Teraz, kiedy już kończy się ostatni dzień wolnego, jakoś zaczęły się pojawiać pomysły na zagospodarowanie czasu:))) To też chyba norma:))
Przypomniało mi się, że jedna młoda mężatka, pośpiesznie, na kartce zapisywała przepis na moje rybki w occie. No to pomyślałam, że zmontuję jej przepiśnik. Żeby przepisy miała w jednym miejscu.
Problem był tylko taki, że w życiu nie robiłam żadnego przepiśnika, a skraperka ze mnie jak z koziej pupy worek na mąkę.
Jednak przytargałam zwykły brulion w kratkę, taki na sprężynie, wstążeczki, stare prezentowe torebki i inne zalegające pierdółki.
Ciach, prach i powstał pierwszy przepiśnik w moim żywocie.
Jest dwustronny, z tyłu będzie można zapisywać specjalne przepisy na święta.
Zrobię jeszcze drugi, tak dla wprawy i wykorzystania różnych pierdółek walających się po szufladach.
Muszę poszukać kolejnej młodej mężatki, bo moje przepisy od ponad dwudziestu lat spisane na karteluszkach walają się tu i ówdzie. Kto by wszystko przepisał?
Hm... żona twojego Syna????;) just asking;)
OdpowiedzUsuńDam jej na zapas, bo kto wie, kiedy i czy zostanie:)))
UsuńAż się chce coś pisać w takim Przepiśniku :)
OdpowiedzUsuńMoże zrób dla siebie taki zeszycik, to i chęci na przepisanie się znajdą? Stopniowo, oczywiście, nie od razu :))
O już wiem, wiem, komu czas zajmę bo się nudzi!!!!!
UsuńPrzypiąć zszywkami do kartek przypiśnika...
OdpowiedzUsuńI to by miało swój urok, ale, jak ja się w tym odnajdę. Karteczki wiem, gdzie zalegają:)
UsuńPrzepiśnik pięknej urody :) Sama "przepiśników" zakładałam kilka..i kończyło się jak zwykle....fruwające kartki są najlepsze ;)
OdpowiedzUsuńNo nie? I na dodatek, wiem, która gdzie wetknięta!!!!
UsuńJa też. Po zagięciach kartki wiem, co na niej jest.
UsuńZrób taki z kieszonkami i powtykaj karteluszki, które po tygodniu i tak będą fruwały.
OdpowiedzUsuń:)))) Pewnie tak.
UsuńA ja przegapiłam skąd to zdjęcie w tytule bloga? Nie mów, żeś sama to machnęła kredkami... bo padnę z podziwu!
OdpowiedzUsuńPrzepiśnik fajowy, ale ja już wszystko mam w kompie.
A jak komp ten, tego, zdechnie?
UsuńNiestety nie moje dzieło, Wu skrobnął.
A ja lubię tradycyjne zeszyty i muszę sobie taki przepiśnik zrobić, ale wiecznie czasu brak na przepisanie!
OdpowiedzUsuńNo właśnie, bo to taka nudna robota. Ja już nie umiem ręcznie pisać, gryzmolę i nie wiem, co napisałam:)
UsuńPrzepiśnik super! i bardzo profesjonalnie scraperski :-))
OdpowiedzUsuńja też mam swój zeszyt i czasem cos do niego przepiszę, ale najczesciej wklejam, z lenistwa... :-)))
Pamiętam, że w domu mamy był taki zwykły zeszyt, poplamiony, wyświechtany, jak to przy wypiekach, zawsze coś skapło:)
UsuńJa to Ci chyba zacznę "zazdraszczać" - za co się nie weźmiesz, to Ci bardzo dobrze wychodzi:)
OdpowiedzUsuńA wzięłam się na samą "świętą noc" to i nie za bardzo się przykładałam. Nad drugim się lepiej pochylę:)
UsuńOjciec mojego kolegi zwykł był mawiać: Za co się nie wezmę, to mi NIESTETY wychodzi... Całkiem jak Mnemo.
OdpowiedzUsuńKobieta Renesansu, czy jak?
Usuńja planowałam i myślałam a Ty bach i gotowe aż mi wstyd, bo moje przepisy n różnych kartkach, czasem potłuszczonych, kiedyś myślałam o zeskanowaniu i zamknięciu w jakim zapiśniku...
OdpowiedzUsuńTo chyba wkleić lepiej, będzie miał urok z takimi używanymi kartkami. Moje niektóre mają po 20 lat!!!!
UsuńFajny przepiśnik, ale ja raczej też luźne karteczki i trochę komputer. A karteczki mają jeszcze urok pamiętnika - o, to przepis cioci Hali na sałatkę wołyńską (ciocia nie żyje od 30 lat), a to cioci Stefy na bliny , a to mojej byłej szefowej na placek z jagodami...
OdpowiedzUsuń