poniedziałek, 12 maja 2014

Po prostu patrzcie......

Słowa są zbędne, a kto ma blisko do takiego miejsca, to albo teraz, albo za tydzień- dwa (nawet lepiej, bo wtedy KWITNĄ WSZYSTKIE) niech popędzi.......
Trzeba zabrać ze sobą koszyk prowiantu i siedzieć od rana do wieczora i podziwiać........potem ma się kolorowe i pachnące sny.........

Będzie perdylion zdjęć, bo nie potrafiłam przebrać i wybrać. Tylko się nie zniechęcajcie, dla miłośników flory przypuszczam, że to będzie tylko i wyłącznie przyjemność.

Zaczynam zdjęciem w szerszej perspektywie, bo to jest zdjęcie nie sielski obraz, tylko nimf brakuje prawda??




I zaczniemy różanecznikami.....nie zliczę kolorów i zapach każdy inny, często waniliowy, słodki i upojny........












 Jajecznica, usłyszałam przechodząc obok...........








Magnolie też mąciły zmysły.........











 A co mamy w środku???? Na to pytanie odpowiedziałam jedynie, ładnie, boszsz, jak ładnie......




A jak było rok temu można zobaczyć TU, to była pełnia kwitnienia, totalny zawrót głowy.

Mam jeszcze w zanadrzu kota z tropików i kota nerium oleander -petit salmon, a także dziwadełko zwane cycas circinalis, ale to już na drugie danie.
Na razie konsumujcie pierwsze. Czy smaczne Wam podałam???

P.S.
I jak Wam mija poniedziałek?? Mnie odpadają strupy z facjaty, a aniołki się wypiekają........

niedziela, 11 maja 2014

Babranina w masie...................


Trochę se pobabrałam w masie.......solnej. Tak nic nie robić cały dzień to można ocipieć.......ile można leżeć pod kocykiem????
Nastał czas komunii, zaraz będzie Dzień Dziecka. Będą nasze berbecie dostawać od ciotki aniołki.
Na pierwszy ogień pójdzie Jędruś komunista, ta mała anieliczka w liliowej sukience z kołnierzykiem  trafi do Róży, żeby jej nie było przykro, że Jędruś ma swojego aniołka, a ona nie.







Róża ma trzy latka i 2 miesiące i jest bardzo rezolutną osóbką.
Właśnie poznała nową  ciocię (ciocia opowiada tą historię), więc  zaaferowana zwraca się do tej cioci, " eeeee, Ty......ciociu? a dasz mi coś? Na co, ciocia pyta, a co byś chciała Różyczko? eeeeee......ajpada!!!!!

Nie wiem, czy aniołek zadowoli małą znawczynię "bolszej tiechniki", ja się musiałam dopytać, co to ten ajpad jest konkretnie:)))

Nie wiem skąd tej małej biorą się takie odpowiedzi,  na pytanie " Róża, czy dobry jest ten makowiec"?,  Róża tydzień temu odpowiedziała tak......... "bardziej słodki niż dobry....."

Zuzia na razie potrafi powiedzieć, gugu, lllllla, eeeeee, mmmmmmeeeee i takie tam, swoje potrzeby jeść, pić, mokro, śmierdząco artykułuje wrzaskiem, ot taki to Zuziny świat..............
Wygodne jest życie niemowlaka:)))

Do Zuzi trafi zielony aniołek, jak już ciotce zginie opryszczka z gęby i bezpiecznie będzie się mogła do dziecka zbliżyć. Na szczęście jeszcze trochę czasu upłynie zanim zacznie się dopominać ajpada:)))


Dzieci i psy potrafią człowieka CZASEM rozweselić, zobaczcie, jak Mop  "oglądał" Eurowizję......wyglądał na wyluzowanego, prawda?
Mnie Eurowizja znudziła,  więc nie doczekawszy werdyktu udałam się na odpoczynek..............


Nasi i tak nie mieli szans, po całej tej burzy z cyckami, babami z brodą itd, itp.........

piątek, 9 maja 2014

Pies trawożerca......


Że pies żre czasem trawę to normalne, ale, żeby się paść???? Jak krowa, długo, namiętnie z wielkim apetytem??
Mopek dopadł trawy na leśnej drodze w majowy łikend i jadał, jadł i jadł.

Może chce przejść na wegetarianizm????



czwartek, 8 maja 2014

Onufry Kaczka i kilka migawek z łikendu, który mnie doprawił....

Mam taki zwyczaj, że nadaję imiona różnym przydasiom, które sobie kupuję. Po jakimś czasie oczywiście, jakie, która lalka, czy kaczka miała imię zapominam, ale na dzień dobry wszystkie chrzczę.
Nowym nabytkiem jest Onufry lub Onufra Kaczka, która mi wpadła w ręce w drodze do apteki po przepisane przez medyka leki. Spodobała mi się to nabyłam, jako rekompensatę za oszpeconą facjatę opryszczką i ogólne niedomaganie spowodowane, jak wszyscy wokół twierdzą....majówką.
Ja tam jestem tej wersji przeciwna, bo na majówce czułam się bardzo dobrze, splantowałam ogródek, przesadziłam kwiaty, przycięłam krzaki i drzewka, posypałam nawozem, zbudowałam dwie podpory pod pnącza, zagrabiłam pierdylion tysięcy igieł, podlałam, ustawiłam murek z kamieni i.......więcej nie pamiętam, choć z pewnością jeszcze coś robiłam. Bo, jak wpadam w amok ogródkowy to od rana do wieczora z przerwą na papu, tj, zimną kaszankę w jedną łapkę, a w drugą pajdę chleba, tak mi szkoda czasu na konsumpcję, kiedy tyle taczek jeszcze czeka do wywiezienia.  W poniedziałek, oprócz wyczuwania każdej kosteczki oddzielnie czułam się dobrze, dopiero we wtorek się zaczęło. W środę przestać nie chciało to Mnemo polazła do medyka........
Koniec, końców medyk kazał siedzieć, chorować i nie dyskutować. I mierzyć ciśnienie, bo za wysokie. To siedzę.

Onufry/Onufra jest fajno-słodka i powiększyła naszą kaczą kolekcję.



A tak wyglądała nasza dalsza okolica w majowy łikend, czas mleczów, czy też słoneczów, jak mawiało moje dziecię........




To jest droga dojazdowa do naszej wsi.......


A to na wjeździe do wsi stary ewangelicki cmentarzyk......


I pierwsze chałupki we wsi.....


A tak se Mnemo w tytę dawała, przy plantowaniu ogródka, przenosiła kwiaty za altankę i ustawiał murki z kamieni......


 I czesała działkę z pierdyliona igieł......


Potem budowała rozkraki dla clematisów, marnych oj marnych, ale może coś z nich jeszcze będzie, bo w zeszłym roku dzieci wyrwały, ale coś tam z ziemi wyłazi....
Nie takie zgrabne jak u Bubisy, skąd Mnemo pomysł odgapiła, ale materiał u mnie to sosnowe gałęzie, świeżo uciapane.......




Wu z pradawnej beczki na mąkę, która ponoć pierwej do tego służyła, a potem u Mnemo za kwietnik, zrobił .....słoneczko lekko zjedzone przez korniki.....
Mnemo tak ustawiała beczkę na kamieniach, aż w końcu się rozpadła, a jej złożenie przekraczało wszelkie możliwiości, ba jak 5 klepek się ułożyło to 6 wypadła z obręczy i w końcu Mnemo się zniechęciła. Miały z deszczułek powstać ludy, ale Wu wpadł na pomysł, że beczka pozostanie nadal w całości, ale jako słoneczko na altanie. No i jest.......
Teraz Mnemo szykuje się do wieczornego napadu prychania, kichania, smarkania. Te cykle są dwa jeden wieczorem drugi rano. Nic z tego nie rozumiem. A dlaczego nie w południe???



niedziela, 4 maja 2014

O psie, który jeździł rowerem......

Tak mi się ostatnio psie tematy posypały, ale, jak nie wykorzystać takiej okazji???

Dyzię i jej opiekunów poznałam pod przychodnią lekarską. Dyzia tylko wygląda tak łagodnie, ale wystarczy wyciągnąć w jej stronę palec........
Rzuca się, jak bestia i na nic pieszczotliwe przemawianie i próba przekupstwa. Jej Pan pozwolił Dyzię sfotografować, przed głaskaniem ostrzegał:))
Pani opowiedziała mi troszkę o Dyzi.
Dyzia ma 13 lat, kiedyś w tym koszyku jeździła razem ze swoją mamą, ale teraz już została sama. Dyzia kocha bardzo swego Pana, kiedy oddalił się na chwilę, do przychodni, była bardzo zaniepokojona i wypatrywała nieustannie, kiedy wróci.


Dyzia jeździ w tym koszyczku ze swoim Panem po ruchliwych ulicach miasta. Nie jest niczym przypięta, tak się nauczyła i posłusznie siedzi w koszyku. Drugi, przytulniejszy koszyczek ( może na złą pogodę?) ma Dyzia zamontowany na rurze, bo to rower męski.





Pod przychodnią Dyzia dostała w miseczkę wody, a potem tęsknie wypatrywała Pana usadowiwszy się na jego kamizelce odblaskowej...........



 Mnie zupełnie, ale to zupełnie ignorowała........


a jej wzrok zdawał się mówić, " a dotknij mnie tylko babo......"


 Chyba powinnam Mopa nauczyć tak jeździć, bo on z biegami na długie dystanse jest kiepski, a poza tym boję się go puszczać po lesie bez smyczy. Kiedyś nawet próbowałam, ale mi wyskakiwał podczas jazdy, więc bałam się, że zrobi sobie krzywdę spadając, bądź, co bądź, sporej wysokości dla takiego kurdupla.


Może jeszcze kiedyś spotkam tych Państwa i Dyzię pod przychodnią????

P.S.
Na Majówce nie było źle, ale bywały już lepsze.