niedziela, 1 marca 2015

Taka zajawka.

Co się robi, jak głowa zmęczona, nerwy poszarpane, mózg zlasowany?

  • Można iść spać.
  • Można się upić.
  • Można sobie popłakać.
  • Można zadzwonić do przyjaciela.
  • Można nic nie robić.

Można też zająć jakąś przyjemną robotą ręce, co Mnemo właśnie dziś uczyniła, bo wcześniej już:

  • spała,
  • trochę się upiła,
  • popłakała,
  • zadzwoniła do przyjaciółek (wielu)
  • nic nie robiła.

Na razie jest efekt połowiczny, prace nie są jeszcze skończone, ale jest widoczna ulga w samopoczuciu.
Dom pachnie woskiem, werbeną, wanilią, piętrzą się wokół stosiki drewienek, serwetek...
Jest miło. Jest cicho.
Tak, jak być powinno, głowa odpoczywa, nerwy przestają szarpać, tylko oczy wciąż jeszcze bolą...
I śpiewa Louis...tak, jak lubię..






środa, 25 lutego 2015

'Ten dom jest wystarczająco ...


"Ten dom jest wystarczająco czysty, aby być zdrowym i wystarczająco brudny, aby być szczęśliwym"

pomyślała Mnemo wróciwszy z huty i nie zwracając uwagi na pilne potrzeby w zakresie ogarnięcia z grubsza chałupy położyła się spać:)


niedziela, 22 lutego 2015

Ograniczenie antropopresji na ekosystemy...


"Ograniczenie antropopresji na ekosystemy"...przesylabizowała Mnemo stojąc z zadartą głową pod tablicą ustawioną przy parkingu w Granicy.  A n- t r o-  p o- p r e - s j i... matko z córką nie mogli bardziej naukowo? Że niby ograniczają wpływ człowieka na środowisko czy cuś? I czy zrozumie to sformułowanie ten chłopak, co idzie  dzierżąc w dłoni puchę piwa, zygzakując mocno po drodze?


Może nie zrozumie, ale piwo, pewno nie tylko jedno, wypił w pięknym otoczeniu przyrody. Przynajmniej tyle.


O tym, jak Mnemo próbowała dostać się kiedyś do Granicy jest TU.

A, gdzie tak naprawdę jest ta Granica?

"Granica to nazwa wioski leżącej w sercu Puszczy Kampinoskiej, będącej jednocześnie siedzibą Ośrodka Dydaktyczno-Muzealnego i świetnym punktem wypadowym w głąb Kampinoskiego Parku Narodowego. Puszcza Kampinoska leży tuż przy północno-zachodnich rogatkach Warszawy. Jest jednym z dwóch parków narodowych w świecie, położonym w bezpośrednim sąsiedztwie stolicy państwa. Przy wiatrach wiejących głównie z zachodu, statystycznie co trzy dni nad Warszawę nawiewane jest świeże powietrze znad Puszczy Kampinoskiej, jest więc ona zielonymi płucami Warszawy.

Granica jest małą leśną osadą z dużymi atrakcjami. Warto w niej odwiedzić skansen budownictwa puszczańskiego, obejrzeć umieszczoną na wolnym powietrzu wystawę Polskie Parki Narodowe czy przejść się Aleją Trzeciego Tysiąclecia. Znajduje się tu także Muzeum Puszczy Kampinoskiej, a w ogrodzie przy Muzeum możemy podziwiać piękne dęby, będące pomnikami przyrody oraz dotknąć fragmentu kości szczęki dolnej wieloryba bezzębnego. Fragment ten ma ponad 4 metry długości, ciekawe, skąd wziął się w sercu Puszczy? 
Od 1959 roku niemal cały obszar puszczy objęty jest ochroną w ramach Kampinoskiego Parku Narodowego"

Oprócz lasu, pięknego bez dwóch zdań, można pooglądać sobie dawne domostwa, ruszyć na wycieczkę jednym z kilku szlaków, nawet można dojść do cmentarza leśnego w Palmirach. W sezonie odbywają się w skansenie różne imprezy, o czym wyczytałam na tablicy informacyjnej.








Na zimę (chyba) chałupy zostały przykryte folią, myślę, że dla ochrony.


Takie budynki w Granicy stoją trzy. Jeden to siedziba parku, drugi to muzeum, a w trzecim nie wiem, co jest. Trochę mało wiejskie, ale też ładne.
Myślę, że dla kogoś, komu się chce dużego lasu, wypad do Granicy będzie strzałem w dziesiątkę.
I proszę uważać na łosie, bo to ich królestwo:)


Do Granicy dobrze przyjechać z wałówką, jak się człek zmęczy spacerowaniem, można na wyznaczonych miejscach zrobić sobie biwak z ogniskiem włącznie.

Przypominam jeszcze o  akcji Skarpeta - TU. Kto jeszcze nie był musi koniecznie zajrzeć.

"Jedyny taki"  chustecznik już zmienił właściciela z czego się bardzo cieszę:)) Dziękuję Kasiu Bezblogowa. I dziękują zwierzaki, którym się dzięki Tobie i innym coś dobrego dostanie.

Skarpeta wyzwoliła we mnie jakieś pokłady weny, więc oprócz chustecznika strzeliłam jeszcze wiejską tacę. Kogutową.


A następne drewienka zamówione, będziemy działać dalej.

P.S. Obejrzałam Idę.
Moim zdaniem Oskara nie będzie. Czy się mylę to się wkrótce okaże.

sobota, 21 lutego 2015

Jedyny taki.

Jedyny taki, chustecznik zrobiony przez Mnemo, można nabyć w Pastelowym Kurniku. Jest to wyrób specjalny dla  Skarpety (klik)



Chustecznik jest jedyny i niepowtarzalny.



Bejcowany wiśnią antyczną, a następnie zabezpieczony woskiem z dodatkiem olejku akacjowego, przez co uzyskał subtelny aromat. Dekorację chustecznika stanowią pastelowe irysy z delikatnymi spękaniami.



Powierzchnia spękań zabezpieczona została delikatnie lakierem.


Całość wykończona jest subtelną, bawełnianą koronką  w kolorze ecru.
Chustecznik, oprócz walorów użytkowych, z pewnością będzie ozdobą każdej damskiej toaletki.
Doskonale wpasuje się w każde wnętrze.
W rzeczywistości jest ładniejszy niż na zdjęciach i do tego  wydziela subtelny zapach.



Po prostu musisz go mieć! A cel jest szczytny.
Kupując go przyczynisz się do pomocy potrzebującym zwierzętom.
Czeka na Ciebie TU. pod poz. 82

Wcześniejsze moje wyroby można obejrzeć TU i TU i TU i TU Trochę się tego uzbierało:)
W ich wykonanie wkładam zawsze dużo serca i uwagi.

Pomocy też potrzebuje malutki, pogryziony Maylo

TU również apel o wsparcie. Przeznaczam na ten cel makową zakładkę do książki, którą można również nabyć w Pastelowym Kurniku pod poz. 83




Skarpeta wyzwoliła we mnie nowe pokłady chęci, więc uwaga!!! 
Wkrótce mogą pojawić się nowe prace:))




poniedziałek, 16 lutego 2015

Przebierańcy


Lata 70-te w modzie to szaleństwo kolorów. Królowały dzikie oranże, wściekłe seledyny i oślepiające żółcie. 
Moje starsze siostry wyglądały, jak kolorowe ptaki, w tych jaskrawych sweterkach produkowanych na maszynie dziewiarskiej przez panią Andzię. Nosiły do tego równie kolorowe,  lakierowane buty na niebotycznych koturnach.
 Ja w tym czasie ledwo, co poszłam do szkoły i tylko zazdrościć mogłam siostrom, bo dla mnie mama dziergała na drutach sweterki w paski, albo, te do biegania po szkole, w sraczkowaty melanż.
Lata 70- te się skończyły, moda się zmieniła, a sweterki wyrobu made pani Andzia, zostały z pogardą upchnięte w szafie w pomieszczeniu gospodarczym. Wtedy się rzeczy nie wyrzucało, ot, tak, bo wyszły z mody.
Wszyscy przecież wiedzą, że moda powraca, co kilka dekad, więc czekały na swoje drugie 5 minut.
No i się doczekały.
W latach 90-tych, mieliśmy po lat 30, niektórzy trochę więcej, albo trochę mniej.
Wtedy w rodzinnym domu było gwarno. Ściągaliśmy tam wszyscy z rodzinami, małymi dziećmi, podwórko w porze letniej rozbrzmiewało dziecięcymi wrzaskami, a nam też chciało się powygłupiać.
Mieliśmy jakieś ciągoty do przebieranek. 
Przypomniała się nam wtedy szafa pełna śmiesznych, jak cholera, oczojebnych sweterków. Moja mama nagabywana przez jednego ze starszych wnuków wyciągnęła je z szafy pozwoliła się w jeden z nich nawet ubrać.
Sweterki dla niewtajemniczonych trudne były do założenia, bo miały plątaninę troków, które się przeciągało przez równie trudną plątaninę dziurek, tak aby efekt końcowy był zadowalający.

Ale "mamy babcię, więc się nie trapcie". 
Babcia poplątała, jak trzeba, sama pozwoliła się odziać w jeden ze sweterków i nawet zapozowała z wnusiem.





Potem oddała sweterek najmłodszemu z zięciów, aby i ten mógł przez chwilę pobyć modną dziewczyną z lat 70- tych.


Dziś już nie ma tych sweterków (choć przy najbliższej okazji sprawdzę dla pewności szafę) i nie ma takich wesołych spotkań.
Rozpierzchliśmy się po świecie i trudno się wszystkim razem spotkać.
Zostały jednak fotografie:)