Dyzię i jej opiekunów poznałam pod przychodnią lekarską. Dyzia tylko wygląda tak łagodnie, ale wystarczy wyciągnąć w jej stronę palec........
Rzuca się, jak bestia i na nic pieszczotliwe przemawianie i próba przekupstwa. Jej Pan pozwolił Dyzię sfotografować, przed głaskaniem ostrzegał:))
Pani opowiedziała mi troszkę o Dyzi.
Dyzia ma 13 lat, kiedyś w tym koszyku jeździła razem ze swoją mamą, ale teraz już została sama. Dyzia kocha bardzo swego Pana, kiedy oddalił się na chwilę, do przychodni, była bardzo zaniepokojona i wypatrywała nieustannie, kiedy wróci.
Dyzia jeździ w tym koszyczku ze swoim Panem po ruchliwych ulicach miasta. Nie jest niczym przypięta, tak się nauczyła i posłusznie siedzi w koszyku. Drugi, przytulniejszy koszyczek ( może na złą pogodę?) ma Dyzia zamontowany na rurze, bo to rower męski.
Pod przychodnią Dyzia dostała w miseczkę wody, a potem tęsknie wypatrywała Pana usadowiwszy się na jego kamizelce odblaskowej...........
a jej wzrok zdawał się mówić, " a dotknij mnie tylko babo......"
Chyba powinnam Mopa nauczyć tak jeździć, bo on z biegami na długie dystanse jest kiepski, a poza tym boję się go puszczać po lesie bez smyczy. Kiedyś nawet próbowałam, ale mi wyskakiwał podczas jazdy, więc bałam się, że zrobi sobie krzywdę spadając, bądź, co bądź, sporej wysokości dla takiego kurdupla.
Może jeszcze kiedyś spotkam tych Państwa i Dyzię pod przychodnią????
P.S.
Na Majówce nie było źle, ale bywały już lepsze.
Pieseczek wygląda na zadowoloną z racji bycia cyklistką:) Szkoda, że majówka taka zimna, ale jest nadzieja, że będzie cieplej:)
OdpowiedzUsuńw rodzinie też była taka 'sarenka' - i tez nikt jej nie mógł dotykac prócz właścicieli ;) takie to małe zajadłe :d
OdpowiedzUsuńTakie Dyzie to mają lwie serca w okruszych ciałkach :)
OdpowiedzUsuńDyzia jest urocza. Uczucia wszelakie ma na twarzy wypisane, a bardziej jeszcze w wyłupiastych oczkach. Dyzie mnie wzruszają i rozczulają.
OdpowiedzUsuńFajne zdjęcie na górze strony. Niesamowite.
OdpowiedzUsuńBanerek?? Miałam nosa robiąc to zdjęcie w drodze na Mazury, ze 3 lata temu. W jeden łikend zrobiłam zdjęcie, a w następny, jadąc obok tego miejsca widziałam dopalające się zgliszcza. Chałupki już nie ma. Dlatego tak z uporem maniaka cykam te stare domostwa i rudery, bo za chwilę ich może nie być.Została obórka i drzewo i taki sam łan rzepaku, dziś tam przejeżdżałam:)))
Usuń"Dał ci Bóg nikczemną postać, jeśli się ludzie nie będą ciebie bali, to się będą z ciebie śmieli" - Dyzia chyba stosuje tę zasadę:))
OdpowiedzUsuńW rodzinnym domu takich "sarenek" było kilka w kolejnych latach, najgorszą zołzą była Salina miała na koncie ukąszonego łydkę listonosza i sąsiadką. Była skoczna, jak kangur, trzeba było uważać stojąc przy furtce, bo potrafiła wyskoczyć znad sztachetek i kłapnąć zębami tuż przed nosem.....
Dzielna psinka...
OdpowiedzUsuńDyzia urocza, u tych sarenkowatych to najbardziej mnie rozczula ten krzywy zgryz:)) I na waleczną wygląda, to fakt.
OdpowiedzUsuńNigdy nie lekceważę tych mikro-piesków i nie próbuję się z nimi spoufalać, potrafią być zajadłe jak tygrys ;-)
OdpowiedzUsuńPiękne zdjęcie na banerku. Przejmujące...
gryzą france, gryzą;)) mnie też jeden taki dziabnął
OdpowiedzUsuńTe najmniejsze pieski to czasem największe zarazy są :)) Niektóre potrafią tak w koszyczkach jeździć, po moim mieście jeździ jeden pan rowerem, który dostosował do siebie - jest po jakimś udarze chyba, pan, nie rower ;) i do swojego psa - podobną platformę ma z tyłu. Piesek tam sobie siedzi, albo biegnie grzecznie za wlaścicielem, który jest bardzo rozmowną osobą i nadaje miastu swoisty koloryt swoim wyglądem również :))
OdpowiedzUsuńJednym słowem Dyzia był to pies obronny chociaż niewielki wzrostem :-)))
OdpowiedzUsuńTe "maluchy" muszą czymś nadrobić i chcą być potrzebne i traktowane poważnie stąd tyle wrzasku
OdpowiedzUsuńDyzia jest słodką psiną. Zawsze mnie takie mikre ciałka z wielką duszą i odwagą rozczulały. Podziwiam też takie pieski-cyklistów i takich na motorach (też nie raz widziałam). Brat mój cioteczny miał dawno temu taka maleńką "sarenkę". Głośna i zadziorna była niezwykle. I doberman by się nie powstydził.
OdpowiedzUsuńChałupki szkoda. Tak malowniczo wyglądała.
Pozdrawiam
:) No, szczególnie na 3 zdjęciu od dołu widać, jak na Cię łypie lewym okiem :) Znam pinczerki. Są wyjątkowo jadowite. I jazgotliwe :)
OdpowiedzUsuńAle jakie kochane galaretki :)
OdpowiedzUsuńte małe psiaki zawsze wyglądają na wkurzone...
OdpowiedzUsuńja bałabym się tak wozić pieska. nie miałabym pojęcia jak go nauczyć...
Te małe ratlereczki, to prawdziwe bestie, wiem miałam kiedys cos takiego, łomatko, to był najgrożniejszy pies na całym osiedlu, gorszy od wilka i budzacy prawdziwy postrach. Czyli w małym ciele wielki duch!
OdpowiedzUsuńAle fajnie :-) Psica by nie usiedziała - maupa jedna :p
OdpowiedzUsuń