Od jakiegoś czasu było dla mnie jasne, że nazwa tego bloga troszkę się zdezaktualizowała. Blog został założony w sumie dla wygłupu, a nazwa mu nadana nawiązywała do tego, co akurat wtedy mnie kręciło, czyli dekupaże, które mnie wtedy zachwyciły i pochłonęły. Chyba nie zdawałam sobie sprawy, że blogowanie mnie aż tak wciągnie.
Poznałam tu na blogowisku, wiele sympatycznych i nietuzinkowych osób, więc zostałam na dłużej. Jednak czas upływa, a ja w przeciwieństwie do przysłowiowej krowy, od czasu do czasu zmieniam zdanie i upodobania. Słowem, dekupki, jak dekupażowanie skrótowo nazywam, przestały mnie kręcić. Dodatkowym argumentem za przynajmniej przerwą w dekupażowaniu, był ponad dwuletni bajzel w kacie pokoju, gdzie zgromadziłam całkiem porządny arsenał dekupkowych klamotów. Do tego typu zajęć fantastyczna byłaby pracownia.To była miła przygoda, całkiem nie rzucam dekupek w kąt, ale też nie ma już powodu, żeby nazwa bloga sugerowała, że tylko tym się zajmuję i niczym więcej.
Po dekupkach było jeszcze parę różnych rzeczy, którymi się zajmowałam, z czego najprzyjemniejsze i do czego z pewnością latem powrócę to drewniane ludy wytwarzane na łonie natury, pod Kaczorówkowym niebem. Były też próby szycia na ponad stuletniej Singerce lalek i innych drobiazgów ( woreczków, serduszek) z uwolnionych szmatek, nawet fajne to było zajęcie. Ćwiczyłam też cierpliwość przy hafcie wstążeczkowym. Fakt, cierpliwość przy tej czynności jest konieczna. Przydałyby się jeszcze dobre oczy i paluszki dziecka, bo ścibolenie tych wstążeczek jest precyzyjne. Niestety, ani jednego ani drugiego nie posiadam to i do haftu siadam sporadycznie.
Ostatnią moją pasją są nieśmiałe próby rysowania/malowania pastelami suchymi. Bakcyla załapałam od Hany, ale dużo jeszcze wody upłynie nim do kostek jej dorosnę.
Właśnie dziś odkryłam po trzytygodniowej przerwie w rysowaniu, że wszystko, co już było dla mnie jasne, znowu jest ciemne i należy poćwiczyć, aby jabłka były podobne do jabłek, a gruszki do gruszek.
Z racji wściekle kurczącego się czasu wolnego, jakieś zajęcia relaksujące z konieczności muszą być łatwo dostępne. A pastelki są. Wystarczy wyjąć kartkę, kredki, położyć rekwizyt i można ćwiczyć. Z dekupkami lub szyciem to całe mecyje, rozkładanie, składnie klamociarni. Przy dekupkach jest potrzebny czas na schnięcie kolejnych warstw, a ja, jak pewno się większość z Was zorientowała, bo czasem sobie tu pobiadolę, wychodzę po ćmoku, wracam po ćmoku, często gęsto w stanie zwiotczenia umysłowego i ogólnej niemocy po dniu spędzonym aktywnie w Hucie.
Ponieważ od czasu do czasu coś tam mi do głowy wpada, podmieniłam część nazwy w blogu i brzmi on teraz następująco : Co Mnemo do głowy wpadnie...........
Już nie mnie oceniać czy to, co wpada do tej głowy jest dla Was interesujące, ale proszę uwierzcie, dzielę się tym z Wami chętnie, a jak chcecie o tym poczytać i pogadać to jest mi zawsze miło. Ba ,czasem ma nawet działanie terapeutyczne. Co tu dużo gadać, czekam na te Wasze odwiedziny i bardzo Wam za nie dziękuję.
Myślę sobie, że nazwa bloga może w przyszłości zmienić się ponownie, tak na wszelki wypadek nieśmiało o tym sygnalizuję.
Nie wiem, czy nie będę się wstydzić, jak dam plamę, ale może mnie to bardziej w dyscyplinie utrzyma, to Wam powiem. Obiecałam sobie, że muszę trochę schudnąć. Nie stosuję żadnej cudownej diety ani drakońskich ćwiczeń i tak bym nie miała na nie siły. Zwyczajnie od Nowego Roku nie jem chleba, makaronów i ryżu, unikam smażonego i nie tykam nic słodkiego. Podpytuję Kretowatej, bo ona znawczyni jarskiego żarełka, co można ciekawego i szybkiego uszykować. To powinno wystarczyć, aby do lata pozbyć się minimum 5 kilogramów. Jak mi się uda będę bardzo zadowolona. Raz w tygodniu stanę sobie na wagę i zobaczę. Dziś jest mnie mniej o 800 gram od wagi wyjściowej. Teraz, kiedy dziecka poszły na swoje, zdecydowanie prościej zachować dyscyplinę żywieniową. Nawet Wu się przekonuje do chudych zupek i innych frykasów sporządzanych z warzyw i różnego kalibru nasionek. To wszystko jest bardzo smaczne i bardzo szybko opuszcza przewód pokarmowy.
Jak ktoś chce, bo ma taką potrzebę niech się zapisuje na noworoczne pozbywanie kilogramów. Zrobimy sobie raz w tygodniu ranking pożegnanych gramów, dekagramów lub kilogramów.
Jest ktoś chętny?
P.S.
Wiosna tej zimy u mnie trwa, poniżej zdjęcia z 27 grudnia, mam wrażenie, że liliowiec pod blokiem zaraz zakwitnie....
a złotlin nie obcyndala się nic a nic i w najlepsze kwitnie sobie pod Arsenałem:)))
W domowym zaciszu zakwitły też gałązki zerwane w dzień św. Łucji to jest 13 grudnia. Zakwitły na samiutkie święta. Teraz kwiatków jest na gałązkach jeszcze więcej.
.
Zmiany niewielkie, na szczęście. Dam radę ogarnąć. Zapisuję się do strażników wagi.
OdpowiedzUsuńKosmetyka dosłownie, ale co mam ludzieńków w błąd wprowadzać:)) O to w następnym tygodniu, dzień uzgodnimy , może jeszcze się ktoś zapisze, zrobimy gremialne ważenie. Robię sobie tabelkę do zapisywania wagi, bo w końcu pozapominam, jak to ma trwać przynajmniej kilka miesięcy.
OdpowiedzUsuńDobra, Mika też chyba sie zapisze. Teraz wymiękam i odpadam. Pa!
OdpowiedzUsuńJa muszę zmienić sposób żywienia z powodów zdrowotnych, spadek wagi będzie miłym dodatkiem, jeśli się uda. Tak, że nie będę pełnoprawnym członkiem klubu, ale kibicuję bardzo.
OdpowiedzUsuńDobrej nocki
To nie będą wyścigi na kilogramy, ale nasze malutkie zwycięstewka, więc dopisać się zawsze możesz. W grupie raźniej, a każdy dekagram mniej to z pewnością ulga dla kręgosłupa, serducha i wszystkich innych szwankujących części.
UsuńBuziaki, mnie jeszcze nie ciągnie do piernatów, dziwne bardzo.
o matko, moja waga powinna juz dawno spaść na pysk ale nie chce. i dieta i mało jem i cholera waga ani drgnie. te leki paskudne!.
OdpowiedzUsuńa ty sobie nazywaj blog jak chcesz, w końcu to twoje pokoje.
Niestety przy stałych lekach tak bywa. Ja po leczeniu tarczycy lata temu też przytyłam paskudnie, ale leki musiałam na początku dosłownie garściami, zaczynałam od 12 tabletek dziennie, potem coraz mniej.
UsuńHe he, ja też od dłuższego czasu myślę nad rozszerzeniem bloga na inne dziedziny, bo mimo wszystko przez większośc czasu zajmuję się innymi rzeczami niż szyciem, no a od kiedy zabrałam Lu z przedszkola to juz w ogóle...
OdpowiedzUsuńJej okazja tak z nowym rokiem zacząć od zmian;)
Usuńmnie sie tam Twoja de- kupa podobała, ale że jestem zwolnenniczką zmian wszelakich i te popieram w całej rozciagłosci! pwoeim tylko, ze bardziej mnie interesuje co z tej Mnemowej głowy wypadnie w real i zostanie na blogu zaprezentowane :-))
OdpowiedzUsuńA do odchudzania sie nie piszę, bo ja bym musiala z 40 zrzucic a podchodów juz tyle robiłam, ze się totalnie zniechęciłam- ostanio ( 3 lata temu ) pozbyłam się 20 kg i co? juz odzyskane.... jestem beznadziejna w tych sprawach! ale za Ciebie, laseczko, trzymam kciuki!
aaa! i muszą byc zdjęcia "przed" i "po" , bo się nie będzie liczyć!!!!!!
No właśnie tyle samo mi przybyło, co Tobie, ale ja nie chcę wracać do poprzedniej wagi, wyglądałam, jak anoreksja. Bo odchudzanie to jest na krótką metę, najlepiej to zmienić całkowicie nawyki żywieniowe. Trudna sprawa, jak się gotuje dla całej rodziny. Ok, zdjęcia będą, jak będą efekty:))
UsuńJa w ramach solidarności rodzinnej całkowicie zmieniłam dietę ponad miesiąc temu, choć jadłam w zasadzie bardzo zdrowo i niezbyt dużo, i nic na wadze się nie zmienia. Jestem i zdziwiona, i trochę też zła. Nie jem pieczywa, makaronów, mleka, jajek, tylko chude mięso czasem, rybę, warzywa i owoce. Nie jem ciast, a słodycz to tylko trochę miodu i jabłka same bądź z jagłami (które lubię od dzieciństwa). Pije wodę, rano dobrą kawę, która najpierw muszę zemleć. Nie jadam owoców innych owoców, chyba że suszone morele i śliwki czasem. Żadnych efektów, waga miast spaść poszła nawet lekko w górę. Niech mnie kto oświeci dlaczego tak?
OdpowiedzUsuńNie potrafię ,tego dokladnie wytłumaczyć ,ale w zarysie to jakoś tak ,że organizm przetwarza tam jakieś swoje zapasy ,a że jesz mniej kalorycznie to znaczy że jest głód i trzeba zwiększyć masę .To podobnież fizjologiczna prawidłowość ,chudnie się dopiero po pewnym czasie .
UsuńJajek to ja nie mogę odstawić, bo lubię pasjami, gotowane, na półmiękko. Zawsze na niedzielne śniadanko są, ale teraz to już tylko jajka, bez chlebka. Co to Twojego efektu, to jest chyba tak, jak pisze Maria. Nie ma bata, jak się kiedyś jadło chlebuś i słodkie, a teraz nie, waga musi spaść po jakimś czasie.
UsuńJajka są niskokaloryczne, to można, o ile można.
UsuńTak, ale ja nie dlatego jajek i mleka nie jem. Z powodów ideologicznych teraz, ale wrócę, bo moje kurki znoszą pyszne jajka. A chleba to ja jadałam kromkę dziennie, własnego wypieku. Raczej marnie widzę moje chudnięcie.
UsuńMusisz przejść na dietę wrzosówek.:-D Trawa i siano. I choinki.
UsuńWiesz, one na tej trawie, sianie i choinkach całkiem dobrze wyglądają i nie są zabiedzone, a nawet przeciwnie.
UsuńWaga nie ma nic do rzeczy i radze się nią nie przejmować;) Wszystko się unormuje, nic na siłę;) Ja tez ostatnio przybrałam kilogram czy dwa przez Świąteczne szaleństwa, ale nawet nie wchodzę na wagę, bo po co?
OdpowiedzUsuńOlać wagę, niech sama przyjemność dobrego jedzenia nas prowadzi, a utrata wagi może być efektem ubocznym;)
Rogata, może Twój organizm - przyzwyczajony do czegoś innego - teraz myśli, że juz nigdy nic niczego takiego nie dostanie - przeraził się bidok i robi zapasy na "czarną godzinę" - daj mu trochę czasu...
Książę Małżonek, kiedy przeszliśmy na wege, nawet przybrał na wadze nieco - z tego właśnie powodu (no i przez miłość do węglowodanów) - ale kilka miesięcy i wrócił do "swojej" wagi.
Zapisuję się na pilnowanie diety, bo to trudne i każde wsparcie się przyda. Ale klucz tkwi w tym, żeby o tym cały czas nie myśleć! jak myślę o mojej "diecie" to zaraz robię się wściekle głodna;) Wolę myśleć o tym, jako o zdrowej, nowej drodze życia, tym bardziej, że jakby nie mam wyjścia;)))
Plusy są takie, że cukier, od którego byłam kilka miesięcy na odwyku, powoduje teraz u mnie ciężkie bóle głowy - i naprawdę jest strasznie słodki, już nie mogę tego wytrzymać!!!
Tak, wszyscy się zmieniają, i to bardzo dobry znak, bo nie stoimy w miejscu, a kto stoi, ten gnije;) - ale przywaliłam!!!
Mnemo, zmieniaj nazwę i co tydzień, i tak Cie znajdę;)))
Dziś były warzywka na patelni i zupka kalarepowo-cukiniowa, jestem najedzona, Wu zjadł i mlaskał z zadowolenia, mam wsparcie, a to ważne. Bo nic gorszego niż gotować na dwa gary.
UsuńNas jest trójka i pies - gotuję na cztery gary;)
UsuńA po grecku jak by to było poli ewentualinie tetra - i co? poli -garowa!
UsuńNa szczęście na swoim blogu możesz robić co chcesz :-)))
OdpowiedzUsuńZmiany są ok :-)
Bardzo fajny pomysł ze zmianami. Ja też mam podobnie, że co trochę zaczynam kombinacje z czymś innym. Teraz jest szydełko. Małe, można do torby wcisnąć z kawałkiem włóczki i już. A zawzięłam się okrutnie, żeby się nauczyć szydełkować :)))
OdpowiedzUsuńJa się też zapisuję do "strażników sensownego wcinania" ;) wadze już chyba dam spokój :)) próbowałam, zachęcona przez wpisy Kretowej, ogarnąć kuchnię pięciu przemian, ale to przerasta moje możliwości intelektualne!
Nie dla mnie również jadłospisy, ważenie, wyliczanie, zobaczymy, co da zwykłe odstawienie zapychaczy. A zupka chrzanowa, jest pyszna i niezwykle prosta w przygotowaniu. Dasz radę:))
UsuńZmiany są dobre! :)
OdpowiedzUsuńCzekamy na nowości!
A ja chętnie przyjmę z kilogram na wysokości klatki piersiowej! :D
Żeby tak można było to chętnie bym się podzieliła, może bym wróciła do C?
UsuńTez bym Ci Tupajko oddała co nieco!
UsuńDajcie i mnie trochę.
UsuńA bierz!
UsuńMnemo, ja po zmianie diety, na taką o jakiej piszesz , w pół roku schudłam 18 kilo. U mnie był to powrót do starej wagi, więc da się :) Robię dziś zupkę chrzanową, tą właśnie i już mi ślinka cieknie ;)
OdpowiedzUsuńO jaka optymistyczna wiadomość!!! Widzicie dziewczynki Verze się udało i to ile!!!!!! Zupka jest pyszna, też w tym tygodniu zrobię.
UsuńZmiany muszą być ;)
OdpowiedzUsuńZapisuję się do wagowych "zmagań" :) Diet wszelakich nie lubię, ale spróbuję coś niecoś ;) zmodyfikować i pójść bardziej w kierunku dań wegetariańskich i braku słodyczy. Zobaczymy. Waga u mnie spadała sobie powolutku, kiedy regularnie chodziłam z kijkami. I do tej dobrej tradycji powracam :)
O to, to właśnie, mam identyczne plany, bo jak słyszę hasło: dieta, to natychmiast mam ochotę się objeść.
UsuńNo właśnie tak jest, żarłoczność się jakaś odzywa na hasło dieta, dlatego tak "lajtowo" sobie podeszłam do tematu.
UsuńW życiu należy unikać stagnacji :) czasami trzeba poprzestawiać meble ;)
OdpowiedzUsuńOd lat nie jadam ziemniarów ;) i tylko ciemne pieczywo....waga sobie stoi w miejscu....ale nie rośnie!!!! uznaję to za zwycięstwo ;)
A ponoć, jak ziemniaczki np. w folii upieczone to nie tuczą, tylko z sosami i mięchem.
UsuńZiemniarów nie jadam , bo nie lubię, a mięsko i sosik..owszem ;))))
UsuńSAME ziemniaczki mają nikczemną ilość kalorii przecież. Z sosikiem, albo zapiekane z serem, śmietaną czy czymś dopiero mają!
OdpowiedzUsuńDlatego w tej wersji w naszej sytuacji jeść ich nie będziemy!!!!
UsuńZiemniaczki, o jak je lubię! Ziemniaczki tłuczone, z masełkiem, mleczkiem, i potartą gałką muszkatołową. I z pasternakiem. Żeby tych ziemniaczków było mniej.
UsuńTaką wersję uwielbiam, teraz bez mleczka i masełka. Też dobre, czasem seler zamiast pasternaka.
UsuńU mnie tłuczone zwane są dziabdzianymi, dziecko zawsze chciało tą wersję, a Wu w całości. Zawsze były dwie frakcje:)) A ja czasem dodawałam szpinak i troszkę czosnku. Dla dziecka to było efekciarskie, bo takie zielone, inaczej niż zwykle.....
UsuńZmiany w normie:) Forsycja mnie zachwyciła, tęsknię za wiosną...ach, pogrzebać w nagrzanej, pachnącej ziemi!!!!
OdpowiedzUsuńPrawda, ja też tęsknię. W Kaczorówce są dwa krzaki w tym roku powinny już ładnie zakwitnąć.
UsuńFajnie piszesz, to i zaglądać będziemy!
OdpowiedzUsuńA Mnemo się będzie cieszyć:)))
UsuńZmiany popieram, bo sama też zauważyłam, że blogowanie wciąga. bloga założyłam w złym czasie, mało znajomych i pieniędzy i pracy a potem nieznani mi ludzie, ciepłe słowa i kupiłam! I rysowanie - jak popatrzyłam u Ciebie marzę by wrócić, by spróbować bo dawno tego nie robiłam...widzisz, dzięki Twoim pracom wróciły marzenia....
OdpowiedzUsuńTo może spróbuj i pokaż co namalujesz:))
UsuńDługo mnie nie było ... ale widzę, że dobrze trafiłam :)
OdpowiedzUsuńNie wiem czy dobrze robię ale się do akcji zapisuję, może to będzie bat na moje zbędne kilogramy??? Mam ich dwa razy tyle do zgubienia, daję sobie czas na to do czerwca :))
Zmiany na blogu - na pewno nie wyjdą na gorsze :))
To nas chętnych przybywa:))
UsuńBOZIUUUU...JA TAKI SPAŚLAK,ZE CHYBA JAKIŚ CERBER MUSIAŁBY BYĆ MOIM STRAŻNIKIEM...ALE LECĘ DO KRETOWATEJ PODPATRZEĆ:)))))))
OdpowiedzUsuńW tym przypadku same sobie musimy być strażnikami. Dobrze na początek pozbyć się z lodówki i szafek, wszystkiego, czego się jeść nie powinno:)) Jak nie ma to się nie zje:) U mnie dziś była rybka z patelni bez panierki i fasolka z wody. Bez ziemniaczków. Najadłam się po kokardkę.
UsuńWszystkiego dobrego w Nowym Roku. Pięknie dziękuję za odwiedziny i życzenia. Nazwa bloga raczej nie ma znaczenia - zawsze jest u Ciebie ciekawie:) Pozdrawiam serdecznie:) P.S. Śliczna wiosna tej zimy:)
OdpowiedzUsuń