Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ludy z drewna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ludy z drewna. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 5 grudnia 2013

Czy jeszcze to pamiętacie? Mrożąca krew w żyłach historia z życia (blogowego) wzięta...

To było latem, kiedy podczas wakacji, na Mazurach, narodził się pomysł robienia "ludów", a wraz z nim pomysł na historię romantyczno-gangsterską. Nie powstałaby, gdyby nie pomoc moich Fantastycznych Blogowych Koleżanek (FBK), które zawalając, co pilniejsze zajęcia  do późnych godzin nocnych pisały kolejne mrożące krew w żyłach odcinki tej pasjonującej opowieści. Ja w tym czasie odcięta od stałych łącz, piłowałam, wierciłam, opalałam, woskowałam i majstrowałam kolejne "ludy", kolejnych bohaterów, wtrącając od czasu do czasu zdanie i zagajając kolejne odcinki. 
Dla niewtajemniczonych tylko powiem, że odcinki powstawały na żywo, w komentarzach, które czasami się mieszały, zwroty akcji były niesamowite, ale i tak ogólnie wszystko się ładnie skleiło w logiczną całość.
 Akcja rozwijała się błyskawicznie, do tego stopnia, że nadszedł koniec urlopu i nie zdążyłam wszystkich postaci wykonać. W kolejne wakacje muszą koniecznie i powstać i wtedy napiszemy ciąg dalszy:)

Obiecałam, że w długie jesienne wieczory skleję tą historię w jedną całość i właśnie dziś prezentuję część pierwszą. 

Jej autorkami są (kolejność przypadkowa)
Hana
Mika ( z Haną)
Owca Rogata (Pacjan z Barcelony)
Prima Vera (nie ma bloga?)
Mnemosyne
( jeśli kogoś ominęłam to przepraszam)

Dziewczyny bardzo Wam dziękuję, bo czytając tamte posty po raz kolejny zaśmiewam się do łez, to była ogromna frajda tak się z Wami bawić. 
Po sklejeniu wszystkiego w jedną całość nie wiadomo, który kawałek tekstu jest czyj, ale jeśli ktoś ma ochotę, zobaczyć, jak to wszystko się ZACZĘŁO i jak dalej ROZWIJAŁO,  przy czym troszkę pośmiać w ten zimny i wietrzny wieczór niech kliknie na linki poniżej:

1.Eustachy
2.Czarny Zenon
3. Żona Zenona

4.Wołoducha
5.Sklepowa Janina




"Dom nad bagniskiem"

Eustachy od wielu już lat mieszkał w maleńkiej  mazurskiej wiosce, tuż na skraju wsi, koło bagniska. Nikt dokładnie nie wiedział skąd przybył i nigdy nikt nie widział, aby do Eustachego zaglądali goście. On sam był mężczyzną przystojnym, słusznej postury z bujną blond czupryną i miłym wyrazem twarzy, na której widniała pokaźnych rozmiarów szrama. Na pytania o jej pochodzenie machał tylko lekceważącą ręką i zmieniał temat. Mimo, że był odludkiem to ludzie we wsi lubili Eustachego, bo był cichy i spokojny. Nie spędzał całych bożych dni pod sklepem pociągając z butelki jak inni, ale z troską zajmował się swoimi zwierzakami a w ogrodzie uprawiał piękne i egzotyczne tutaj warzywa i kwiaty. Ludzie gadali, że rozmawia z owcami, szczególnie z baranem Franciszkiem, a jego piękny pies imieniem Frodo nie odstępował go na krok. Czasem ludzie widywali Eustachego siedzącego w bujanym fotelu w ogrodzie z kotem na kolanach, psem u stóp i Franciszkiem pasącym się w pobliżu. Dziwowali się, jak można kota nazwać Grażynką, bo tak właśnie kot miał na imię.
Eustachy podobał się miejscowym kobietom. Rozwódka Ramona wodziła za nim wzrokiem i na jesieni zanosiła grzybki w occie, wdowa Józefa też potajemnie wzdychała do Eustachego, bo tak jawnie jeszcze nie wypadało, chłop dopiero pół roku, jak zmarł z przepicia, nawet Joanna troszkę starszawa już panna o okrągłych biodrach i bujnym biuście, która za nic miała zaczepki innych miejscowych chłopaków łaskawym okiem zerkała na Eustachego.
Ale Eustachy udawał, że nie widzi tych wszystkich oznak zainteresowania. Za grzybki uprzejmie dziękował i odwdzięczał się piękną skorzonerą z ogródka, którą Ramona wyrzucała kurom, bo nie wiedziała, co z takim dziwactwem ma zrobić. Na Józefę nie zwracał uwagi, bo nie wiedział, że ta potajemnie do niego wzdycha, a wypiętego biustu i kołysania bioder Joanny zdawał się nie dostrzegać, gdy ta mijała go a to na drodze, a to w sklepie.
Nagle pewnego dnia gruchnęła wieść na wsi, że do Eustachego przyjeżdża dawny znajomy. Nie żeby Eustachy o tym opowiadał, ale stary listonosz Mieczysław Szybki zanim doręczył telegram do adresata, którym był nie kto inny, jak Eustachy, przeczytał jego treść i w wielkiej tajemnicy powtórzył  sklepowej Janinie. Pewnie by nie powiedział, boć to tajemnica służbowa, ale tak go zaintrygowała treść, że zwyczajnie nie wytrzymał. A napisane tam było tak:

" Eustachy nie mam wyboru STOP
 Muszę się u Ciebie na jakiś czas zatrzymać STOP
 Moja żona dojedzie wkrótce STOP"
Podpisano
Czarny Zenon

Zanim telegram dotarł do Eustachego już praktycznie cała wieś wiedziała, że Eustachy będzie miał gościa.
Eustachy nie przeczytał telegramu w obecności listonosza, więc wieś nie wiedziała jak zareagował na wieści. A było tak: zmarszczył lekko brwi, bo nigdy niczego dobrego się po telegramach nie spodziewał, grzecznie podziękował i dał 2 złote za fatygę. Obrócił się na pięcie i wszedł do domu. Usiadł przy kuchennym stole i zapatrzył się w kawałek papieru, leżący przed nim. "No cóż, trzeba otworzyć..." westchnął. I otworzył. Wpatrywał się w czarne litery, jakby nie umiał czytać. Twarz mu zbladła, a zimny pot wystąpił na czoło. Patrzył na podpis i patrzył, nie dowierzał własnym oczom. "Czarny Zenon... A myślałem, że nigdy już tego imienia nie wypowiem, a człowieka nie zobaczę... Nie udało się - pomyślał z goryczą - Nie udało... Ale skąd miał mój adres???" Eustachy wsparł głowę na dłoniach i zatopił się we wspomnieniach. Demony przeszłości wróciły.

No i znów ten Dar Zeusa – pomyślał Eustachy. A tak mi się tu pięknie żyło. Z ludźmi, ale jednak obok. Z dala od kobiet, bo z nimi to człowiek nigdy nie wie, co go spotka. Żona Czarnego. Żona Zenona. Nawet się rymuje. Poezja w tej całej ponurej prozie. Może jednak dobrze się stało. Żona Zenona jakoś lepiej brzmi, niż żona Eustachego.
A miała być moja. Kochała, tęskniła, spać nie mogła – tak pisała z miasta w listach, posyłając zasuszone liście i płatki kwiatów, które razem zbieraliśmy na górskich połoninach latem. Mój Stachu, mówiła, mój luby, nie wyobrażam sobie życia z nikim innym. Będę z Tobą boso chodzić po łąkach i pasać owce. Zbierać zioła. I chodziła, i zbierała, i pasła. Całe lato. Moja Eulalia. Od słów greckich eu - "dobrze" i lalein - "mówić", czyli "dobrze mówiąca" lub "elokwentna". Doskonale pasujące do niej imię. Uwielbiałem słuchać jej głosu, długich opowieści od wschodu księżyca do wschodu słońca. Byliśmy tacy szczęśliwi… Eu i Eu. Podwójne szczęście. Do czasu, aż pojawił się Czarny. Zenon, zwany czarnym z racji przyodziewku w tym kolorze. Zenon przyjechał na motorze w odwiedziny do mej górskiej chatki w Maramureş i od razu oczarował Eulalię. „Dar Zeusa” – mówiła o nim Eulalia. A darów się nie odrzuca…

Wzniecając tumany kurzu, na przystanek przy sklepie podjechał zdezelowany nieco pekaes. Z koszami i tobołkami na plecach wysiadły z niego miejscowe gospodynie wracające z targu. Sklepowa Janina bezmyślnie gapiła się przez okno na tę zwyczajną scenkę i już miała wrócić za ladę, gdy z autobusu wysiadł nieznany mężczyzna. Na pewno nie pochodził stąd, od tutejszych chłopów różniło go wszystko. Niezbyt wysoki, szczupły, wręcz chudy, w czarnym, gładkim garniturze wyglądał trochę jak ksiądz. Było w nim coś znajomego, ale Janina nie potrafiła uświadomić sobie co ją tak poruszyło. Autobus odjechał, a mężczyzna po krótkim wahaniu ruszył w stronę sklepu. Janina pośpiesznie wróciła za ladę udając, że układa na półkach torebki z mąką. Zaskrzypiały drzwi i mężczyzna wszedł do sklepu. Janina odwróciła się i napotkała elektryzujący, metalicznie zimny wzrok nieznajomego. Przeszył ją dreszcz, który nie był nieprzyjemny. Ten nos, pomyślała, przecież znam ten nos!

W tym czasie Eustachy siedział przy kuchennym stole z głową wspartą na dłoniach. wierny pies Frodo patrzył na niego smutnym wzrokiem a kotka Grażynka wyginający grzbiet w łuk ocierała mu się o nogi. tylko baran Franek w sadzie za domem spokojnie skubał trawy......
Przecież to niemożliwe - myślał Eustachy. Jak on śmie zakłócać mi z trudem odbudowany spokój? I Eulalia? Musiało stać się coś bardzo złego, inaczej nie mieliby odwagi na taki krok. Minęło tyle czasu! Jak ona teraz wygląda? Nadal go kocha? Też mi dar Zeusa! Kaprawy kurdupel. Myśli, że jak na czarno się ubierze, to wygląda jak Jude Law - snuł ponure myśli Eustachy.
I te świdrujące oczka i zaczes "w dupkę", no nie, nie zdzierżę tego pożal-się-Boże latin lovera!

"Eustachy, nie mam wyboru". Bezczelny to Czarny jest, jak zawsze. Nigdy nie miał wyboru. Zawsze vis major. On i jego życie. Tylko to się liczyło. On nie ma wyboru i ja mieć wyboru nie będę, bom za mało asertywny, jak zawsze. Wie drań, że nie odmówię gościny. Przez wzgląd na Nią. Ona też nie lepsza. A niech ich jasna cholera. Drzwi przed nosem powinienem mu zatrzasnąć, gdy tu przyjdzie.

A tymczasem w sklepie... Zenon brał Janinę pod włos. Rozejrzał się po wnętrzu sklepu i powiedział: "Ach, jakiż miły sklep!" Okrasił ten komplement uśmiechem, który miał być miły, ale wyglądał jak szczerzenie wilczych kłów. "E, taki tam zwykły wiejski sklepik" - odrzekła Janina, przyglądając mu się uważnie. "Ale uszlachetniony pani osobą" bajerował dalej Zenon. Janina oblała się pąsem. Takich komplementów nigdy nie słyszała. "No wie pan..." wybąkała. "Na pewno zna pani tu wszystkich" przystąpił do ataku Zenon. "Ano wiadomo, jak to na wsi" odrzekła błyskotliwie sklepowa. " A wie pani może, gdzie mieszka pan Eustachy? To mój bliski znajomy..." W Janinie odezwała się czujność. "Jak taki bliski, to chyba pan wie, gdzie mieszka?" zapytała przytomnie. "No, numer znam, ale tu u was taka ta numeracja poplątana" przymilił się Zenon. "O tam, na końcu wsi" pokazała kierunek. "Dziękuję pani uprzejmie" odrzekł Zenon z diabolicznym uśmieszkiem. "Na pewno się jeszcze zobaczymy". Gdy tylko drzwi zamknęły się za nieznajomym, Janina złapała za telefon...
Halo, Eustachy? - Nabrała powietrza za pomocą obfitego biustu.
- Szykuj nalewkę, gościa masz. Już do ciebie idzie. Co, kto? No twój kumpel przecież, taki kunus ze świdrującymi oczkami, haczykowatym nochalem i loczkiem, jakby krowa go przylizała. Co? Może i Franek, ja tam nie wiem. Przynieść ci coś do jedzenia? Smacznie gotuję, wiesz?
Janina podlizywała się bezskutecznie. Eustachy tak był przybity tą hiobową wieścią, że nie podjął tematu, a wdzięki Janiny ekscytowały go jeszcze mniej, niż zazwyczaj. Czuł się jak kawał drewna - odrętwiały i wypalony.
- A, co mi tam, mruknął pod nosem. Sięgnął do kredensu i po raz pierwszy od 30 lat wypił duszkiem pół butelki przedniej gorzałki. Otarł usta wierzchem dłoni, beknął, aż pogłos poszedł po chacie.
No, teraz czuć mnie jak prawdziwego mężczyznę: wódką, czosnkiem i babą - pomyślał z rozpędu i nieco na wyrost, zwłaszcza w kwestii baby. Teraz się policzymy! Ledwie skończył myśl, usłyszał obcesowe pukanie do drzwi. Wyprostował przygarbione plecy, wypiął klatkę piersiową i otworzył wrota. Aż się zakałapućkał z wrażenia:
- To ty? Boże mój, skąd...przecież...nie, to wykluczone, wyglądasz ciągle tak samo, niemożliwe, żebym...

W drzwiach stała Janina.
- Niemożliwe, żebym ją zaprosił, gorączkowo bił się z myślami Eustachy. Nie Janiny się spodziewał. - Mogłaby raz zmienić te łachy, ciągle wygląda tak samo. Chociaż, jakby tak, hm, no nie, co ja tu...no, w sumie...biust ma całkiem dorzeczny, a i bioderka niczego sobie. Ani taka stara, ani taka panna...Już, już miał sięgnąć po zupę, którą jednak przyniosła, gdy przed oczami stanęła mu Eulalia biegnąca ku niemu w wianku ze stokrotek. Ręce mu opadły. Co to wódka robi z chłopem - pomyślał z przyganą.
Wejdź, skoro już tu jesteś. Aleś się mogła chociaż ogarnąć, a nie ciągle w sklepowych łachach. Jak byś się tak ogarnęła, to kto wie Jaśka, co by było. E, Stachu, a co by miało być. Postawiła zupę na płycie kuchennej i wyjęła z kredensu dwa talerze. Jeszcze dziś nic nie jadłam, Ty pewnie też o suchym pysku z tymi zwierzętami siedzisz - rzekła Janina krzątając się. O, zupa ogórkowa - pomyślał Eustachy. Moja ulubiona. Ta Jaśka nie taka zła. Znów zobaczył Eulalię boso stąpającą po rosie o świcie. Jednak burczenie w żołądku, zapach zupy i słowa Janiny przywołały go do rzeczywistości. Zaczęli jeść.
Powiem ci, - zaczęła Janina - ten twój znajomek to chyba jakiś wredny typ. Tak mu z oczu źle patrzy... "Jakbyś go, Jaśka, znała" westchnął Eustachy. " a co to w ogóle za dupek? zapytała, żądna plotek. "Długa historia", machnął ręką, Nie ma czasu teraz, on pewnie zaraz tu będzie. W tym momencie Janina zorientowała się, że od Eustachego wionie zapach bynajmniej nie fiołków. "Ty piłeś???!!!" zawołała ze zgrozą - jak świat światem, nikt i nigdy nie widział Eustachego pijanego! "NO to musi być jakaś poważna sprawa" powiedziała do siebie. W tym momencie rozległo się mocne i zdecydowane pukanie do drzwi. Eustachy zerwał się na równe nogi. "Ty siedź!!" rozkazała Janina. Ja otworzę. Zaskoczymy go! - i ruszyła do drzwi.
Jednym władczym szarpnięciem otworzyła je. Ich oczom ukazał się żałosny widok. Na progu stał Czarny Zenon. Naderwany nos zwisał mu jakoś smętnie, po zawadiackim loczku nie było śladu, metaliczne, świdrujące spojrzenie jakby przygasło. Czarny, lśniący do niedawna garnitur był brudny i pognieciony, jedna nogawka spodni wisiała w strzępach. Eustachy kątem oka zobaczył na podwórzu swego psa Frodo oraz barana Franka, jak wyrywają sobie z pysków kawałek czarnego materiału.
- Kochane psisko, z satysfakcją pomyślał Eustachy. Jako że był lekko otumaniony alkoholem, z pijacką wylewnością rzucił się w stronę Zenona.
- Zenuś, brachu! A co ty chudzieńki taki i poczerniały jesteś? Dała ci popalić nasza Eulalka, co?
Tak go ściskał i tarmosił, że biednemu Zenonowi zsunął się z głowy gustowny berecik. Niebieskim oczom Janiny ukazały się dwie niewielkie wypukłości - Nie, to nie może być prawda - oniemiała Janina zdjęta grozą osunęła się na krzesło. Wiedziałam, wiedziałam, że
Ot, babo durna! Eustachy natychmiast zorientował się w czym rzecz. Myślisz, że to rogi? Jaśka! Toż to nieudany przeszczep włosów! Zawsze był z niego kokiet i narcyz, aż się doigrał.
Jednak Eustachy nie wiedział wszystkiego. Spożyty alkohol przytępił mu zmysły, w tym rozum.

W tym czasie Eulalia pakowała swój skromny dobytek. myślała nieustannie o tym co ją spotkało. dlaczego byłam taka głupia i poszłam za Zenonem..... takie smutne życie miałam ani
A Eustachy ostrzegał mnie. Nie wszystko złoto, co się świeci - mówił. Eulalio, Eulalio...A teraz co, jak się pokazać Eustachemu po tym wszystkim. W takim stanie.
Ale Eustachy był jedyną jej ostoja, jedynym człowiekiem na którego mogła liczyć. Nie było wyjścia, jechać mus. Zenon już pewnie tam dotarł, pomyślała. Jak też Eustachy go przyjął? Tyle krzywdy mu zrobiliśmy, tyle krzywdy... I te wyrzuty sumienia całkiem by ją zadusiły, gdyby nagle nie spojrzała na zegarek. "O matko kochana, pociąg zaraz!" I pognała na dworzec.
Tymczasem Eustachy Nie wiedząc co czynić w tej sytuacji wydobył z szafki niedopitą butelką i postawił przed Zenonem. Brzęknęły kieliszki. -Stachu polej, bo mi się przód z tyłem pomieszał. A co ty za bydlęta tu w obejściu hodujesz? Narowiste, że szlag! Patrz, marynarka nówka z bazarka na ściery pójdzie.
Gdybym chociaż wiedziała, dlaczego? Nigdy nie kochałam tego kurdupla, no, może raz.
Takie oto gorzkie myśli kotłowały się w nadal ślicznej główce Eulalii, chociaż już bez wianka. Oj dolo ty moja, doloż - załkała. Wrzuciła do walizki najpotrzebniejsze rzeczy i kilka niepotrzebnych, ustawiła nawigację i wyszła z domu, by znów gonić za Zenonem. Tym razem jednak wiedziała, gdzie go szukać. Udała się zatem na dworzec PKS.
W domu Eustachego tymczasem wstrząśnięta Janina biła się z natrętnymi myślami. Z całą pewnością gdzieś już widziała ten płaski ryjek i haczykowaty nos. Pomyślała przez moment, że chyba myli Czarnego Zenona z ryjówką, ale nie, coś mówiło jej, że te świdrujące oczka kiedyś już na niej spoczywały. Nie kojarzyło jej się dobrze to doznanie. Siedziała na krześle jak przymurowana. Ogórkowa dawno wystygła, nieasertywny Eustachy próbował ratować garnitur Zenona, Zenon siedział przy stole w samych gatkach, a kotka Grażynka pracowicie udeptywała jego chude i ponad miarę porośnięte sierścią kolana. Janina otrząsnęła się z letargu i obrzydzenia, wytarła rękawem nos i odgrzała zupę.
Widok Zenona i kieliszków na stole spowodował, że Eustachego przeszył dreszcz, a na czole pojawiły się kropelki potu. Jego przytłumiona wódką pamięć zaczęła cofać się i powracać do tego sądnego dnia,kiedy to on, Eulalia, Zenon i motor... Po mocno zakrapianej nocy...potem, czarna dziura. Pamięta, że obudził się w szpitalu. Zza krat, spoglądała na niego Eulalia i on.
Tyle lat, Zenuś, tyle lat! I za co? W miarę jak ubywało w butelce alkoholu, Eustachy podupadał na nastroju. Zenon zaś, wręcz przeciwnie. Wstał, zrzucił z Grażynkę z chudych kolan, walnął krótką rączką w stół, aż talerze nie podskoczyły i rzekł:
- Jaśka! Polej zupy!
Zupę zjedzcie, a nie tak pić na pusty żołądek. Wódka nigdy nikomu problemów nie rozwiązała - mamrotała Janina zła na siebie, że się na własne życzenie wplątuje w jakąś starą historię, z której nie wiadomo co się urodzi. Ten Zenon nie budził zaufania. A Eustachy jak plastelina. Jeszcze mu łachy ceruje. A taki mocny się wydawał. Chłop na schwał. A tu proszę. Wszyscy oni tacy. Bez baby poginęliby, jak muchy na lepie.
I w tym właśnie momencie Janina doznała olśnienia. Już wiedziała, gdzie widziała tę facjatę i świdrujące oczka! W sklepie! W jej własnym sklepie!
Chlusnęła zupą na stół i wyrzuciła z siebie:
- Wiem, przypomniałam sobie! To ty napadłeś na mój sklep i ukradłeś 3 kilo mąki i siedem piw! I jeszcze proszek do pieczenia próbowałeś zwinąć, ale nie zdążyłeś!
Wszystkie elementy układanki nagle zaczęły do siebie pasować.
Przeszłość wracała szybciej, niż sobie Eustachy życzył. Pojawienie się Zenona zawsze oznaczało kłopoty. Od dziecka tak było, aż do tego dnia, którego nie pamięta. Amnezja dysocjacyjna to się zwie.
Okradłeś Jaśkę ty draniu? To znaczy, że już tu byłeś - Eustachy nie panował już nad sobą. Wstał i złapał Zenona za podkoszulek i przeniósł pod ścianę. Był prawie dwa razy większy. Janina przestraszyła się nie na żarty. Jezus, Maria, Eustachy!
Ja ci dam polej zupy! - pomyślała mściwie Janina. I jeszcze może powiesz, że słona, cholero jedna, diable rogaty! Nagle ją olśniło. Wszak dzisiaj była u zielarki, starej Wołoduchy, co za wsią pod lasem mieszkała. Na wszystko lek miała, nawet na skręt kiszek i łysienie plackowate, o takich drobiazgach jak łuszczyca nie wspominając. No i Janina dzisiaj dostała od niej takie specjalne ziółka, co to organizm cały oczyszczać miały, tylko w małych dawkach je trzeba stosować, bo inaczej efekty mogły być nieprzewidywalne.
"Oj oczyszczę ja ci ten organizm, oczyszczę, aż się na drugą stronę przenicujesz!" mruczała pod nosem, sypiąc hojnie ziółka do zupy...

Eustachy puścił Zenona i zasiedli w końcu do jedzenia. Zenon musiał być nieźle głodny, bo zjadł swoją porcję błyskawicznie i nawet się nie zorientował, że do niej sporo jakichś ziół Janina sypnęła. Janina z kolei, gdy emocje nieco opadły, zorientowała się, że wsypała Zenonowi prawie całą zawartość woreczka. O Jezu, Wołoducha mówił "w małych ilościach", bo zabije nienawykłego.

Zenon nagle zzieleniał na twarzy, z ust wydarł mu się jęk. Zerwał się od stołu jak oparzony, otworzył drzwi i pognał w noc.
- Dobrze, że jest w samych gatkach - pomyślała Janina. Sprzątnęła ze stołu naczynia, umyła je, wytarła, schowała do kredensu. Nakarmiła Frodka i Grażynkę, z politowaniem popatrzyła na Eustachego, a Zenona ciągle nie było. Janina lekko się zaniepokoiła.
- A tam, oczyści się z toksyn, to mu tylko dobrze zrobi - myślała życzeniowo.
Gdy talerz już został opróżniony, Eustachy, który dobrze widział, co Janina zrobiła, zapytał troskliwie: "A dobrze ty się Zenuś czujesz?" Zenon nie zdążył odpowiedzieć, bo zaczęło go palić we trzewiach i dech mu zaparło. "Toaleta!!!!" wycharczał dziko. Eustachy powiódł go ku zielonym drzwiom w korytarzyku. Janina zaś siedziała jak wmurowana w ziemię, przerażona swoim czynem. "Nie martw się, Jaśka, pocieszył ją Zenon - Należało mu się, za Eulalię, za moje życie zmarnowane, za te wszystkie lata! Niech ma!
A co! Toalety mu się zachciewa! Niech pogania po krzakach jak kot z pęcherzem, niech komary zeżrą jego chudy tyłek! - dorzuciła Janina w akcie samouspokojenia, bo przestraszona była nie na żarty. Drzwi na podwórze otworzyły się z głuchym łoskotem. Stał w nich Zenon lekko chwiejąc się na nogach być może z powodu alkoholu, a być może z powodu odwodnienia. Ale żył i wydawał się bardzo oczyszczony.
"Mocne zupy to gotujecie..." wymamrotał. "A mocne! Lud tu zdrowy i krzepki, wie co jeść!"powiedział z nutką triumfu Eustachy. " A teraz, skubańcu jeden, gadaj, po coś przyjechał?? I gdzie Eulalia???" (O rety, chyba się robię asertywny - pomyślał z satysfakcją. Może to te ziółka?)
Jak by Ci tu powiedzieć w skrócie...zaczął dość niepewnie Zenon. Zdania nie zdążył dokończyć, gdyż z minuty na minutę coraz bardziej asertywny Eustachy przerwał mu: Ty mi tu żadnych skrótów nie wymyślaj. Ostatni Twój skrót zabrał mi dziewczynę i do kryminału zaprowadził! Siadaj i gadaj! Janina aż zbladła. "Do kryminału"! O Jezusmariajózef. Do kryminału! Stachu wydała z siebie jęk - to Ty kryminalny? i usiadła na fotelu w kącie. Zaraz kryminalny.Tak mnie ten drań załatwił wraz z moją byłą narzeczoną, którą w sobie na tydzień przed naszym ślubem rozkochał. Sam dokładnie nie wiem, co się potem wydarzyło. Wszystko było jak zły sen, ale areszt był prawdziwy.
Przez twoją mąkę i siedem piw siedziałem! - krzyczał rozgoryczony Eustachy. Mało brakowało, a siedziałbym też za proszek do pieczenia! Tobie to Jaśka zawdzięczam, broniłaś asortymentu jak lwica!
Oesusicku, pomyślała Janina. Gdybym wiedziała, zabiłabym drania. A więc to wszystko było ukartowane? I miłość Eulalii udawana? A to zdzira! Takiego mężczyznę posłać do pierdla!
Ale nie wszystkie domysły Janiny były prawdziwe. Piwa i mąka tak, udawana przyjaźń Zenona tak, ale z Eulalią sprawa nie była taka prosta. Ona rzeczywiście kochała Eustachego, zauroczenie Zenonem spadło na nią jak grom z jasnego nieba. Podstępny padalec był kompletnym przeciwieństwem Eustachego, uroczy, elokwentny, uwodzicielski. Eustachy, umówmy się, prostym i nieskomplikowanym facetem był, kochał mocno, ale za bardzo okazać tego nie umiał. A Eulalia łasa była na komplementy i słodkie słówka no i dała się złapać na lep. Otrzeźwiała dość szybko, ale było już za późno. Teraz , gnana wyrzutami sumienia, wysiadała na wiejskiej stacyjce...
Tak, dała się omamić draniowi. Złapała się na jego komplementy, czułe słówka,jego miłość. Tu nie miała wątpliwości, że Zenon ją kochał. Kochał namiętnie i mocno, aż do spotkania następnej "muzy". A spotykał je co i rusz. Taki typ. Tak, oczarował ją. Straciła rozum. Mógł z nią zrobić, co chciał. I robił. Nie mogła sobie darować, że tak łatwo Zenonowi z nią poszło. Przecież kochała też Eustachego. Chyba nawet bardziej niż kogokolwiek na świecie.
Z zamyślenia wyrwało charczenie megafonu na stacji. Zdziwił się, że tutaj, na stacji w jakiejś głuszy, z jednym jedynym torem, zapowiadają przez megafon. Odetchnęła głęboko. Powietrze było czyste i pachnące żywicą. Eulalia poczuła w sobie siłę. Miarka się przebrała Zenonie, tym razem już Ci nie pomogę. Nie dam Ci znów wrobić Eustachego w Twoje niecne sprawki. Miarka się przebrała.

Wyszła przed stację i ruszyła przed siebie. Balsamiczne powietrze spowiło ją niczym welon. Znajome zapachy obudziły w niej wspomnienia. Minęła wiekową lipę teraz obsypaną kwieciem. Ileż to razy czekała tu na Eustachego, ileż pocałunków widziało to drzewo! Czule pogłaskała chropawy pień. - Ech, lipo, lipo... zaszlochała wewnętrznie. Było jej ciężko na duszy. Nie gnała bynajmniej na skrzydłach miłości. Nadal kochała Eustachego, teraz wiedziała to na pewno. Bała się jednak tego spotkania. Czy zdoła rozbić narosłą w Eustachym górę goryczy i zawodu? Czy zechce on spojrzeć łaskawym okiem na wieloletni efekt komitywy z krasnoludkami w XIX-wiecznej szafie? Poczuła moc.
- Strzeż się Zenek, zawołała i przyspieszyła kroku.


Ciąg dalszy nastąpi...

A to pierwsi bohaterowie, następni w kolejnych częściach: