czwartek, 1 stycznia 2015

Urodzinki.......

Jak ten czas leci.
W zeszłym roku 30 grudnia, urodziła się Pysia.
http://de-kupa-ge.blogspot.com/2013/12/jestem-ciotka-pysi.html

 Miała się urodzić, jak ciotka, 1 stycznia, ale postanowiła inaczej.
 Od tego czasu minął rok. Pysia już postawiła swój pierwszy krok i "podeptała" roczek.
W dzień urodzin, starym zwyczajem, Pysia została poddana próbie. Takiej wróżbie, z przymrużeniem oka.
Dziecku rozkłada się na stole, różaniec (lub modlitewnik), książkę, kieliszek i pieniądze.
Różaniec – symbolizuje pobożne, dobre życie. W zależności od regionu czasem wierzono również, że jeśli dziecko sięgnie po różaniec, w przyszłości zostanie księdzem lub zakonnicą.
Książka – symbol mądrości. Jeżeli maluch wybierze książkę, będzie dobrze się uczyć, a być może zostanie nawet profesorem.
Kieliszek – wybór kieliszka podobno nie zwiastuje niczego dobrego. Mały solenizant polubi w przyszłości alkohol i będzie prowadzić rozwiązły tryb życia.
Pieniądze – symbolizują bogactwo i zaradność życiową. Jeśli dziecko sięgnie po pieniądze, będzie wiodło dostatnie życie i nigdy nie zazna biedy.

To zobaczmy, co wybrała Pysia:)))

Rekwizyty rozłożone na kanapie, to akurat na poziomie łapek Pysi.

Pysia startuje...........


Upsssss, czyżby miała ochotę w przyszłości zostać mniszką? Mamo? Tato? Co wy na to?


Posmakowała, posmakowała...eeeeeeee, to chyba jednak nie to....


O!!!! Mamy kieliszek!!!!!!!



I po zawartości:))


Skrajnie wybrała, no nie? Szykuje się zakonnica z problemem alkoholowym:))
 Rośnij zdrowo Pysiu i nie martw się wróżbami:)))
 Kielonek od czasu do czasu jeszcze nikomu krzywdy nie zrobił:))
Pamiętacie, co Wasze dziecka wybrały? I czy te wróżby się sprawdzają?

wtorek, 30 grudnia 2014

Mam kota....

Spokojnie...jeszcze nie prawdziwego. O wiersz chodzi, który znalazłam na tablicy ogłoszeń przy sklepie z karmą dla zwierząt...

Sympatyczny i prawdziwy:)
Cyknęłam go dla Wszystkich Kociar, prawda, że TAKI też jest Wasz kot/koty???





A ja mam psa:)
I też go kocham, tylko jeszcze wierszem tego nie wyraziłam. Poetka ze mnie żadna, ale może, ktoś z Was (wiem, że posiadacie tego rodzaju talenty) potrafi, tą moją miłość do psa opisać?
Hmmmmm????




Czyż nie jest słodki??? Wiecie, gdzie zasiadł? Na łóżeczku, na którym leżał zwinięty w kostkę gruby koc, a on ten koc ślicznie rozgrzebał swoimi krótkimi łapeckami, zrobił sobie dołek i zaległ. Z wysokości przyglądał się temu,co robię.
Kurdybanek, jakoś tak ostatnio na niego mówię, taki mały, płożący się, ma działanie lecznicze:)))

WIERSZYKI:

Od Kalipso:

Mnemo ma kota na punkcie Mopa.
Ach! Jaki piękny z niego chłopak.
Sliczny, mądry i uroczy.
Spójrzcie tylko w jego oczy:)))

Od  Ewy

Na punkcie Mopa trzeba mieć kota !
bo widać na oko, że on pięknota ! 
Te oczka, nosek, ten loczek, 
Malutki jest jak breloczek,
Lecz niech nie zmyli nikogo, że mały,
bo z niego jest brytan dumny i doskonały !

sobota, 27 grudnia 2014

Na wojennej ścieżce.

Dzisiejszej nocy wykopałam topór wojenny i wkroczyłam na ścieżkę wojenną. Dokładnie o 5 rano, powiedziałam dość, chamom, chamstwu i prostactwu.
A było to tak.
Zamiast odpoczywać świątecznie, od północy biegałam i parzyłam miętę, podawałam termometry i medykamenty. Najpierw Wu zaczął stękać, potem zwijać się z bólu i okupować łazienkę. Na przemian WC z wanną, gdzie w gorącej wodzie łagodził okrutne skurcze. Wydawało się, że już, już lepiej, gdy nagle Młody zaczął jęczeć na tą samą nutę. Wieczorna pogawędka, zamieniła się w stęki, jęki, a wręcz momentami wycia. Trochę się wystraszyłam, matko z córką, zatrułam ich jedzeniem czy, co? Ale czym? Wszystko świeżo przygotowane przecież. Podejrzenie padało na susz kompotowy, albo na uszka- gotowce z paczki. Ani tego, ani tego ja nie tknęłam, bo wiadomo, jak się obiad gościom podaje to czasu się nie ma jeść, a potem, jak się posprząta to już jeść się odechce. A, jak inni się zatruli? Były dzieci, była teściowa, starsza osoba. Przecież nie będę dzwonić i pytać w środku nocy.
W tym ferworze niesienia pomocy nie zwracałam uwagi na głośną muzykę dobiegającą z piętra wyżej. Minęła godzina jedna, druga, trzecia, zaaplikowane leki trochę ulżyły w cierpieniach, każdy zajął swoje miejsce w łóżku (aby, co kilka minut i tak startować pędem do WC).
 A na górze coraz głośniej. Już słychać nie tylko buc, buc, buc z sufitu, ale sufit zaczyna drżeć, wydawało mi się, że nawet łóżko podryguje. Do tego doszło gremialne podskakiwanie fanów tańca, przy wtórze pisków kobiecych i stukocie szpilek. Towarzystwo widać rozgrzane tańcami i pewno innymi wspomagaczami, otworzyło okna i dalej wrzeszczeć na pół osiedla. Dowiedziałam się z tych wrzasków, że „kurwa lepiej było jechać do Zakopca”…….nożesz, lepiej było!!!!!
W jednym momencie (taki przychodzi), ja, tolerancyjna osoba, która rozumie potrzebę zabawy i radości, nie tylko  w czas świąteczny, zamieniłam się w chodzącą furię. No szlag mnie trafił!!!
Tu mi chłopy jęczą, tam wyją, a po suficie stado kucyków biega, no oszaleję!!!!! Patrzę na zegar, piąta godzina. Dość tego.
Złapałam za telefon, wykręciłam 997……doniosłam!!! Miły( o dziwo), dyżurny policji, uznał, że wyjątkowo byłam cierpliwa zgłaszając zakłócenie ciszy nocnej dopiero o 5 rano i obiecał, że wyśle patrol. Przyjechali za 15 minut. Wiem, bo słyszałam, jak kolejne kilka minut dobijali się do drzwi –dzwonka pewno i tak by nikt nie usłyszał. Potem zapanowała cisza, która trwała……15 minut??? A potem znowu puszczono muzykę, którą raz puszczano ciszej, raz głośniej, ale już bez wrzasków i tupania.
Zaczynało świtać, kiedy w końcu zasnęłam.
Obudziłam się z wielkim postanowieniem, że już nigdy nie będę czekać tak długo z interwencją. Następnym razem interwencja będzie o 22:10!!!!!
Darowałam już kilka takich imprez, inni sąsiedzi też interweniowali, ale widać, młody człowiek……przepraszam, cham jeden, gbur jeden, prostak, nie zasługuje na wyrozumiałość. Jak go matka nie nauczyła, trudno musi sąsiadka.
Jego dziadek, nasz wieloletni sąsiad w grobie się chyba przewraca ze wstydu za swojego wnuka.
Wnuczuś w dupie ma, że obok sami starsi ludzie, schorowani. Nie potrafi skończyć imprezy o przyzwoitej godzinie, a przynajmniej na tyle ją uciszyć, żeby inni mogli w swoich mieszkaniach spać.
Mieszkam tu kilkanaście lat i do tej pory nigdy nikt nie zakłócał tu porządku i ciszy, a wystarczy taki jeden cham, gbur, prostak i koniec spokoju.
Kiedyś w dobrym tonie było uprzedzać sąsiadów jeśli robiło się przyjęcie, które mogło przeciągnąć się na późniejsze godziny. Dziś nikomu to do głowy nie przyjdzie.
Dodatkową niespodzianką po nocnej imprezie był jeszcze utrudniony odpływ wody z WC. Podejrzewam, że imprezowiczki, to, co z reguły każda kobieta wyrzuca szczelnie zawinięte do kosza, wyrzuciły do WC. A  odpływ mamy wspólny... Na szczęście mam otwarty kiosk na dole i mogłam kupić kreta, którym udało się w końcu przetkać odpływ.
Po tych ekscesach nocnych, wymęczona męska część rodu spała do popołudnia, ja wyrwałam się na chwilkę do Saskiego, zobaczyć „kawałek świata” i odetchnąć świeżym powietrzem.
Reszcie rodziny nic nie było. Dowiedziałam się tylko, że wcześniej kilka dni przechodzili również podobne sensacje i też wybiórczo, bo dotknęły tylko mamę i starsze dziecko, a reszcie nic nie było. Widać zaraza przywędrowała z nimi do nas:)
Tym samym podejrzany przestał być susz owocowy i uszka-gotowce z paczki.
A ja w drugi dzień świąteczny, zamiast odpoczywać, przebierałam pościele, odkażałam łazienkę, żeby francę utłuc.
Jakoś nie mam ochoty na chorowanie. Szczególnie takie z częstym pobytem w łazience.

Oooooo, takie miałam fajne święta.








P.S. Zdjęcia zimy dla Was, a szczególnie dla Kasi, która lubi latać po Saskim:)

wtorek, 23 grudnia 2014

Wesołych świąt...

bo przecież już nadeszły!!!! Chcieliśmy, czy nie, stało się!!!! Jutro o tej porze będziemy stękać po Wigilii, niby postnej, ale po spróbowaniu 12 dań, to najtęższe żołądki wymiękają. Ci, co udają się na Pasterkę, trochę wytrzęsą uszek, barszczu i pierogów po drodze. Ci, którym Pasterka nie grozi uraczą się kieliszeczkiem na lepsze trawienie. I fajnie, tak ma być, co, kto lubi i jak lubi.
Aura jakoś świąteczna nie jest, leje, wieje od dwóch dni. Bez przerwy, ale, jakie to ma znaczenie, jak człek do huty nie musi??? W spowolnionym tempie gotuje, piecze, sprząta i nawet odnajduje w tym swoistą przyjemność, bo dom napełnia się zapachami.........i powiem czystości:)))

Nawet zakwitły w wazonie forsycje.........


Małe rzeczy cieszą...ot taka kaczka, którą sobie Mnemo w necie wypatrzyła....nie będzie czekać na Wielkanoc, żeby ozdobić nią chałupkę.....bo kaczusia cudna jest. Taka prosta, szwedzka ponoć. Kaczka Wikingów:)))
Jejku...lubię kaczki:))
Te na biegunach też:))


Dań przygotowanych sporo, są nogi kaczkowe upieczone ( niech żyje brytfanna z Lidla- rewelacja), jest barszcz, kapusta z fasolą, bigos, schab i boczuś pieczony, rybka w occie, sałatka warzywna, gulasz wołowy, ciasto czekoladowo-bananowe.......o czymś zapomniałam????? Aaaaa, jutro jeszcze kompocik z suszu....... i to wszystko w jeden dzień!!!! A nie jestem nawet troszkę zmęczona.


Choinki nie kupiłam, nie za 50 zł, drzewko pół metra wytargane z ziemi i wsadzone z donicę. Wolałam kupić od babiny wianek ze słomy i jemioły, a resztę wydać na dobre winko, które wypiję również za Wasze zdrowie.
Nie, nie mam różowych ścian, tak jakoś na zdjęciu wyszły, w realu to jest jarzębina.........


Pierniczków mojej córci-synowej, pilnuje kura. No, a kto niby miałby pilnować, no nie? Wtajemniczeni wiedzą, dlaczego kura. Bo kura jest wielofunkcyjna, teraz pilnuje pierniczków, ale może pilnować chlebka, jajek, kredek........co tam, zmieści się w koszyczku.





Całemu, temu powolnemu w sumie dniu przyglądał się PIESZCZOCH....z wysokości kanapy, kocyków dwóch i podusi, wykąpany i pachnący świątecznie. Psu też się należy na święta SPA.



I na koniec tej relacji,

 Wszystkim, którzy do mnie zaglądają i całej nieświadomej reszcie, życzę bardzo udanych świąt, relaksacyjnych, zwyczajnie dobrych i żeby ten nastrój świeżości i ciepła świątecznego utrzymywał się cały następny rok. 

I jeszcze roz, po naszymu:))

Bez to coście w cołkiym roku
Ciyngiym byli tutej z nami
„tuTej” mo dla Poznanioków
Swojskie rymy zez życzyniami

Zez życzyniami świuntecznymi
Bo szak Gwiozdka już niedługo
Szpycnuńć aby przyndzie wew łokno
Guli piyrszo gwiazdka mrugo

Gdy zamruga piyrszo gwiazda 
Niech famuły to zmiarkujum
Co wigilii czas już nastał
Żeli tradyncje szanujum

Karp makiołki barszcz czerwuny
I kapucha zez betkami
Niech dopełni stół świunteczny
Zez dwunastuma potrawami 

Dla zwyczaju zaś starygo
Co by kożdo zaś famuła
Dla wyndrowca zbłunkanygo
Jedyn talyrz zostawiuła

Niech sie kielczy wszyćko wiara
Młodo średnio i ta stara
Niech Gwiozdory miast z rózgami
Taszczum wory zez prezyntami

Kolynde so zaśpiywejcie 
Pod fest cindoratum strojnum 
„tuTej” tyż zaś wspuminejcie

Wew wigilijnum noc spokojnum.
Wasza Mnemo.

sobota, 20 grudnia 2014

Przeglądając zdjęcia ......

Przeglądając zdjęcia dla Gosianki, natknęłam się na takie oto...

Były wakacje, na które zaprosiłam siostrzenicę. Jest 6 lat starsza od mojego synusia, ale dogadywali się dobrze. W ciągu dnia, bo, jak przyszło do spania to robiła się mała awanturka.

 Musieli spać razem, bo mieliśmy wtedy malutkie mieszkanie. Łóżko po rozłożeniu było duże i spokojnie się na nim mieścili, ale awantura była o nogę, która wyszła "za połowę", albo poduszkę, którą "mi dotknęła", w końcu o kołdrę, którą ciągnęli każde w swoją stronę.
Musieli dostać, dwa jaśki i dwie kołdry, ale i tak się kłócili.

Kiedy już zmęczeni awanturką zasnęli, można było, zza uchylonych drzwi, oglądać takie obrazki.
Śpią zgodnie, w jedną stronę ułożeni.......młoda przykryta śpiworkiem, młody, jak zwykle odkopany, ale "jego" kołderka obok. Nie dał jej tknąć.
Mija jakiś czas, zaglądamy znowu...
Młoda capnęła młodemu "jego" kołderkę, a młody śpi już na podłodze....
Zepchnęła go, czy sam oburzony, że musi dzielić się łóżkiem, przeniósł się na podłogę?

Trudno stwierdzić, ale widok rozkoszny prawda? Komiks taki.
 A to inny dzień, poznaję, bo piżamka inna:)
Jak widać poduszki są zbędne, ułożenie "ciał" wskazuje, że przed zaśnięciem stoczono malutką wojenkę.......
Fajnie tak popatrzeć na zdjęcia w albumie.
Młoda dziś już jest sama matką, Pysia za kilka dni kończy roczek, a sama młoda już po 30-tce. Młody to już facet........

Nie do wiary, jak ten czas szybko leci.....

P.S.
U mnie duje, że mało łba nie urwie, paskudna aura, nic tylko leżeć i nosa nie wystawiać.
Z zakupów świątecznych to mam na razie 2 kilo buraków:))))