić nie warto,
Stracić nie warto, zarobić nie warto.
Jedno co warto, to upić się warto.
Siedzieć i płakać, i śpiewać to warto.


No i tak to wygląda.

Ale, ale w święta, kiedy inni podstawili pod nos paszę i nie trzeba było stawić się w hucie, Mnemo zaliczyła Gołuchów!!!!







Jeżu, jak tam pięknie. i ja się pytam dlaczego ja nie jestem jakąś tam Czartoryską, w głębi duszy wydaje mi się, że idealnie bym się nadawała, jako Pani takich włości. Nawet podjęłabym się karmienia osobiście tych żubrów, danieli, nawet świń dzikich. O nich będzie następnym razem. Z dokumentacją fotograficzną.

A ponieważ Wy wszystko wiecie, to mi pomóżcie rozszyfrowac, co to takiego, co rosło tam w Gołuchowie, nie wiem, co to jest, a ciekawość mnie zjada.



Ponieważ od jakiegoś czasu dokucza mi Prostata, to pozwólcie, że się oddalę w zacisze, schowam za ekran i będę sobie tak do Was zerkała i odzywała od czasu do czasu.
Buziaki.

33 komentarze:

  1. Pięknie w tym Gołuchowie, a to się nazywa lepiężnik jakiś tam, bo jest ich chyba kilka, taki rośnie nad naszą fosą, bardzo lubię ten etap wychodzenia jego z ziemi, potem jest mniej efektowny.
    Dobrymi radami wybrukowane jest piekło, wiem, ale tobie przydał by się dystans do tego co się wkoło Ciebie dzieje, za bardzo się w to wszystko angażujesz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Marija, miałaś rację, to lepieżnik różowy. I gdyby nie to, że wymaga wilgotnych gleb już bym sobie go szukała do naadzeń.
      Masz rację -angażowanie się to moja przywara, a zmusić mnie do dystansu w tych kwestiach to jedynie zakuć w dyby. Chociaż są chwile, że bardzo się staram, bardzo.

      Usuń
  2. Nie należę do tych co wszystko wiedzą i nie wiem co to rośnie, ale już Marija zgadła.
    Zerkaj, zerkaj do Kurnika tutaj humor Ci się poprawi, a "jeszcze nie było, żeby jakoś nie było" jak mawiała koza Esmeralda w bajce Morcinka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja znam inaczej, jeszcze nigdy tak nie było, żeby nie mogło być gorzej.A do Kurnika zaglądam, no jak nie zaglądać do Kurnika?

      Usuń
    2. Do Kurnika to mus i obowiązek, a nawet powinność.

      Usuń
  3. Mnemo bo wiosna wbrew pozorom depresyjna jest i tyle.........
    A jeżeli chodzi o te roślinki na zdjęciu, to o ile jeszcze pamiętam z dzieciństwa, są to kwiaty łopianu ( fachowo lepiężnik różowy)po naszemu łopuch:))). Potem urosną takie wielgachne liściska.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja koleżanka mówi, że ma zawsze deprechę, jak dojrzewają śliwki...patrz ile to koncepcji jest na deprechę...

      Usuń
    2. Pal licho koncepcje, o tej drugiej też słyszałam.
      Gorzej ,że dziadostwo człowieka znienacka dopadnie, a pozbyć się go tak prędko się nie da. I jeszcze powroty lubi wrrrrrrrrrrr.

      Usuń
    3. Może, jak jutro pobaluję z jedną z Kur to mi przejdzie? Tylko ciiiii

      Usuń
    4. A jak Cię wezmną na tortury???Łaskotanie piórkiem po podeszwach, giglanie w boczki, smyranie kłakiem w nosie? Pękniesz, jak nic...

      Usuń
    5. Garde sprawdziłam, bo mi nie pasowało z tym łopianem ;) Lepiężnik należy do tej samej rodziny, ma podobne duże liście, ale łopian inaczej kwitnie, ma kwiaty w formie "rzepów"

      Usuń
    6. Dzięki Marija, widocznie ta rodzina mnie zmyliła. Lepiężnik jest znacznie bardziej dekoracyjny jak widać, łopian mniej.Ale blisko było:)))

      Usuń
  4. No masz, nie miałam pojęcia, że łopian to lepiężnik, do tego różowy! Mnemo, to ja go mam pełno! Podesłać Ci?
    Już u Kreta pisałam, ale w Gołuchowie Ognio konserwował meble. Kużden jeden swoją łapką macał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może masz zwykły łopian, a ten tak nie kwitnie, bo byś widziała przecież. Zwykły też rośnie u nas na drodze, ten różowy bardziej dekoracyjny no i lubi wilgoć- u mnie bez szans. Nie byłam w środku zamku, bo to święto było, ale jak tam jeszcze raz trafię, to zwiedzając będę głaskać każdy mebelek, pamiętając, że Ognio macał. A nawet pochwalę się znajomym, a co!

      Usuń
  5. Na macanki tam jedziesz, czy w gosci? :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co przeszkadza jedno drugiemu? Wiesz, w pewnym wieku o macanki coraz trudniej...

      Usuń
  6. W drodze na Chocholowska tego lepieznika cala moc...nie wiedzialam jak sie ta roslinka nazywa ale teraz wiem...ale lepieznik to nie lopian, mysle!

    OdpowiedzUsuń
  7. kiedy widzę takie wielkie coś i serce moje wzdycha, że mogłabym tak, zaraz po tym, tłumaczę sama sobie, a kto by tam tyle okien wymył - i przechodzi :-)

    Mnemo wiem o czym piszesz. Nasze prace są różne, ale był czas, że wychodziłam o 7 a przychodnie zamykałam o 22. Czy było warto? Teraz wiem, że nie. Tylko czy człowiek ma wybór- niby ma, ale tylko teoretycznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak to, kto by okna wymył? Jaśnie pani na włościach mnóstwo służby zatrudniała do takich czynności ;)
      Człowiek po fakcie dopiero wie, że nie warto było .... ot, co.

      Usuń
    2. Ma wybór, a nie umi podjąć decyzji, bo mu się wydaje, że gdzie indzi to tylko sromota. A może być różnie. Okien bym nie myła, po, co?

      Usuń
  8. No cóż... Rozumiem Cię doskonale. A Gołuchów i lepiężnik też mi się podobają.

    OdpowiedzUsuń
  9. O lepiężniku ciekawie napisane: http://niezleziolkobieszczad.blogspot.com/2015/05/lepieznik-czy-kosmiczne-elfy.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Marija, super wiadomości. Nie znałam tej rośliny, a teraz proszę ile nowych wiadomości.

      Usuń
  10. Kiedyś tylko obok przejeżdżałam, ale co jakiś czas czytam, że ktoś w Gołuchowie był i zachwycony wraca.

    Cos w powietrzu depresyjnego hula w najlepsze. Muszę do apteki witaminę D kupić, bo trochę pomaga. Mnie przynajmniej. Ostatnio nie biorę, bo nie mam i efekty, a bardziej ich brak od razu dają o sobie znać.
    I magnez do tego.

    OdpowiedzUsuń
  11. Gołuchów piękny, jako i lapiężnik czy cóś tam :) A co to ta Prostata ? Deprecha? Jeśli tak, to współczuję, ale jak dziewczyny mówio- Kurnik wyleczy wszystko, całe zuo :)
    Obejrzyj sobie Zupełnie nowy Testament, może Ci przejdzie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prostata, jak by Ci tu powiedzieć...nie jest moja...
      Dziś w ramach leczenia zua jeszcze paraduje w koszuli nocnej...fulluz sobie robie.

      Usuń
  12. Gołuchów widziałam, byłam, super.
    Lepieżniki znam, lubię bardzo. Żeruje na nich nasz najwiekszy ryj :)
    A jakiegoś z prostatą (zdrową i nieprzerośnietą) szukam, ale ni ...żadnego ...:(
    ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, że to lubi wilgoć, bo też mi się podoba. Może takiego ze zdrowo prostato to byś znalazła, ale, co z reszto? Modro głowo, zaradnościo, czułego...dzie tacy są?

      Usuń
  13. Nie znam, ale moze poznam:)
    Nowy Testament -polecam takoz:)

    OdpowiedzUsuń

Fajnie, że zostawiasz słówko:) A im więcej słówek tym milej:)