Ale, ale obiecałam żonę Zenona, którą już od "a" do "z" stworzyłam sama. Przyszykowałam drewno, obrobiłam wyrzynarką i szlifierką, trochę poddłubałam wiertarką. Zaolejowałam sukienkę i wybieliłam twarz woskiem wybielającym. Nawet samiusieńka przymocowałam złomek, który udaje oczy, ręce, włosy itd.itp. Tworzenie takiego luda to nieasmowita frajda. Teraz by się przydało stworzyć, jakieś dziecię, bo, jak wiecie Zenon nie zrobił swojej żonie żadnego. Ale akcja się toczy, dramaturgia wrasta, dziecię musi się pojawić na świecie........
Część druga. Żona Zenona
Eulalia z ciężkim sercem zbliżała się do domu Eustachego.
Jeszcze w oczach miała swój ogród, który tak nieoczekiwanie musiała porzucić. Nie zobaczy, jak jej piękne hortensje będą nabierać szmaragdowych barw, tak się cieszyła tym nowym okazem, który dopiero w tym roku pięknie się rozrósł....
Nie przysiądzie już na swoich ulubionych schodkach, mając za plecami kobaltową lobelię, której kwiaty od samego rana przyciągają trzmiele i pszczółki.
Co ja głupia narobiłam......Czy Eustachy będzie chciał na mnie jeszcze spojrzeć? Czy będę się mu jeszcze podobała? Życie z Czarnym Zenonem to było jedno pasmo udręk. Sielanka skończyła się szybko, a Zenon bardzo szybko pokazał swoje prawdziwe oblicze. Zostawiał mnie samą na całe dnie i nie tylko, bo przepadał gdzieś na całe noce. Wracał nerwowy i drażliwy. Do torby, którą ze sobą zawsze prznosił nie wolno jej było zaglądać. Mówił tylko, że kiedyś będzie żył "jak król". Nie pozwalał jej nikogo zapraszać do domu, ani wychodzić poza ogród, na który przelała całą swoją miłość. Bo o dziecku Zenon nawet nie chciał słuchać.Nawet nie mogła wyjść do fryzjera dlatego od lat nie ścinała włosów i nosiła staroświeckie warkocze. Jej twarz zbladła a usta od ciągłego smutku przybrały kształt podkówki.
Ja i Zenon!!! Ale to była pomyłka. Przecież my nawet urodą do siebie nie pasujemy. On jakiś taki mały, chudy i ten sowi nos!!!!!
Nie to, co Eustachy!!!! Postawny, wysoki i takiego łagodnego usposobienia.
A teraz tam zaraz dojdę i jak my tak.....we troje......boże, boże niech już w końcu się coś stanie, niech ta moja niedola się skończy...........
I có,ż liczę na Was moje drogie:)))) Od Was zależy, jak się ta historia zakończy........
A ja gorąco pozdrawiam wciąż z Mazur :)))
Dla wszystkich tych, którzy nie czytali pierwszej części :JEST TUTAJ i TUTAJ
Z rozmyślań wyrwał Eulalię jadący zygzakiem na rowerze Mieczysław Szybki. Z torbą wypchaną do granic możliwości. O Boże, jakiś pijus, pomyślała przestraszona Eulalia. Jeszcze mnie będzie zaczepiał. Nie wiedziała, bo i skąd, że Mietek Szybki alkoholu nawet nie wącha. Przez tę wypchaną torbę jechał zygzakiem. Zwolnił mijając Eulalię i tak się zagapił, że z roweru spadł. Eulalia pomogła mu pozbierać z rowu zawartość wielkiej torby. Szybki jestem - przedstawił się Mietek. Trochę za szybki, jak na mój gust - odrzekła Eulalia. Gdyby jechał Pan wolniej, to by nie wpadł do rowu. Mietek Szybki, listonosz gminny, dopowiedział, aby dopełnić formalności. A Pani to kto? Na wakacje? Z Warszawy? . Nie, z Nowego Jorku, odrzekła trochę wkurzona Eulalia.
OdpowiedzUsuńnawet nie wiedziała że mówiąc nowy jork wywoła wilka z lasu...........
OdpowiedzUsuńEulalia przecudnej urody jest. Mnemo, masz ty nie tylko piękne włosy, ale i "zgrabne" rączki. Pasuje do Eustachego bardzo.
OdpowiedzUsuńRodzina drewnianych postaci rozrasta się w szybkim tempie. I dobrze, bo są... piękne:))))
OdpowiedzUsuńW sprawach technicznych - czasami na Polesiu istnieją jeszcze stare drewniane stodoły, komórki, itp. budowle do rozbiórki - można w ten sposób pozyskać deski na nowe osoby z tej historii.
ojej ojej zbieraj te deski..... to skarby przecie. u mnie malo takich desek....
UsuńOwieczko z tymi wlosami....to wiesz, a raczki to na szczescie potrafia sobie znalezc zajecie.....
No, kochana Pani, z Nowego Jorku. Nie może być. To my prawie sąsiedzi, że tak powiem. ja na Green Poincie dwadzieścia lat mieszkałem. O, masz babo placek, pomyślała Eulalia. Trzeba było powiedzieć, że z Rzymu albo z Paryża. Teraz mi ten Szybki Bill nie da spokoju.
OdpowiedzUsuńPani kochana, co to były za czasy! Listy ludzie pisali najprawdziwsze, piórem i na papierze! Nie to, co teraz ino te, no, eee, te emile ślą, a w torbie patrz pani, same śmieci. Ulotki, gazety, rachunki. A paniusia to mi na taką z Piątej Alei wygląda.
OdpowiedzUsuń- O mój Boże, pomyślała Eulalia. Piąta Aleja! Zenon i Piąta Aleja! Chyba we Wronkach? Nic jednak nie odrzekła, bojąc się, że listonosz się rozgada.
- No, to będę leciał - ku jej zdumieniu i uldze rzekł Mietek Szybki.
- Haj - wytworną i nieskazitelną angielszczyzną pożegnała go Eulalia. Ponure myśli opadły ją znów niczym rój natrętnych much. Zza zakrętu wyłonił się tak dobrze jej znany dom Eustachego. Emocje zacisnęły jej swą dłoń na krtani.
Augen zu und durch! Tak zawsze mówił dziadek Euzebiusz. Już nie ma odwrotu. Eulalia otworzyła furtkę i wrzasnęła jak oparzona. Ku niej biegł wielki pies szczerząc zęby i szary baran. Zatrzasnęła furtkę w ostatniej chwili a z domu wybiegła jakaś kobieta, Zenon i Eustachy. Eulalia wrzasnęli wszyscy jednocześnie!!!
OdpowiedzUsuńTylko kobieta milczała w osłupieniu. Stała jak żona Lota zamieniona w słup soli. Wreszcie zdołała wyjąkać:
OdpowiedzUsuń- Eulalka? Lalka? To ty? To o Ciebie poszło? Ja nie mogę...Przecież szaleliście za sobą! Ty, z tym, z tym pocięgłem, z Czarnym Zenkiem? Odbiło ci? Gdybym to ja wiedziała, że poszłaś za nim jak w dym...To ja, ja bym, za Eustachym choćby i do Wronek, ło Jessssuuuu, Jesusicku...moje życie zmarnowane! A ja myślałam, że Eustachy za tobą poleciał wtedy, co go parę lat nie było! Myślelim we wiosce, żeś umarła to i Eustachy na ojcowiznę wrócił. O losie, losie, tyle zmarnowanych żyć - zawodziła bez końca.
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńPacjanie, na łatwiznę idziesz!
OdpowiedzUsuńCholera, nie mam czasu. A dobrze by było jeszcze trochę to pociagnąć. W końcu jest jeszcze ten kryminał
UsuńKryminał, bardzo wdzięczny temat. Gdzie wszystkich wymiotło? Halooo! Mika! Prima Vera! Lidka! Kretowata! Że nie wymienię wszystkich.
UsuńNo właśnie. Niby co miała biedna mówić? Z dziobków sobie spijali, po łąkach ganiali, pod lipą się całowali, jak jakiś Romeo i Julia. Wieś aż huczała od plotek, bo to inne czasy były. A niejeden widział, jak Eulalia wymykała się nad ranem z chałupy Eustachego. I wszystko nagle diabli wzięli. Zjawił się nie wiadomo skąd ten wypłosz z torbą, a potem zniknęli wszyscy.
OdpowiedzUsuńTo co miałam mówić? - zawyła Janina.
A tobie co? - dodała po chwili. Jedno oko masz jakieś bardziej, niż drugie. Buzia w ciup, rączyny w małdrzyk - myślałby kto! Tylko warkocze masz jak dawniej. Mogłabyś je jakoś zebrać w kok, boś nie młódka. Stetrało cię życie, co? - dodała mściwie.
OdpowiedzUsuńI bladaś czegoś na licu, pewnie zmęczona jesteś. Taki szmat drogi od stacji, nie dziwota. A ci dwaj tutaj nic, tylko do oczu sobie skaczą, jakby to coś mogło zmienić. I co zrobisz? - Janina zadumała się nad krętymi ścieżkami ludzkiego żywota.
OdpowiedzUsuńJestem, czytam teraz dopiero, bom nie do końca w temacie, coście wczoraj napłodziły ;)
OdpowiedzUsuńMnemo, podobają się mi Twoje ludziki :) A moze teatr otworzysz z przedstawieniem? Historia się pisze, prawie gotowa do wystawienia z dialogami już. Kukiełki już masz, resztę dorobisz. Zrobisz objazdówkę po Polsce, zarobisz kasę, staniesz się sławna :)
A my będziemy pobierać tantiemy. I tak rodzą się fortuny!
UsuńMiałam to dopisać, ale mi wyleciało z głowy po drodze ;) Tantiemy to podstawa, oczywiście :)
Usuńhe, he fortuns by sie przydala.....
UsuńPcha Ci się do okien i drzwi :) Takiego przedstawienia chyba jeszcze nikt nie zrobił :)
UsuńI dumaliby jeszcze długo po przeciwnych stronach płotu, gdyby nie gajowy, który udawał się właśnie na obchód lasu.
OdpowiedzUsuń- A wy co tak sterczycie w tym kurzu? Taką kobitę trzymasz za płotem, Eustachy? Toć zmarnieje ze szczętem w tej spiekocie. Zaprosiłbyś do domu, kwaśnym mlekiem napoił!
Słowa gajowego podziałały jak wystrzał armatni. Eustachy drgnął, posmyrał za uchem Franciszka, zagadał do psa, jakby chciał zyskać na czasie.
Nie mam dzisiaj weny ani natchnienia, remont mnie wykończył, rano się włączę ze świeżą głową. Eulalka ci się też udała, Mnemo!
OdpowiedzUsuńPozdrowienia dla wszystkich!
Jestem za przedstawieniem! Boki zrywam z tej historii. :)))
OdpowiedzUsuńLudy CU-DO-WNE!
Słuchajcie, wpadam tylko na chwilę, bo mam chatę pełną gości - w końcu wakacje na wsi;) Nie dam rady ani nic napisać ani tu, ani u siebie. Historia jest bombowa, piszcie dalej, kochane, ale muszę wracać do kuchni na dwudziesty pierwszy dzisiaj kawałek pizzy G.
OdpowiedzUsuńG. dzisiaj wyrabia quattro formaggi, Krasnoludki kwiczą z uciechy w szafie, dopycham je butem, i dalej, i dalej...
Tak też w istocie było. Tyle się ostatnio wydarzyło w spokojnym życiu Eustachego, że nie mógł teraz zebrać myśli. W jego głowie panował kompletny chaos, podobnie zresztą jak na gumnie. Jak w starym powiedzeniu: "Pokaż mi swe gumno, a powiem ci, kim jesteś". Drogą przejechała ciężarówka dowożąca rolnikom paszę dla zwierząt. Dźwięk melodyjki oznajmiającej jej przybycie za każdym razem prowokował psa Frodo do przejmującego wycia. Tak było i tym razem. Franciszek, który uważał, że jest psem, dołączył do koncertu. W miarę jak ciężarówka przemierzała wieś, do wycia dołączały się kolejne psy. Kakofonia dźwięków sprawiła, że wszyscy nagle zapragnęli znaleźć się w izbie, byle dalej od tego hałasu. Eustachy wziął walizkę Eulalii i nie patrząc jej w oczy, gestem zaprosił do domu. Dogłębnie oczyszczony Zenon ledwie powłóczył nogami, a Janina stała na gumnie, ocierała chusteczką oczy i nie bardzo wiedziała, co ze sobą zrobić.
OdpowiedzUsuńNo tak. Przetrzymałam wszystkich.
OdpowiedzUsuńDobranoc Mnemo i pieski
Podpułkownik Józef Brzeski
i mam teraz zagwozdkę niemałą
OdpowiedzUsuńco też się żonie Zenona stało?
ma lewe oko- podbite
kto śmiał podkrążyć kobitę?
zenon?- wiele wskazuje na niego
choć nie można wykluczyć
udziału Eustachego:)))
Trzeci gach Eulalię podkrążył
Usuńa Zenon za bardzo nie drążył...
I pewnie by tak stała rozpamiętując wszystko, co się wydarzyło i nie wydarzyło w czasach ich młodości, ale wstąpił w nią jakiś diabeł. Po raz pierwszy w życiu pomyślała, że teraz albo nigdy ona będzie pociągać za sznurki. Patrząc na tę nieszczęsną trójkę na progu domu Eustachego stojącą pomyślała, że oni tacy jacyś bezwolni, poplątani. Wszyscy stoją, a nikt nie wchodzi. Jakby się bali, albo nie wiedzieli , kto ma wejść pierwszy. Sami nie wiedzą czego chcą. Zenon pewnie wie. Ten spadał, jak widać na cztery łapy przez te wszystkie lata, czego o Eustachym powiedzieć nie można. A i Lala chyba niekoniecznie dobrze wybrała. Tylko warkocze tą dawną dziewczynę przypominają. Postarzała się chyba bardziej niż ja, pomyślała Janina. Ani uśmiechu, ani błysku w oczach, ani tego czegoś, co to miała niby w sobie mieć. No, ale może to coś to tylko chłopy widzą.
OdpowiedzUsuńJanina, wejdziesz? Zapytał Eustachy. Już miała odpowiedzieć, że nie ma ochoty (choć przecież miała), ale siedzący w niej diabeł, a może i co innego, nie pozwolił jej odmówić. Stachu, za chwilę przyjdę. Przecież nie masz nawet herbaty w chałupie, ani niczego czym można poczęstować gości. A Lala jakaś taka wymizerowana i zmęczona. Skoczę do sklepu i przyjdę. Eustachy popatrzył z wdzięcznością na Janinę i skinął głową.
Weszli w końcu do domu i zasiedli przy stole kuchennym. Zapadło krępujące milczenie. Eustachy ukradkiem wpatrywał się w Eulalię. "To ona, a jakby nie ona... Warkocz siwawy, twarz zmęczona, tyko oczy te same zostały, fiołkowe i przepastne..." Z zamyślenia wyrwał go głos Zenona, który zaczął pomału do siebie przychodzić po przymusowym oczyszczaniu "No, Stachu, może byś coś polał na to spotkanie po latach?" zapytał z bezczelnym uśmieszkiem. Ale to już nie dawny Eustachy był, który robił wszystko, co Zenon wmyślił, o, nie!!! Asertywność go wręcz rozsadzała. "A gówno!" powiedział dobitnie. "Ja tu nikogo nie zapraszałem, a wódką się tylko gości częstuje. Ani ty gość, ani pożądany." warknął. Eulalię zatchło z wrażenia. Aż usta otworzyła wdzięcznie, przypominając nieco karpia przed Wigilią. O gdybyż On zawsze taki był! Nigdy, przenigdy by go nie zostawiła dla tego dupka Zenona! Zenon tymczasem wytrzeszczył oczy i z niedowierzaniem patrzył na Eustachego. "Nie gap się tak, bo ci te durne gały wypadną." powiedział Stach z satysfakcją. "I słucham, dowiem się wreszcie, co za licho cię tu przygnało? Bo jak nie, to cię siłą napoję ogórkową, jeszcze trochę zostało!" Na takie dictum Zenonowi nic nie pozostało, jak ujawnić cel wizyty. "No więc tak...
OdpowiedzUsuńEustachy zawsze się na wszystko zgadzał. Tak było i dawniej. Gdyby tylko wtedy bardziej się postarało, to kto wie. Może to ona, Nina, byłaby teraz z nim, może byliby małżeństwem. Co by było gdyby babcia miała wąsy… Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem, pomyślała Janina. I zamiast prosto do sklepu, weszła najpierw do domu. „Jak byś się tak Jaśka ogarnęła”… Dźwięczały jej w uszach słowa Eustachego, „ty popatrz na nią, jakby ją tak dobrze ubrać i rozpuściłaby włosy, to by niezła laska z niej była”, przypomniała sobie słowa letników wypowiedziane co prawda po paru piwach, ale jak mówi przysłowie rzymskie „In vino veritas”. Są też i inne przysłowia, co to od razu zdołować mogą, ale Janina postanowiła się ogarnąć. Tak z kobiecej przekory. Zawsze żyła w cieniu Lali. Lalo to, Lala tamto, Lala tak pięknie śpiewa, recytuje, tak lekko stąpa, a jej loki tak pięknie rozwiewa wiatr. Ma takie piękne niebieskie oczy i alabastrowa cerę. Lala, Lala, Lala. Eulalia. Piękne imię, takie egzotyczne, mówili wszyscy. A ona co. Janina. Jaśka, Janka. Że też ojciec postawił na swoim. Mama najchętniej nazwałaby ją Berenika albo chociaż Joanna tak dla kompromisu. To też Janina, ale jakoś ładniej, tłumaczyła ojcu, ale on się uparł. Będzie Janina, po mojej babce orzekł stanowczo i nie było gadania. Ojciec odumarł ją szybko. Za szybko. Nie było przy niej żadnego mężczyzny. Same ciotki i mama. Po śmierci ojca została w domu Niną. Lubiła tę skróconą wersję imienia i tak się przedstawiała. Jednak tylko letnicy tak na nią mówili. Dla miejscowych była Jaśką, tak jak teraz Janiną. Taki zresztą szyld wisi na sklepie. Janina Kozodój Sklep Spożywczo-Przemysłowy. Przeróżne myśli kłębiły się w głowie Janiny grzebiącej gorączkowo w szafie w poszukiwaniu czegoś odpowiedniego do ogarnięcia się. Wygrzebała zieloną sukienkę przed kolano, której kolor podkreślał jej zielone oczy. Raz miała ją na sobie, w sklepowej przymierzalni. Janina była zgrabna, czas był dla niej łaskawy. Nie miała ani jednego siwego włosa, a włosy pięknie lśniące i gęste. Takie geny mówiła zawsze mama. Janina się codziennie jednak tak bardziej „maskująco”. Włosy zaczesane gładko w kok, żadnej biżuterii, żadnego makijażu. Barwy ochronne. Od lat tak samo. Dziś jednak zdecydowała, że czas wreszcie na zmianę. Może tak podziałało na nią spotkanie z Eulalią. Okazało się, że nie jest już tak piękna, włosy bez połysku, zmarszczki, podkrążone oczy. Taka jakaś tania wydała jej się ta Lala.
OdpowiedzUsuńJanina rozpuściła włosy, zawiązała tylko błękitną przepaskę i błękitne espadryle. Jeszcze tylko gliniane korale w kolorze zieleni i błękitu, które sama zrobiła na warsztatach ceramicznych. Wzięła wiklinowy kosz i otworzyła sklep. Do kosza zapakowała herbatę, kawę, masło, chleb, kawałek sera, kawałek sernika od Maciejowej. W ogrodzie narwała kwiatów. Z drewutni wyciągnęła rower holenderski z wystawki, podrasowany i zadekupażowany przez koleżankę. Wyglądała jak rasowa turystka. Rzuciła okiem na swoje odbicie w oknie sklepowym i ruszyła do Eustachego. Czuła się lekko i dobrze, jakby znów miała 20 lat.
może to Mnemo jej zdekupażowła ten jednoślad...
UsuńDziewczyny, popłakałam się ze śmiechu, Mój też.
OdpowiedzUsuńDajcie mi chwilę, bo nam się rozjedzie.
Pisz. pisz, czekamy!
UsuńPisz, bo mi tu zaraz wyjdzie Rosamudne Pilcher albo jakiś inny Harlekin
UsuńPędziła przez wieś lekko jak gazela. Wiatr rozwiewał jej lśniące włosy, i podwiewał sukienkę. Biust falował jej na wybojach, wyglądała jak Marylin Monroe na słynnym zdjęciu, tylko włosy miała dłuższe. Siedzący na przyzbach wieśniacy nie poznawali jej. Bo też nie była już Jaśką, na zdekupażowanym w różowe kwiatki rowerze sunęła Nina. Rozpierała ją energia, poczucie własnej wartości i coś jeszcze, coś, czego nie potrafiła nazwać. Z piskiem opon zahamowała przed furtką domu Eustachego. Pies przyjaźnie machał ogonem, wszak znał ją dobrze, Franciszek pobekiwał cichutko i czule. Nina zdjęła z bagażnika kosz z wiktuałami. Jej pewność siebie jakby troszkę zelżała, spojrzała zatem kontrolnie w rowerowe lusterko i zobaczywszy tam szmaragd swoich oczu w obramowaniu puszystych rzęs, westchnęła:
OdpowiedzUsuń- Ech, ładnam...
Pewność siebie wróciła ze zdwojoną siłą, trzasnęła z rozmachem furtką i ruszyła w stronę domu. Wokół panowała cisza i gdyby nie pies i baran, można by pomyśleć, że nikt tu nie mieszka.
- Ot, kobiecej ręki potrza, pomyślała Nina.
Podeszła do drzwi i już miała zapukać, gdy usłyszała odgłosy kłótni. Coś stuknęło, jakby przewrócone krzesło?
- A co ja będę zgadywać! pomyślała Nina. Zaraz się przekonamy. Pchnęła skrzypiące drzwi i weszła do izby. Eulalia siedziała przy stole i szlochała z głową leżącą na stole. Blady jak ściana Czarny Zenon siedział na podłodze obok leżącego krzesła. Eustachy, jakby nigdy nic, z sardonicznym uśmieszkiem na twarzy głaskał siedzącą na jego kolanach kotkę Grażynkę. W gęstym od napięcia powietrzu wisiała siekiera.
Eustachy spojrzał na stojącą w progu Ninę i tak kłapnął szczęką, że zawadził o siedzącą na jego kolanach kotkę, która uciekła z głośnym miauczeniem.
- Kim pani jest? zapytał. I co robi pani w moim domu? Chociaż... zaraz, zaraz, skądś panią znam... Nie! Jaśka? To ty? Boże, a nie mówiłem ogarnij się? Jaśka, jakaś ty śliczna!
Wstał gwałtownie przewracając krzesło. Eulalia podniosła zapłakaną twarz. Nie była już blada, twarz miała czerwoną i obrzękłą, pozlepiane łzami włosy opadały jej na twarz. W jej zapuchniętych oczach Nina zobaczyła zazdrość i strach. Tylko Zenon siedział na podłodze sparaliżowany rozwojem wydarzeń.
- Nigdy więcej nie mów do mnie Jaśka! wrzasnęła rzeczona do Eustachego. Mam na imię Nina, rozumiesz? NINA!
Eulalia zerwała się jak oparzona. Nagle łzy jej obeschły, a twarz wykrzywił grymas zawiści. Złapała wiszącą w powietrzu siekierę i ruszyła w stronę Niny.
Hana, dokładnie tak to sobie wyobrażałam!!!
UsuńNina niewiele myśląc postawiła na stole kosz i wrzasnęła na Eulalię. Lalka, ręce przy sobie, bo sobie jeszcze palcu u stóp poobcinasz! Siekierę to trzeba umieć trzymać, moja droga, powiedziała Jaśka-Nina i wyjęła Eulalii siekierę z dłoni, po czym odniosła za chałupę i sprawnie wbiła w pieniek jedną ręką. Lala wybiegła z domu z płaczem, a Eustachy z rozdziawioną gębą stanął w progu. A Ty co tak stoisz? Do chałupy marsz, a ona niech ochłonie. Już jej nic nie będzie, jak sobie popłacze. A Ty się znów na jej łzy nie dasz nabrać, mam nadzieję, Eustachy. To już nie ta Laleczka, i Ty nie ten.
OdpowiedzUsuń- Wyjaśniliście wreszcie, co was tu przyniosło? - spytała Nina (bo tak ją już będziemy nazywać)
OdpowiedzUsuń- O tak, wyjaśnili, aż za dobrze! - powiedział sarkastycznie Eustachy.
-No więc??? - ponaglała
- Wyobraź sobie Jaśka, pardon, Nina, że ten wypierdek sobie wymyślił, że będzie się tu ukrywał przed policją i przed mafią proszkową!
- Chyba pruszkowską... - poprawiła nieśmiało
-Proszkową, mówię, PROSZKOWĄ!!! Proszki do pieczenia fałszują, narkotyki do nich dodają i kokosy na tym robią! A ten frędzel jeden miał ukraść proszki u ciebie, nie udało mu się i teraz go ścigają! I policja też!
Nina usiadła ciężko na stołku. Po chwili odrętwienia krew w niej zawrzała: "Wynocha!!! - wrzasnęła nieswoim głosem - Wynocha mi stąd i żebym was w promieniu 50 km nie widziała! Psami poszczuję, barana wyślę, a wszystkie komary z okolicy was zeżrą! Nie znacie wy mocy ziół Wołoduchy, które robactwo przyciągają, ale poznacie, oj poznacie!"
Eustachy patrzył na nią z podziwem "Matko, laska z niej taka, że klękajcie narodu, duch waleczny za oddział komandosów starczy i ten płomień w oczach... Co za kobieta!"
Zenon i Eulalia siedzieli jak zaklęci. Zapłakana twarz Eulalii przybrała wyraz niebotycznego zdziwienia i, co tu ukrywać, wyglądała wręcz tępo. Nie wytrzymywała konkurencji z Waleczną Janiną, to było widać gołym okiem.
Klękajcie narody, oczywiście!
UsuńZabierajcie się stąd, ale szybko! Jeszcze u nas tylko policji brak. Wieś spokojna, letnicy, dzieci, a tu ten wypierdek z narkotykami. A Ty Lalka po się za nim ciągniesz? Tak ci z nim dobrze, że dnia bez niego nie możesz wytrzymać. Do roboty byś się wzięła tam, skąd przyszłaś, i puściła dziada w trąbę. A nie po kraju jeździć za dziadygą, walizy taszczyć, po dworcach się szlajać? I spokojnym ludziom świat wywracać do góry nogami? Domu nie masz?
OdpowiedzUsuńMatkozcórko, to ja już rozumiem, dlaczego co sobota baby piekły, a cała wieś chodziła jak na haju! O ja głupia, że też nie zastanowiło mnie, co oni tak po ten proszek latają w tę i nazad!
OdpowiedzUsuńA ty ślepyś, czy co? Że wtedy cię nabrali, to jeszcze rozumiem, młoda była i śliczna, a i tobie niczego nie brakowało. Ale teraz? Znów chcesz do pierdla iść nie za swoje grzechy? Niedobrze mi się robi od tej twojej szlachetności! Jak polecę po siekierę, jak trzasnę w czerep, to przynajmniej będę wiedziała, za co pójdę siedzieć!
- A ty co stoisz jak słup, taka niby zakochana w Eustachym, a przez 30 lat siedziałaś z tym czarnym głupkiem? I mam w to uwierzyć?
- Jaś...Nina, ale... próbował wtrącić coś Eustachy, bo Zenon nadal siedział na podłodze.
- Cicho bądź! wrzasnęła gromko Nina. Teraz moja kolej! Siedziałam cicho przez 30 lat! Tylko spójrz na tę wywłokę! A teraz na mnie!
Eustachy, nadal zaskoczony energią Niny, posłusznie przenosił wzrok to na jedną, to na drugą.
Gra toczyła się bez udziału Zenona, jakby w ogóle go tam nie było.
- Dlaczego nie zbuntowałam się wcześniej? przeleciało przez głowę Eulalii. Przecież to bezwolny tchórz - spojrzała na niego z pogardą. Nie był już sparaliżowany. Trząsł się jak osika. Eulalia przypuszczała, że ze strachu.
Oj. Kapkę się omskło, ale to tylko dodaje smaczku.
OdpowiedzUsuńNina aż się sama siebie przestraszyła. O matkoboska, to nie mogę być ja! Głos podnoszę i nikogo się nie boję. Znaczy się to działa. Działa! Nie na darmo tyle kasy wydałam na te treningi w Krakowie.
OdpowiedzUsuń"Być prawdziwie wolnym znaczy niemożność bycia czyimś niewolnikiem, nawet iluzji", kołatało jej się w głowie. "To ja nadaję sens każdemu aktowi mojego życia, a jeśli pragnę się zmienić, to pozostając sobą, sobą inaczej, a nie kimś innym niż ja sam". Tak Arnold Beisser miał rację. Dobrze, że w końcu to do mnie dotarło. Lepiej późno niż wcale. Nina spojrzała na zalęknioną i zaskoczoną Eulalię. Trochę się jej żal Lalki zrobiło, ale tylko trochę. Trzeba coś przedsięwziąć, aby sprawy znów nie wymknęły mi się spod kontroli, jak przed laty, pomyślała Nina i zwróciła się do Eulalii : Lal, co robimy, nie można tego tak zostawić, bo prędzej, czy później wszyscy bekniemy za tego padalca, a on się wyśliźnie, jak zawsze.
OdpowiedzUsuńMika?
OdpowiedzUsuńHana, co robimy?
UsuńAle z zakończeniem?
OdpowiedzUsuńOdkładamy do wieczora? Bo z torbami pójdę i Mnemo będzie musiała mnie utrzymywać.
OdpowiedzUsuńOK, ja też mam robotę. Wracam późno, ale zajrzę. Daj znać czy kończymy, czy rozwijamy dalej
UsuńEulalia otrząsnęła się z otępienia. "Masz rację, wyszeptała - masz rację. W końcu raz kobiety muszą wziąć sprawy w swoje ręce."
OdpowiedzUsuń- No, tak mi mów, nareszcie cię otrzeźwiło! - powiedziała z zadowoleniem Nina.
- Co z padalcem? - zapytała Lala
- Ukarać go trzeba, ale znowuż mafii proszkowej go wydać też nieładnie. Zresocjalizować go jakoś trzeba, najlepiej na łonie natury, to go uspokoi i może na dupie siądzie.
-Ale gdzie? Tu, na wsi?
- Ani mowy nie ma! Od Eustachego raz na zawsze się ma odczepić! A i ty, kochana, razem z nim! Drugi raz ci chłopa nie odstąpię, spokojna głowa!
Eulalia posmutniała. Gdzieś głęboko, w zakamarkach tajemnych swej duszy, miała cień śladu nadziei, że może, kiedyś, ktoś... Ale widząc twarde spojrzenie Niny już wiedziała, że żadnej nadziei mieć nie może.
- Wiem! - wrzasnęła nagle Nina. Wszyscy się wzdrygnęli, Frodo zaczął wyć, Franek się schował do stodoły, a Grażynka zjeżyła się jak jeżozwierz i zaczęła sypać iskry. Tak przejmujący był to dźwięk.
_Wołoducha!!! Tylko Wołoducha nam pomoże! Już ona coś wymyśli, albo go w coś zamieni! Wiążemy go! - zakomenderowała. Lalka przyniosła gruby sznur do bielizny i przystąpiły do formowania Zenona na kształt baleronu. Ten, doszczętnie osłupiały, poddał się ich działaniom bez szemrania.
-A ty Eustachy, co tak stoisz??? Rusz się! - zawołała Nina.
Mika, geniusz w Tobie drzemie. Nara!
OdpowiedzUsuńUformowanego w baleron Zenona zarzucili na bagażnik holenderskiego roweru w róże i powieźli do Wołoduchy. Kolosem Zenon nigdy nie był. Wzrostu też raczej nikczemnego. Tak przewieszony nad tylnym kołem nie dotykał ziemi ani nogami, ani głową. Jak worek kartofli wieziecie mnie, babsztyle przebrzydłe, próbował pomstować Czarny Zenon, ale nikt go nie słuchał, tylko Frodo od czasu do czasu polizał mu opiaszczoną twarz.
OdpowiedzUsuńO Matko Bosko, dziewczyny, czytam i kwiczę!!!! Zdekupażowany rower z wystawki ogarnął ma wyobraźnię!!! I ten biust falujący na wybojach, no nie mogę;))))
OdpowiedzUsuńwiecie co? przeczytałam wszystko z komentarzami włącznie. ten kryminał jest fantastyczny! koniecznie objazdówkę mnemo zrób. aktorów masz, wszystko masz. dziewczyny, to jest wspaniałe co napisałyście!
OdpowiedzUsuńEwo z Mazur, przyłącz się! Wiesz jaka to zabawa?
UsuńNo. Ino się ogarnę i myśli zbierę.
OdpowiedzUsuńNo to zbieraj, bo nogami przebieram:)
UsuńJuż, już!
OdpowiedzUsuńHan, też już jestem. Jakieś wytyczne?
OdpowiedzUsuńA idźże Frodo do domu! Wracaj do Eustachego! Dajesz, dajesz, gdzie Eustachy? - Nina tkliwym głosem zachęcała psa. Zmęczył się w końcu i zawrócił, bo Nina, choć na ramie (poza Zenonem na bagażniku) wiozła też Eulalię, krzepka była nad podziw. Przydrożne drzewa tylko śmigały w pędzie. Sił dodawała jej bliska perspektywa słodkiej zemsty.
OdpowiedzUsuńWołoducha mieszkała w kurnej chacie na skraju lasu. Respekt budziła powszechny, wszak z babką lepiej dobrze żyć. Nigdy nie wiadomo, na kogo urok rzuci. Stara była, nikt nie wiedział ile naprawdę ma lat i skąd się wzięła. Jak kogoś lubiła, to na zabój, jak nie, drżyjcie narody! Nina nie bała się uroków, zresztą babka ją lubiła - nie raz i nie dwa ratowała ją z opresji. A to ziół zadała na porost włosów, a to krem na zmarszczki z bobra ukręciła. Eulalia za to kręciła się nerwowo na ramie, aż różowym rowerem zarzucało. Zenon popiskiwał z tyłu, a Nina przebierała bez słowa pedałami.
Minęli wieś i wjechali do lasu. Za starym dębem stała kurna chata ogacona słomą. Przed chatą, na zmurszałej ławeczce siedziała okutana w kolorową chustę Wołoducha. Małe, czarne jak węgielki oczy bacznie przyglądały się przybyszom. U jej stóp stało stare, pogięte wiadro, do którego Wołoducha wrzucała jakieś dziwaczne rośliny. Ni to bulwy, ni to kłącza...
a wołoducha i nina w trakcie roboty
Usuń.. mam gości wolno idzie...... i pogoda dzisiaj beznadziejna...... jesteście boskie dziewczyny:)
" A czekałam na was, czekałam, kochaneczki..." zaśmiała się piskliwie.
OdpowiedzUsuń-Jak to czekałam? - zapytała zdziwiona Eulalia - Przecież my dopiero co wymyśliłyśmy, że tu przyjedziemy???
- Oj, kochanieńka, przecie ja od dawna wiem, co tam wam w duszy gra. A i wiem, co tej baleronowej zarazie po głowie się roi, hi, hi, hi.
- Wołoducho droga, jak znasz sytuację, to tłumaczyć nie będziemy. Wymyśl tylko, co z nim zrobić, żeby już nikomu nie zaszkodził - powiedziała szybko Nina.
-O, mam ja pewien pomysł, mam - uśmiechnęła się starucha pod wąsem.
_No, mów! - ponagliła Nina.
- Mógłby on mnie pomagać - rzekła Wołoducha - Stara już jestem, oczy nie te, potrzebuję kogoś do zbierania ziół.
- O, niedoczekanie! - pisnął tobołek na rowerze
-Piskaj sobie, piskaj mały - rzekła pieszczotliwie czarownica - zaklęcia znam takie, że ani piśniesz!
A co to? Zioła zbierać to taka fatyga? Ciesz się, żem ci czerepu nie rozbiła bo było blisko, jak mi Bóg miły! - z tymi słowy Nina zwróciła się w stronę piskającego bagażnika. Już ci Wołoducha uprzyjemni czas jak tylko ona to potrafi!
OdpowiedzUsuńNina z Eulalią zrzuciły więc Zenona z roweru wprost pod nogi Wołoduchy, aż głową w wiadro uderzył. No to zostawiamy zawiniątko i rób już z nim, co chcesz, rzekła z uśmiechem Nina i jeszcze coś powiedziała babce na ucho, żeby Lala nie słyszała. Babka wyjęła jakieś zawiniątko z kieszeni pod dwoma fartuchami i dała Ninie. A jedźta z bogiem, pożegnała je Wołoducha ciepło i uśmiechnęła się do Zenona pokazując swoje wszystkie trzy zęby.
OdpowiedzUsuńZenona przeszył zimny dreszcz. "O matko, a jak ona mnie w coś zamieni, to co ja zrobię??? To już może lepiej ta mafia proszkowa... "
OdpowiedzUsuń- Nie bądź głupi- prychnęła Wołoducha - jak cię mafia dopadnie, to już tylko kwiatki na grób zamawiaj. A u mnie, jak będziesz grzeczny, to kto wie, co jeszcze może się zdarzyć - uśmiechnęła się trójzębnie a szeroko.
Zenon aż się wzdrygnął.
- Co, nie podobam ci się, serdeńko? - zapytała złowieszczo.
Wołoducha zdjęła chustę i oczom Zenona w całej okazałości ukazała się rasowa twarz z zakrzywionym nosem i okazały kołtun siwych włosów, w których tkwiły jakieś gałązki, liście, słoma i strzępki papieru. Wyjęła z przepastnej kieszeni zakrzywiony nóż i pochyliła się nad nieszczęśnikiem. Zenon o mało nie oszalał ze strachu.
OdpowiedzUsuń- Nie! Błagam! Zrobię co zechcesz! Będę zbierał te cholerne zioła, jagody, grzyby i korzonki! Będę kręcił krem z bobra, a nawet z ryjówki! Tylko mnie nie zabijaj!
- Zamknij dziób, głupku! I tak zrobię z tobą, co zechcę! Wołoducha wyciągnęła guzowatą rękę w stronę zenonowego gardła i przecięła krępującą go linę.
Czarny Zenon poczuł, że z ulgi zalewa go fala gorąca. Po tym doświadczeniu był gotów na wszystko.
Tymczasem Eulalia siedząc okrakiem na bagażniku zwolnionym przez Zenona, biła się z myślami. Przeraziła ją ta stara kobieta, a jeszcze bardziej przerażała ją Nina. Co Wołoducha powiedziała jej na ucho i co wcisnęła jej do kieszeni? Na pewno nie był to kupon totolotka, ani bilet na tramwaj. Im bardziej zbliżały się do chaty Eustachego, tym bardziej przerażona była Eulalia. Nina nie odezwała się po drodze ani słowem. Tylko wzdychała często i wymownie.
Zenon po przecięciu więzów usiadł na ziemi. Chciał wstać, chciał uciekać, ale niewidoczna moc trzymała go w garści.
OdpowiedzUsuń- A co , robaczku, uciekać ci się zachciało? - uśmiechnęła się szeptucha - Nic z tego, za krótki jesteś na mnie. - I to będzie twoja kara: umysł wolny, wolności pragnie, ale ciało w mojej mocy! I tak się szarpać będziesz, aż swoje winy uznasz i zadość uczynisz. A tymczasem, na zbiór ziół i kłączy ruszamy!
Zgnębiony Zenon ruszył za nią w las, a Wołoducha podśpiewywała pod nosem: "Pojedziemy na łów, na łów, towarzyszu mój..."
Zagłębiwszy się w las, Zenon poczuł, że coś w nim pęka. Odgłosy lasu, zapach żywicy i leżących sągów drewna przywołały niejasne wspomnienia. Obrazy w jego głowie nakładały się na siebie i sam już nie wiedział - wyobraźnia to, czy rzeczywistość? Wspomnienia nie były nieprzyjemne, choć bardzo odległe. Idąc posłusznie za Wołoduchą, Zenon doświadczał nieznanych mu dotąd emocji: radości, wzruszenia, ufności i sam nie wiedział, czego jeszcze, bo i skąd? Nie miał łatwego dzieciństwa. Dom był sztywny, ojciec z nim nie rozmawiał, tylko drewnianym głosem wydawał polecenia, matka wiecznie trzeszczała mu nad uchem:
OdpowiedzUsuń- Żadnego z ciebie pożytku! Ani malować nie potrafisz, ani tańczyć i nawet ucho masz drewniane! Przyjdzie mi spalić się ze wstydu!
Pogrążony we wspomnieniach szedł za Wołoduchą przez las. Droga wiodła ich obok tartaku. Oprócz normalnego w takich razach hałasu, Zenona doszedł zapach rżniętego drewna, terpentyny, syntiloru i drewnochronu. Stanął jak wryty, nagle wspomnienia ułożyły się w całość jak kostka Rubika. Wyprzedził Wołoduchę, stanął przed nią i trzęsącym się głosem zawołał:
- Babunia?
w sumie nie ma sie co dziwić, że drewnianym głosem...;-))
UsuńPacjanie, gdzie jesteś????
OdpowiedzUsuńNo właśnie? Pacjanie!!!
OdpowiedzUsuńMika? Zostałyśmy same w nocy?
OdpowiedzUsuńNa to wygląda, głucho i cicho...
UsuńNo to tradycyjnie:
OdpowiedzUsuńDobranoc olchy, dobranoc kwiaty pól i łąk
Podpułkownik Andrzej Bąk
Wołoducha zaśmiała się bezzębnym uśmiechem, aż echo poszło po lesie. Jej diaboliczny chichot wypłoszył z dziupli wiewiórki, borsuki pochowały się w norach, zające przycupnęły pod miedzą.
OdpowiedzUsuń- Ha, ha! I to jest właśnie twoja kara! Nie dość, że nie możesz odejść, to jeszcze będą cię prześladować wspomnienia, niekoniecznie prawdziwe. To cię nauczy ludzkich uczuć. Jaka ja twoja babunia ciamajdo!? Łomatko, tfu! Na psa urok! Chybabym się pochlastała! A kombinuj sobie, kombinuj, im więcej, tym gorzej się poczujesz. Może zrozumiesz, jak czuły się te wszystkie kobitki, które uwodziłeś i porzucałeś. Przez resztę życia żywiły się wspomnieniami. Teraz twoja kolej. Rzekłszy te słowa, Wołoducha odwróciła się i poszła w las. Czarny Zenon, jakby ciągnięty na niewidzialnej linie ruszył za nią. Wkrótce spowiła ich mgła unosząca się nad bagniskiem. Nikt nigdy więcej nie spotkał Zenona. Ludzie gadają, że czasem o świcie można spotkać w lesie dziwnego kurdupla z krzywym nosem, który na widok człowieka przybiera postać dębowej kory. Miejscowi nazwali go Pinokio.
Ale finał, a mnie ten cholerny Tauron wyłączył prąd. To jest u nas jakaś plaga. Prawie dzień w dzień, a raczej noc w noc. Ci, co śpią, jak Pan Bóg przykazał nawet pewnie nie wiedzą, że prądu nie ma. Rano tylko lodówki "pływają".
OdpowiedzUsuńI tak wzdychając co i rusz Nina dowiozła Eulalię bez szwanku do domu Eustachego. W połowie drogi czekał na nie już Frodo z baranem. Zwierzęta zawsze się cieszyły na jej widok, w przeciwieństwie do ich pana, pomyślała gorzko Nina. Odkąd wrócił na ojcowiznę miała nadzieję, że coś się między nimi wydarzy. Sama nie wiedziała co to miałoby być. Cóż, nic się nie wydarzyło, ale po jej ostatnich wyczynach kto wie... Ale z tyłu wiezie przecież Eulalię. I chociaż Zenon już nie wisi na bagażniku, to jakoś dziwnie ciężej jej się jedzie z powrotem. Jechały w milczeniu. Nina nie bardzo wiedziała co powiedzieć, a Eulalię zaczęły targać wątpliwości i wyrzuty sumienia. Przecież Zenon wcale nie był taki znów zły. Bawidamek z niego wielki, to prawda, ale czy aż takie straszne było z nim to życie? A teraz co?. Co ona zrobi? Z czego będzie żyła? Zostanie tu z Eustachym? W tej rozpadającej się chałupie i będzie paliła w piecu kuchennym i gotowała mu jakąś zieleninę na obiad? Może jeszcze pasała tego durnego barana, który pożarł jej pół sukienki? I może jeszcze z Niną ma się znów przyjaźnić? Albo kłócić, albo i bić? Niedoczekanie! Kiedyś to było kiedyś. Kochała Eustachego, kochała Zenona i jeszcze kochała Emila z sąsiedniej wsi, w dni nieparzyste. Wymykała się z chaty Eustachego nad ranem i szybko pędziła do Emila. To był chłop na schwał. Głupia byłam, pomyślała Eulalia, trzeba było kuć żelazo póki gorące było i wziąć się za tego Emila. A teraz, kto wie gdzie on jest i co robi.
OdpowiedzUsuń-Nina - odezwała się Eulalia. Znasz tego Emila z sąsiedniej wsi, tego z Kaczorówki, co to na letnisko tam przyjeżdżał?
-Pewnie, co mam nie znać. Zakupy u mnie robią czasem. A co ci się teraz nagle Emil przypomniał. On wielki pan jest. W Warszawie mieszka, coraz to nowym samochodem przyjeżdża. Mówi, że mógłby i na Bahamy jeździć, ale coś go tu ciągnie i ciągnie. No i przyjeżdża.
Wspomnienie Emila zapaliło Ninie w głowie światełko. "Oj, jakby tak Lalkę z Emilem skojarzyć, Stach byłby tylko dla mnie..." rozmarzyła się. "Ale jak tu tego Emila zmusić do miłości? O rety, przecież ja mam zioła od Wołoduchy!!!" Nina wzięła je, żeby Eustachemu zadać, tak, iżby tylko dla niej miał oczy i serce, ale podzielić się mogła, piekąc dwie pieczenie przy jednym ogniu.
OdpowiedzUsuń- Wiesz, - powiedziała od niechcenia do Eulalii - On podobno ma w ten weekend przyjechać do matki, tak słyszałam w sklepie.
- Ja..Ja..Jak to, już w ten weekend? Przecież dzisiaj już piątek?! - przeraziła się Eulalia
- No jak to zwykle bywa, weekend następuje po piątku - odrzekła sarkastycznie Nina.
Rozmowa się urwała, ponieważ prowadzone przez Froda i Franka dotarły do bramy domostwa Eustachego.
Brama była otwarta na oścież, tak jak ją zostawiły. Na progu chałupy leżała siekiera i połamane krzesło. Frodo z Frankiem pognali za Grażynką w gąszcz chwastów, a Nina po raz kolejny pomyślała, że kobiecej ręki tu brak, i że roboty mnóstwo, ale co tam! Robiłaby to z pieśnią na ustach, gdyby tylko Eustachy...z Eustachym...Potrząsnęła głową chcąc odpędzić niewesołe myśli. Aby dodać sobie odwagi, włożyła rękę do kieszeni i dotknęła woreczka z ziołami. Przeszył ją dreszcz od krzepkich stóp, aż po czubek falującego z emocji biustu.
OdpowiedzUsuń- Dam radę, pomyślała. Rozkocham go w sobie do czerwoności, muszę tylko spiknąć z Emilem tę wywłokę - spojrzała z pogardą na pobladłą znów Eulalię. Weszły do chaty. Eustachy siedział przy stole ze wzrokiem tępo wbitym w ścianę. Spojrzał na nie bez emocji i wrócił wzrokiem na ścianę. Eulalia zakrzątnęła się bez słowa. Z koszyka, który ze sobą przywiozła, wyjęła butelkę coli i sięgnęła po szklanki.
- Oj, zdrożonam bardzo, a i tobie Eustachy łyczek nie zaszkodzi, bo wyglądasz, jakbyś ducha zobaczył.
Rozlała colę do trzech szklanek, do jednej z nich nasypała ukradkiem sproszkowanych ziół od Wołoduchy. Zaleciało lubczykiem, ale Eustachy był tak pogrążony w swoim świecie, że nie zauważyłby czołgu, co dopiero jakiś tam zapach. Zresztą zawsze można powiedzieć, że to perfuma. Nina drżącą ręką podsunęła mu szklankę. Sięgnął po nią i wypił zawartość jednym haustem. W jednej chwili zmienił się na twarzy, rysy mu złagodniały, oczy mgłą zaszły. Potoczył wzrokiem dookoła, jakby właśnie się przebudził.
- Dobra nasza, zachichotała Nina wewnętrznie.
- No , jak tam dziewczynki? - uśmiechnął się szeroko - A gdzież to nasz przyjaciel Zenuś?
OdpowiedzUsuń- Jaki on tam twój przyjaciel, przecie wróg najgorszy i łamacz życia twego! - wrzasnęła Nina
- Ojtam, ojtam, nie przesadzaj, każdemu się zdarza zboczyć z dobrej drogi, a on wcale nie taki zły chłop. Zresztą po chrześcijańsku wybaczyć trzeba!
- A coś ty taki Samarytanin się zrobił?? Sam się go pozbyć chciałeś!
- Ee, tam, tak się tylko gadało...Ale teraz, traz, to ja cały świat kocham!!! Ciebie kocham, Eulalię kocham, nawet Zenona i Wołoduchę kocham! Życie jest piękne! A ja szczęśliwy jak nigdy, dwie piękne kobiety w domu, żywina wierna przy mnie, żyć nie umierać! - wołał Stach radośnie, a jakby w lekkim amoku.
"Matko przenajświętsza, z lubczykiem przesadziłam, zamiast tylko mnie, to on wszystkich kocha! Co teraz robić, co robić??? _ myślała Nina gorączkowo.
Owieczko Pacjanie, jesteś tam?
OdpowiedzUsuńNo właśnie???
UsuńPewnie znów Ją odłączyli. Normalna rzecz. U nas na zmianę nie ma prądu, wody, internetu. Czasem nie ma wszystkiego (niczego) naraz.
OdpowiedzUsuńNiepotrzebnie się denerwowała. Eustachy czknął i wraz z owym czknięciem jakby pozbył się nadmiaru uczuć. Spojrzał obojętnie na Eulalię, która w widoczny sposób ciągle na coś z jego strony liczyła. Zamrugał oczami, jakby chcąc odpędzić nieprzyjemną wizję i rzekł w zamyśleniu ni to siebie, ni to w przestrzeń: - Co ja widziałem w tej kobiecie? Za czym się tak uganiałem? Chuda jak decha, ani biustu to to nie ma, ani na czym siedzieć...I oko jedno ma bardziej, niż drugie. Ech, co znaczą feromony! Młody człek był i durny! Dla kogo ja w pierdlu siedziałem?
OdpowiedzUsuńPrzeniósł rozświetlony miłością wzrok na Ninę.
- O, to jest kobieta! Uosobienie kobiecości! Gdzie ja miałem oczy? Toż jakby żywcem z obrazu Rubensa zstąpiła! Pierś jak dzwon, ramię mocarne i tyłek jędrnie drżący pod cienką tkaniną sukienki.
- O mojaś ty, moja! Pójdź w me ramiona - egzaltował się Eustachy. - I te rączyny zdatne takie do polowej roboty - dodał i ucałował z namaszczeniem jej dłoń.
Nina aż sposąwiała wewnętrznie. Lata swoje ma, a pierwszy raz tak się czuje. Topnieje zupełnie pod tym jego zamglonym wzrokiem. Teraz mógłby z nią zrobić wszystko. Gdyby tylko chciał. Ale, kurna ta Eulalia plącze się po chałupie, jak bąk. Trzeba jakoś do tej soboty ją przetrzymać i Emilowi naraić. Ale jak? W końcu ten Emil to żaden kolega. Ot, czasem coś kupi, chyba tylko z poczucia przyzwoitości, aby wesprzeć kobiecinę na wsi. Z Warszawy mógłby przecież cuda przywozić.
OdpowiedzUsuńJestem, ale miałam gościa burgundzkiego z winem. Rzeczony gość, George z Dijon, ożeniony z Polką jest naszym dostarczycielem wina. Będę z doskoku, bo wieczorem wybywam w gości, ale przed północą wrócę i jak mi ten Tauron prądu nie poskąpi, to będę
OdpowiedzUsuń- A gdzie ty zamierzasz nocować, Lalka? - zapytała z napięciem Nina.
OdpowiedzUsuń- Nnno, ja nie wiem, ja myślałam, że może tutaj, że... - jąkała się Eulalia
"Po moim trupie!" pomyślała Nina a głośno powiedziała: "No coś ty, Eustachy do gości nienawykły, ani pościeli czystej ani nic. Nie wypada się tak chłopu zwalać na głowę. Prześpisz się u mnie, za sklepem taki pokoik jest gościnny, w sam raz na jedną noc. A potem się zobaczy."
Eustachy rzucił jej spojrzenie pełne wdzięczności - No tak, wiesz, kawalerskie gospodarstwo, nieogarnięte wszystko, a Frodo się zawsze do łóżka pcha, niewygodnie by ci było."
Eulalia posmutniała. Jej nadzieje legły w gruzach. Jedyna szansa na lepsze życie to Emil. Musi go jutro dopaść, musi!
Nina, jakby zgadując jej myśli odezwała się: "Pomożesz mi z rana w sklepie, zawsze w sobotę ruch większy, a Emil to zawsze zagląda jak przyjeżdża."
- Chętnie pomogę, przynajmniej się czymś zajmę." - uśmiechnęła się lekko do swoich myśli. Oj zajmę ja się nim, zajmę! Tylko ciut tych ziółek Ninie podkraść...
Niczego nie musiała podkradać. Nina tylko czekała na okazję, aby je jej dać.
OdpowiedzUsuń- Nie będę owijać w bawełnę, ani w nic zresztą. Ziółka załatwią sprawę - widziałaś jak podziałały na Stacha. Musimy tylko wykombinować, jak dopaść Emila. Bo fakt, że przyjdzie do sklepu nie załatwia sprawy.
Nina wcale nie była taka wspaniałomyślna, jak mogłoby się wydawać. Chciała pozbyć się Eulalii za wszelką cenę. Bała się, że zioła może przestaną działać, a wtedy - kto wie? Lepiej na zimne dmuchać. A jeśli Eulalii nie będzie w zasięgu wzroku i innych mediów, da sobie radę. Toć Eustachy to prosty chłop tylko.
Rzuciła Eustachemu wielce obiecujące spojrzenie spod rzęs ze słowami:
- Zaraz wracam, tylko tę tutaj zainstaluję w sklepiku. I wyszły w zapadający zmierzch.
dziewczynki wołoducha czeka na was następnej notce.........
Usuńoj, tak... chłopy sa proste....
UsuńLudy są cudne, zaczarowały mnie! szkoda, że mam teraz mało czasu i odwiedzam Was tylko tak z doskoku. Muszę ukraść troszkę czasu i na spokojne przeczytać całą opowieść :)
OdpowiedzUsuń