niedziela, 16 marca 2014

Czasem się iskierka zapali

Czasem się iskierka zapali i człek się weźmie do jakichś przyjemniejszych zajęć niż te codzienne, ale jak to iskierka zapali się i gaśnie, bo ciągle coś przeszkadza. Jakoś nic nie da się zrobić w 5 minut, a tak się teraz składa, że, jak tylko wezmę się do swoich zabawek to natychmiast coś się dzieje. Dlatego od momentu, kiedy postanowiłam "coś" ulepić z masy solnej do momentu zrealizowania minął tydzień, a dzisiejsze malowanie wyschniętych już ulepków też odbywało się na łapu capu, tak, jakby mnie ktoś popędzał.
Najlepiej udało mi się serducho i baranek, reszta taka nieudaczna, ale wiem, że to kwestia dojścia do wprawy. I nie można zrobić czegoś dobrze wiedząc, że za 15 minut trzeba już wyjść, albo coś zrobić. Dlatego chyba już na razie nie będę się do niczego więcej zabierać, bo moja frustracja tym wiecznym brakiem czasu jest coraz większa. Już chyba lepiej siedzieć i tak czekać, co znowu..............
Ostatnie dni mijają mi na bieganiu to w tą to w tamtą, a to do połamanej teściowej, a to z psią dupką do weterynarza, o hucie nie wspomnę. Dzień kończy się zwykle sennym odpłynięciem na siedząco w fotelu. Jakaś masakra. Dzień jest poszatkowany na godziny, kwadranse, minuty, wszystko jest od, do......
Kiedyś mieszkałam na wsi, paliłam w piecach, grzałam wodę na pranie, prałam we frani, jeździłam do huty na rowerze , miałam ogród warzywny, ogródek, podwórze, rąbałam drewno i nosiłam węgiel i jakoś dawałam radę. Z małym dzieckiem. Dziś nie palę w piecu, nie mam ogrodu, pralka sama pierze, dziecko wyszło z domu, a ja zagoniona, jakbym miała pięcioro małych dzieci i ciągle jest coś,co powinnam zrobić, a już nie mam siły.......
Piszę posty i ich nie kończę, a ten dziś to kolejny z serii tych sfrustrowanych, aż mi głupio.
Wiosno przyjdź, przyrodo obudź się, może dasz jakieś nowe siły i nastrój weselszy?








A to kolejne brzydactwa.........


Nie wiem, czy bez malowania nie było lepiej......





W zeszłym tygodniu, w niedzielę, kiedy jeszcze była piękna pogoda wytargałam Wu na spacer najpierw do parku na śniadanko...


potem do Cytadeli. Spacer do Cytadeli był trochę nieudany, bo wejścia na teren nie ma, trwa budowa. Z tablicy wyczytałam, że Muzeum Katyńskiego, ale było ciepło i już samo maszerowanie w jasnych promykach słonecznych dawało radość.





Spotkałam stary krzyż i wśród zabudowań fortecznych położonych za murem koty grzejące się w słońcu.







Tydzień temu widziałam też całe tabuny kowali wygrzewających się na murach Cytadeli, a w zasadzie na jakimś pniaku wyrastającym z murów. Dziś pewno się schowały, bo wieje i pada. Taka pogoda typowo marcowa, w marcu, jak w garncu..........




I tak to zbliżam się do końca a myślałam, że nici będą dziś z pisania:)))
Mam zamiar zrobić coś dobrego dla żołądka, taki deser zwany pawvlową, czy cuś, z bezy, bitej śmietany i owoców, jadłam to kiedyś i bardzo mi smakowało......... chrzanić te krasnoludki...............

wtorek, 11 marca 2014

Mnemo konsumuje

Mnemo zjadła homara podanego przez szefa kuchni prywatnie.
Taki luksus! Hmmm mimo całej tej egzotyki chyba jednak prościej zjeść schabowego:)

czwartek, 6 marca 2014

Szmaciane serca kontra ludzkie serca.


Szyję te szmaciane serca i tak dumam sobie nad nimi. Jakieś jednak smutne te dumania dzisiaj, bo przypominają mi się same złe doświadczenia i tak sobie myślę, dlaczego w niektórych ludziach tyle jest jadu tyle złośliwości, potrzeby dokopania drugiemu. I jeszcze dumam o kłamstwie.Ludzie zbyt często kłamią, a tym kłamstwem potrafią mocno skrzywdzić innych.


Z racji prowadzonej działalności bywa, że muszę wysłuchać czasami różnego rodzaju skarg.Jeśli skarga dotyczy konkretnej osoby bywa, że aby sprawę wyjaśnić raz na zawsze, doprowadzam do konfrontacji skarżącego z obwinianym. Czuję się czasami mocno zażenowana, kiedy na słowo konfrontacja nagle zarzuty słabną, następuje delikatne wycofywanie się, niechęć do konfrontacji spowodowana brakiem czasu, zaś na widok przed chwilą agresywnie obwinianego, wykwita na twarzy uśmiech, a zarzuty natychmiast są bagatelizowane, wręcz często uznawane za niebyłe. I nagle taki agresor staje się pokornym barankiem, który wyssał część zarzutów z palca a reszta to jest długa lista pobożnych życzeń, które oczywiście powinny jego zdaniem być spełnione. Na odchodne dziękuje, przeprasza, miło żegna się z obwinianym.........szok normalnie.......przed chwilą żądał co najmniej ustawienia pod pręgierzem, chłosty, a najlepiej wywalenia od razu z roboty.

Najgorzej się czuję wtedy, kiedy mam do czynienia z ewidentnym kłamcą, a ja w prosty sposób ( bez konfrontacji) mogę to kłamcy udowodnić( bywają takie przypadki). Kłamca się tego oczywiście nie spodziewa i trzeba byłoby zobaczyć, co w takim wypadku dzieje się z kłamcą. Typy są różne, w niektórych taki fakt przyłapania na kłamstwie wzbudza bestię, są krzyki, straszenie, inni udają, że nic nie rozumieją, jeszcze inni twierdzą, że to ktoś ich wprowadził w błąd i zmykają............
A ja z każdym takim przypadkiem mam mniej wiary w ludzi i zastanawiam się po, co tak robią.
Czy wyobrażacie siebie samych w sytuacji takiej osoby, która chodzi i rozpowiada nieprawdę w jakimś tylko dla siebie wiadomym celu, wiedząc, że krzywdzi tym innych ludzi?????
Za to mam wielki szacunek dla osób, które w sposób kulturalny,  merytoryczny zgłaszają swoje niezadowolenie, nie muszę tych osób widzieć to może się odbywać telefonicznie, po tonie głosu i sposobie przedstawienia sprawy rozpoznam, że człowiek ma rzeczywisty problem i nie zgłasza go po to, żeby komuś tylko i wyłącznie dokopać.

Dziś załatwiałam taką jedną sprawę zdalnie, nie było konfrontacji. Zaangażowanych w sprawę jest 5 osób, każda spędzi przynajmniej godzinę na przygotowanie wyjaśnień, a w toku ich przygotowań już widać, że człowiek bardzo mocno rozmija się z prawdą, a w pewnej kwestii nawet kłamie, co potwierdza kilkanaście innych osób i dokumenty..........
Smutne to, bo w tym czasie, kiedy przygotowuje się wyjaśnienia można byłoby zrobić wiele innych pożytecznych rzeczy.
Zastanawiam  się, jaki kolor mają serca kłamców? Są szare, czarne, bure? No bo chyba nie czerwone, ani żółte, ani różowe.........

Ale za to szmaciane serca są kolorowe, może powinnam je rozdawać kłamcom?



Te są z transferem, dla miłośników psów, kotów i .........koron.........



 ale z drugiej strony są kolorowe......................


I cała kolejna kupka ..........


niedziela, 2 marca 2014

Król serc

Oj, jak ja lubię niedzielę. Bardziej jeszcze sobotę, bo potem jest niedziela, ale jak już sobota minie to i niedziela mnie raduje.

Ostatnio, baba zwana też w pewnych kręgach Mnemo, miała lenia  i wszystko jej przychodziło z trudnością czy to w zwykły dzień tygodnia, czy też w sobotę lub niedzielę Ale dziś, nie wiadomo dlaczego, obudziła się bladym świtem, nastawiła rosół, wyszła z psem, wypiła z psiapsiółą kawę, ugotowała obiad, przyjęła gości i wyprodukowała jeszcze całkiem sporo serc. Choć niektóre tylko częściowo........

W pierwszej kolejności te na tymiankową aukcję. Z psami już były, ale gdzieś tam w komentarzu, jakiś anonim zapytał o kocie serduszka. No pewnie, jak są psie to dlaczego nie kocie? I tak to Mnemo, producentka sercowa stworzyła trzy kocie serca:

Awers jest z hasłem i sloganem akcji........


 Rewers każdego serducha jest inny. Można sobie do wystroju dopasować........







Oczywiście wszystkie wylądują w DAT w Pastelowym Kurniku, a w swoim czasie zostaną wystawione na aukcję, która zasili tymiankowe miski.

Oprócz owych serduch, rzutem na taśmę Mnemo wyprodukowała jeszcze inne serducha. Te zostały umieszczone  w zakładce Mnemoserca, na chwilę obecną tam znalazły swoje miejsce.






 Chwila nieuwagi, a już sercami zawładnął psi król. Zaanektował je sobie bez pytania i już zamierzał w serduszkowym królestwie uciąć sobie drzemkę, ale zła Mnemo przepędziła biedne stworzenie skazując je na banicję na twardej  niewygodnej sofie, wymoszczonej mięciutkim kocykiem i podusią pod psią główkę.........



Jeszcze jest na mnie obrażony, że go pogoniłam z tego serduszkowego raju........temu psu przewraca się już we łbie.........



sobota, 1 marca 2014

Już niedługo jadę na porodówkę........


Ponoć nie ma to, jak chwytliwy tytuł:)))
Pomyślałyście sobie, ale ta Mnemo jest, nic się nie przyznała??? A teraz se jedzie........

No nie przyznała, bo nie miała do czego, a na porodówkę to jechała, ale lat temu dwadzieścia parę....dokładnie 2 marca w czwartek. Czyli nie tak całkiem ocyganiłam:)))

A chwytliwy tytuł był po to, żeby Wam pokazać, co dostałam.

Po pierwsze, primo, dotarł do mnie  Janioł z Tymiankowej aukcji w Pastelowym Kurniku. Kto jeszcze nie czai, kuma, o co chodzi to zapraszam, ciągle przybywa nowych fantów, a co jeden to ładniejszy. Za parę groszy możecie zrobić sobie śliczne rękodzielnicze prezenty, a podopieczni Tymianki będą miały pełniejsze brzuszki.

 Pamiętacie tą reklamę, kiedy chłopiec mówi "dobjo powjaca" ?I prosi o 1% podatku?
 Pamiętacie, kto nie pamięta, poważnie, warto pomagać, ja tam wierzę, że "dobjo powjaca".


Ledwo kupiłam tego aniołka, a pieniążki poszły na Tymiankowe bidule, a dobro już zaczęło się zastanawiać, jak ma do mnie wrócić.
I wróciło!!
!Bo czym w takim razie jest przesyłka od CudARTeńki? Ani nic od niej nie kupiłam, ani nic nie wygrałam, ani wylosowałam, po prostu......dostałam....i zobaczcie co.

To jest płyta, stara płyta, z tangami z jednej strony z walcami z drugiej. Jednym z nich jest walc Fale Dunaju, który tak szarpał moją dziecięcą wrażliwością, że aż pląsałam tuląc w ramionach a to kota, a to psa. Płyta była ebonitowa, nie miała etui, więc była wsuwana pod telewizor na przechowanie.
 I kiedyś, ktoś ten telewizor przesunął, płyta spadła i się zbiła i ........skończyły się tańce......

CudARTeńka zapamiętała ten mój post i postanowiła mi zrekompensować stratę sprzed lat.


Nie zabrakło też kartek haftowanych haftem matematycznym. Nie mogłam uwierzyć, że to jest ręczna robota. Takie to równiutkie i precyzyjne, ale CudARTeńka robi je naprawdę ręcznie. Szykujcie się na nie bo pojawią się na aukcji w Pastelowym Kurniku. Powiększcie sobie zdjęcie i zobaczcie jakie te niteczki cieniutkie. Kaczor,ten na dole wygląda, jak prawdziwy kaczor, mieni się cały, a kaczuszka subtelniejsza, jak to kaczka, ma mniej połysku. Wypisz wymaluj, Wu i ja:)))


 I jeszcze jedna próbka hafu matematycznego. Zdradzę Wam w tajemnicy, że CudARTeńka potrafi w ten sposób ozdabiać książkę. Niewiarygodne.Misterna robota prawda?


Dziękuję Ci CudARTeńko, ja tam wierzę, że "dobjo powjaca" :)))


I oczywiście nie przestanę zachęcać do odwiedzenia Pastelowego Kurnika, gdzie można będzie na aukcji znaleźć także moje serducha. Pieniążki z aukcji idą w całości na bidule, ja wysyłam serducha na swój koszt:)))



A jutro zamiast jechać na porodówkę zrobię dobry obiadek, zapalę dziecku świeczki na torcie i wypiję z nim toast urodzinowy czerwonym winkiem. Już mu wolno, pełnoletni:))