wtorek, 18 lutego 2014

Mnemo lamusiara

Jak człowieka przygniata rzeczywistość to musi, bo inaczej się udusi, sprawić sobie jakąś przyjemność. Można sobie wstrzyknąć botoks w usta, zrobić liposukcję, albo chociażby doczepić włosy czy zagęścić rzęsy.
Mnemo zaczęła od prostszych sposobów, a mianowicie, przytargała ze śmietnika, zakurzoną starą walizę. Niejakim poświęceniem było jej odpajęczenie (fuj i ble), ale po wyszorowaniu i zaaplikowaniu do środka gwiazdek anyżowych ( celem pozbycia się piwnicznego zapachu) waliza stanęła na razie w przedpokoju i "robi" za durnostrojkę. Wzbudza zainteresowanie przybyłych, bo pytają czy gdzieś wyjeżdżam, czy co?
Chętnie bym wyjechała, ale niestety nie zanosi się, chyba, że na jakiś oddział, gdzie stawiają do pionu ludzi sfrustrowanych z mocno zaniżonym poczuciem sensu tego, co się wokół dzieje.


Kolejnym eksponatem zakupionym celem polepszenia sobie nastroju jest owa kropielniczka, którą wytargowałam na Kole, a przyszło mi to ze zdumiewającą łatwością. To znaczy targowanie się.
Takiej w swoich zbiorach nie mam i w końcu muszę je wszystkie powiesić, bo od jesieni czekają na ten moment w koszyku wiklinowym.


 A to cudeńko, wycyganiłam za 9 złotych, pan bardzo przepraszał, że taki obity, nawet miał zamalować obicia zieloną farbą olejną,ale nie zdążył. Zdążyłam mu za to powiedzieć, że wtedy z pewnością bym dzbanka nie kupiła, bo obite mnie bardziej kręcą.

Wyobrażacie sobie bukiet polnych kwiatów w tym dzbanie? Bo ja tak i wiem, że będzie wyglądał cudnie.....


Ten niebiski dzbanek u tego samego pana, wycyganiłam z drodze powrotnej, za taką samą cenę, jak poprzedni, choć chciał dwa razy więcej. Bo nie był obity!!!! Nie jest tak urokliwy, jak poprzedni, no i nie ma żadnych obić, ale przypomina mi dzbanek z dzieciństwa, w którym stała latem przyszykowana zimna kawa zbożowa. Będę taką serwować w Kaczorówce. Kto chętny na zbożówkę z dzbanka? Latem, w cieniu sosen? Na hamaczku leżąc?


A to już moje ostatnie serduszkowe kreacje. Szkoda, że nie można się utrzymywać z produkcji takich serduszek, bo to zajęcie miłe i rozluźniające, co w moim przypadku jest nader pożądane:)))


O i tyle na dziś o Mnemo lamusiarze, która nie nadąża za rzeczywistością i marzy o dostatnim życiu,które zapewni jej produkcja szmacianych serduszek:))) To taki żart, bo, co innego mi pozostało..........


niedziela, 16 lutego 2014

Kacza opowieść

Czasami dostaję aluzyjne prezenty. Jakoś tak niektórych prowokuje ku temu pewien fakt, który to w odległej przeszłości zaistniał i istnieje do dnia dzisiejszego.  Bywało, że fakt ów czasami pomagał, czasami prowokował dość osobiste pytania, a czasami bywałam obdarzana spojrzeniami, które delikatnie mówiąc były pogardliwe. Przywykłam. W końcu nie jednemu psu Burek.

Jakiś czas temu od koleżanki, która dziś szczęśliwie cieszy się uciechami wcześniejszej emerytury, dostałam taki oto prezent.


Owa kaczusia miała jeszcze zawiązaną amarantową kokardkę na szyi, co ponoć miało wzmocnić łudzące podobieństwo do mnie, bo w amarantach mi ponoć ładnie. Kokardka gdzieś się zapodziała, a kaczusia, stała do dzisiejszego dnia samotnie na półce.
Niechętnego zwykle Wu na takie eskapady z samego rana w niedzielę (zimno), namówiłam do wypadu na Koło. Ja uwielbiam takie miejsca, Wu też, ale ewentualnie, gdyby takie Koło na przykład lub inny pchli targ przyjechał do niego. Bez zbędnego jednak marudzenia pojechał ze mną, mrucząc pod nosem jedynie, po kiego grzyba mi serwis kawowy czy też herbaciany na 12 osób. Bo w  zasadzie pojechaliśmy jedynie sfinalizować zakup pięknego angielskiego serwisu w różyczki, który wczoraj w samotnej eskapadzie na Koło wypatrzyłam. Niestety cena była dla mnie zbyt wysoka, ale jakoś tak poprowadziłam rozmowę z bardzo miłym panem (wielokrotnie kupowałam u niego kropielniczki), że, jak nie uda mu się sprzedać za cenę, którą on chce, to sprzeda mi za taką, jaką ja proponuję. Wymieniliśmy się telefonami. Jednak dziś z samego rana uznałam, że lepiej jednak pojechać osobiście. No i pojechaliśmy. Niestety jeśli chodzi o serwis to wyszły nici, bo człowieka dziś na Kole nie zastałam. Trudno, choć żal pozostał, że taki piękniutki serwis poszedł mi koło nosa, choć szansa jeszcze jest tylko muszę zadzwonić.

Raczej się nie zdarza, żebym z Koła wróciła z pustymi rękoma i choć kieszeń pusta, ( żeby mieć serwis muszę z pewnej rzeczy zrezygnować) to za parę groszy zawsze coś przywlokę. Tak było i tym razem.
Wypatrzył go Wu i zdecydowanie oświadczył "chcę kaczora". Jak mogłam odmówić, w końcu zdobył się na takie poświęcenie jadąc ze mną na to Koło. Po krótkich targach cenowych Kaczor był nasz.




W końcu moja kaczuszka ma swojego chłopaka, a jakiego wypasionego!!!!
Ładna z nich teraz para, prawda?



W domu wyjmując kaczora z torby zapytałam Wu, jak mu damy na imię? Bo jakoś tak wszystko, co nabywamy musi zostać zaraz ochrzczone. Bez zastanowienia odpowiedział "Jacuś"i dodał, Ty masz tyle kolekcji to ja też chcę mieć "będę zbierał kaczki"................
Myślę sobie, że chyba powinien zbierać na nowe lokum, bo za chwilę nie będzie gdzie upychać tych wszystkich kolekcji:)))

A co jeszcze przywlokłam z Koła to już następnym razem:))) Najważniejsze, że kosztowało mnie to tle, co dwa obiady u "Chińczyka", a radochy zdecydowanie więcej, po chińczyku mam z reguły wzdęcia:)))

czwartek, 13 lutego 2014

Czas serduszkowy

Krótko i na temat, serduszek naszyłam.Takich, oooooooo








I choć chciałoby się poszyć więcej, to niestety mus najpierw odrobić zadaną pracę domową z innej dziedziny. Przesyłam Wam serduszkowe pozdrowienia i ucałowania:)) Na Walentynki i nie tylko:)))

wtorek, 11 lutego 2014

Panieński pokoik

Niby nie taki duży, wydawało się, że jeden dzień i będzie po remociku. Guzik prawda, trzy bite dni zajęło nam doprowadzenie pokoju do użyteczności i jeszcze pewnie troche czasu zajmie zanim pojawi się w nim wszystko, co pojawić się ma. Ściany krzywe, wwiercenie się w ścianę nośną wymagało wiertła udarowego i wielkiej cierpliwości Wu. Nie przytoczę epitetów, którymi owa ściana została obrzucona, ale koniec końców nowe listwy zostały zamontowane, parapecik też, a ściany, choć nie mają koloru, który mieć powinny nie bez trudu zostały pomalowane warstwami dwiema, bo uporczywie poprzedni kolor wyłaził i wyłaził spod spodu. Pokoik zyskał nazwę "panieńskiego", bo który chłop chciałby zamieszkać w otoczeniu tych wszytskich babskich durnostrojek, narzutek patchworkowych i innych przydasi.





Upakowałam tu swój zbiór lalek, walizek, maszyny 100-letniej, dzbanków przwleczonych z pchlich targów i obśrupanego krzesła, które po wstępnym odarciu z farby pozostało w stanie takim, jak widać, ale mnie ten stan się podoba.






Pozostały jeszcze do zawieszenia obrazki, pastele Hanczyne i te śliczne grafiki, które kiedyś zjawiły się jako prazent od zaprzyjaźnionego internetowo Papcia Chmiela. Mają bardzo dziwne wymiary i nijak nie pasują do statdardowych ramek ze sklepu.
 Tylko jedną udało się wpasowć w gotowca.


Ruszyłam też dziś na poszukiwania "czegoś", co dodatkowo pozwoli mi na dokomponowanie wystroju. A co upolowałam? Fajny kawałek materiału, pasujący kolorystycznie do pokoju, powstanie z niego "coś", może poduchy? Może serducha?

 Dwie piękne zazdrostki, haftowane na cieniusienikim batyście, zawisną pewnie w kuchni.


W czasie, kiedy ja zmagałam się z remontem i nie miałam nawet czasu do Was zajrzeć w Pastelowym Kurniku działy się rzeczy bardzo ważne. Wiecie takiego zrywu dobrych dusz i dobrych serc to ze świecą szukać. Mokro mi w oczach na samą myśl. Dziewczyny planują akcję powtórzyć w marcu, z pewnością będę Was gorąco zachęcać do wzięcia w niej udziału. Już w głowie mi się roją pomysły na fanty, które będzie można licytować, a wszystko to na rzecz zwierzyńca u Ori. Ktoś nie zna Ori? Koniecznie musi poznać i zobaczyć, co ta dziewczyna robi dla potrzebujących zwierzaków. Opisuje też na blogu bezmiar okrucieństwa, które dotyka te biedne stworzenia.

Kiedy patrzę na mojego gluta, rozpieszczonego i kochanego, nie mogę zrozumieć,dlaczego stworzenie ludzkie potrafi tak strasznie, tak okrutnie traktować zwierzęta, ajk to Ori opisuje. A pomysł Hany i Miki pozwoli choć na jakiś czas zapełnić ich puste miseczki, albo podać konieczne leki.



Pozdrawiam Was serdecznie, witam nowych obserwatorów i udaję się do .......chyba dziś maszyna pójdzie w ruch. Będą się serca tworzć. Wiecie, jakie to przyjemne uczucie, kiedy calutki dzień macie dla siebie? U mnie to bardzo rzadkie zjawisko, więc dziś chce się tym czasem nasycić. Buziaczki dla Wszystkich:))

niedziela, 9 lutego 2014

Musicie, musicie tam zajrzeć.......

Po trzech dniach, kucania, wstawania, włażenia na drabinę i złażenia, machania pędzlem, wałkiem,szczotką, odkurzaczem....uffff można powiedzieć, że skończyłam. Ledwo żywam, więc nic więcej gadać nie będę, tylko tyle, że koniecznie trzeba lecieć do Pastelowego Kurnika, tam się dziwy dzieją, tam się cuda dzieją i to w jakim szczytnem celu.........a jakie skarby można nabyć, a jakie fanty cudne.......

Mój malutki ludek też jest, może ktoś będzie miał ochotę.......




Zdjęcie cyknięte, jak widać w przerwie remontowej, na tle zagipsowanej ściany, ale nawet nie było, gdzie bidoka postawić.........