czwartek, 17 maja 2012

Zniebieszczania rzeczywistości ciąg dalszy

Mój mąż twierdzi, że  chcąc dać dobitny wyraz swojej determinacji, w zamiarze dumania w ciągu najbliższych dni wyłącznie o niebieskich migdałach, zajęłam się ostatnio przemalowywaniem rzeczywistości na niebiesko. No niby tak, bo co robić jak za oknem kalendarzowo wiosna, a odczuwalnie listopad? Dumać można sporo, ale czy bez końca? Tak, więc w zamiarze kontynuowania zniebieszczania otoczenia wytarmosiłam z kąta łubiankę na truskawki, jak również pozostałość anty komarowej świecy w postaci sporej wielkości glinianej miski i słoik po ogórkach z Lidla. W sumie graty nikomu i do niczego niepotrzebne, ale zostawione jak wiele innych gratów, bo a nóż się do czegoś przydadzą. No i się przydały, bo zainspirowania cudeńkami oglądanymi na różnych blogach stwierdziłam, że  do mojego, nomen omen niebieskiego tarasu, przydałyby się jeszcze jakieś ozdobne detale. Nie mogłoby to być nic dużego, bo małżonek mógłby kolejnej dużej dawki niebieskości nie zdzierżyć, o czym mnie lojalnie uprzedził. Pojawiające się niebieskie elementy na moich wytworkach skwitował tylko głębokim westchnieniem, co uznałam za akceptację. Dlatego też, niby po drodze   na zakupy, udałam się do zaprzyjaźnionego sklepiku za grosze i grzebiąc w koszach w poszukiwaniu "czegoś" nie oparłam się błękitnej serwetce i podusi w kolorze niebieskim (a jakże). Kolejne niebieskie detale przywleczone do domu mąż skwitował miną, która nic mi nie powiedziała, ale skoro głośno nie neguje to może w duchu mu się podoba:)))))
Wykończeniem tych niebieskości będą niebieskie lobelie, które jak wydumałam, będą pięknie wyglądać, ot choćby w wylansowanej przeze mnie łubiance, a może jakimś koszyczku? Żeby się więcej nie narażać szanownemu małżonkowi uznałam, że niebieskości chwilowo wystarczy , ale przyznam, że jestem z tej akcji zniebieszcznia zadowolona, bowiem przełamałam wewnętrzny opór przed zmianami. Nabrałam odwagi do machania pędzlem na większych powierzchniach (taras) i uwierzyłam, że nie zawsze wszystko trzeba sknocić przy przeróbkach. 
A teraz mi tylko zostało przetransportować wszystko do Kaczorówki, poukładać i zasiąść z kawką na tarasie, bo przecież tyrania miało być już  dość. Ale, ale, zapomniałam, że przecież za oknem w sporym wiadrze czekają do posadzenia kwiatki, które przytargałam od sióstr i to o dziwo w przewadze w kolorze niebieskim. Przysięgam, że nie były specjalnie wybierane, ot takie właśnie kwitły w ich ogródkach:)))
Kurczę nie wiem, co jest z tym niebieskim.  Prześladuje mnie czy jak?






P.S.


I jeszcze stary rozklekotany stolik, który jakiś czas temu znalazłam wiadomo, gdzie. Stał w kącie, bo nie wiedziałam, co z nim zrobić. Do dziś, bo w  ramach zniebieszczania rzeczywistości stwierdziłam, że raz kozie śmierć, zniebieszczę i stolik. I tak po cichutku zaczęłam zniebieszczanie, ale takie zakamuflowane między szarościami i kremową farbą. Nie jest jeszcze skończony, ale ponieważ kilka dni spędzę w Kaczorówce to pokazuję go w wersji "po pierwszej warstwie lakieru". Dojdą jeszcze koronki wokół obrazka, albo coś innego, to się dopiero okaże.

poniedziałek, 14 maja 2012

Kto wie, co to za kwiat?

Moja siostra zdobyła kwiat ogrodowy, który zamieszczam na zdjęciu. Niestety nikt z nas nie wie, co to za jeden. Może ktoś z Was wie? Na zdjęciu nie wyszedł taki niebieski jak jest faktycznie. Ja też takiego nigdy nie widziałam. Jeśli ktoś wie to bardzo proszę o nazwę, lubimy wiedzieć jak się nazywają nasze kwiatki :))))



środa, 9 maja 2012

Niebiesko mi

Ranek w Kaczorówce obudził nas słońcem i piękną pogodą. Pełna werwy złapałam za pędzel. Mąż chwilowo nie patrzył, zajęty miłą rozmową z sąsiadem przeoczył moment,kiedy dorwałam się do puszki niebieskiej farby. Pomalowane miały być tylko okiennice,tak zostało ustalone,  ale tak mi dobrze szło i tak pięknie słońce świeciło, że dorwałam jeszcze dwa krzesła. Nie wiem jak by się to skończyło, gdyby sąsiedzka rozmowa potrwała dłużej:) Efektem mojej chwilowej miłości do niebieskiego jest "bardzo niebieski taras" i tik nerwowy u męża, kiedy mnie widzi z pędzlem:) Eee tam, Kaczorówka to nie pałac, znudzi mi się niebiesko, wymyślę coś innego.

 Oprócz szaleństw z pędzlem były szaleństwa prac fizycznych, po których do dziś chodzę jak paralityk, a mój kręgosłup wyraźnie daje mi ostrzeżenia. Dobrze, już dobrze mój kręgosłupie ogródek ziołowy założony, skopane, posiane, podlane - czekamy na efekty.
W tak zwanym między czasie zabawiałam się też w ornitologa, bo zobaczcie co nas odwiedziło
 Pani/pan sójka na płocie
 A tu w moim własnoręcznie skleconym z kawałka schodka karmniku. Sójka wyjada płatki owsiane, które ostały się po zmasowanym ataku myszy na Kaczorówkę. Przychodziła codziennie, chyba jej smakowały.
 A to rudzik, zmajstrował sobie gniazdko pod sosenką, tu mnie obserwuje bacznie i czeka aż sobie pójdę.
Pliszka urządzała sobie przechadzki po dachu

 Na jeziorze aż gęsto od gniazd, rwetes i gwar, lęgi już na całego
A tu za płotem szarak pasie się na świeżej trawce.

 A tak wygląda wiosna w Kaczorówce, soczysta prawda?
W sumie podczas weekendu odpoczynku zaznał tylko Pan Pies, podczas, kiedy Państwo ryli w ziemi, machali pędzlem, wozili taczki i ogólnie tyrali, Pan Pies godzinami leżał w hamaku i oglądał zblazowany okolicę, no chyba, że było pieczenie kiełbasek.... wtedy złaził z hamaka i obgryzał patyki po kiełbasie.


I tak to było na tym majowym wypoczynku:)
Przysięgam sobie, że to już ostatni raz, od następnego tylko odpoczynek, relaks i leżenie w hamaczku. Jak myślicie uda się?
Pozdrowienia dla wszystkich.

wtorek, 1 maja 2012

Niech się święci 1 Maja :)

Niektórzy już od kilku dni mają majówkę, jak widać nie wszyscy. Moja majówka zacznie się jutro i jeśli wierzyć TVN Meteo to już nie będzie tak pięknie. Mówi się trudno i wszystkim już odpoczywającym życzę wypaśnego odpoczynku. Korzystając z przymusowego spędzania części długiego weekendu w mieście wrzucam skończone jakiś czas temu pracki, które już powędrowały w świat. Na szybko też zrobiłam kilka drobiazgów do Kaczorówki, która jak już pisałam ma tego roku wypięknieć, a to wszystko dzięki Waszym blogom, gdzie zaglądam, podglądam, podziwiam  i napełniam się weną pt, "co to ja nie zrobię". Walizy już spakowane, piękne czerwone zwisające begonie zakupione na taras i jakieś inne też zwisające,(nazwy nie zapamiętałam) ale zółte też czekają, czeka majeranek i  cukinia z przeznaczeniem na zagonek ziołowy....byle do jutra:)
A teraz pokaz, proszę bardzo.


 Klucznik, czy też skrzynka na klucze, jak kto woli, ponoć będzie prezentem imieninowym.


Duża skrzynka na biżuterię, drugi raz wykorzystałam motyw magnolii, bo pierwsza skrzynka z tym motywem szybko poszła sobie w świat. Ta będzie prezentem dla czyjejś mamy.


A tu serducho. Oglądając Wasze blogi widzę  mnóstwo pięknie wykonanych ozdób, tak mnie pewnego wieczoru chęć wzięła na uszycie "czegoś", że uszyłam. Serducho jest wykonane z mojej ulubionej bluzki koszulowej, której mimo dwukrotnego przypalenia żelazkiem żal mi było wyrzucić i słusznie. Odleżała, co swoje w kącie i proszę teraz moja ulubienica żyje drugim życiem. Dodam tylko, że uszyłam serducho "ręcznie", co muszę przyznać jest nie lada wyczynem, bo od lat niczego już nie szyję, no może guzik czasem przyszyję.


 A to na szybciutko zrobione ozdóbki do Kaczorówki, stara puszka teraz odmalowana i z różą, deska, na której ćwiczyłam odbijanie nitro z wydruku, jak wyszło tak wyszło, ale to pierwszy raz. Wieszaczek z makami, poniżej serduszka, które kiedyś były serduszkami zapachowymi do szafy (ponoć cedrowymi), teraz ozdobione zawisną pewno na wieszaczku. No i pojemnik na sól, bo w Kaczorówce mam jakiś paskudny, plastikowy, a przecież Kaczorówka ma pięknieć:)
I to na tyle dzisiaj, idę złapać tlenu, bo w domu ukrop nie do zniesienia. Pozdrawiam wszystkich i tych na majówce i tych , co musieli zostać.

wtorek, 24 kwietnia 2012

W pogoni za wiosną, mała mysz, baba z grzybem i efekty wieczorowaych zmagań z de-kupa-mi

Zacznę od końca, czyli od zmagań z de-kupa-mi (tak to sobie nazywam). Ostatnio skupiłam się na kilku skrzynkach, a dwie z nich udało mi się wieczorami głównie skończyć. Cały czas eksperymentuję i dochodzę powolutku do pewnych wniosków. Już wiem, że jak pędzle to tylko syntetyczne (po co mi cała reszta?), zamiast akryli raczej mieszanie bejc czasem nawet z akrylami. Lubię jak widać strukturę drewna, słoje, które znikają pod farbami. Zabawa kolorami jak najbardziej, chciałabym dojść do takiego ich wyczucia, że uda mi się je zmieszać od razu na taki, jaki mam gdzieś tam w głowie. Nie zawsze tak mi się udaje za pierwszym razem.  Do zabezpieczania lakier, ale do niektórych prac wosk.Tyle obserwacji:) A tak wyglądają dwie ostatnie skrzyneczki. Nowy właściciel czeka już na nie,ciekawe, czy się spodobają?



Róż nie jest takim typowym różem, choć na zdjęciu tak wygląda, to zmieszane bejce czerwona i biała.



Skrzynka na winko, góra lakierowana, dół woskowany, a jak pięknie pachnie:)

A teraz w pogoni za wiosną, dosłownie, bo pogoniłam do Kaczorówki licząc na to, że wiosna na wsi będzie tętnić kwiatkami, brzęczeniem pszczół, zielenią buchającą z każdego kąta. No i guzik z tego. Zielona trawka jest, ale taka nieśmiała, hiacynty ledwo z ziemi się wyłoniły, krzaczki łyse, nie wiem, czy przeżyły srogie mrozy. Jedyne, co, to w lesie  pięknie kwitną przylaszczki, o tak:

i jeszcze przy bagienku odkryłam łan cebulicy syberyjskiej
Wiosnę niby  ogłasza żuraw wyjadający oziminę, ale 3 tygodnie temu też już je widziałam, teraz pozwolił się pstryknąć w ładniejszej scenerii.

Przy porządkowaniu i przemeblowaniu, wiecie, "salon" tam, gdzie "kuchnia", " kuchnia" tam gdzie "salon", znalazłam biednego myszorka, całkiem suchutkiego i sztywnego niczym maskotka, został uwieczniony na zdjęciu, pożałowany, że tak marnie skończył i wyniesiony do ogrodu. Okazało się w nocy, że jeszcze wiele innych myszorków żyje, bo chrupały i tupały całą noc. Jak się nie wyprowadzą dobrowolnie to....no, wiadomo, co...

Moja kropielniczkowa kolekcja zmieniła miejsce, a tu w fazie ich przeglądania i przygotowania do powieszenia.

A na koniec o babie z grzybem miedzy biustem. Jeśliby przyjąć, że wiosna jest wtedy, kiedy grzyby zaczynają rosnąć między babskim biustem to mogę powiedzieć, że jest jednak ta wiosna. Na podwórku u Wieśniaka Milkliwego stoi baba, własnoręcznie wystrugana przez wspomnianego na ściętej gruszce. I babie tej jak nic grzyb wyrósł między cyckami. Ot taka obserwacja:)
 I to byłoby na tyle. A Wam dziękuję, że tu zaglądacie :)