środa, 10 kwietnia 2013

Wyróżnienie i pa, pa na troszkę

Od Agi-Walerii dostałam dzisiaj miłe wyróżnienie i bardzo właścicielce bloga "13 oddechów później", dziękuję:)). Z racji mojej bieganiny przedwyjazdowej nie zdążę pewno spełnić wszystkich warunków nominowania, ale postaram się odpowiedzieć na zadane pytania. Oto one:


1.Szpilki czy baletki?
Szpilki, bo dodają mi gracji i jestem jakby chudsza, baletki bo wygodne. Zakładam w zależności od sytuacji.Ku przestrodze, wąskie w czubach szpilki deformują stopy i powodują płaskostopie poprzeczne, które przez lata sobie wyhodowałam, ale i tak szpilki, jak mi się ich zachce, zakładam.
2. Kawa czy herbata?
Lubię i jedno i drugie, z tym, że kawę, raniutko i tylko "plujkę" jak zrobię sobie sama, a herbatkę, jak parzy mi Wu...
3. Ciastko z kremem czy golonka?
W sumie, ani to ani to, ale jadałam i jedno i drugie.....nie jestem wybredna. Raz na kilka lat chce mi się bardzo kremówki z naszej cukierenki zwanej "słodką dziurką" kupuję wtedy kilka i jem tyle, że aż mi niedobrze, potem mam spokój na 2-3 lata.
4. Słońce czy śnieg?
Zdecydowanie słońce, śnieg tylko ten pierwszy i najlepiej, kiedy nie muszę wychodzić z domu
5. Torebka czy plecak?
Jednak torebka i tak w niej tyle noszę gratów, co w średniej wielkości plecaku
6. Morze czy góry?
Mazury, góry, morze, w takiej kolejności
7. Rower czy samochód?
Na co dzień samochód, ale swego czasu śmigałam na rowerze do roboty i dalej bardzo lubię pedałować, szczególnie na Mazurach. 
8. Sukienka czy spodnie?
I sukienka i spodnie, ale mam "fazy". Latem sukienka, bo latem się dobrze w sukienkach czuję, zimą częściej spodnie, bo w pupsko zimno:))
9. Dawać czy brać?
Dawać. Ale z  chętnością biorę wszelakie wszelkie kwiaty ogródkowe, stare klamoty.........
10. Optymistka czy pesymistka?
Coraz częściej optymistka, ale zdarzało mi się pesymistycznie pogrywać....
11. Miasto czy wieś?
Wieś, a raczej odludzie z możliwością powrotów do miasta. Najlepiej tak, jak to kiedyś hrabianki miały, co rusz w innym pałacu, raz na wsi, raz w mieście:)))) To by mi pasowało.......

Nominacje kolejnych blogów do zabawy i moje pytania  już po powrocie, bo wiecie, muszę Was na troszkę zostawić. 
Mam nadzieję, że kiedy wrócę zastanę już prawdziwą wiosnę. Nie mogę się doczekać grabienia, kopania i siania w Kaczorówce. Marzę o wietrzeniu chałupki, wywalaniu pościeli na płot i pierwszym ognisku, o kawusi pitej wczesnym rankiem na schodkach tarasu i takich widokach......







Jak dam radę to jeszcze tu wpadnę, ale z moją dezorganizacją przedwyjazdową może być trudno. Właśnie biadolę nad walizą, bo już widzę, że naszykowałam za dużo ciuchów i nie mogę się zdecydować, co zostawić.
Bawcie się dobrze:))

P.S.Witam nowe obserwatorki Izę i Prima verę. Zapraszam, zapraszam, drzwi otwarte:))

sobota, 6 kwietnia 2013

Krokusy od Miki

Przyznałam się wczoraj, że nigdy nie widziałam w realu górskich polan z kwitnącymi krokusami. Bo takie tam w TV to się nie liczy. Mika zareagowała natychmiast i przysłała  zdjęcie pięknie kwitnących krokusów. To było w zeszłym roku, bo w tym roku krokusy jeszcze przywalone śniegiem.

Dziękuję Mika:))

Zobaczcie jakie piękne:))


Oglądać taki spektakl na żywo to dopiero coś.

W zeszłym roku zachwycałam się tak przylaszczkami w mazurskiej krainie:) Też ich nie znałam, w moich stronach chyba nie rosły, w lasach o tej porze roku królowały zawilce kwitnące na biało.




A zdjęcia zrobiłam 21 kwietnia 2012 r. :)))




piątek, 5 kwietnia 2013

24 kwietnia 2011 roku i 19 kwietnia 2010 roku

Dwa lata temu, 24 kwietnia 2011 roku odwiedzałam swoje rodzinne strony. Zobaczcie, co wtedy działo się w przyrodzie:))














19 kwietnia 2010 roku w Krakowie wyglądał tak:





 Czy w tym roku to możliwe?

P.S.
Witam Beatkę w gronie moich obserwatorów:))

środa, 3 kwietnia 2013

Hitlerka

Kiedy koteczka trafiła do domu siostry nie miała imienia. Jeden rzut oka na zwierzątko wystarczył, żeby    nazwać ją......Hitlerką. Głupi pomysł, żeby tak imieniem okrutnika, mordercy i oprawcy nazywać biedne kocię? Może i głupi, ale ten charakterystyczny wąsik spowodował, że już żadne imię jakoś do kotki nie pasowało, jednak do czasu.......
Dom siostry czasami odwiedza Madzia. Madzia nie ma jeszcze żadnego zwierzaczka w domu i uznała, że skoro tego zwierzaczka nie ma, to Hitlerka będzie jej koteczką tak od czasu do czasu, kiedy będzie przyjeżdżała w odwiedziny. Nic by się nie stało, gdyby, kiedyś w szkole pani nie kazała opisać dzieciom swojego zwierzątka. No i Madzia oczywiście opisała, że ma u cioci i prababci na wsi koteczkę, która nazywa się.......Hitlerka........Jednak pani nie spodobało się nazwanie w ten sposób kotka.  Hmmm, trzeba było ratować jakoś sytuację i wybrnąć z ambarasu.
Dlatego, żeby po raz kolejny, w razie czego nie narazić Madzi na kłopoty kotkę przechrzczono czym prędzej na Walerkę, bo brzmi bardzo podobnie. I takim sposobem jest i wilk syty i owca cała, a Hitlerka, tzn. Walerka jak nosiła tak nosi swój  wąsik:)



Dobrze, że drugi kotek ma na imię Ciciuś, gdyby nie to, że ma wąsik, ale tylko z jednej strony mógłby nazywać się ....Hitler?

A Wasze zwierzaki też mają jakieś kontrowersyjne imiona?


wtorek, 2 kwietnia 2013

Świętowanie

Świętowanie już się skończyło, przynajmniej w zakresie obżarstwa to dobrze, bo już mi skóry na brzuchu od tego świętowania zabrakło. Całe szczęście, że zabrałam wygodne dresowe spodnie z gumką bo inaczej musiałabym paradować z rozpiętymi suwakami.
A święta spędziłam w Wielkopolsce. Przez kolejny nagły atak zimy tylko zażyłam jednego spaceru i to w Wielką Sobotę, potem już nosa wyściubić się nie dało, chyba, że celem odwalenia kolejnych warstw białego puchu. A padało praktycznie całe dwa dni świąt.

Na spacerek, jak zwykle udaliśmy się nad stawy....

Zachodziło słoneczko......

Nagle pojawiły się łabędzie, mówią, że one nieme, ale jak lecą słychać je z daleka.....


Wylądowały gdzieś za groblą po zrobieniu kilku kółeczek nad nami.......


Stawy jeszcze zamrożone.......


W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się przy największym stawie, gdzie przy brzegu pływał sobie łabądek z odstającą lotką. Nagle gdzieś z góry usłyszeliśmy charakterystyczny odgłos lecących łabędzi i oto tuż pod naszymi nogami, przy brzegu wylądowały, takie dwa piękne, ledwo złapałam w kadr ich lądowanie......



Przepędziły tego biedaka, który pływał przy brzegu, a mnie przestraszyły, bo wyglądały, jakby się chciały na mnie rzucić......


Ale im tylko chyba chodziło o jedzonko........


Podczas świątecznego śniadanka, ogródek już wyglądał tak......


Popisowym daniem był udziec....mniam, dobry, nie mówiąc o innych smakołykach, których nie miałam nawet siły wszystkich skosztować.......


A dalej pogodowo było tylko gorzej, bo padało i padało........


Wszystko zapadało nawet ścieżkę między domami sióstr, potem została odśnieżona......


 Mopek zapadał się całkowicie swoimi krótkimi łapkami w śniegu......


Bociek, który zwitał w gnieździe tuż przed świętami gdzieś sobie odleciał....chwilowo nie było go w gnieździe......


A przebiśniegi, jedyny dowód na nieśmiałą  wiosnę zostały zasypane śniegiem.....

I raz, dwa, po świętach...... Trochę szkoda, bo nawet się nie nagadaliśmy ze wszystkimi do syta, a już trzeba było odpalać Madzię i odjeżdżać.......
A w drodze powrotnej zrobiło mi się tak, że pół dzisiejszego dnia spędziłam na izbie przyjęć i nie było to nic przyjemnego. Ale już wróciłam:))

Pozdrawiam wszystkich serdecznie, poświątecznie:))))

P.S.
Następnym razem pokażę Wam kotka- kotkę, o dźwięcznym imieniu Walerka, kiedyś zwaną Hitlerką, a dlaczego tak i dlaczego zmieniła imię to wszystko opiszę:)))