Lata 70-te w modzie to szaleństwo kolorów. Królowały dzikie oranże, wściekłe seledyny i oślepiające żółcie.
Moje starsze siostry wyglądały, jak kolorowe ptaki, w tych jaskrawych sweterkach produkowanych na maszynie dziewiarskiej przez panią Andzię. Nosiły do tego równie kolorowe, lakierowane buty na niebotycznych koturnach.
Ja w tym czasie ledwo, co poszłam do szkoły i tylko zazdrościć mogłam siostrom, bo dla mnie mama dziergała na drutach sweterki w paski, albo, te do biegania po szkole, w sraczkowaty melanż.
Lata 70- te się skończyły, moda się zmieniła, a sweterki wyrobu made pani Andzia, zostały z pogardą upchnięte w szafie w pomieszczeniu gospodarczym. Wtedy się rzeczy nie wyrzucało, ot, tak, bo wyszły z mody.
Wszyscy przecież wiedzą, że moda powraca, co kilka dekad, więc czekały na swoje drugie 5 minut.
No i się doczekały.
W latach 90-tych, mieliśmy po lat 30, niektórzy trochę więcej, albo trochę mniej.
Wtedy w rodzinnym domu było gwarno. Ściągaliśmy tam wszyscy z rodzinami, małymi dziećmi, podwórko w porze letniej rozbrzmiewało dziecięcymi wrzaskami, a nam też chciało się powygłupiać.
Mieliśmy jakieś ciągoty do przebieranek.
Przypomniała się nam wtedy szafa pełna śmiesznych, jak cholera, oczojebnych sweterków. Moja mama nagabywana przez jednego ze starszych wnuków wyciągnęła je z szafy pozwoliła się w jeden z nich nawet ubrać.
Sweterki dla niewtajemniczonych trudne były do założenia, bo miały plątaninę troków, które się przeciągało przez równie trudną plątaninę dziurek, tak aby efekt końcowy był zadowalający.
Ale "mamy babcię, więc się nie trapcie".
Babcia poplątała, jak trzeba, sama pozwoliła się odziać w jeden ze sweterków i nawet zapozowała z wnusiem.
Potem oddała sweterek najmłodszemu z zięciów, aby i ten mógł przez chwilę pobyć modną dziewczyną z lat 70- tych.
Rozpierzchliśmy się po świecie i trudno się wszystkim razem spotkać.
Zostały jednak fotografie:)



Full wypas te sfeterki! Nie mialam pani Andzi na podoredziu, wiec i takich oczo...tego sfeterkuf tez nie nosilam. Robilam sobie sama z prutych, bo wloczki porzadnej nie szlo kupic. :)))
OdpowiedzUsuńKojarzę jeszcze wściekły pomarańcz i bodaj liliowy.Babcia moja doskonale mówiąca po niemiecku jeździła do Drezna na zakupy, przywoziła bielizną, włóczkę i różne dobra spożywcze, typu kakao, kawę, czekoladę.Ale stare swetry też się pruło. Andzia wsio przerabiała. Kolorki te kilka lat temi znowu były modne.
UsuńMiałam w tych czasach tylko czerwoną sukienkę, której nie lubiłam, bo była "elegancka". Jakoś jaskrawych barw nie pamiętam.
OdpowiedzUsuńZ krempliny? Bo moje siostry to miały z krempliny, jedna miła cudną żółtą sukienkę w type Chanel, i spodnie-kombinezon, dzwony, czerwone...
UsuńA pewnie, że z krempliny. I jeszcze kostiumik z niej miałam, tylko beżowy.
OdpowiedzUsuńPiękne, eleganckie sweterki:)
OdpowiedzUsuńTeraz trudno się wszystkim spotkać, nawet jak ci wszyscy mieszkają niedaleko...
oooo cudne :-)
OdpowiedzUsuńTakie spotkania są piekne, ale masz rację, rozjechaliśmy się po świecie i trudno sie zjechać.
U nas była maszyna dziewiarska, w domu, Tata mi na niej wydziergał sweterek na komunię :-)
Poważnie? Tata? Dzielny facet:)
UsuńFajna zabawa w takie przebieranki :)) Koniecznie musisz sprawdzić, czy w szafie u Twojej mamy ich nie ma :) Powygłupiać się można w mniejszym gronie ;)
OdpowiedzUsuńMłode pokolenie jakieś mniej skore:) Trza rozkręcić, upić, czy co?
Usuńprzebieranki....nas za mało, bo dwoje. i rodzinny dom nie taki.
OdpowiedzUsuńja zawsze lubiłam kolorowo sie ubierać.
do starości mi zostało :)
A ja czarne i czarne. Wyszczupla:)
UsuńSzalone lata...
OdpowiedzUsuńI fajne. Jakieś takie.
Usuńcytrynka z limonką :)
OdpowiedzUsuńBabcia wymiata;)
OdpowiedzUsuńDała się ponieść nastrojowi, tzn. głupawce.:)
UsuńMnemo, na poważnie Ci mówię (piszę), że gdybyś kiedykolwiek chciała się poprzebierać w lata 90., 80., 70., a nawet 60-., to przyjeżdżaj do mnie:)))
OdpowiedzUsuńDrugie zdjęcie piękne:)
Najbardziej mnie kręcą 60 -te:)
UsuńMnemo, ale on som piekne te sweterki! Babcia-artystka!
OdpowiedzUsuń