piątek, 31 stycznia 2014

Ja Was rozgrzeję.......


Żebyście wiedzieli, jak jest potwornie zimno. To przez ten wiatr, który wciska się każdą szczeliną i powoduje, że pomieszczenia dotychczas ciepłe stają się zimnymi norami. W chałupie okno balkonowe uszczelnia gruby koc, w hucie zamykamy się w pokojach i przemykamy chyłkiem przez zimne korytarze. Choroby grasują, dziś policzyłam, że na 70 osób, które pracują w mojej hucie 17 było na zwolnieniu lekarskim. Ja nie byłam. Oprócz lekkiego smarkania i targających bóli prawej ręki jakoś nic mi nie jest. No, ale ja jem ostre papryczki, pijam herbatkę z miodem i imbirem i ubieram się ciepło. Może to mnie ratuje od mikrobów? A może, zupełnie, co innego? Np. obowiązek?

No dobra. Zimno jest. W zeszłym roku też było, nawet w kwietniu a dokładnie 9 kwietnia, zalegały jeszcze kopy śniegu, a ja wyruszałam w podróż do Włoch.
Za oknem autokaru długo, długo były takie same pejzaże, buro, szaro  z łatami i kopami śniegu tu i ówdzie.
Troszkę wiosny zobaczyliśmy w Czechach, gdzie zjedliśmy sobie pierwszy posiłek. Pokazało się troszkę zielonej trawy i widziałam fiołki w ogródkach.


Alpy austriackie były jeszcze przyprószone śniegiem, choć widoki na tyle mnie ożywiły, że przestałam spać. Dobrze nawet bo już mnie głowa bolała od obijania się o okno ( śpię, jak suseł w każdych warunkach).






Za to, jak przekroczyliśmy granicę Włoch i zbliżaliśmy się do Padwy to wiosna zaczęła widoczna być bezapelacyjnie.




Cały czas kierowaliśmy się na południe, a widoki były coraz bardziej wiosenne.............................




Na Monte Casino w najlepsze kwitły cudne kwiaty w donicach przypominające róże....................


I po trawnikach śmigały żółwie...........................


Widoki zmieniały się, co chwila..........


Aż dojechaliśmy do Neapolu..... jaka szkoda, że tak krótko tam zabawiliśmy, bo miasto urodne, klimatyczne, a ludzie? Zobaczcie sami. Te dziewczyny do nasz szczerzą zęby i przybierają pozy modelek. Bardzo sympatycznie się zachowywały. Może kiedyś opiszę, ale jazda po Neapolu to jest niezły hardcore. 


 Widok na Zatokę Neapolitańską........... odbywały się przygotowania do jakiś światowych regat, nazwy jednak nie pamiętam...........

O...a to widok z okna naszego hotelu w Figgi, skąd przez kilka dni mieliśmy bazę wypadową do Rzymu. 


 Kwitnie sobie w najlepsze kwiat w donicy inne zimotrwałe mają się dobrze, a pąki na hortensjach wielkie, że aż strach.



Kto ma taki stojak do parasola ogrodowego? No? Ja wiem,Gina, właścicielka sympatycznego hoteliku, która karmiła nas tak pysznie, że nic w tych Włoszech nie schudłam.
Tak mi się ten pies spodobał, że postanowiłam takiego w glinie zrobić, ale jeszcze nie wiem kiedy:))


Tymczasem zrobiło się.......26 stopni, Celsjusza, żeby było wszystko jasne.

Było na tyle gorąco, że bezpańskie psy w Pompejach szukały schronienia w cieniu..........
No i jak tu takiemu przeszkodzić, jak leży na środku przejścia?



Drugi, czarny schował się wśród ruin też w łateczce cienia.

A w Rimini było lato!!!! Tzn. dla nas lato, moczyliśmy się cieplutkim Adriatyku, Mnemo wylegiwała się na łódeczce, łapiąc brzoskwiniową opaleniznę.



A miejscowi ubrani dość ciepło łowili omułki i tak sobie na nas dziwnie spoglądali. Byli jeszcze tacy, co spacerowali po plaży w puchowych kurtkach. Ci to dopiero się na nas patrzyli. No pewnie, przecież był 19 kwietnia, to chyba dla niech jeszcze koniec zimy. Dla nas z całą pewnością już było lato.


Nie wiem, czy w tym roku uda mi się gdzieś wyjechać. Włochy są takie ładne i chętnie bym tam wróciła, zobaczyć inne, nowe miejsca. Ale jest jeszcze dużo innych ciekawych miejsc, w których nie byłam. Zobaczymy, jeszcze mamy troszkę czasu do namysłu. Trudno, najwyżej "kumina" znów nie postawimy w Kaczorówce:)))

To, co rozgrzałam Was? 

Ha, z pewnością, więc przypominam, że jeszcze do północy można głosować na "tandetę"   TU , a efekty głosowania pokażę najpóźniej w niedzielę do 24:00, co nie znaczy, że nie mogą pojawić się wcześniej:) 

Buziaki cieplutkie wszystkim przesyłam w ten mroźny i wietrzny wieczór.

środa, 29 stycznia 2014

Mnemokurier

Do zakończenia głosowania na najtandetniejszą tandetę jeszcze troszkę czasu pozostało. Kto nie widział gatek z rogami lub orzechem w czekoladzie, sweterków w smoki i bałwanki, kiecek na wyjścia różne, butów do obrządku koni, futer na wielkie zimna i kurtek złoconych na rodeo, body wyjętych z kieszeni koniecznie musi zajrzeć TU i zagłosować. Dziewczęta się napracowały solidnie w poszukiwaniu tandety nad tandetami, czekają na głosy dobrych duszyczek:))) Na duuuuuużo głosów!!!

A co u mnie? Pominę milczeniem aurę, bo ani chybi musiałabym mięsem rzucać. W mieście zima nie jest ładna, nie jest sielankowa, przeszkadza w normalnym funkcjonowaniu i komplikuje najprostszą rzecz jaką choćby jest dojazd do pracy ( powrót też). Jednak zaraz mamy luty, a w lutym.........boćki wylatują z Afryki w naszym kierunku!!!! Wiecie, co to oznacza? Że wiosna gdzieś tam pod tą warstwą lodu i śnieżnego puchu zaczyna kiełkować, wzbierać, aby pewnego dnia objawić się w całej krasie.

Nadszedł do mnie jaszczur, tak, tak jaszczur. Od Hany on był, a dzięki Wam oczywiście, bo głosowałyście na mojego kicza!!! Stanął sobie na skrzyni, którą to latem w Kaczorówce doprowadzałam do świetności machając drucianą szczotką i bieląc zwykłe sosnowe deski.


 Hana, jak to Hana oprócz tego, co w konkursie obiecała, zapakowała jeszcze śliczną pastelkę, którą od razu w ramki ciach, wstawiłam i postawiłam sobie na komodzie. No to teraz mam już trzy Hanine pastelki. Kolekcja rośnie. Tym bardziej się cieszę, bo moje pastelki leżą i kwiczą, wena się skończyła i muszę poczekać na jej powrót.



Za jakość zdjęć przepraszam, ale nadal po ćmoku wracam z huty i zdjęcia nie chcą lepsze wyjść ani dudu.

Chociaż mistrzem warząchwi nie jestem, czasem mnie coś najdzie i zapragnę w kuchni dać popisówkę.
Dałam ostatnio, bo podpatrywałam jakiegoś mistrza kuchni w telewizorni, który w ten sposób sprawiał perliczkę. Od lepszych należy się uczyć, więc zamiast tego ptaka wyjęłam kawał schabu i sprawiłam, jak mistrz zachwalał. Miał rację, że mięsko będzie dobre. Było z dość potężnego kawałka na drugi dzień zostały marne jakieś ochłapy, nawet znajomych już nie było czym poczęstować.


Mięsko należy posolić, popieprzyć, obłożyć, talarkami cebulki, zielem angielskim i listkiem laurowym i zostawić na noc - to jest ta część czynności, którą oczywiście sama wymyśliłam.

Na drugi dzień to czym obkładałam mięsko wyrzuciłam do kosza, a mięsko obłożyłam świeżym tymiankiem, pokrojonym czosnkiem, cząstkami pomarańczy, marynowanej w soli cytrynie, kawałkami jabłka i najważniejsze skórkami z jabłek. Wszystko to skropiłam oliwą z oliwek, położyłam kawałeczki masła, zawinęłam w folię i do pieca!!!!



Jakie to wyszło pyszne!!!! Jakie soczyste!!! Jakie aromatyczne!!! Ale, co ja tam będę.....zrobicie, zobaczycie:))


Na tym kończę Mnemokurier, chciałam Wam jeszcze donieść, że Owieczkę blogger w końcu wpuścił i po miesiącach milczenia beknęła dziś na swoim blogu. Lećcie do niej bo wiosnę pokazuje!!!!
A do mnie wróćcie na wyniki, powinny być najpóźniej w niedzielę:))))
No chyba, że jeszcze coś wcześniej napiszę to też przylećcie...............


sobota, 25 stycznia 2014

Uwaga, uwaga!!! Przedstawiam konkursowe zdjęcia:))

Dostawca nowego netu sprawił się błyskawicznie. Wpadło dwóch młodych i w 15 minut załatwiali sprawę, wymienili jedną skrzynkę na drugą skrzynkę, podpięli jakieś kabelki, podsunęli 5 załączników do podpisania, podeliberowali  nad moim nazwiskiem, uchachali się, że ja nie z "tych" tylko z Warszawy i pooooooszli.

Nic więc mnie nie zmusza, żeby z publikacją Waszych zdjęć konkursowych czekać aż do jutra.
Robię więc tak, publikuję teraz zdjęcia, a sondę uruchomię za chwilę. Wczoraj testowałam uruchomienie sondy razem z postem i niestety tak, jak to było u Hany i Miki, najświeższy post nie pokazuje się wtedy w liście Waszych blogów, jeśli mnie tam macie.
Może ten zabieg, czyli najpierw post, potem sonda na pasku bocznym sprawę załatwi. Jak sonda nie zadziała, trudno będziemy głosować w komentarzach, poprzez wpis głosuję na numer:..........

Do konkursu zgłoszono 16 eksponatów, zdjęcia wklejałam do posta na bieżąco, więc są umieszczone w kolejności zgłoszenia. Każde zdjęcie dostało landrynkowe obramowanie,w końcu głosujemy na "tandetę". Rozrzut tematyczny jest imponujący, od ekstra kiczowego (jak twierdzi właścielka) sztucznego fiuterka, poprzez dziergany 20 lat temu sweterek, inne sweterki pochodzące z różnych źródeł, sukienki na wielkie wyjścia, sukienki i wdzianka zza granicy, odjazdową kurteczkę na rodeo z dodatkami złota, majtki dłuższe i krótsze, po damskie body wyjęte z kieszeni kurtki (też dobra historia)
Wszystkim nadsyłającym "eksponaty" bardzo dziękuję za udział w zabawie i teraz serdecznie zapraszam na ciąg dalszy.
Mam nadzieję, że nic nie przeoczyłam i wszystkie zdjęcia umieściłam, jak trzeba:))





















Do dzieła!!! Oglądamy, decydujemy i głosujemy do 31 stycznia do północy:)))

Oczywiście na swojego faworyta bądź swój eksponat możemy agitować na swoich blogach czy w każdym innym miejscu:))

piątek, 24 stycznia 2014

Jak widzicie.....

Sonda na bocznym panelu już przygotowana, ale niestety musiałam ja usunąć, bo ten post nie pokazuje się w Waszych listach postów, jeśli mnie tam macie. Tak samo było u Hany i Miki, nie wiem, o co chodzi.  Wasze nadesłane zdjęcia już obrobione i w kolejności nadsyłania do postu wklejone. Jeszcze nie jest za późno i zdjęcia tandet wszelakich można wysyłać teoretycznie dziś do północy. Zapraszam, zachęcam, nęcę:)))
Jeśli ktoś nie wie, o co chodzi to wszystko jest opisane TU.

Jutro mam zmianę dostawcy internetu, więc może być przerwa na łączach. Zobaczymy, jak się fachowcy uporają.
Mam nadzieję, że sonda umieszczona na panelu bocznym zadziała, bo robię to pierwszy raz i nie potrafię przewidzieć skutków swoich sondowych poczynań. Niby ma się uruchomić samoistnie 27.01.2014 o godz: 00.01. Zobaczymy:))) Jak nie zadziała to zagłosujemy w komentarzach. Nagrody czekają!!!

U mnie dziś z rana było minus 16, ale to wielkie nic bo mi doniesiono, że w Kaczorówce dziś było minus 26!!!! Co Mazury to Mazury!!!!

Kiedyś, to było w marcu, zachęcona miejskim ciepełkiem i pąkami wychylającymi się z krzaków w parku zmolestowałam Wu do wyjazdu na Mazury!!! Zaskoczenie było duże, bo Kaczorówka była przykryta śniegiem, a nasze jezioro zakute lodem.




 W słonku jednak było cieplutko i można było biegać w sweterku.



Mopek był bardzo zdziwiony chodząc po lodzie:)))



Dlatego teraz już czekam do kwietnia zanim wybiorę się na mazurski  rekonesans. Nawet jeśli w dzień wydaje się, że już jest ciepło to po zachodzie czar pryska i robi się potwornie zimno. A nasza chałupka nie jest przystosowana do "potwornie zimniastych nocy"







środa, 22 stycznia 2014

Mnemo się zważyła......

O Nowego Roku Mnemo postanowiła nie jeść. Nie jeść chlebka, słodkości i makaronów. Niby nic takiego, to proste przecież nie jeść chlebka, odwracać głowę od łakoci, makaronu, odkąd dziecka się wyprowadziły nie ma potrzeby gotować, więc pierwsze dni poszły gładko. Ale im dalej w las tym gorzej, zaczęłam śnić o pysznych kanapeczkach z szyneczką, majonezem, sałatą. I cholernie mi się chce słodkiego!!!! Szczególnie, że ta Anka Wrocławianka takie pyszności pokazuje........

Dobra, minęły 3 tygodnie czas dokonać ważenia. Wlazłam, więc na wagę..... i tylko 3,3 kilograma mniej. Matko tylko tyle mniej?? To ja te pomidory i biały ser, biały ser i pomidory, zamiast chlebka liść sałaty z jogurtem i wędliną i tylko tyle? Wkurzyłam się!!! I wiecie, co zrobiłam? Zrobiłam sobie taką kanapkę, która mi się w snach pojawiała, popchnęłam kawałkiem goloneczki i zafasowałam na to dwa desery waniliowe. Wlazłam na wagę!!! Pół kilo więcej!!!!

Od jutra powrót do pomidorów i sera, nie poddam się tak łatwo:))

A jak tam Wasze postanowienia noworoczne?

Może to te mrozy tak wzmagają łaknienie? Nawet wrony, które zwykle grzebią w trawnikach i czasem koszach na śmieci dziś znalazły sobie coś bardziej pożywnego. Zaobserwowałam przez okno jak  na podwórku wcinają zamrożonego gołębia. Nie wiem, czy bidok padł z zimna albo choroby, czy też wrony go zaciukały. Obrabiały go tak do samego zmroku jedna jadła, inne czekały opodal, co jakiś czas wymieniały się przy stole.



Wrona inteligentnie oskubywała z piórek truchło, piórka odkładała na bok.


Zręcznie też przytrzymywała swój obiad łapą, co chwilę zezując na boki, gdzie czaili się jej pobratymcy.




Nawet nie reagowały na przechodzących obok ludzi, bardzo były zajęte wyżerką.
W zeszłym roku przyglądałam się kawce, która w parku rozgrzebywała świeżutką i dymiącą jeszcze końską kupę (policja patroluje park na koniach) i wyjadała jakieś kąski. Nawet jej robiłam z bliska zdjęcia, a ona na mnie skrzeczała.

 Poważnie, wyglądała, jakby broniła tej kupy i chciała mnie odstraszyć.
No dobrze, starczy już tych okropieństw kulinarnych:)))

Pamiętacie o zabawie rocznicowej?? 

Na zgłoszenia czekam do 24 stycznia do północy, troszkę czasu jeszcze zostało:))